Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HunHan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HunHan. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2017

Pośród gwiazd

Gwiazdy są fascynujące, dzieli nas od nich kilkanaście milionów lat, my widzimy je, a one być może już nie istnieją w naszym wszechświecie. Patrzymy w niebo każdej nocy szukając nowych konstelacji i wciąż nas to raduje. Codziennie zastanawiam się jednak, dlaczego jedna z nich spadła właśnie tu, na Ziemię, bym mógł ją poznać?

Wszystko zaczęło się na wyjeździe integracyjnym do Seulu. Cały nasz dział kadr pierwszego wieczoru miał być na bankiecie w sali na parterze, w drugim budynku hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Jednakże ja musiałem zabłądzić w drodze do toalety. Ubrany w najlepszy garnitur, błękitną koszulę i krawat w odcieniu granatu, poszedłem po prostu załatwić swoją potrzebę, ponieważ tego dnia wlałem w siebie hektolitry kawy. Zszedłem na dół, tak jak powiedział mi jeden z kelnerów, po czym po prostu nie wiedziałem, w który korytarz skręcić, a gdy już wybrałem, wszedłem przypadkiem na gospodarczy teren. Był w nim magazyn, pralnia, jakieś pokoje i szatnia. Zapukałem cicho do tego ostatniego pomieszczenia, a po chwili ktoś otworzył mi drzwi.
- Tak słucham? – odezwał się delikatny, melodyjny głos, należący do niskiego blondyna.
- Ja… zabłądziłem – wydukałem. Był przystojny i jednocześnie uroczy. Miał na sobie białą koszulę i szarą przepaskę kelnerską, a na dłoni białą rękawiczkę. Był kelnerem.
- Czego pan szuka? – Zapytał się z uśmiechem.
- T-toalety – nagle zrobiło mi się strasznie wstyd bez powodu.
- Ach, spokojnie, już pana zaprowadzę – powiedział młodzieniec, po czym wyszedł z pomieszczenia i poprosił, abym poszedł za nim. Po chwili wreszcie dotarliśmy do celu, co bardzo mnie ucieszyło. Chłopak uśmiechnął się do mnie, po czym zniknął z mojego pola widzenia. Wyglądał nieziemsko, nawet z tyłu.
Od dawna wiedziałem, że jestem gejem, jednak od dłuższego czasu  byłem sam, nie mogłem po prostu znaleźć nikogo odpowiedniego z wyglądu i charakteru. Ale teraz, gdy zobaczyłem jego, moje serce nagle oszalało. Czułem, że to będzie coś wielkiego, to przypadkowe spotkanie wcale nie musiało takie być.
Po załatwieniu swojej potrzeby, wróciłem na górę, bo tym razem zauważyłem strzałki i tabliczki z napisami, które jasno określały drogę na bankiet i do toalety. Zaśmiałem się w duchu, po czym podszedłem do Krisa, który stał najbliżej drzwi. Wziąłem drinka z tacy jakiegoś chłopaka, po czym zacząłem szukać wzrokiem tego niskiego kelnera. Nie mogłem go jednak znaleźć, przez co stałem się markotny i zdawkowo odpowiadałem koledze, który w końcu odszedł ode mnie kręcąc głową. Wcale mu się nie dziwię, że tak zareagował. W końcu kto lubi być ignorowany?
Krążyłem po Sali, która nie była zbyt duża. Zatrzymałem się przy swoim miejscu, bo podano kolację. Wtedy dopiero zrozumiałem, że jestem głodny. Westchnąłem i usiadłem spokojnie, gdy nagle obok mnie ktoś się pojawił. Kątem oka zobaczyłem tylko szary materiał, więc odwróciłem głowę w jego stronę i przypadkiem zahaczyłem barkiem o chłopaka. Trzask tłuczonego szkła zwrócił uwagę wszystkich wokół nas.
- Bardzo przepraszam! – zawołał ten piękny, melodyjny głos.
- Ależ to ja przepraszam, naprawdę – odpowiedziałem, widząc jego zakłopotanie. Przecież to moja wina, prawda? Spojrzałem w dół na kawałki szklanek i rozlane napoje. – Ja to posprzątam.
- Nie! To znaczy, nie. Ja to posprzątam – powiedział młodzieniec, wyraźnie zmieszany i zniknął, by wrócić po chwili z mopem i zmiotką. Chciałem mu pomóc, więc wziąłem opartą o okno zmiotkę, po czym znów go trąciłem, tym razem uderzyliśmy się głowami. Mogłem wtedy spojrzeć w jego piękne, błyszczące oczy. Były takie, jakby ktoś umieścił w nich tysiące gwiazd. Aż wziąłem głęboki oddech, nie mogąc uwierzyć w ten widok.
- Przepraszam! – wyszeptaliśmy oboje, nadal nie mogąc przestać patrzeć w swoje oczy. Nie wiem ile mogła trwać ta chwila, ale dla mnie była to wieczność, zbyt krótka jednak, ale pełna blasku. Zjechałem w dół wzrokiem, by spojrzeć na jego różowe, pełne usta. Zamknąłem oczy, a w głowie miałem setki myśli „Pocałować? Czy też nie?”, aż w końcu zebrałem się na odwagę i musnąłem je delikatnie. Na szczęście wszyscy wrócili do swoich spraw, więc nikt, poza nami, tego nie widział. Tak mi się wydawało.
- Luhan! – usłyszałem nagle jakiś obcy głos. Obok nas stał chyba kierownik sali, złowrogo patrząc na młodzieńca. Luhan, tak? Ładne ma imię, ale brzmi tak jakoś… chińsko? – Chodź na chwilę za mną.
- D-dobrze – odpowiedział chłopak, spuszczając głowę. Dokończył sprzątanie, po czym szybko poszedł za mężczyzną do kuchni. To pewnie moja wina, że ten facet tak zareagował. Chcąc wyjaśnić sytuację, podszedłem bliżej i przypadkiem podsłuchałem rozmowę. Nie była ona miła i przyjazna. Usłyszałem krótkie „zwalniam cię” i właśnie wtedy wszedłem do środka.
- Przepraszam bardzo, ale to moja wina – powiedziałem.
- Proszę pana, proszę  stąd wyjść. Luhan jest kelnerem, nie jakimś panem do towarzystwa. To jest, przepraszam, była, jego praca. Nie powinien dopuścić do takiej sytuacji.
- To ja go pocałowałem!
- To nie zmienia faktu, Luhan, wynoś się stąd, już! A pana zapraszam na dalszą część bankietu.
Mężczyzna miał okropny głos, więc wyszedłem, ale wcześniej złapałem Luhana za rękę. Wyprowadziłem go z bankietu głównym wejściem, po czym wsiadłem z nim do windy i pojechałem na drugie piętro budynku. Chłopak szarpał się trochę, ale wystarczyło jedno spojrzenie i już się uspokoił. Był również w szoku z obrotu sytuacji. A ja po prostu wykorzystałem okazję, by poznać go bliżej.
Weszliśmy do mojego pokoju, który znajdował się w bocznym korytarzu po prawej stronie głównego korytarza, na jego końcu. Otworzyłem drzwi kartą kluczem, po czym wepchnąłem chłopaka do środka, włożyłem kartę do czytnika, po czym zgasiłem wszystkie światła w pokoju. Przeszklona ściana naprzeciw łóżka, która pokazywała całe miasto, teraz pięknie oświetlone, dawała nastroju chwili. Podszedłem do chłopaka, po czym wziąłem jego twarz w dłonie i pocałowałem go. Najpierw delikatnie, po czym gdy poczułem, że mu się to podoba, zacząłem namiętny taniec naszych ust. Iskra, jaką we mnie wywołał, sprawiła, że chciałem więcej i więcej, bez względu na konsekwencje. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie, patrząc w swoje oczy. Jego błyszczały jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Przepraszam, powinienem najpierw się przedstawić. Oh Sehun, miło mi – powiedziałem po chwili.
- Ja… Lu Han, ale mówią mi po prostu Luhan – powiedział chłopak. – Również mi miło. Nawet bardzo miło – zarumienił się, po czym spojrzał na swoje buty.
- Ile masz lat, jeśli mogę wiedzieć?
- 27 – odparł, a ja zdębiałem. – Wiem, że nie wyglądam – zaśmiał się.
- Wow – tyle byłem w stanie z siebie wydusić. – Jestem młodszy od ciebie?
- Na to wygląda. A ile ty masz lat, Sehun?
- 23 – odpowiedziałem, po czym złapałem go za rękę i wyciągnąłem na balkon. Tam stanąłem, opierając się o barierkę, po czym odpaliłem papierosa, patrząc w niebo. – Widzisz Luhan, muszę ci coś wyznać. Jak zobaczyłem cię pierwszy raz, poczułem coś, czego nie czułem od dawna. Coś takiego czuje się tylko parę razy w życiu. Poczułem taką.. energię, takie ciepło bijące od ciebie. A twoje oczy błyszczą jak te gwiazdy. To fascynujące, wiesz? Wreszcie zrozumiałem, że są na świecie ludzie, którzy spadli prosto z nieba w nasze życie. I to właśnie ty jesteś taką gwiazdą, która spadła na Ziemię, by otulić mnie swym ciepłem, rozumiesz? W tej chwili jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Może to za wcześnie, ale czuję że jestem tobą zauroczony. I to szalenie – nagle poczułem, jak Luhan przytula się do mnie mocno i usłyszałem jak pociąga nosem.
- Nikt.. nigdy… nie… powiedział mi… tylu pięknych… słów… dziękuję… - wyszeptał, ledwo go słyszałem, a łzy opadały na moją koszulę, mocząc ją w jednym miejscu. Wyrzuciłem papierosa przez barierkę, po czym odwróciłem się do niego i pocałowałem go w czubek głowy, po czym uniosłem jego podbródek i musnąłem jego wargi swoimi.
Gdy cały wyjazd skończył się, powiedziałem Luhanowi, żeby jechał ze mną do domu, mojego domu. Na początku nie był przekonany, jednak po dłuższym zastanowieniu, zgodził się. Byłem przeszczęśliwy. Mieszkałem w domku na przedmieściach Busan, sam, więc towarzystwo, zwłaszcza jego, bardzo mi odpowiadało. I tak zaczęła się nasza przygoda, mnie i mojej pięknej gwiazdy. Coś czuję, że mój starszy brat, Baekhyun, maczał w tym palce. Teraz, właśnie w tej chwili, siedzę z Lu przed domem na kocu, patrząc w gwiazdy. Przytulam go do siebie mocno, a jego zapach otula mnie. Tak bardzo się cieszę. Choć minęło już 9 miesięcy. Pięknych 9 miesięcy, które naprawdę wiele zmieniły w moim życiu. Jestem najszczęśliwszy na świecie.
- Kocham cię Lulu – szepnąłem do niego. Teraz już wiem, co znaczy prawdziwa miłość.
- Ja ciebie też kocham, Sehunnie – szepnął, po czym musnął moje usta.

27 listopada 2016

Jak za pierwszym razem

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu o 7:00, więc chcąc nie chcąc musiałem wstać. Była sobota, pochmurny dzień, a do tego mocno padało na zewnątrz. Westchnąłem smutno i spojrzałem w lustro w swoim pokoju. Miałem podkrążone oczy z niewyspania, ostatnio strasznie ciężko mi zasnąć, a do tego włosy były w zupełnym nieładzie, odrosty na pół ich długości. Zapuściłem sie strasznie. Nie mogłem jeść, dlatego moje ciało wyglądało fatalnie, zmizerniałem okropnie. Jaki był tego powód? Sam już nie wiem. A może wiem? Nie będę kłama, znam powód. Rozstanie.
Z Luhanem byłem naprawdę szczęśliwy, jak nigdy wcześniej. On dawał mi uśmiech na każdy dzień, nawet wtedy gdy nie miałem siły. Jednak przez jego rodzinę musieliśmy się rozstać, to było ciosem prosto w serce. Płakałem wiele nocy i dni, a minęło już około dwóch miesięcy od tamtego dnia. I choć rozumiem, że rodzina jest dla niego ważna, to nie potrafię zrozumieć tego, żebyśmy zerwali kontakt. Czułem się beznadziejnie. Jak wrak, śmieć, który wrzuciło się na dno śmietnika i zapomniano o nim. Byłem załamany. Nadal jestem.
Poszedłem do łazienki i tam próbowałem ogarnąć swoją twarz i włosy, by choć po części wyglądać normalnie, ale gdy znów spojrzałem w lustro łzy same zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie umiem ich zatrzymać, już dawno przestałem próbować. Po prostu się poddałem. Luhan powiedział, że na pewno kogoś znajdę, ale nikt nigdy go nie zastąpi. Nigdy o nim nie zapomnę.
Ubrałem się i wyszedłem z domu w starym dresie, w dłoni trzymając smycz Kamiego, mojego ukochanego psa, dzięki któremu jeszcze wychodzę na zewnątrz. Przeszedłem kawałek i nagle się zatrzymałem, wbijając wzrok w postać stojącą przede mną. Niższy ode mnie młody mężczyzna, o ciemnych włosach ułożonych lekko do góry, podkrążonych oczach tak samo jak moje, ze smutkiem wypisanym na twarzy. Moje serce stanęło, by po chwili zaczęło bić bardzo szybko, nie potrafiąc się zatrzymać. W oczach znów pojawiły się łzy, a zapach jaki bił od tej osoby delikatnie drażnił mój nos. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że na jego ramieniu wisi średniej wielkości torba, tak jakby właśnie wracał z nocnego treningu. I gdy podniosłem wzrok ponownie na jego twarz, on odezwał się do mnie swoim melodyjnym głosem. Całe moje ciało zadrżało.
- Um... cześć Sehun - powiedział, a jego ręce zaczęły się trząść. Odruchowo przytuliłem go do siebie, puszczając smycz Kamiego. Ten jednak stał w miejscu i obserwował to wydarzenie.
Poczułem się tak jak wtedy, gdy zobaczyłem Luhana pierwszy raz, 5 lat temu w kawiarni. Był uroczym studentem ASP, o blond włosach, które delikatnie wpadały mu do oczu. Jego różowe usta pochłaniały muffinkę, gdy prawą dłonią rysował czyjś portret. Gdy podszedłem bliżej, zobaczyłem że rysuje samego siebie. I właśnie wtedy poczułem ten stan, to uczucie, którego nie znałem, ale wiedziałem, że jest to coś wielkiego. Usiadłem przy jego stoliku i uśmiechnąłem się przyjaźnie. On spojrzał na mnie, uśmiechnął się a po chwili odezwał. Moje serce stanęło, by po chwili zacząć bić bardzo szybko.
- Luhan - szepnąłem. - Jak ja cię kurwa kocham - dodałem po chwili, a jego dłonie mocniej zacisnęły się na mojej bluzie. Nie pytałem o nic, to nie było ważne. Wiedziałem jednak, że uczucie które nas łączyło przetrwa nawet największe błędy i przeszkody.
Zaprowadziłem Luhana do domu, zrobiłem mu herbaty i usiadłem obok niego na kanapie. Nie dziwił go bałagan w całym mieszkaniu, sam pomógł mi go później posprzątać. Słuchałem jego słów z wielkim zaangażowaniem, a gdy skończył słowami "nie mogłem tak dłużej wytrzymać, za bardzo cię kocham", pocałowałem go. Brakowało mi tego. Ale ich smak wciąż pamiętam.
Czułem się jak za pierwszym razem.

_________________________
Witajcie kochani! O to wróciłam z hunhanem, którego napisałam pod wpływem jednej wiadomości. Cieszę się, że znów tu jestem, brakowało mi tego. I chociaż jest to bardzo krótkie opowiadanie, mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam Was i pamiętajcie, że Was kocham! <3
Wasza Jaerinnie

29 grudnia 2015

Promises

Obudziłem jak zwykle zbyt wcześnie, jednak widząc twarz mojego męża pogrążoną we śnie, uśmiechnąłem się delikatnie. Pogłaskałem go czule po policzku, po czym wstałem z łóżka, idąc do pokoju naszego dziecka, Chanyeola. Chłopiec był bardzo ruchliwy co było widać nawet podczas jego snu, gdyż kołdra była na drugim końcu łóżeczka, gdy maluch spał tylko na poduszce w jednorożce. Kupił mu ją wujek Yixing na jego pierwsze urodziny. Wyglądał rozkosznie, jednakże po dłuższej chwili wpatrywania się w syna, ten jakby na znak obudził się i rozkosznie uśmiechnął.
- Cześć słońce - powiedziałem do niego i wyciągnąłem malca z łóżeczka, tuląc do siebie jego małe ciałko. - Tatuś zaraz da ci jeść - dodałem po chwili, udając się nim na rękach do kuchni. Tam posadziłem go na krzesełku i spokojnie zająłem się szykowaniem kaszki dla dziecka. Chanyeol nagle zaczął domagać się tulenia, więc po chwili wziąłem go z powrotem na ręce, nadal przygotowując kaszkę. Po chwili była gotowa.
- Tatusiuuuuu~! - zawołał synek, patrząc na mnie swoimi dużymi ciemnobrązowymi oczkami.
- No już, usiądź grzecznie, tatuś zaraz da ci jeść - posadziłem go ponownie na niebieskim krzesełku, podając mu pod jego maleńki nosek jedzenie. Łyżeczką przemieszałem całość, nim zacząłem go karmić. Nie wiedziałem jednak co zrobić na śniadanie Sehunowi, ale po chwili namysłu postanowiłem przyrządzić mu jajecznicę. Chan mógł spokojnie jeść w tym czasie, brudząc się oczywiście jak to dziecko, ale ja zabrałem się w tym czasie za jajecznicę. Sehun nie był wybredny co do jedzenia, zwłaszcza, że teraz często musiał dojadać po naszym dziecku.
Po paru minutach usłyszałem kroki. Odwróciłem się zza gotowego jedzenia na patelni i spojrzałem w piękne oczy męża.
- Cześć skarbie - powiedziałem i dałem mu buziaka. - Wyspałeś się? Jest jeszcze wcześnie - dodałem po chwili.
- Tak, wyspałem się jak nigdy - odparł Sehun. - Po wczorajszej nocy... mmm, dawno się tak nie czułem - szepnął mi wprost do ucha, aż się zarumieniłem. Przypomnienie tego, co działo się poprzedniej nocy sprawiło, że płonąłem. Nadal, mimo mojego wieku i ciąży jaką przebyłem prawie dwa lata temu, wciąż mi staje na same słowa Sehuna. On był idealnym kochankiem dla mnie, aż sam sobie zazdrościłem, że on wybrał właśnie mnie.
Właściwie poznaliśmy się jeszcze w liceum, gdy byłem na wymianie szkolnej Korea-Chiny. Zauważyłem go już pierwszego dnia pobytu w nowym miejscu, gdy stał za mną w kolejce po jedzenie na stołówce. Jego piękne blond włosy rozwiał wiatr, który wziął się z otwartego w kuchni okna, a jego spojrzenie na mnie zabrało mi dech w piersiach. Czułem się wtedy tak rozkosznie, gdy nagle odezwał się do mnie.
- Mogę wziąć twój jogurt? To mój ulubiony, innego nie zjem - powiedział do mnie.
- J-jasne - odparłem, jąkając się. Zawsze byłem pewny siebie, a wtedy? Tak nagle poczułem jak nie mogę wydusić z siebie słowa. Miał cudowny głos, który mącił mi w głowie do końca dnia.
Pamiętam jak Yixing, mój przyjaciel z Pekinu, śmiał się ze mnie gdy szukałem tej blond czupryny na korytarzach każdego dnia. Aż w końcu.. stało się. Sehun podszedł do mnie i znów zagadnął niby z przypadku. Potknął się w drodze do mnie, przez co uśmiechnąłem się wesoło. On próbując ukryć zażenowanie, stanął prosto i wziął moją rękę. Spojrzał mi głęboko w oczy, a ja poczułem jak robi mi się gorąco.
- Masz ochotę się ze mną spotkać, jogurtowy królu? - spytał, podrywając mnie w ten sposób. Na początku nie zrozumiałem, jednak w porę przypomniało mi się jak któregoś razu rozlałem na sobie jogurt na oczach całej populacji szkoły. Zarumieniłem się na to wspomnienie.
- J-ja? - spytałem niepewnie.
- Tak, ty. Swoją drogą, Sehun jestem - powiedział i uśmiechnął się do mnie. Poczułem gorąc na policzkach, jeszcze większy niż wcześniej.
- L-Luhan - odparłem. - Sam nie wiem.. jesteś pewny, że chodzi o mnie?
- Tak, jestem w 100% pewny, że chodzi o ciebie, Lulu. Zapraszam cię na randkę, mam nadzieję, że mi nie odmówisz.
- Nie, nie odmówię. Kiedy chcesz się spotkać? - byłem coraz bardziej pewny siebie, ego rosło w mojej głowie.
- Dziś, o 17, tuż po szkole. Będę na ciebie czekał, maluchu - powiedział, a ja się uśmiechnąłem.
Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie, a po dwóch miesiącach spytał mnie, czy chciałbym być dla niego kimś więcej. Oczywiście, zakochany w nim po uszy, zgodziłem się bez wahania. Po dwóch latach poprosił mnie o rękę. To było cudowne i romantyczne, bo zrobił to na moim zakończeniu szkoły. Nie wróciłem z wymianą jak Yixing, zostałem w Seulu i tkwię w nim po dziś dzień. Ze szczęściem, jakim był dla mnie mój ukochany.
Potem, po ślubie, czułem się jak w niebie. Codziennie widywałem Sehuna i jego uśmiechniętą twarz. Był to najcudowniejszy widok. Najlepszym okresem dla mnie jednak była ciąża. Planowaliśmy dziecko z Sehunem od ślubu, więc gdy zrobiłem test z pozytywnym wynikiem, ucieszył się. Był pierwszym, który się dowiedział, potem był Yixing. Ten oznajmił mi natomiast, że przeprowadza się do Seulu by pracować w szkole tanecznej. Ucieszyłem się niezmiernie. Teraz miałem przyjaciela na miejscu, który pomagał mi, gdy mojego męża nie było.
Ale wracając do teraźniejszości. Nadal czułem motylki w brzuchu, gdy widziałem Sehuna.
- Kochanie? Słabo wyglądasz, coś się stało? - spytał nagle Sehun. Oderwało mnie to od wspomnień.
- Co? Nie, wszystko jest w porządku - odparłem, choć nie było to prawdą. Od jakiegoś miesiąca czułem mdłości. Miałem na początku nadzieję, że to tylko przez jedzenie, ale w końcu przełamałem się i poszedłem do lekarza. Nie mówiłem o tym Sehunowi, najpierw sam chciałem być pewny.
- Słuchaj.. muszę ci o czymś powiedzieć.
- Nie podoba mi się ten ton.. brzmi strasznie - powiedział Sehun, siadając wygodniej na krześle, jednak podparł brodę o splecione dłonie. Patrzył na mnie z wyczekiwaniem.
- Musimy kupić nowe meble - odparłem całkiem poważnie, co było prawdą. Nagle Chan odezwał się i domagał czułości, więc wziąłem go na kolana i spojrzałem ponownie na Sehuna.
- Nowe meble? Stare ci się nie podobają? Przecież niedawno je zmienialiśmy..
- Potrzebne jest nowe łóżeczko - ciągnąłem dalej.
- Chan jeszcze się mieści w starym.. czekaj, Luhan, czy ty..?
- Jestem w ciąży - powiedziałem. - To już 5 tydzień - odparłem z uśmiechem.
- O mój boże, Luhan! - Sehun pisnął radośnie i przytulił się do mnie. Chanyeol spojrzał na nas z zaciekawieniem.
- Co to ciąża, tatusiu?
- Twój tatuś ma w brzuszku maleństwo, które za 8 miesięcy przyjdzie na świat. Będziesz się mógł z nim bawić i rozmawiać. Ale będziesz musiał się też nim opiekować - powiedział Sehun, łagodnie tłumacząc malcowi co i jak będzie musiał robić z przyszłym rodzeństwem. Był to rozkoszny widok. Uśmiechnąłem się do siebie i pogłaskałem brzuch, w którym pod moim sercem rozwijało się nasze drugie maleństwo. Spojrzałem Sehunowi w oczy i wiedziałem, że nie żałuję niczego w moim życiu.
*
8 miesięcy zleciało jak z bicza strzelił, więc gdy wylądowałem na porodówce tylko zdołałem spojrzeć mojemu mężowi w oczy. Ten z uśmiechem złapał moją dłoń, pogłaskał ją i pozwolił pielęgniarkom zabrać mnie na salę. Tam na świat przyszedł nasz malutki synek, drugi z resztą. Od miesięcy zastanawialiśmy się z Hunniem nad imieniem, aż w końcu padło na Baekhyun. Mieliśmy tylko nadzieję, że chłopiec będzie trochę spokojniejszy od swojego brata, jednak sporo się pomyliliśmy. Choć na początku był rozkosznym malcem, tak każde kolejne dni sprawiały, że był coraz to podobniejszy do Chanyeola. Zastanawiałem się, po kim odziedziczył ten charakter i właśnie wtedy przypomniał mi się starszy brat Sehuna, Jongdae. Ten był naprawdę ruchliwym facetem i wszędzie go było pełno, zwłaszcza jak pojawił się w szpitalu po narodzinach Baeka.
- Jaki on kochany! I podobny do Sehuna - pisnął Jongdae, patrząc na naszego drugiego malca. Chanyeol był na jego ramionach, wiercąc się, bo chciał zejść i zobaczyć dziecko.
- Daj mu zobaczyć - zaśmiałem się wesoło, trzymając w ramionach Baekhyuna, który akurat słodko spał. Naprawdę przypominał mi Sehuna, gdy ten śpi. To samo ułożenie twarzy, rozchylone wargi i delikatne pomruki. Nagle Chanyeol wspiął się na łóżko, by z bliska obejrzeć swojego brata.
- Tatusiu, czemu on jest różowy? - spytał, a wszyscy zaczęliśmy się śmiać, patrząc na zdezorientowanego chłopaka.
- Ty też taki byłeś - odparł do niego Jongdae.
- Ale wujku, ja jestem teraz taki.. inny. Nie chcę być znów różowy! To kolor bab! - Aż zachłysnąłem się powietrzem. Skąd tak małe dziecko zna takie słowa? Spojrzałem wymownie na Jongdae, a ten wzruszył ramionami, po czym wybuchnął śmiechem.
- Jongdae, no błagam cię. To jeszcze dziecko! On ma dopiero dwa lata!
- Wystarczający wiek, by zrozumieć, że kobiety to zło - odparł szybko starszy brat Sehuna, po czym wziął Chanyeola z powrotem na ręce. Ten nagle uśmiechnął się i usnął, co było miłym widokiem. Jongdae szybko przekazał synka w ręce swojego brata, który zaczął kołysać malca.
- Luhan! - nagły głos zwrócił wszystkie pary oczu w jedno miejsce. Za balonikami i wielkim misiem w rękach skrył się mój najlepszy przyjaciel Yixing. Ten spojrzał na malca i uśmiechnął się wesoło.
- Cześć Yixing - zawołałem, kołysząc Baekhyuna w ramionach.
- Słodko wyglądasz. Przyniosłem ci czekoladę.
- Boże, ratujesz mnie. To jedzenie szpitalne nie jest dobre - zaśmiałem się.
- W końcu jestem Yixing ratujący życia - zawtórował mi chłopak, po czym podszedł do łóżka. - Mogę go na chwilę? - spytał.
- Jasne - powiedziałem, podając ostrożnie malca w ręce przyjaciela. Widziałem jego szeroki uśmiech na twarzy więc sam się uśmiechnąłem. Wiem, że Yixing byłby idealnym ojcem, jednak to Sehun jest dla mnie idealnym ojcem. Mimo pracy, potrafi pogodzić obowiązki domowe z tymi w pracy i znajduje jeszcze czas dla mnie. Jest ideałem nad ideały.
Minęło parę dni, a ja wyszedłem ze szpitala z moim cudownym maleństwem, dla którego już był przyszykowany pokój. Mieliśmy mały domek na przedmieściach Seulu, gdzie mieliśmy parę pokoi, w tym jeden nasz i dwa dla naszych dzieci. Teraz to już dwójka, choć chciałbym jeszcze jedno maleństwo, ale to dopiero gdy Baekhyun i Chanyeol będą w szkole. Wiem od lekarza, że dziecko mógłbym urodzić nawet mając lat 60, ale wolę nie ryzykować zdrowiem maluszka i urodzić kolejne dopiero za jakieś 10 lat. Wtedy w domu będzie już spokojniej, a nam przydałaby się jakaś rozrywka. Zaśmiałem się nagle i spojrzałem na Sehuna, który na rękach trzymał naszego starszego syna. Wyglądał idealnie.
- Chodźmy do domu - powiedział i objął mnie wolną ręką, prowadząc do samochodu. Nagle przed nami pojawił się Yixing z aparatem. Wziął od nas torby i położył je obok siebie.
- Nie ruszajcie się! Zrobię wam pamiątkowe zdjęcie, okej? No już, uśmiechy. - spojrzałem na Sehuna i uśmiechnąłem się wesoło, a ten zrobił to samo.
Obecnie, zdjęcie znajduje się naprzeciwko drzwi wejściowych, więc ktokolwiek nie przyjdzie, pierwsze widzi nasze zdjęcie. Co bardzo mnie cieszy.
- Kocham cię, Lulu - szepnął mi do ucha Sehun.
- A ja ciebie kocham, Sehunnie - odpowiedziałem i pocałowałem delikatnie jego miękkie usta. Byłem zadowolony ze swojego życia. I wiem, że będzie tak na zawsze.

_________________________________________________________________
Witam kochani jeszcze w starym roku! Mam nadzieję, że ff bardzo wam się spodobał, tak jak i mnie :3 Cóż, chciałam napisać coś z ciążowym Lulu i padło na HunHan. Bardzo brakuje mi Luhana w EXO, choć widząc jego szczęście w solowej karierze również się cieszę. Właśnie słucham "MEDALS" od niego i aż mi się płakać chce. Chyba często będą fanfici z nim, gdy tylko będę tęsknić. Przepraszam, za bardzo się użalam. Do zobaczenia niebawem! Szczęśliwego nowego roku kochani <3
Wasza Jaerinnie

31 lipca 2015

Hi, my name is Xiao Luhan. I'll be your roommate.

Nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Miałem może 15 lat, gdy pierwszy raz sięgnąłem po alkohol i papierosy, rozkoszując się ich smakiem. Sam nie wiem dlaczego, ale od razu przypadły mi do gustu, choć wódka okropnie śmierdziała, a papierosy sprawiały że cuchnąłem nimi na kilometr, mimo używania perfum. Tak bardzo się od tego uzależniłem, że ledwo kończyłem poszczególne klasy. Ogarnąłem się w miarę mając 18 lat, kiedy wyprowadziłem się z domu. Miałem dość rodziców i starszego brata, którzy pilnowali mnie na każdym kroku. Nie mogłem nic poradzić, nawet terapie nie były w stanie mi pomóc z uzależnieniem od alkoholu, więc wreszcie się wyniosłem. I właśnie wtedy poznałem Luhana. 
Na początku nie chciałem słyszeć o dzieleniu mieszkania czy pokoju z kimś jeszcze, ale później stwierdziłem, że jednak bardziej mi się to opłaca. Przymknąłem oko na to, że Luhan zachowywał się jak typowy gej, bo ciężko znaleźć mi było kogoś kto tak chętnie wynajmie ze mną pokój w takiej dzielnicy. 
Choć nie żywiłem do niego większych chęci, wręcz nie chciałem mieć z nim wcale do czynienia, codziennie widziałem tę jego dziecięcą twarzyczkę, szeroki na pół ryja uśmiech i tę blond czuprynę. Dostawałem niemal gorączki kiedy budził mnie swoim budzikiem, oczywiście musiała to być piosenka jakiegoś girls bandu! Nie wiem czy on to robił komuś na złość (czyt. mnie) czy co, ale każdego dnia o 6:05 widziałem jego gębę uśmiechniętą od ucha do ucha. To było gorsze niż jakikolwiek kac. 
Jednak dni mijały, a ja zacząłem dostrzegać coraz więcej plusów tej znajomości. Jak i jeden, coraz większy minus.
- Sehunnie, możesz mi pomóc? – zawołał Luhan, patrząc na mnie prosząco.
- O co chodzi? – mruknąłem, patrząc na butelkę piwa przede mną. 
- No chodź tu! – pisnął, a ja aż z wrażenia wstałem. Głos miał niezły.  – Żarówka.
Roześmiałem się nie wiem dlaczego, ale roześmiałem się. Stanąłem pod żyrandolem i już po chwili wymieniłem żarówkę, a w podziękowaniu dostałem buziaka w policzek. Spojrzałem na starszego chłopaka zdziwiony, a ten tylko się roześmiał i po chwili zniknął w kuchni robiąc jedzenie. 
Sytuacje podobne do tej zdarzały się częściej, czasem miałem dość, ale sprawiało to jednak, że ciągnęło mnie do Luhana. Stał się moim przyjacielem, dzięki któremu rzuciłem picie niemal całkowicie. 
Mieszkałem z nim już rok czasu. Z rodzicami nie miałem kontaktu, z bratem widziałem się parę razy zaledwie, był dumny że odstawiłem alkohol od siebie i zaczynam żyć. Poznał nawet Xiao, polubił go bardzo. Zauważyłem to zwłaszcza w czasie jego ostatniej wizyty.
Siedzieliśmy we trójkę w salonie. Yonghoon cały czas zachowywał się dziwnie co do Luhana, zresztą oboje tacy byli. Zaczynałem się tym irytować. Mając dość ich słodkiego zachowania, w końcu wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa, ostatniego w starej paczce. Spojrzałem na nich przez szybę balkonu i wtedy zdębiałem. Mój brat ewidentnie podrywał Luhana i nie wiem czemu, ale drażniło mnie to jak cholera. Nagle zauważyłem, że Yonghoon nachyla się i chce pocałować Xiao.
- Nie - warknąłem i wpadłem do pokoju, by to przerwać.
- Sehun - powiedział mój brat z szyderczym uśmiechem. - Zazdrosny?
- Nie przeginaj hyung. Wynoś się, już! -warknąłem głośno i poważnie. Nie wiedziałem czy starszy mnie posłucha czy też nie, ale byłem wściekły. Nagle ten wstał i nas opuścił.
Odetchnąłem z ulgą kiedy zostałem sam na sam z Lu.
- Dlaczego go wyrzuciłeś?
- Bo cię podrywał - powiedziałem zapalając papierosa w domu.
- Oj, Hun-ah, jesteś zazdrosny? - zapytał Lu.
- W życiu, nie podobało mi się to, tyle.
Xiao tylko westchnął i spojrzał na mnie, po czym usiadł na moich kolanach. Byłem w szoku.
- C-co ty robisz?
- Siedzę - odparł przyjaciel i po chwili wyrwał mi papierosa. Nachylił się i mnie pocałował. Otworzyłem oczy ze zdziwienia ale oddałem pocałunek po chwili. Objąłem go mocno w pasie, a drugą dłoń umiejscowiłem na jego policzku. Całowaliśmy się zachłannie, ale jednocześnie delikatnie i jakby Luhan to określił, uroczo.
Nagle oderwałem się od niego i spojrzałem mu w oczy. Miał zarumienioną twarz, błyszczące oczy i różowe piękne usta. Zapragnąłem więcej i już po chwili kontynuowałem to wszystko.
Nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy w łóżku nago. To było takie... pożądane.
Po cudownym seksie leżeliśmy w łóżku i się przytulaliśmy. Paliłem papierosa a Lu leżał obok mnie z rozczochranymi włosami i zadowoleniem. Mruczał jak kotek, co było cholernie urocze.
- Kocham cię, Sehun-ah - szepnął mi do ucha i zachichotał. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się  do niego.
- Ja chyba ciebie też kocham.
Tak wesołego Luhana nigdy wcześniej nie widziałem, jednak to mnie ucieszyło, że potrafię go tak uszczęśliwić. I wtedy dotarło do mnie, że to musi być prawdziwa miłość, przed którą tak się broniłem tyle czasu.
Od tamtego dnia dużo się zmieniło między mną a Xiao. Byliśmy w związku, połączyliśmy nasze łóżka w jedno duże. Zmieniło się moje podejście do niego. Częściej się uśmiechałem, co cieszyło mojego chłopaka..Było mi wspaniale.




)_________________________________(
cóż,.. takie małe fluffowate coś mi wyszło. Póki co nie pojawi się chyba nic nowego, może w sierpniu (a to już jutro~). Postaram się pisać lepiej ;c pozdrawiam i kocham! <3
Jaerin

1 czerwca 2015

Island part 1


WHERE ARE YOU?


2
Seoul

Czas płynął dziś wyjątkowo wolno. Takie wrażenie odniosłem głównie przez czekanie na mojego chłopaka, który spóźniał się już drugą godzinę na umówione spotkanie. Westchnąłem ponownie i spojrzałem na zegarek. Ostatni raz wykręciłem jego numer, ale kolejny raz "przepraszamy. wybrany abonent jest poza zasięgiem sieci, prosimy spróbować ponownie później. Zamknąłem oczy i po chwili wstałem z ławki, pocierając ramiona. Było już dość późno, a pogoda nie nadawała się do długiego stania na zewnątrz. Przeszedłem kawałek dalej i spojrzałem na wystawę sklepu jubilerskiego. Spodobała mi się obrączka. Była ona dość zwyczajna, ale od razu mi się spodobała. Wszedłem do sklepu i poprosiłem ekspedientkę o pokazanie mi właśnie tego modelu biżuterii. 
- Dla dziewczyny? - spytała z uśmiechem.
- Owszem. Myśli pani, że jej się spodoba? -zapytałem, oglądając przedmiot w dłoni.
- Jestem wręcz pewna, że przypadnie jej do gustu. Wygrawerować coś? 
- Zastanawiam się właśnie.. i myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie data pierwszej randki - posłałem kobiecie uśmiech, po czym spojrzałem jeszcze raz na obrączkę. Luhanowi się spodoba, jestem pewny.
Po kilku minutach prezent był gotowy. Zapakowany w małe pudełeczko ozdobne i włożone do torby. Zapłaciłem za wszystko, po czym opuściłem sklep. 
Oczywiście, byłem zły na mojego ukochanego, że nie raczył się pokazać ani odpisać, a tym bardziej odebrać tego pieprzonego telefonu, ale nie mogłem nic poradzić. Westchnąłem i poszedłem do naszego mieszkania, mając nadzieję, że go tam zastanę.
Z każdym kolejnym krokiem stawianym na chodniku, czułem coraz większy niepokój w sobie. Nie rozumiałem tego uczucia, dlaczego nastąpiło tak nagle w drodze do domu. Przecież powinienem czuć się dobrze i swobodnie! Jednak czułem całym sobą, że coś złego się dzieje.
Niemal będąc pod domem, usłyszałem krzyki Luhana. Myślałem, że coś mu się stało, dlatego czym prędzej pobiegłem na drugie piętro kamienicy i otworzyłem drzwi. Widok jaki zastałem, nie był tym, czego oczekiwałem. Nigdy się nie spodziewałem, nigdy. Nawet w koszmarach.
Luhan stał podparty do ściany, nago, w towarzystwie jakiegoś kolesia. Nawet nie wiem kim on jest, ale po tym jak rozmawiał z Lu, mogłem się tylko domyślać.
- Xi Luhan - powiedziałem szeptem, a przynajmniej starałem się cokolwiek z siebie wydusić.
- O mój boże, Sehun! - pisnął starszy. I właśnie w tym momencie z moich dłoni wyleciały kolejno: bukiet róż, butelka wina i pudełeczko z obrączką. Nie miałem nawet siły płakać, to mnie po prostu zabiło.
- To nie tak jak myślisz, Hunnie! - dotarł do mnie płacz starszego. 
- A jak? - szepnąłem z ledwością, czując jak gula w moim gardle rosła z każdą sekundą.
- Sehun, daj mi się wytłumaczyć.. obiecuję, powiem ci prawdę. 
- Mów. Masz minutę na wyjaśnienia. Potem dostajesz 5 minut na spakowanie swoich rzeczy. 
- Hunnie..
- NIE MÓW TAK DO MNIE! - krzyknąłem, po czym kopnąłem i tak rozbitą już butelkę. - A ty.. ty pieprzony skurwielu... Wypierdalaj. JUŻ!
Starałem się być zawsze opanowany, ale nie mogłem już po prostu wytrzymać. Czułem jak serce pęka mi na milion kawałków.
- Odezwę się później, Lu - usłyszałem szept Chińczyka, który w pośpiechu musiał się ubrać. Po chwili dobiegł do moich uszu trzask drzwi.
Podszedłem do Luhana i już szykowałem dłoń do uderzenia, ale nie miałem siły. Po prostu nie potrafiłem go uderzyć. Poczułem pierwsze łzy na policzkach, a swoją siłę rozładowałem na pobliskiej ścianie, efektem czego było rozbicie naszego wspólnego zdjęcia.
- Słucham - mruknąłem, odpalając papierosa. Unikałem tego, ale zawsze miałem zapasową paczkę fajek, by w razie gniewu zapalić sobie. I właśnie taka chwila nadeszła. Nawet nie mogłem spojrzeć na Luhana, po prostu usiadłem na ziemi, a wino ubrudziło moje spodnie. 
- Ja.. nie wiem od czego zacząć.. - powiedział cicho, patrząc na mnie smutno. 
- Od początku jeśli łaska - mruknąłem zniechęcony. - Co? Wolałeś się z nim pieprzyć, zamiast przyjść na randkę?! Obiecałeś mi kurwa! Obiecałeś! - krzyknąłem, podnosząc się z podłogi. Spojrzałem na niego wściekły. - Wiesz który dziś dzień?! Nasza rocznica! R O C Z N I C A! Dawałeś dupy innemu, dziwko?! Wolałeś jego niż mnie?! Co, szmato?! Zadowolony jesteś?! Pieprzona suka... w czym był kurwa lepszy?! W czym?! Miał większego? Może lepiej cię pieścił? A może po prostu już ci się znudziłem, huh?! Przyznaj się! 
- Sehun..
- Żaden Sehun kurwa mać! Skończyła się zabawa. Zbieraj swoje zabawki i wypierdalaj. Niedobrze mi jak na ciebie patrzę.. - nie mogłem nic więcej z siebie wydusić. Byłem rozgoryczony jego postawą. W jednej chwili mój idealny świat się zawalił.
- Przepraszam.. - usłyszałem tylko jego szept. Zsunąłem się po podłodze i schowałem twarz w dłoniach. 
- Mam do ciebie jeszcze dwa pytania.. - napotkałem jego pytający aczkolwiek smutny wzrok. - Kochasz mnie? 
- Kocham...
- Kłamca! - zagryzłem wargi w wąską linię, po czym spojrzałem na niego wściekły. - Jak on się nazywa?
- Zitao.. Huang Zitao - odpowiedział mi, po czym zniknął z walizkami na klatce schodowej, zamykając za sobą drzwi. Zostałem całkiem sam.

*

Dni od odejścia Luhana mijały jak najgorszy sen. Nie chciały się skończyć, jakby miały trwać wiecznie i nigdy nie ustąpić. Spojrzałem na nasze zdjęcie ostatni raz, nim Jongin wrzucił je do śmietnika. 
- Musisz coś zjeść, Hun - powiedział zatroskany, patrząc na nietknięty talerz zupy przede mną.
- Nie mam ochoty - odpowiedziałem, po czym westchnąłem ponownie. 
- Nie chcesz chyba umrzeć?
- A nawet jeśli, to co? Co wtedy zrobisz? 
- Wykopię ci grób - zaśmiał się lekko, ale mnie nie było do śmiechu. Po chwili twarz Jongina również spoważniała. - Przepraszam, nie powinienem...
- Dzięki że starasz się mnie pocieszyć i rozbawić, ale nie mam siły.
- Widzę.. to może zabiorę cię na wycieczkę?
- Wycieczka? Nie dziękuję.. - odparłem i po chwili westchnąłem.
- Wyjazd zawsze dobrze robi, uwierz mi. Pamiętasz jak rozstałem się z Lilly? Musiałem wrócić do Korei, aby poczuć że znów żyję i nie martwić się o przeszłość.
- Tak, wiem.. pamiętam. Siedziałeś w Los Angeles przez 2 lata, i dzięki Bogu, wróciłeś. Teraz nikt nie zająłby się mną.
- Widzisz? Wyjazd dobrze Ci zrobi. - westchnąłem w odpowiedzi.
Spojrzałem przez okno. Znów padało, a moje serce pękło doszczętnie. 
Ostatnio taka pogoda stała się moją ulubioną. Była przygnębiająca, wręcz idealna tuż po rozstaniu. Nikt nie pyta mnie wtedy o nic, bo sam się skupia na złej pogodzie. Wszyscy, poza Jonginem.
Westchnąłem ponownie, opierając głowę o ścianę. 
- Chodź, przejdziemy się. 
- Nie chcę - odparłem zbyt szybko jak na jego gust.
- To rozkaz!
- Nie jestem w wojsku, poruczniku Kim - mruknąłem z lekkim uśmiechem.
- Ha! Widzisz? Udało mi się ciebie rozbawić! No, a teraz ubieramy się i idziemy. Deszcz nam nie straszny, z cukru nie jesteśmy. Choć jak tak dłużej pomyśleć, to ja się rozpłynę przez deszcz a moja słodkość i wewnętrzne ja wpadnie do kanału. I co wtedy? Kto się mną zajmie? 
- Szczury - mruknąłem. - Będą mieć idealną pożywkę, skoro jesteś "słodki".
Jongin zrobił obrażoną minę, ale po chwili uśmiechnął się wesoło. Rzucił mi kurtkę, po czym sam mi ją założył, po czym ściągnął mnie z kanapy. Nim się obejrzałem, wylądowaliśmy na zewnątrz w największej ulewie. 
Westchnąłem, kiedy już drugą godzinę szliśmy przez park. Naprawdę lubiłem to miejsce, choć znałem je na pamięć i mogłem je przejść z zamkniętymi oczami. Raz tak zrobiłem z.. z Luhanem. Na samo wspomnienie ścisnęło mnie w sercu. Jongin spojrzał na mnie.
- Myślisz o tym dupku? - mruknął, po czym przewrócił oczami. - Skup się na sobie, nie na nim. - odparł po chwili, biorąc mnie pod ramię. Poczochrał mi włosy mokre od ciągłego deszczu, po czym zrezygnował z chodzenia ze mną pod ramię i z uśmiechem pobiegł do przodu. Nie miałem ochoty go gonić.
W domu byliśmy dopiero po 22, wpadając na "kolację" do fast-foodów. Jongin oczywiście musiał zapłacić, ale obiecał mi, że oddam mu w formie uśmiechu, oczywiście szczerego. 
- Jak tylko zapomnę o nim - odparłem, kiedy wracaliśmy do mojego mieszkania. Wydawało mi się puste, mimo, że poprosiłem Kima o nocowanie u mnie przez kilka dni, które zmieniło się w 3 tygodnie.
Kiedy tylko kładłem się do łóżka, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Spojrzałem na śpiącego Jongina i westchnąłem. Może pomysł z wyjazdem nie był taki zły?

*

Nim się obejrzałem, wsiadałem do samolotu lecącego do USA. W Atlancie miałem zacząć nowe życie, bez wracania w przeszłość. Z takim założeniem, pożegnałem swój rodzinny kraj, oglądając go już tylko na mapie.





______________________________________________
To tak. Rozdział miał wyjść w trochę innej formie niż został napisany, aczkolwiek podoba mi się i chyba nie zmienię go w żadnym stopniu. W następnych rozdziałach rozwinie się to bardziej, póki co mamy początek :3
Wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka! <3 Wiem że pewnie część czytelników ma już skończone 18 lat, ale dla swoich rodziców czy dziadków, zawsze będzie się dziećmi ^^ 
Kocham Was!
Jaerinnie & C.K.&T.&L.

27 maja 2015

Island prolog

Tytuł: Island
Ilość rozdziałów: 4 + prolog (razem 5)
Pairing: HunHan
Bohaterowie: Xi Luhan, Oh Sehun, Huang Zitao, Kim Jongin, Mark Smith, Elizabeth Wood, Christopher Young, Lilly Young, rodzice Luhana, rodzice Sehuna i inni.
Miejsce akcji: Atlanta, USA i Seul, Korea Południowa
Opis: Luhan i Sehun stanowili szczęśliwą parę, wszyscy byli zachwyceni ich zachowaniem wobec siebie. Nikt jednak nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.




1
Dzień zapowiadał się monotonnie. Budzik o godzinie 6:00, szybki prysznic, poranna toaleta, lekkie śniadanie i zaraz potem do pracy na 7:30. Jednak tuż przed 7 zacząłem odczuwać brak pewnej rzeczy pośród wszystkich rutynowych czynności. Nie byłem jakoś wierzący w takie rzeczy, podchodziłem do nich sceptycznie, jednakże te wszystkie myśli i zdarzenia nie dawały mi spokoju. Zaczęło się od zwyczajnego upuszczenia mydła, później szczoteczki do zębów, kolejnie stłuczenie szklanki z sokiem, aż w końcu na źle dobranych skarpetkach. Wychodząc do pracy wiedziałem jedno- ten dzień będzie inny niż się spodziewałem.
Od poranka nie przytrafiło mi się nic dziwnego, wykraczającego poza normy monotonii jaką zwykłem mieć przez ostatnich kilka miesięcy. W Atlancie mieszkałem zaledwie od 1,5 roku, a pracowałem w firmie maklerskiej od 8 miesięcy. Byłem nawet niezły w tym zawodzie i nie narzekałem na wynagrodzenie.  Podobało mi się tu i nie chciałem niczego zmieniać.  Jest dobrze tak jak jest i nie potrzebuję nowości w swoim młodym życiu.
Jednakże czułem, że coś się niebawem wydarzy. Spojrzałem na zegarek i założywszy płaszcz, wyszedłem przed budynek firmy i po chwili zauważyłem to, czego nie chciałem już nigdy więcej zobaczyć. Zamrugałem pospiesznie, rozchylając delikatnie usta. Nie mogłem uwierzyć, że przywlekł aż tutaj. Za mną. Westchnąłem po chwili i próbowałem się wycofać tak, by mnie nie zauważył, lecz dziś miałem ogromnego pecha. Zobaczył mnie.


___________________________________
i tak o to powstaje nowy fanfic kilkuczęściowy. Planuję go na 3-4 rozdziały, które będą wychodzić przez najbliższe 2 tygodnie :c Cieszycie się? :3 bo ja też XD
kocham! Dobranoc, miłego dnia :3

Jaerinnie

2 kwietnia 2015

Only one


Nawet nie wiem kiedy znalazłem się na środku parkietu, tańcząc z pewnym kolesiem w rytm moich ulubionych piosenek. Poruszałem sprawnie biodrami, czując jak łapie moje biodra i kołysze się razem ze mną. Jego podniecenie wbijało się w mój tyłek, ale podobało mi się to, nawet cholernie mocno. Nie miałem ochoty odpuścić ani na chwilę, każda kolejna minuta sprawiała, że było mi coraz goręcej. 
W pewnym momencie oparłem się plecami o jego klatkę piersiową, wypychając zdecydowanym ruchem swój tyłek na jego penisa. Sprawnie przesunąłem jego dłonie na mój tors, a on szybko załapał o co mi teraz chodzi.Odwrócił mnie jednak przodem do siebie i pociągnął za sobą. Usiedliśmy przy barze.
- Only one, okay? - powiedział swoją łamaną angielszczyzną, ale te jego seplenienie sprawiło, że poczułem dreszcz podniecenia na całym ciele.
- Of course, baby - odparłem, po czym dostałem pod nos kieliszek. Uśmiechnąłem się zadziornie i po chwili na trzy cztery alkohol rozpłynął się po naszym wnętrzu rozpalając je dogłębnie jeszcze bardziej. Oblizałem powoli i seksownie swoje wargi, patrząc w jego oczy. - Chodź - powiedziałem, ciągnąc go do łazienki. Nawet nie czekałem na odpowiedź, wiem że chciał. 
Weszliśmy do ostatniej kabiny z uśmiechem, a już po chwili nasze usta otarły się o siebie pierwszy raz w pocałunku. Smakował alkoholem i czymś słodkim oraz zmysłowym, aż zakręciło mi się w głowie. Zsunąłem dłoń na jego krocze, zaczynając poruszać ręką w jego spodniach. Kiedy usłyszałem jego cichy jęk, opadłem na kolana. Rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem do końca, podziwiając stojącego na baczność penisa, który tylko czekał aż wezmę go do zabawy. Oblizałem usta i objąłem go delikatnie dłonią, robiąc szybki ruch ręką w górę, a potem w dół.
- Jesteś cudowny - powiedziałem do jego kutasa, uśmiechając się diabelsko, a nie minęła nawet sekunda a brałem go głęboko w swoje gardło. Nie był zbyt gorzki i słony, taki... idealny. Zassałem się mocno, dłonią bawiąc się jego jądrami, kiedy nagle poczułem jak blondyn zaciska dłoń w moich włosach. Przyssałem się mocniej i zacisnąłem szybko swoje palce na jego jądrach. On nie miał pojęcia jak bardzo mnie to podnieciło. 
Cała ta zabawa nie trwała długo, nawet nie pozwoliłem mu dojść. Chciałem go tylko przygotować, by móc samemu dojść przy ostrym i szybkim seksie. A tego właśnie spodziewałem się po chłopaku. 
Tak jak się spodziewałem, blondyn złapał mnie za biodra i bez ostrzeżenia wszedł we mnie, sprawiając, że było mi mokro i cholernie gorąco. To było jak niebo w piekle. Jego penis wypełniał mnie od środka, a każdy jego najmniejszy ruch przyprawiał mnie o mocne dreszcze na całym ciele. Drżałem, kiedy wreszcie trafił w moją prostatę. Byłem tak blisko orgazmu, on także. Odgłosy odbijanych od siebie mokrych ciał, ciche jęki, westchnienia, rozchodziły się po całej łazience, do której docierały przytłumione odgłosy imprezy. W końcu poczułem błogą rozkosz i usłyszałem krzyk. Własny krzyk. Pierwszy raz krzyczałem przy orgazmie! Chłopak doszedł razem ze mną, zalewając mnie swoją gorącą spermą. Nie przeszkadzało mi to, choć chciałem więcej. Zagryzłem wargę i spojrzałem na niego. Był spocony, więc przeczesałem jego włosy i pocałowałem go namiętnie.
- Zapraszam na drugą rundkę u mnie w domu - powiedziałem mu do ucha, po czym kręcąc bioderkami wyszedłem z łazienki. Poszedłem się napić, ale on był obok mnie już po chwili.
- Z przyjemnością - odparł, zamawiając całą kolejkę. 
- Tak w ogóle to jak masz na imię? - spytałem go w końcu, pijąc pierwszego shota z kolejki.
- Sehun - odparł i uśmiechnął się do mnie seksownie. O nie, jak tak dalej pójdzie to znów pójdę z nim do łazienki na szybki numerek, bo nie dotrwam do później. 
- Mmm - zamruczałem z zadowoleniem. - Chodź odetchnąć na zewnątrz - powiedziałem, łapiąc go za nadgarstek. 
- Bardzo chętnie - odpowiedział, idąc za mną spokojnie. Poczułem przypływ ciepła na całym ciele. Kiedy wreszcie stanęliśmy na zewnątrz, oparłem się o ścianę budynku. Sehun spojrzał na mnie z uśmiechem. - Chcesz? - zapytał, wyciągając sobie z paczki papierosa. Skąd on nagle je wziął? 
- Nie dzięki, mam swoje - powiedziałem z uśmiechem, samemu wyciągając fajkę. Obaj odpaliliśmy w tym samym czasie. 
- Mmm, cudownie - zaśmiał się Sehun, patrząc na mnie. Był tak cholernie gorący z tym papierosem w ustach.. - A ty? 
- Co ja? - spytałem nagle, zupełnie oderwany od swoich rozmyśleń.
- Jak masz na imię - zaśmiał się chłopak, wypuszczając po chwili dym z płuc. On jest teraz jeszcze bardziej seksowny niż wcześniej. Padnę, jeśli nie wrócę z nim do domu i nigdy więcej go nie spotkam. 
- Och, przepraszam. Luhan - powiedziałem, zagryzając wargę. - No nie mogę, kurwa mać! Idziemy do mnie, teraz! - mruknąłem i splotłem z nim palce, idąc jak najszybciej do mnie. 
Miałem taką chcicę na niego, że gdy tylko wpadliśmy do mieszkania od razu się rzuciłem na niego. Zdarłem z niego koszulkę, obcałowując jego piękne ciało od szyi aż do jeansów, które także wylądowały na ziemi po chwili. Ssałem jego sutki, pieszcząc w tym czasie jego penisa, który teraz też był chętny na dalsze zabawy. 
- Kurwa - zakląłem, po czym odwróciłem go tyłem do siebie. Rozchyliłem jego pośladki i przejechałem językiem po jego dziurce, a zamiast penisem chłopaka, bawiłem się teraz jego pośladkami. 
- L-Luhan... - jęknął rozkosznie Sehun. I właśnie wtedy nie wytrzymałem. Wszedłem w niego pewnym, zdecydowanym ruchem, przypierając swoją klatkę piersiową do jego pleców. Palce splotłem z jego, usta położyłem na jego szyi zaczynając ją całować, lizać, ssać, co kończyło się pięknymi kolorowymi śladami na całej powierzchni. 
Moje ruchy były powolne, ale precyzyjne. Chciałem się trochę zabawić, wyciągnąć z niego jak najwięcej jęków i krzyków, co w końcu poskutkowało kiedy trafiłem w jego zwitek nerwów. Zacisnął mięśnie na moim penisie, co spowodowało że ugryzłem go w szyję niczym wampir, tylko że nie leciała mu krew. 
- O tak skarbie, jęcz. Lubię to - warknąłem do jego ucha, puszczając jedną jego dłoń by móc umieścić ją na jego penisie. Był taki rozpalony, nie mogłem sobie odmówić. 
Poruszałem dłonią szybko, mocno, ale po chwili zwalniałem a siła ruchów wciąż pozostawała ta sama. Pocierałem dziurkę na czubku kciukiem, powodując u niego spazmy dreszczy i rozkoszy. Błagał mnie bym pozwolił mu dojść, ale nie mogłem. Nie potrafiłem jeszcze mu tego dać. Podobała mi się ta rola dowódcy w seksie. 
- Proszę.. pozwól mi.. się.. ujeżdża-aah!-ujeżdżać... - krzyknął, łapiąc mnie za włosy. Gorąc opanował moje ciało. Puściłem go i wepchnąłem do sypialni, a po chwili Sehun ujeżdżał mnie mocno i zdecydowanie, jakby to była ostatnia czynność w jego życiu.
Orgazm zbliżał się niemiłosiernie. Wiedziałem że zostało nam niewiele, więc postanowiłem zmienić pozycję ostatni raz. Kleknąłem między jego nogami, patrząc mu głęboko w oczy z uśmiechem. Znów robiłem mu loda. Nie trwało to tym razem. Jego nasienie rozlało się w moim gardle, było dobre, lekko gorzkie ale słodkie. Oblizałem usta. 
Prawie zapomniałem o sobie, gdyby nie to, że gdy wstałem, Sehun złapał mnie za pośladki i nie przyciągnął moich bioder do siebie. Pocałował czubek mojego penisa i.. odleciałem. Ssał, powoli biorąc mnie coraz głębiej aż w końcu otarłem się o tylną ściankę jego gardła. Jęknąłem, wsuwając dłonie w jego włosy mocno je szarpiąc. Nawet nie wiem kiedy zacząłem poruszać biodrami, chcąc jak najszybciej dojść. Już, jeszcze chwilka i.. znów krzyknąłem dochodząc. To był najlepszy orgazm jaki kiedykolwiek miałem! Opadłem z sił na Sehuna, ciężko dysząc. 
- Wow.. - tylko tyle zdołałem powiedzieć. Spojrzałem na niego mając lekko przymknięte oczy. 
- Dziękuję - odparł chłopak i przytulił mnie mocno. Poczułem bliskość jakiej nie znałem.
- Zostań do jutra. Na śniadaniu, obiedzie i kolacji, a potem na kolejną noc - zaproponowałem, wtulając się w niego. Zamknąłem oczy.
- Cóż, czemu nie? - objął mnie mocno ramieniem, muskając czubek mojej głowy. Słodkość i puchatość, po takim seksie? Jak najbardziej mi to odpowiadało. Ziewnąłem cicho.

Kiedy wstałem, czułem błogość. Usiadłem na łóżku i rozejrzałem się wokół. Sehun nadal spał obok mnie, uśmiechnąłem się więc. Wstałem po cichu, włożyłem bokserki i poszedłem do kuchni. Chciałem mu zrobić śniadanie i wstałem na placach by sięgnąć do szafki po talerze "na specjalne okoliczności", bo uznałem Sehuna za właśnie takiego jakby VIP-a, mojego prywatnego VIP-a, kiedy nagle coś stanęło za mną i ściągnęło te talerze. 
- Yo Lu - powiedział sepleniąc cicho, co mnie rozbawiło.
- Yo yo - zaśmiałem się, po czym spojrzałem na niego. Obdarzył mnie słodkim uśmiechem.
- Co szykujesz?
- Śniadanko - odparłem, odwracając się do niego tyłem. On przytulił mnie do siebie i pocałował w głowę. Odwróciłem się więc na palcach i szybko musnąłem jego wargi.
- Ty możesz być moim śniadankiem - szepnął Sehun. Odpłynąłem.
- Rozważę tę propozycję - odparłem, ale już po chwili całowaliśmy się namiętnie na stole w kuchni.




____________________________________
Tak w sumie, to chciałam Wam podziękować. 
Jesteście najlepsi! Dziękuję za te ponad 50 tyś. wyświetleń, za wszystkie komentarze, za wszelkie hasła życzące mi powodzenia w dalszym pisaniu. Za te dwa lata z Wami! Dziękuję za każdego fanfica którego tu napisałam, bez Was to nie miałoby sensu. Poprzedni rok był dość burzliwy. Bardzo mało pisałam, nie mogłam się skoncentrować na niczym co chciałam napisać, zdecydowanie był to mój zastój w wenie. A mimo to, Wy wspieraliście mnie i każdą moją próbę podejścia do wszystkiego za co naprawdę Wam dziękuję i dziękować będę jeszcze wielokrotnie.
 Kocham Was wszystkich, mam nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy! Hwaiting!

PS. Chyba to się stanie moją tradycją, że każdy rocznicowy fanfic będzie HunHanem ;-; <3 (od niego się wszystko zaczęło, moja przygoda z EXO jak i na tym blogu, dlatego mimo wszystko również i oni należą do mojego grona najważniejszych pairingów). 

Jeszcze raz, kocham Was i dziękuję za każdy dzień!

O, no i.. wesołych świąt Wielkiej Nocy :3

Jaerin

15 stycznia 2014

Karteczki

na wstępie, chciałam serdecznie Wam podziękować.
mija prawie rok od założenia bloga (dokładnie w lutym <3) a ilość wyświetleń wciąż mnie zadziwia.
jest ponad 100 postów, z czego 13 jest czysto informacyjnych.. 
czytacie moje fanfici, coś, co stało się moją pasą w zaledwie rok. 
dziękuję Wam za ponad 19 tyś. wyświetleń i za te wszystkie komentarze. 
DZIĘKUJĘ <3
a teraz... taki mały fanfic w podziękowaniu <3
______________________________________________

Wydawać się mogło, że mogę wytrzymać.
Każdego dnia czuję się coraz gorzej.. Wiesz jak to jest?
Usycham..
Boję się z Tobą rozmawiać na ten temat..
Błagam o Twoją obecność..
Tęsknię za Tobą.. Pozwól mi być obok.
Kocham Cię.
Luhan przeczytał kolejny raz te małe karteczki, wyrwane ze środka zeszytu. Tylko kilka słów, zapisane starannie, a jednak trochę krzywo; zapewne na kolanie. Schował kolejny tekścik do kieszeni granatowych jeansów, wzdychając cicho. W głowie zastanawiał się, kto może pisać takie rzeczy. Nie umiał wybrać nikogo, na myśl przychodziło mu wiele osób.
Luhan od kilku dni znajdował w swoich rzeczach te słowa wypisane zawsze niebieskim tuszem na samym środku kartki formatu A5. Czuł niekontrolowane uderzenia serca i lekkie rumieńce na swoich policzkach czytając to wszystko. Ale cholera, miał już 19 lat, skąd u niego to wszystko? Fakt, był nieśmiałym nastolatkiem, ale to tylko głupia kartka podrzucona mu gdziekolwiek, bardzo możliwe, że w formie głupiego żartu. Jednak bardzo chciał dowiedzieć się, kto mu to daje.
- Hyung! –Głos Baekhyuna wyrwał go z zamyślenia.  Uśmiechnął się wpychając kartkę głębiej do kieszeni.
- Cześć Baekkie! –Zawołał z uśmiechem i poklepał go po ramieniu.
- Co dziś robisz? –Spytał młodszy chłopak patrząc w oczy przyjaciela, choć doskonale wiedział, co ten dziś robi. Westchnął i przewrócił oczami.
- Dobrze wiesz co robię.
- No dobrze.. Nie uwierzysz! Idę na randkę z Chanyeolem! –Zapiszczał Baekhyun pełen ekscytacji.
- Wow, nareszcie się odważyliście –zaśmiał się krótko.- Gratuluję, Baekkie.
- Hyung, zamiast łazić nie wiadomo gdzie, umówiłbyś się z Minseokiem hyungiem –młodszy spojrzał na starszego z politowaniem. Ten westchnął cicho.
- Nie bardzo mam ochotę na randki.. z Minseokiem. Przecież wiesz jaki on jest –mruknął w odpowiedzi Luhan.
- Oj no, hyung, przesadzasz! Minseok hyung jest naprawdę zabawny i uroczy!
- Gdybyś go znał tyle ile ja, Baekkie, też byś wolał nie iść z nim na randkę –westchnął ponownie. Randka z Kimem była najgorszym pomysłem. Przewrócił oczami w momencie, gdy zabrzmiał dzwonek. Spojrzał przepraszająco na Baekhyuna, po czym ruszył do swojej klasy.
Z wielką niechęcią spojrzał na swój otwarty zeszyt od historii i zaznaczony w nim wielkimi literami brak zadania. Przez tą całą sytuację z karteczkami zupełnie nie skupiał się na lekcjach i zapominał każdego zadania domowego. Jeszcze nigdy w życiu nie szło mu tak źle w ciągu kilku lat, a teraz to wszystko stało się w miesiąc. Nauczyciele czasem patrzyli na niego z politowaniem, jednak musieli dawać mu kary. Zostawał po lekcjach wraz z innymi uczniami, czując się w kozie po prostu tragicznie. Dziś znów musiał tam zostać.
Kiedy szkoła opustoszała po godzinie 14, zszedł na parter i udał się do ostatniej na długim korytarzu klasy. Wszedł do niej i ukłonił się nauczycielce, która miała ich dzisiaj pilnować, po czym usiadł w ławce pod oknem, tam gdzie zawsze ostatnimi czasy siadał podczas szlabanu. Spojrzał w lewo i nagle zauważył karteczkę ze swoim imieniem. Od razu rozpoznał to pismo.  Przełknął nerwowo ślinę rozkładając w palcach papier, po czym zasłonił jedną dłonią swoje usta.

Spotkajmy się w sobotę o 17 w kawiarni na gorącej czekoladzie. Wiem, że ją uwielbiasz.

Rozejrzał się nerwowo po klasie. Nie widział nikogo prócz Yongguka, Himchana i co stwierdził z wielkim szokiem, Minseoka. Szybko schował karteczkę do torby ale nie mógł przestać o niej myśleć. W sobotę..
- To już jutro! –powiedział na głos i po chwili przeprosił ukłonem. Musiał się hamować w tym co robił i mówił.
Spojrzał ukradkiem na Minseoka, który uśmiechnął się i pomachał do niego, puszczając mu jednocześnie oko.
Westchnął i spojrzał przez okno. Czas niemiłosiernie mu się dłużył.
Kiedy wrócił do domu było grubo po 16. Wlókł nogę za nogą po schodach do swojego pokoju, od razu padając na łóżko. Wtulił twarz w poduszkę i westchnął cicho, zaczynając analizować. Nagle wstał, wyciągając wszystkie karteczki. Obracał je w palcach, szukając jakiegokolwiek podpisu, jakiegoś znaku czy informacji o autorze. Nie znalazłszy niczego, odłożył kartki na łóżko, padając na nie plecami. Papiery znów znalazły się w jego dłoniach.
- Kim jesteś? –Zapytał cicho samego siebie, zastanawiając się, kim może być ta osoba.- Minseok! –Wrzasnął nagle i podniósł się do pionu. Spojrzał zdenerwowany na ścianę. Wystraszył się i zdenerwował jednocześnie.
Wyrwana od książki mama Luhana weszła do niego do pokoju i spytała co się stało.
- Nic mamo, wszystko w porządku. Naprawdę –powiedział chłopak z uśmiechem. Kobieta uspokoiła się trochę i wyszła, wracając do przerwanej czynności. Jego plecy znów uderzyły o materac.
                Próbował zasnąć całą noc, lecz sen przyszedł dopiero o 3 nad ranem. Wiedział, że i tak będzie spał do południa, więc spokojnie się wyśpi i jednocześnie będzie miał czas, by się przygotować. I ewentualnie spakować jakiś mocny grubi kij, by uderzyć Minseoka w głowę.
                Obudziła go mama, mówiąc, że jest już 15 i czas na obiad. Jednak on nie miał siły wstać na posiłek. Powlókł się więc do łazienki i wziął długi, orzeźwiający prysznic, który porządnie go rozbudził. Ubrał białą koszulkę na krótki rękaw oraz czarne, dość obcisłe spodnie. Jak podnosił ręce, T-Shirt podnosił się do góry odsłaniając jego białe bokserki od Calvina Kleina. Poprawił swoje karmelowe włosy oraz podkreślił delikatnie swoje i tak duże, łagodnie patrzące oczy wkładając soczewki tylko trochę powiększające jego tęczówkę, po czym psiknął się perfumom. Uśmiechnął się, bo w końcu, to była randka.
 Narzucił na siebie kurtkę i czapkę, po czym włożył swoje ulubione buty i wyszedł wreszcie z domu. Ostatecznie kij został w domu schowany głęboko w szafie.
                Na miejsce szedł dość szybko, a z trafieniem do celu nie miał problemu, bo była tylko jedna kawiarnia w okolicy. Uśmiechnął się wchodząc do środka, po czym rozebrał się ze zbędnych ubrań, a gdy podeszła kelnerka, powiedział, że na kogoś czeka. Dziewczyna odeszła z uśmiechem i zaczęła obsługiwać innych. Luhan co chwilę zerkał na zegarek, a odkąd wybiła 17, odwracał się za każdym razem, gdy ktoś wchodził do środka. Gdy upłynęło już kilka minut, a on stwierdził, że cała wieczność, westchnął i chciał już wołać kelnerkę do siebie, by zamówić czekoladę tylko dla siebie, gdy nagle ktoś wszedł. Przełknął ślinę automatycznie spinając całe swoje ciało. Poczuł jak ktoś zakrywa mu oczy, uprzednio widząc jak kwiaty lądują przed nim. Przełknął ślinę.
- Zgadnij –powiedział ktoś, kto właśnie zakrywał mu oczy. Luhan od razu stwierdził, że ten głos nie należy do Minseoka, ale do…
- Sehun…? –szepnął niedowierzając własnym uszom. Dłonie zniknęły z jego twarzy, a chłopak usiadł naprzeciw niego. Uśmiechnął się do Luhana.
- Spodziewałeś się mnie? –zapytał, a Luhan szybko pokręcił głową. Oczywiście, że nie.- Tak czułem. Poprosiłem Minseoka hyunga i Baekhyuna hyunga o pomoc. To miało cię zmylić, Luhan. –Przełknął ślinę. Sehun był przebiegły, a jego plan się powiódł.
- Więc, skoro już tu jesteśmy.. Tak, Luhan, to wszystko co pisałem to prawda. Ja… -zaczął, ale przerwała im kelnerka. Zamówili po gorącej czekoladzie, a Sehun dodatkowo poprosił o przechowanie róży w wodzie, by nie uschła. Złapał za ręce starszego leżące na stole, po czym uśmiechnął się.- Ja naprawdę cię kocham, Luhan.
                Rozmowa z Sehunem była naprawdę interesująca. Mimo, że znali się dzięki Minseokowi właśnie, to nie rozmawiali ze sobą sam na sam nigdy. Okazało się, że mają sporo wspólnych zainteresowań, a co chwilę im tego przybywało. Czekolada już powoli się kończyła, a za czystą szybą, obok jakiej siedzieli, zaczął padać deszcz. Luhan westchnął i umoczył usta w gorącym napoju, po czym spojrzał na Sehuna, który uśmiechnął się. Złapał go jedną dłonią za podbródek ,a drugą położył na jego szyi, przyciągając go do siebie. Musnął delikatnie górną wargę ścierając pozostałości czekolady swoimi ustami. Luhan zarumienił się automatycznie aż po same uszy, a serce biło mu w piersi cholernie szybko.
- Sehun… -szepnął po czym wyciągnął pieniądze na stół, porywając się nagle do góry. Ubrał się i rzucił młodszemu jego rzeczy, czekając aż ten się ubierze. Złapał jeszcze swoją różę w dłoń, po czym szybko wyszedł z kawiarni. Szedł szybko, ciągnąc młodszego za sobą, gdy nagle stanął. Nie mieli parasola, Luhan nawet zdjął czapkę.
Spojrzał mu w oczy głęboko i długo, po czym stanął na palcach i pocałował go. Silne ręce Sehuna oplotły go w talii, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Zamknęli oczy.
                Ich pocałunek był długi, namiętny, a zarazem pierwszy pomijając to muśnięcie w kawiarni. Deszcz wciąż padał na ich ciała stojące po środku placyku.
- Dlaczego wyciągnąłeś nas na deszcz? –Spytał Sehun patrząc w błyszczące oczy starszego.
- Cóż.. Marzeniom się pomaga –zaśmiał się tajemniczo Luhan i zarzucił ręce za szyję młodszego. Przybliżył swoje różane usta do jego ucha.- Marzyłem o pocałunku w deszczu z osobą, która na to zasługuje. Z osobą, która mnie kocha i odważy mi się to powiedzieć prosto w twarz. Która nie będzie ukrywać tego, co czuje do mnie. Ty jesteś tą osobą. Oddaję się w twoje ręce. Mam nadzieję, że tego nie zmarnujesz.
- Nie zmarnuję. Obiecuję.

12 października 2013

Zawsze

Zawsze zastanawiałem się nad tym, co by było, gdybym nie wrócił wtedy do domu...
Zawsze myślę o tym, czy naprawdę nie umiem mu tego wybaczyć.
Ale zdrada boli. Boli cholernie.
Patrzysz na niego kiedy jego twarz wykrzywiona jest w rozkoszy, ale to nie ty jesteś tego powodem.
A najgorzej, gdy powodem tej rozkoszy jest twój najlepszy przyjaciel.
Czyżbym był ślepcem nie widząc że ci dwoje mają coś ku sobie? Czy po prostu Hanowi brakowało mojej bliskości w ostatnim czasie?
Zawsze myślałem nad tym, czy słowa Tao są prawdziwe...
"Han nie jest taki na jakiego wygląda. Zdradzi cię prędzej czy później."
Jednak nigdy, nigdy nie sądziłem że te słowa okażą się prawdą.
Tao i Han... Może faktycznie do siebie pasują? Może mój związek z Hanem był tylko złudną ścieżką fałszywych uczuć?
Ale czy od razu powinienem iść i zrobić to samo?
"Sehun, nie myśl o tym" powiedział do mnie Jongin tuż po mojej zdradzie. Uśmiechnąłem się, choć nie był to prawdziwy uśmiech. Ciągle myślałem o Hanniem. Ciągle.
"Jongin ja... Ja nie powinienem..."
"Już za późno Sehun, już za późno..." szepnął mi do ucha i pocałował mnie w czoło. Nawet Hannie tak nie robił.
Poczułem się bezpieczny. I kochany... Bo wiedziałem że Jongin był we mnie zakochany.
"Jongin...? Chyba mogę dać ci szansę" powiedziałem do niego, a on pocałował mnie namiętnie. Wplotłem dłonie w jego miękkie ciemne włosy smakując jego słodkich ust. Może powinienem dać sobie spokój z Hanem, a spróbować żyć z Jonginem?
Zawsze chciałem być kochany, może właśnie przyszła na to odpowiednia pora?

22 czerwca 2013

Puka się


SuHo jęczał gdy język Krisa jeździł po jego penisie doprowadzając go do szału. wydał stłumiony okrzyk, gdy Kris nagle wpechnął pyszczek swojej kochanej pluszowej alpaki do jego tyłka tak bez zapowiedzi. Nagle został bestialsko powalony na podłogę Lay klęknął przed jego twarzą i wepchnął swojego twardego i dużego kutasa do jego ust. przy upadku Ace jednak wepchnął się głębiej do tyłka lidera EXO-K... Kris nadal nie przestawał mu robić dobrze. Do czasu gdy ciało SuHo zatrzęsło się, mięśnie na brzuchu spięły się, z ust wyciekł stłumiony krzyk a z penisa wytrysnęła sperma o słodkim smaku
SuHo nawet nie zauważył gdy jego biodra zaczęły się same poruszać coraz bardziej nabijąjąc swoje pośladki o pluszaka... Lay odchodził od zmysłów gdy koreańczyk zasysał się na jego twardym penisie.
Lay nie musiał długo czekać na orgazm... SuHo połknął wszystko.
Potym Kris zastąpił miejsce jednorożna i również kazał drugiemu liderowi obciągać swoją pałę.
dreszcz przeszył jego ciało gdy SuHo zrobił mu głębokie gardło.
biała ciecz bardzo szybko znalazła się w podniebieniu młodszego
po wszystkim Kris podniósł koreańczyka a Lay wyciągnął Ace z tyłka SuHo
wtedy wszedł Tao i rzucił się na szyję Krisa robiąc mu malinkę. potem wszedł nagle Luhan, Sehun i Kai... byli połączeni ze sobą... jak w ludzkiej stonodze tylko w tym wypadku przełyk zastępowały penisy... Za Kai stał D.O... za nim był Baek, następny Channie
Po raperze był Chenchen, któremu Xiu wpychał kutasa do dupy
poruszali się w jednakowym rytmie tworzac idealną harmonię podnieconych ciał
wszyscy doszli razem.
oprócz Tao...
który teraz siedział z głową opartą na łóżku. jego ręce owijały jego członka.
musiał sobie jakoś pomóc.
Kris robił mu mini striptiz bo bokserek już przecież dawno na sobie nie miał
"Ah, Kris-ge!" krzyknął nagle panda
sperma rozlała się na udach lidera EXO-M który pochylił się nad dochodzącym chłopakiem
pocałował go mocno
"kocham cię Tao" szepnął mu prosto w usta
po czym padł obok Zitao i zasnął.
podobnie uczyniła reszta zespołu
w końcu... sex jest trochę męczący
a właśnie rano...
Kris obudził się pierwszy i poszedł zrobić czekoladę na śniadanie dla swojej kochanej Pandy.
która wstała zaraz za nim, jednak lider go nie zauważył.
dlatego też pobudką reszty EXO był dźwięk tłuczonego kubka i krzyk wystraszonego Krisa
"Kris gege... Panda cię kocha!" powiedział Tao i rzucił się na Krisa
"Kris ja cię kurwa zajebię! Ta twoja alpaka rozerwała mi dupę!" wrzasnął niczego nie świadomy SuHo.
dlaczego nieświadomy? bo Kris dobierał się do Tao na stole
"Puka się" warknął Kris
"Sam se pukaj" odpowiedział mu SuHo i podszedł do miotły. Zaczął na niej tańczyć nim zmiótł resztki ukochanego kubka Laya...
Kris odebrał to jednak inaczej niż SuHo miał na myśli i po chwili Tao jęczał, a stół ruszał się po podłodze.


17 czerwca 2013

Śniadanie

Obudziły go pierwsze promienie słońca. Lekko otworzywszy oczy spojrzał na śpiącego obok młodszego chłopaka. Kolorowe włosy opadały mu niemalże na oczy, wargi rozchylone i ulożone w delikatny uśmiech oraz odkryte do połowy nagie ciało sprawiło, że na twarzy obudzonego już chłopaka pojawił się rumieniec.
Doskonale pamiętał poprzedni wieczór i to, co zaszło między nim a kolorowo-włosym chłopakiem.
Starszy wygramolił się z pod kołdry i stawiając bose stopy na miękkim dywanie w swoim pokoju, podszedł do krzesła i sięgnąwszy po koszulę należącą do młodszego ubrał ją na swoje ramiona po czym jak najciszej potrafił wyszedł z pokoju udając się do kuchni.
Gdy tylko przekroczył próg tego właśnie pomieszczenia wpadł na pomysł przyrządzenia śniadania do łóżka dla swojego chłopaka.
Przygotował potrzebne składniki na ulubione naleśniki młodszego i wymieszawszy je ze sobą stworzył na rozgrzanej wcześniej patelni pierwszego, a w późniejszym czasie również każdego następnego naleśnika. W między czasie przygotowywał również kakao dla nich.
Gdy cały posiłek był gotowy, ustawił go na tacy i zaniósł do sypialni.
"Sehunnie" zawołał cicho odstawiając tacę na biurko i podchodząc do na wpół obudzonego chłopaka. Ten mruknął tylko na co starszy uśmiechnął się tylko.
"Sehunnie, śniadanko" powiedział do niego sięgając po jedzenie. Oderwał kawałek naleśnika, wsadził go sobie między wargi i przysuwając się do młodszego włożył końcówkę ciasta do jego ust. Gdy tylko młodszy poczuł z czym ma do czynienia, wyrwał jedzenie z ust starszego i zaczął powoli przeżuwać.
Nagle pociągnął starszego do siebie i usadowił go sobie między nogami tyłem do siebie. Rękoma sięgnął po tackę i nabierając na widelec porcję naleśnika włożył go do ust starszego.
Ten mruknął cicho gdy usta kolorowo-włosego znalazły się przy jego odgryzając kawałek ciasta.
"Lulu... Jestem głodny twego ciała" mruknął Sehun i pocałował Lu Hana w szyję wkładając jedną rękę pod jego koszulkę.
"Sehunnie..." jęknął Han i odchylił głowę do tyłu.
Sehun odstawił tacę z naleśnikami na stół.
"Lulu... Chcę cię... Teraz..." szepnął młodszy, a jego ciepły oddech odbił się na szyi starszego. Jedną ręką podwinął materiał koszuli chłopaka a drugą przejechał po jego brzuchu.
Lu Han westchnął cicho.
Czuł rozchodzące się gorąco na całym ciele pod wpływem dotyku Sehuna.
Koreańczyk zjechał dłonią na krocze Chińczyka i zaczął drażnić to miejsce.
Luhan pojękiwał cicho pobudzając swojego kochanka do dalszych działań.
Młodszy zsunął bokserki starszego odsłaniając nabrzmiałego członka.
Wziął go do ręki i zaczął powoli nią poruszać w górę i w dół.
"A-ah" jęknął Lu.
Wtedy Sehun odsunął się do tyłu zaprzestając pieszczenia blondyna. Ściągnął swoją bieliznę, po czym otworzył szufladę i wyciągnął z niej lubrykant. Luhan w tym czasie położył się na brzuchu wypinając swoje pośladki w stronę kolorowo-włosego, który właśnie rozsmarowywał maź na swoich palcach.
Ciepłe i mokre palce chłopaka wylądowały w tyłku starszego rozciągając go jak najlepiej.
"A-ah... Sehunnie.. Szybciej... Wejdź już we mnie... Proszę" sapnął Lu. Koreańczyk od razu spełnił jego prośbę zastępując palce swoim członkiem. Odczekał chwilę by oboje mogli się przyzwyczaić.
Luhan poruszył biodrami dając tym samym znak młodszemu by mogli zacząć.
Ich ciała obijały się o siebie, ciche pomruki i jęki wydobywały się z gardeł, na skórze pojawiły się kropelki potu a biodra same nadały sobie rytm.
"Nnah Sehun!" wrzasnął nagle Chińczyk gdy Sehun uderzył w jego prostatę. "Jeszcze raz Hunnie! Jeszcze raz!" tęczowo-włosy spełnił proźbę chłopaka. Dreszcze przeszyły ciało starszego.
"Lu... J-ja zaraz..." szepnął między sapnięciami Sehun. Przyspieszył tempa i już po kilku mocnych pchnięciach bioder przeszył ich spazm rozkoszy.
"Sehunnie!"
"Luhan!" wykrzyknęli obaj i opadli na łóżko wykończeni.
"To było najlepsze śniadanie jakie wżyciu miałem Lulu" powiedział Sehun uśmiechając się do starszego.
Luhan odwzajemnił uśmiech i zamknął powieki wtulając się w ciało Sehuna.
"Kocham cię Hunnie"
"Ja ciebie też Lulu"

4 czerwca 2013

Piotruś Pan

Nazywałem cię Piotrusiem Panem.
Byłeś wiecznym dzieckiem mimo, iż twoja data urodzenia wskazywała, że byłeś starszy ode mnie.
Kochałeś zabawę i często zaciągałeś mnie do niej.
Byłeś moim Piotrusiem Panem.
Nie chciałeś dorosnąć.
Pokazałeś mi drogę do Nibylandii i pozwoliłeś tam zostać.
Tak długo wierzyłeś we mnie, jak ja wierzyłem w twe istnienie.
Ale nagle zniknąłeś.
Dlaczego przestałem oglądać te piękne wrota naszej wyobraźni?
Dlaczego moje uszy nie słyszą twojego głosu?
Dlaczego moje oczy nie widzą twojej osoby?
Dlaczego mój nos nie wdycha twojego zapachu?
Dlaczego moje ciało nie czuje twojej bliskości?
Przecież nadal w ciebie wierzę, tak jak ty wierzyłeś we mnie.
A może ty już dorosłeś?
Może nie chciałeś być już moim Piotrusiem Panem?
Może zapragnąłeś dorosnąć?
Może chciałeś zapomnieć o mnie?
Świat i wyobraźnia stały dla nas otworem.
Czy naprawdę chciałeś już dorosnąć?
Dorosły Piotr Pan.
Nie takiego cię kocham, Piotrusiu Panie.
Nie takiego cię pamiętam, Piotrusiu Panie.
Nie w takiego uwierzyłem tamtego dnia.
Czy tego chciałeś?
Ja, SeHun właśnie uroniłem łzę.
Słyszysz Lulu, mój mały Piotrusiu Panie?
Nadal w ciebie wierzę.

19 maja 2013

Sex-Friend

Kim JongIn, znany również jako Kai, wśród męskiej części swojej paczki nazywany jest sex-kumplem. Gdy tylko któryś z chłopaków ma ochotę, przychodzi wtedy do Kaia i zaspokaja swe potrzeby.  JongIn nie widzi w tym nic złego, więc chętnie zgadza się na każdą propozycję.  Nawet te najdziwniejsze.
- Kai, a co powiesz na to, żebyśmy całą paczką do ciebie wpadli i urządzili sobie noc seksu? – Zaproponował któregoś dnia SeHun, który ostatnimi czasy najczęściej przychodził do przyjaciela.
- Hm, nie widzę problemu, podajcie tylko termin. – Odparł JongIn i powrócił do przeżuwania kanapki.
- Dzisiaj. O 7. Calutka noc. – Odpowiedział ChanYeol wyrywając nagle żarcie z rąk chłopaka.
- Dzisiaj o 7… - Powtórzył Kai zapisując sobie tą informację w telefonie. – Załatwione. – Pozostali uśmiechnęli się do siebie i zaczęli się zbierać.
- To do zobaczenia JongIn! – Krzyknął na pożegnanie LuHan.
- Gwarantuję ci, że nie będziesz umiał siedzieć przez najbliższy czas – szepnął SeHun do ucha Kaia, przesuwając jednocześnie swoją ręką po tyłku chłopaka.
- Jasne, jasne. No to, do 7! – Ostatni raz pomachał do oddalającej się grupy przyjaciół i szybkim ruchem odwrócił się w przeciwną stronę i poszedł do swojego domu. Po około 20 minutach dotarł na miejsce i od razu wpadł do łazienki, uprzednio zamykając oczywiście drzwi wejściowe. Rozebrał się i spojrzał na wielkie lustro na ścianie, w którym właśnie odbijała się cała sylwetka chłopaka. Na obojczyku zauważył ślad malinki z poprzedniej nocy spędzonej z SeHunem. „Dzisiaj będę miał tego więcej” pomyślał, po czym wszedł pod prysznic. Odkręcił wodę i zaczął się relaksować pod wpływem uderzeń strumieni przyjemnie ciepłej cieczy.
Spędził w łazience około 30 minut, zapominając o tym, że nie wziął ze sobą żadnych czystych ciuchów na przebranie, więc gdy tylko uświadomił sobie ich brak wyszedł nago z pomieszczenia i udał się do swojej sypialni choćby po białe bokserki, które wręcz uwielbiał. „Skoro i tak będę się pieprzył przez całą noc, to po co zakładać spodnie? Wystarczy koszula na wierzch i finto” pomyślał i tak też zrobił. Jego wybór padł na za dużą o dwa rozmiary niebieską koszulę bez żadnych dodatkowych wzorów., którą od razu zarzucił na ramiona. Po chwili namysłu rozejrzał się po pokoju, po czym zaczął zbierać niepotrzebne rzeczy z podłogi.  Nie minęły nawet 3 minuty, a w jego telefonie rozległ się dźwięk nowego połączenia.
- Słuchaj, Kai, mogę wpaść do ciebie trochę szybciej? Chcę pogadać z tobą o czymś ważnym a nie chcę tego robić w obecności reszty.
- Jasne, LuHan, nie ma sprawy.
- Dzięki, to ja za 20 minut będę! – W słuchawce rozległ się dźwięk zakończonego połączenia. JongIn spojrzał ostatni raz na swoją sypialnię i poszedł do salonu by i tam trochę ogarnąć przed przybyciem LuHana, a w późniejszym czasie pozostałeś ekipy. I wtedy Kai uświadomił sobie, na co się zgodził.
- O kurwa. – Zaklął pod nosem. – Będę się pieprzył z siedmioma facetami. Kurwa. Jestem pojebany. Ale tak w sumie, to może być całkiem przyjemne… - Chłopak zaczął się z siebie śmiać i powrócił do sprzątania. Po zakończeniu tejże czynności, sprawdził jeszcze zawartość lodówki i zapasów w barku na cały wieczór, po czym wreszcie usiadł na kanapie. Nie cieszysz się jednak długo tą czynnością, gdyż po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Chłopak wstał i otworzył drzwi odblokowując tym samym przejście dla LuHana. Starszy spojrzał na Kima i oblizał nerwowo wargę.
- To o czymś chciałeś pogadać, hyung? – Spytał Kai, kiedy usiedli na kanapie.
- Kochaj się tylko ze mną JongIn-ah. Teraz – odpowiedział starszy, po czym widząc minę przyjaciela wpił się w jego usta pewnie. Młodszy odwzajemnił pocałunek, a po chwili napierał na Lu całym swoim ciężarem przygwożdżając go tym samym do kanapy.
- Wiesz o tym, że zaraz przyjdzie reszta i nie spodoba im się to, że zaczęliśmy szybciej od nich? – Spytał Kai siadając na Lu okrakiem. Otarł się swoim kroczem o jego. Han kiwnął lekko głową i smutnym wzrokiem spojrzał w sufit. Nagle rozległo się pukanie, które zwiastowało przybycie ChanYeola, a co za tym idzie, również BaekHyuna. JongIn wstał z ciała Lu i poszedł otworzyć drzwi.
- No, no, JongIn, sexy wyglądasz – powiedział entuzjastycznie wyższy z nowoprzybyłych i przejechał ręką po klatce piersiowej chłopaka. BaekHyun kiwnął głową i wszedł głębiej do mieszkania. Gdy wreszcie usiedli, Yeol wyciągnął z torby, którą ze sobą przytargał, butelkę wódki, 7 butelek piwa i kajdanki, które od razu znalazł się w posiadaniu BaekHyuna. Kai wiedząc, że będą potrzebowali szklanek udał się do kuchni po te naczynia i wrócił ponownie do salonu rozkładając  je na stoliku. ChanYeol zabrał się za nalewanie wódki, bo jak stwierdził, bez alkoholu to nie będzie takiej frajdy. Równo o 7 przybyli SeHun, Kyungsoo i Kris przynosząc ze sobą colę do drinków i parę dodatkowych rzeczy. SeHun od razu przywitał się z gospodarzem mieszkania całując go namiętnie w usta. Po tym jakże przyjemnym powitaniu, usiedli wreszcie całą paczką w salonie i zaczęli pić pierwsze drinki przygotowane przez ChanYeola.
Po jakiejś godzinie samego picia, przyszedł czas na to, czego najbardziej oczekiwali. SeHun jako najbardziej pewny siebie w tamtym momencie usadził sobie JongIna na kolanach twarzą do siebie po czym wbił się w jego usta. Chłopak zareagował cichym westchnieniem i już po chwili ich języki toczyły zawziętą walkę o dominację. Tuż obok siedział Kris, który gdy tylko wyczuł, że właściwa impreza się rozkręca wstał z fotela i pochylił się na szyją Kaia całując ją delikatnie. Po chwili dołączył do nich LuHan, który wodził teraz swoimi palcami po klatce piersiowej chłopaka, powoli schodząc niżej.
W tym samym czasie BaekHyun siedział okrakiem na ChanYeolu pochylając się nad nim i stając jabłko Adama. Tuż za Byunem klękał KyungSoo ocierając się co chwila swoim kroczem o tyłek chłopaka.
W całym pomieszczeniu słychać było ciche stęknięcia i westchnienia wydobywające się z ust siedmiu przyjaciół.
W pewnym momencie Kris oderwał się od szyi JongIna i chwytając rękoma ciało KyungSoo oderwał go od BaekHyuna, a po chwili i Byun został oderwany od swojego zajęcia. Gdy ChanYeol został wreszcie uwolniony, Kris usiadł na jego biodrach ocierając się znacząco. Czuł jego stwardniałe przyrodzenie tuż obok uda. Pochylił się do ucha Chana jednocześnie jedną ręką bawiąc się guzikiem jego jeansów. Językiem przejechał po małżowinie usznej leżącego chłopaka, przez co Park jęknął.
W salonie zapanowała cisza. SeHun i Kai przestali się całować, LuHan zabrał swoje dłonie z brzucha JongIna, a KyungSoo przestał lizać dolną wargę BaekHyuna. Kris mimo iż wyczuł wzrok chłopaków na sobie nie przestawał ocierać się o krocze Yeola. Wręcz przeciwnie, przyspieszył tempa.
Nagle Chan ledwo słyszalnie wychrypiał:
- Z-zaraz dojdę… - i już po chwili jęknął głośno dochodząc w swoich spodniach. Ledwo zdążył złapać oddech, kiedy Kris od tak wpił się w jego usta.
Minęła może minuta, może dwie i Kai wylądował na ziemi opierając się na łokciach. Jego nogi były lekko ugięte i ochoczo rozsunięte. KyungSoo widząc to kucnął między nimi układając swoje dłonie na udach JongIna. Pochylił się i przejechał językiem po erekcji młodszego. W odpowiedzi dostał głośne westchnienie. Nie było odwrotu.
Wstał na moment aby się rozebrać. To samo zrobiła reszta grupy. W bieliźnie został już tylko Kai. Oczywiście, nie na długo. KyungSoo wrócił do swojej poprzedniej pozycji i zębami zaczął ściągać bokserki chłopaka. Jego penis był nabrzmiały i samym wyglądem zachęcał do zabaw z nim, co wykorzystał D.O. Końcówką języka nakreślał kółeczka na główce Kaia na co młodszy jęknął cicho.
Stojący za nimi BaekHyun zakładał prezerwatywę na swojego penisa i jednym mocnym ruchem wbił się w wypięty tyłek KyungSoo. Krzyknął. W tym czasie Kai został podniesiony do pionu przez Krisa. Włożył w tyłek chłopaka dwa palce i zaczął go rozciągać. Chwilę później zastąpił je czymś większym.
Gdy KyungSoo przyzwyczaił się do wielkości BaekHyunowego penisa w swoim tyłku, przesunął się do przodu przez co członek Byuna wysunął się trochę. Oparł się rękoma o biodra  Kaia i znowu zaczął ssać jego penisa.
LuHan w tym czasie był zajęty stukami SeHuna. Lizał je, ssał i pocierał palcami jednocześnie poruszając biodrami przez co ocierał się o nogę Hunniego.  Nagle złapał dłoń młodszego i nakierował ją na swoje przyrodzenie karząc mu tym samym pieścić jego członka.
W pewnym momencie Lu zawiesił głowę i jęcząc głośno ale i przerwanie doszedł w dłoń najmłodszego z grupy.
Po chwili dołączyli do niego BaekHyun i KyungSoo wymawiając swoje imiona jak jakąś modlitwę.
Byun gdy tylko uspokoił oddech wysunął się z tyłka D.O. i odszedł do ChanYeola całując go mocno. KyungSoo dalej pieścił penisa Kaia, który czując wibracje głosu starszego chłopaka wytrysnął do jego gardła.
Po nim doszedł Kris spuszczając się obficie do tyłka JongIna.
- Kai, pomóż mi skończyć – szepnął SeHun gdy tylko przyjaciel uwolnił się od pozostałych. Kim klęknął przy nim i masturbując jego penisa swoją ręką przyssał się do jego szyi tworząc malinkę.  – Aghh, Kai! – krzyknął nagle jednocześnie dochodząc. JongIn uśmiechnął się do niego i padł na ziemię.
Wszyscy padli.
- Co byście beze mnie zrobili? – zapytał nagle JongIn.
- Pewnie siedzielibyśmy teraz w swoich domach i robili sobie dobrze samemu – odparł mu Kris i wszyscy się roześmiali. Mimo zmęczenia odczuwali radość.
- JongInie, mogę jutro do ciebie wpaść? No wiesz… Sam na sam. Dokończyć to, co nie było nam dane dzisiaj skończyć – powiedział LuHan na co Kai zgodził się od razu.
- Ej, wiecie co, może za tydzień znowu zrobimy sobie taką noc? – Spytał ChanYeol szczerząc się do wszystkich.
- Jestem za! – krzyknęli pozostali i po chwili rozległ się śmiech. Nagle JongIn wstał z podłogi i skierował się do swojej sypialni.
- Mam jedno miejsce wolne, kto chętny spać ze mną w łóżku? – zapytał będąc już w pokoju. Reszta chłopaków spojrzała po sobie i zaczęła biec w stronę Kaia. Bieg wygrał KyungSoo i nie minęło nawet pół minuty a oboje leżąc już w łóżku odpływali w stronę objęć Morfeusza. Pozostała 5 musiała rozłożyć się w salonie ale nie przeszkadzało im to. Byli zbyt zmęczeni.






3 maja 2013

Baby I'm sorry (31st day)

Tego dnia mija ich 31 dzień znajomości. SeHun cieszył się od samego rana, bo jego znajomość z LuHanem trwała najdłużej. Załatwił wino, dwie świeczki, przepisy na kolację. Chciał by wszystko było idealnie. To miała być niespodzianka dla Lu, więc wysłał go na cały dzień do XiuMina żeby ten go czymś zajął na czas przygotowań.
SeHun krążył po kuchni w różowym fartuchu, co chwilę sprawdzając kartki z przepisami by niczego nie zepsuć. Jednak SeHun nadal bał się katastrofy kulinarnej więc nalewał sobie co jakiś czas lampkę wina. W ten sposób upił się trochę, co w jego przypadku niestety skutkowało agresją w stosunku do martwych przedmiotów, a w późniejszym czasie w stosunku do żywych istot. Pech chciał, że tym razem wypadło na LuHana. Kiedy wrócił wreszcie do domu po męczącym dniu spędzonym głównie na graniu w piłkę nożną z MinSeokiem, przez moment nie wiedział co z sobą zrobić. Na stole walały brudne rzeczy, po podłodze rozlane było wino i zapewne jakiś sos z kolacji, a na krześle niedbale wisiał różowy fartuch SeHuna. Sam właściciel owego ubrania siedział na podłodze koło lodówki z na wpół rozpiętą koszulą i z głową ułożoną na taborecie. Spał. LuHan ostrożnie podszedł do młodszego chłopaka i podjął się próby jego pobudki. Bezskutecznie. Spróbował jeszcze jeden raz, poczym postanowił obudzić go w trochę inny sposób. Kucnął przy nim i pocałował jego delikatny policzek. Oczy młodszego od razu się otworzyły i patrzały na Lu. Chłopak wiedział już, że jego ukochany pił.
- SeHun-ah, co tu się stało? – Zapytał LuHan patrząc łagodnie na młodszego.
- Odwal się – warknął SeHun i wstał podpierając się rękoma o blat szafki.
- SeHun-ah, co się stało? Powiedz mi, proszę.
- Nie twój zasrany interes!
- A-ale…
- Żadne ale, kurwa! Jesteś idiotą! Zostawiłeś mnie na cały dzień! – Krzyknął SeHun, a LuHan spuścił głową i patrzył w podłogę.
- Przecież sam mi kazałeś iść, Hunnie… -  Starszy chłopak próbował się bronić, jednak młodszy stracił już kontrolę całkowicie. Zamachnął się i uderzył dłonią w policzek LuHana. – Hunnie, c-co się z tobą stało? - Spytał chłopak, a pierwsze łzy spłynęły po rozgrzanym od uderzenia policzku.
- Wyjdź! I nie wracaj! – Nastała cisza, przerwana tylko głośniejszym szlochem Lu i jego krokami w stronę drzwi. Młodszy dopiero wtedy zrozumiał sens słów, jednak nie poszedł za nim i nie próbował przepraszać. Chciał wyładować złość uderzając w ścianę. Ale zamiast ukojenia, pokazały się łzy.- Przepraszam, Lu… - Powiedział sam do siebie, po czym uklęknął na podłodze i pozwolił słonym kroplom rozchlapywać się na kafelkach.