Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XiuHan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XiuHan. Pokaż wszystkie posty

4 września 2014

Kocham Cię, bo jesteś zawsze blisko mnie...

Stał jak sparaliżowany. Nie spodziewał się tego nigdy w życiu, nawet w najśmielszych snach nie mógł sobie wyobrazić jak on mówi to do niego.
- Lu? - cichy, zachrypnięty głos Minseoka po drugiej stronie nagle przerwał tę ciszę w głowie blondyna.
- J-Ja.. - szepnął, ale po chwili telefon wypadł mu z dłoni, lądując na zimnej podłodze. Klapka odpadła, dzięki czemu również bateria nie była w środku. Jednak nie podniósł telefonu i nie złożył go ponownie w całość, tylko stał i patrzył w przestrzeń. Dłoń wciąż spoczywała w poprzedniej pozycji, jakby urządzenie wciąż się w niej znajdowało.
Myśli miał chaotyczne, na przemian optymistyczne i negatywne, a wszystko przez jedno zdanie.
Osunął się ciałem na ścianę, chcąc utrzymać równowagę i zatrzymać chaos w swojej głowie. Westchnął, przymykając oczy, uśmiechając się delikatnie. Na jego policzki wkradł się rumieniec, a serce szybko wybiło rytm, którego pragnął. Zrozumiał, że to nie był sen.
Zostawiwszy telefon na podłodze w swoim obecnym stanie, wyleciał z mieszkania ubierając na siebie bluzę oraz buty, i nie przejmując się faktem bycia w koszulce z piżamy w kolorowe króliczki i nieuczesanymi włosami, zniknął na ulicy biegnąc w stronę mieszkania swojego przyjaciela. W ostatniej chwili przypomniał sobie o niezamkniętych drzwiach, więc wrócił szybko i zamknął mieszkanie, ponownie znajdując się wśród innych przechodniów.
Było późno, ale nie zwrócił uwagi na to, jego cel był teraz ważniejszy.
Potknął się o kamień, na prostej drodze, wpadł na kilku mężczyzn i kobiety, ale biegł dalej, z całych sił chcąc dostać się na miejsce jak najszybciej. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe.
Dopiero pod drzwiami mieszkania przyjaciela złapał oddech. Rumiane policzki, zmierzwiona grzywka, szybko bijące serce i uśmiech; podświadomie czekał na ten moment. Zapukał cicho, a kiedy Minseok otworzył, przytulił go mocno, dopiero wtedy dając upust emocjom w postaci łez.
Pamiętał jak dziś, kiedy pierwszy raz poczuł to wszystko, kiedy był pewny swojej miłości do starszego. Siedzieli wtedy u niego w domu na kanapie, dość blisko siebie. Czuł jego zapach, coś jakby deszcz i lawenda, choć nie wiedział skąd ten zapach deszczu się wziął. Zaciągnął się nim delikatnie, uśmiechając się, bo delikatnie połaskotał Minseoka nosem po czubku głowy, na co ten się zaśmiał. Nie było to wymuszone, czy też skrępowane.. było urocze i delikatne, naturalne. Serce mu drgnęło dość mocno, bo nagle chłopak odwrócił głowę i spojrzał mu w oczy, które się śmiały. Tak zwyczajnie się śmiały. Sam się uśmiechnął.
Od tamtej pory zapach deszczu zawsze kojarzył mu się z chłopakiem i zostało tak do teraz, nawet jeśli padało, on wciąż wyczuwał gdzieś deszcz.
Do rzeczywistości sprowadziło go ciche westchnięcie spomiędzy jego ramion. Zaśmiał się cicho i odsunął, klepiąc dłońmi w policzki. Sam nie wiedział dlaczego tak robił, ale to pomagało mu w zaprzestaniu płaczu; dziś jednak było inaczej.
Minseok stał w niebieskim za dużym na niego swetrze, patrząc zarumieniony na Luhana. Uśmiechnął się ciepło i objął twarz młodszego, dotykając jego nosa swoim. Uwiesił się jednak po chwili na jego szyi, chowając nos w blond włosach chłopaka. Xi oczywiście złapał Minseoka w swoje ramiona, zamykając oczy.
- Dziękuję - szepnął bardzo cicho Chińczyk. Nie mógł opisać tego co czuje, miał wrażenie że to sen.
- A-Ale za co? - szepnął drugi chłopak, zaciskając dłonie na bluzie Luhana. Ten odsunął się od Minseoka po chwili i spojrzał mu głęboko w oczy.
- Bo jesteś.. - powiedział Xi, uśmiechając się delikatnie.
- Kocham cię, bo zawsze jesteś blisko mnie - szepnął cicho Kim, po chwili pocałował Luhana.
Wszystko się zatrzymało. Ciepło ich ust, delikatność warg, gorąco od wewnątrz. Świat kompletnie przestał mieć dla nich znaczenie, nawet jeśli stali na korytarzu pod drzwiami Koreańczyka, ale w końcu byli tylko sami. Ich serca biły równo, choć bardzo szybko. Wystarczyła tylko chwila na zrozumienie własnych uczuć.
- Ja ciebie też kocham, Minseokkie - powiedział cicho Luhan, patrząc błyszczącymi oczyma w oczy starszego. Widział w nich gwiazdy i uśmiech.
Weszli do mieszkania, śmiejąc się cicho. Usiedli na kanapie, i choć milczeli, doskonale rozumieli się bez słów. Delikatny, aczkolwiek subtelny dotyk dłoni, ciepłe wargi i gorąc ciała, a do tego spokojna melodia bijącego serca. Oboje czekali na tę chwilę od dawna, choć bardzo dobrze przed sobą ukrywali co czuli.
Każdego dnia budzili się z uśmiechem, bo mieli dla kogo. Minseok pogodził się już na stałe ze śmiercią Jongdae, a Luhan wciąż był przy nim blisko, wspierając go i po prostu będąc. Kim był jego oczkiem w głowie, słodką nadzieją na lepsze jutro. Nie ukrywali przed sobą niczego, byli ze sobą całkowicie szczerzy, nie wstydzili się przed nikim mówić o swoich uczuciach. Rodzice obojga dość dobrze zaakceptowali ich związek, błogosławiąc im na jak najdłuższe lata.
Wszystko układało się pomyślnie, nawet w dzień 2 rocznicy śmierci Jongdae. Poszli na most i stanęli, wtuleni w siebie. Zapalili znicz, położyli kwiaty pod tabliczką, uśmiechając się słabo.
- Wiesz Lu? - zaczął Kim.
- Hm?
- W zeszłym roku miałem dziwny telefon.. jakby od Jongdae. Poznałem jego głos, ale pomyślałem, że to sen.. Jednak im dłużej się zastanawiałem, to bardziej przybierało mi to formę czegoś realnego, ale dość innego.. Zadzwonił Jongdae i powiedział, bym znalazł szczęście.. Bym zajrzał w siebie i obiecał mu, że będę szczęśliwy.. - Xi spojrzał na Minseoka, uśmiechając się delikatnie.
- Mnie podziękował - powiedział cicho, zaciskając dłonie na jego dłoniach. - I powiedział, że niebawem coś się stanie.. I zaraz potem zadzwoniłeś ty. Myślę, że Jongdae po prostu maczał w tym palce. - zaśmiali się i spojrzeli sobie w oczy. - Widzisz.. myślę, że on to zrobił specjalnie. Byś czuł się szczęśliwy.
- Czułem... i czuję nadal. Mam ciebie i jego.. - wziął jedną swoją dłoń i dotknął serca. - O tu.
- Tak.. właśnie tu - powiedział cicho Luhan i pocałował namiętnie Minseoka.
Będą się chronić nawzajem, a Jongdae będzie nad nimi czuwał.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
no i dobrnęliśmy do końca :3 mam nadzieję, że wam się podobało ^^ ostatnia część miała być dłuższa, ale nie potrafię chyba pisać czegoś naprawdę długiego (muszę napisać książkę żeby to ogarnąć </3).. w dodatku zaczęła się szkoła, technikum pierwsza klasa, od razu rzucając mnie na przedmioty zawodowe, których mam w cholerę. staram się na pasek w tym (i w następnych latach), na dobre zdanie matury i egzaminów zawodowych... ciężka droga 4-letnia + studia (w kierunku hotelarstwa~) [jejku zwierzyłam wam się ;_; XD]
cóż, w najbliższych dniach biorę się za krisyeola, chenchana [chenyeola w tagach~] oraz mam nadzieję że sekai! dawno w sumie nie pisałam nic o Krisie, ani żadnego z tych pairingów, dlatego chcę się postarać i porządnie to zrobić by was zadowolić (i jednocześnie siebie).
jeśli macie pytania dotyczące fanficów, albo po prostu chcecie sobie ze mną pogadać to zapraszam na ask.fm ( >klik< ), możecie także napisać na gg: 51464171 
dziękuję za uwagę i miłego dnia/popołudnia/wieczora <3 

30 sierpnia 2014

Kocham Cię, bo jesteś...

Kolejna łza spłynęła po jego policzku, kiedy patrzył przez okno na wschodzące słońce. Czuł na ramieniu dłoń przyjaciela, jednak mimo to ciągle płakał. Mimo, że minął już rok, on wciąż nie mógł się do końca pogodzić ze śmiercią Jongdae. Wszystko było takie świeże.
Nie mógł spać w nocy, bo za każdym razem gdy zamykał zmęczone dniem powieki, widział upadającego do rzeki chłopaka, który z uśmiechem na ustach żegnał się z nim i z całym otaczającym go światem. Budził się wtedy z krzykiem i łzami w oczach. Bardzo często w takich sytuacjach dzwonił do Luhana, budząc go wtedy, ale blondyn wybaczał mu to i w środku nocy przybiegał do domu Minseoka, przytulając go zaraz potem przez całą noc. Chińczyk starał się być zawsze blisko Koreańczyka, wspierając go w trudnym okresie jego życia.
Kiedy Kim zapytał go, dlaczego ten robi to wszystko, Xi wzruszył wtedy ramionami, nie znając odpowiedzi na to pytanie. Minseok już więcej nie wracał do tego, tylko cieszył się obecnością przyjaciela, któremu zawdzięczał to, że ciągle żył.
Uśmiechnął się delikatnie przez łzy, po czym wstał z parapetu i wtulił się nagle w Luhana, który tylko zamrugał oczami i sam go mocno przytulił.
- Tęsknię za nim.. - szepnął cicho brunet. Blondyn musnął jego czubek głowy. Pachniał deszczem.
- Wiem - powiedział cicho. - Nie jestem w stanie ci go przywrócić.. Ani nawet zastąpić... Mimo to, wciąż będę..
- Nie zostawisz mnie? - szepnął jeszcze ciszej Minseok, zaciskając dłonie na koszulce Luhana.
- Nie.. Nie zostawię cię... - odpowiedział chłopak, uśmiechając się lekko. Wiedział, że Jongdae mówił tak samo i nawet będąc pewnym uczuć do Minseoka, rzucił się w otchłań rzeki, łamiąc tą obietnicę. Już przygotowując się na odpowiedź w stylu "on też tak mówił", doznał szoku słysząc zupełnie co innego.
- Dziękuję.
Luhan uśmiechnął się i znów musnął ustami czoło przyjaciela, patrząc za okno. Słońce wyglądało niezwykle pięknie i majestatycznie, na tle śpiącego miasta. Było tak spokojnie jak niemal nigdy. Chciał, by już wiecznie tak zostało. Serce biło swoim własnym, wolnym rytmem, a ramiona kołysały zmęczonego płaczem przyjaciela.
- Lu.. Kiedy to dziwne uczucie zniknie? - wyszeptał słabo Kim, unosząc słabo oczy, chociaż byli niemal jednakowego wzrostu.
- Jakie uczucie?
- Tej pustki - powiedział chłopak i odwrócił się w stronę okna, przymykając znów oczy.
- Sam chciałbym to wiedzieć - odparł Xi, odsuwając się od przyjaciela. Chciał by Minseok czuł się dobrze, swobodnie i uśmiechał się częściej. Poszedł do kuchni, gdzie przyszykował dla nich śniadanie i kubki gorącej czekolady, którą starszy bardzo lubił.
- Jak ci się układa z Sehunem? - spytał nagle brunet, na co blondyn wystraszył się i stłukł kubek. Złapał się za serce, a już po chwili kucał ze zmiotką, aby posprzątać bałagan. Przeklął po chińsku pod nosem, kiedy nagle zobaczył pełne troski, ale zapłakane spojrzenie Minseoka.
- Nic ci nie jest? - spytał chłopak, a Luhan pokręcił głową.
- Jest w porządku.. Przepraszam - powiedział cicho i dość szybko, po czym zmiótł potłuczony kubek i wrzucił do śmietnika. Westchnął cicho, wyciągając chwilę później drugi kubek.
- Jesteś roztrzęsiony, Lu.. spałeś w nocy coś?
- Nie.. może tylko godzinkę, może półtorej - westchnął chłopak, siadając na krześle.
- To moja wina, prawda? Przepraszam, Lu... - ciche westchnienie - Może ja już pójdę..
Blondyn poderwał się z miejsca i złapał go za nadgarstek.
- Nie twoja wina, Minnie - powiedział. - Po prostu.. miałem koszmar. Czasami mi się to zdarza - dodał z uśmiechem. Koreańczyk nie był jednak przekonany, jednak nie pokazał tego.
- Daj, ja dokończę śniadanie, dobrze?
Reszta dnia minęła w miarę spokojnie, więc wieczorem Minseok wrócił do siebie, a Luhan pozostał znów sam w swoim mieszkaniu. Zamknął drzwi na klucz, zwinął się w kłębek pod kocem na kanapie i wzdychając cicho, patrzył w przestrzeń.
On także czuł pustkę w sercu i nawet to, że mógł być blisko Minseoka nie sprawiało, że choć trochę to uczucie zelżało. Mimo to, nie pokazywał przyjacielowi tego. Jego koszmary nocne zawsze były te same: Minseok umiera w ten sam sposób co Jongdae. Bał się tego, cholernie się bał. Starał się być zawsze jak najbliżej Minseoka, jako dobry przyjaciel.
Co by pomyślał o nim Kim, gdyby wiedział o jego uczuciu?
- Zerwałby przyjaźń - powiedział do siebie Chińczyk, chowając twarz za poduszką. - Nie będę ryzykować. Wszystko jest za świeże - szepnął, zaciskając dłoń na kocu. Zamknął powieki, kiedy pojawiły się w nich łzy. Tak bardzo nie chciał być bezsilny, przecież musiał wspierać Minseoka, znosił to wszystko.
Wysunął się spod kokonu, który sam sobie zrobił, po czym zaczął iść w stronę łazienki, jednak coś go zatrzymało w połowie drogi. Wyciągnął telefon z kieszeni i nie sprawdzając numeru, odebrał.
- Tak słucham? - powiedział cicho.
- Dziękuję - rozbrzmiał głos po drugiej stronie.
- Halo? Kto mówi? - Luhan nie znał tego głosu.
- Mam tylko chwilę, Luhanie, ale sam się domyślisz kim jestem - odpowiedział głos. - Chcę ci podziękować za opiekę nad Minseokiem.
Luhan zamarł. "Przecież to niemożliwe!" - pomyślał.
- Jak...
- Już niebawem - powiedział cicho głos, po czym Luhan zdążył usłyszeć tylko dźwięk zakończenia połączenia. Spojrzał z niedowierzaniem na telefon, a kiedy chciał sprawdzić co to był za numer, pokój zawirował, a on znalazł się znów na kanapie, przykryty kocem. Telefon dzwonił.
- H-Halo? - spytał niepewnie.
- Kocham cię, Lu.
Zamarł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc kolejna część XiuHana! Została tylko jedna i mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu się pojawi :3 szczerze mówiąc, myślałam, że będzie trochę dłuższy, ale wyszło jak wyszło. Zrekompensuję wam to ostatnią częścią, bo będzie najdłuższa (oby~).
Chciałabym podziękować ming unni, skoro już trochę czasu tutaj mam XD mam nadzieję, że się sprawdzę ♥
KrisYeol się tworzy jeszcze, do jutra powinien się skończyć.. ^^
Hwaiting na nowy rok szkolny!
Mimo że będę w technikum, fanfici powinny być w miarę często! (Postaram się ♥). Miłego dnia :3

7 sierpnia 2014

Kocham Cię, bo...

Kolejny deszczowy dzień w Seulu. Jego mieszkańcy już nie patrzyli na to, tylko z cichymi westchnieniami i uśmiechami wychodzili śmiało w miasto, z kolorowymi lub stonowanymi parasolkami, spiesząc się do pracy, czy po prostu idąc na spacer. Wszyscy zajęci swoimi sprawami.
Nikt nie zauważał ciemnowłosego nastolatka, ponuro przemijającego ulice, w bluzie z kapturem. Nikt nie zauważał jego łez, które zamaskował nieustannie lecący się z nieba deszcz. Nikt nie słyszał jego krzyków, jego wołania o pomoc, kiedy tracił wszystko, co miał. Przecież inni także mają problemy, prawda?
Otarłszy mokrą od deszczu twarz, spojrzał z bólem w górę, po czym uśmiechnął się słabo, widząc wokół siebie obcych ludzi. To dziwne, że stał teraz na barierce mostu, planując rzucić się w otchłań rzeki, by poniosła go z prądem gdzieś daleko?
I nagle został zauważony. Wszyscy patrzyli na niego z przerażeniem, każdy stał sparaliżowany, nie wiedząc co się wydarzy. Chłopak uśmiechnął się tylko, po czym zamknął oczy i przechylił swoje ciało do tyłu. Uczucie spadania było dla niego piękne. Skrzydła, które odpadły lata temu, spowolniony czas i ciągły uśmiech. Otworzył oczy na chwilę i szepnął "kocham cię", po czym z zamkniętymi oczami wpadł do zimnej wody. Właśnie tego chciał.
Wśród ludzi, przyglądających się temu wydarzeniu stał inny nastolatek, który nagle upadł na kolana i zaczął krzyczeć, by ten drugi wrócił. Niestety, było za późno.
Policja przyjechała na miejsce bardzo szybko; przesłuchali wszystkich po kolei, rozpoczynając poszukiwania ciała nastolatka, bo były nikłe szanse, aby przeżył. Tłum się rozchodził, jednak chłopak wciąż tam był. Patrzył nieobecnym wzrokiem w barierkę, przykrywając się szczelnie kocem, który mu dano. Odmawiał wszelkiej pomocy, chęci odwiezienia go domu, czy kupienia posiłku. Co mu to da?
W końcu, po wielu godzinach, wstał na nogi i chwiejnym trochę krokiem podszedł bliżej barierki. Spojrzał za nią na zimną rzekę, szczerze jej nienawidząc za to co się stało. Łzy nie miały siły płynąć, głos utknął mu w gardle. Dlaczego to musiało stać się tego dnia?
Spojrzał w niebo, z którego wciąż padał deszcz. Zamknął oczy, biorąc głęboki oddech. Jego skrzydła także zniknęły, tak jak ciemnowłosego chłopaka. Dopiero po chwili ruszył do przodu, idąc przygaszony w stronę swojego domu, gdzie matka już przyszykowała dla niego ciepły posiłek i starała się na trochę oderwać nastolatka od ostatnich wydarzeń; bezskutecznie. Zastanawiał się co się dzieje z ludźmi po śmierci, co czują w momencie umierania, dlaczego tak młodzi i delikatni ludzie szybko odchodzą. Wszystko związane ze śmiercią krążyło mu po głowie przez wiele kolejnych dni, tygodni, miesięcy. Nie miał odwagi pójść do domu rodziców bruneta, w końcu oni i tak nie za bardzo by się tym zainteresowali. Zapomnieli, że mają syna, który popełnił samobójstwo. Zapomniało całe miasto. Tylko on pamiętał.
Nawet nie zauważył, że minął już rok. Wszystko w jego życiu uległo diametralnej zmianie, zachowywał się tak, jakby już nigdy nie miało świecić słońce nad jego głową, a jego szczęście i energia życiowa po prostu zniknęły. Nie czuł się bezpieczny, unikał kontaktów z ludźmi.
W rocznicę tamtego dnia, poszedł na most. Wspomnienia tamtej chwili były bolesne, ale chciał, by on pamiętał o tym. Może właśnie ogląda go z góry?
Westchnął cicho, po czym wziął kłódkę i zaczepił o barierkę. Pod nią położył bukiet kwiatów i zapalił znicz. Tego dnia również padało, zupełnie jakby on chciał by tak było, by przypomnieć o tym.
- To już rok, co? - szepnął, siadając na chodniku, przykrywając się kocem. Uśmiechnął się słabo i uniósł dłoń, by przejechać nią po kłódce. Pamiętał, kiedy wypisali na niej "na zawsze". Westchnął, spuszczając wzrok. Wydawało mu się, że wszystko było wczoraj, a nie rok temu.
Nagle usłyszał kroki za sobą. Nie obchodziło go to, gdyby nie nagłe ramiona owijające się wokół niego.
- Minseok-ah.. - szepnął drugi chłopak.
- Lu.. - szepnął Minseok, wzdychając cicho.
- Nie będziesz tu siedział cały czas dzisiaj. Wiem, że jest rocznica, ale..
- Nie, Lu. Ja muszę. Obiecałem mu to - powiedział cicho chłopak, lekko dotykając dłoni Luhana. Ten przytulił go bardziej.
- Więc posiedzę tu z tobą. Jongdae chyba się nie obrazi, prawda? - spytał blondyn, uśmiechając się lekko.
- Nie.. Myślę, że będzie mu miło - powiedział z słabym uśmiechem Minseok i już nie odezwał się więcej. Po prostu siedział wtulony w drugiego chłopaka, patrząc na rzekę, której tak szczerze nienawidził. Luhan również milczał, ale wciąż go przytulał, by brunet nie musiał czuć się sam, tak jak przez ostatni rok.
Luhan, mimo że z pochodzenia był Chińczykiem, wychowywał się i mieszkał w Seulu, gdyż rodzice chłopaka dostali tutaj lepszą pracę. Był on także jedyną osobą, której Minseok pozwolił się zbliżyć do siebie i zostać przyjacielem. Nawet jeśli starszy miał trochę tajemnic przed nim, rozumiał to i nie pytał. Cieszył się, że po prostu może przy nim być.
Oboje nie zauważyli kiedy zrobiło się późno. Było grubo po 19, kiedy wstali z zimnej powierzchni i powoli zaczęli oddalać się od tego miejsca.
Minseok płakał. Znów czuł się źle, bo przecież obiecali sobie z Jongdae, że dadzą sobie radę z wszelkimi problemami, niepowodzeniami, trudnościami, po prostu ze wszystkim. Obiecali sobie, że nigdy nie zostawią drugiego. Dlaczego więc wtedy on skoczył i złamał obietnicę?
Wciąż i wciąż, na nowo każdego dnia, upadał z bezsilności, starając się walczyć z własnymi słabościami po tamtym dniu. I upadłby na samo dno, gdyby nie obecność Luhana. Wpadł w jego życie nagle, przynosząc do niego odrobinę nadziei na lepsze jutro. Mimo, że na początku krzywdził go, Chińczyk znosił to wszystko wiedząc jak ten cierpi. To dzięki Luhanowi nadal żył.
Deszcz wciąż padał, więc kiedy doszli do mieszkania Lu, byli cali przemoczeni. Blondyn westchnął cicho, otwierając drzwi, gdzie od progu powitał ich uroczy psiak, a ciepło otoczyło ich zmarznięte ciała.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - spytał Kim, patrząc niewyraźnie na Xiao.
- Nie chciałem, byś czuł się samotny dzisiaj - odpowiedział chłopak, przygotowując im herbaty. - Zwłaszcza dzisiaj.
- Jestem tu częściej niż u siebie - odparł brunet, wzdychając. Przetarł spuchnięte i mokre od łez oczy oraz policzki, po chwili kichając głośno.
- Na zdrowie. Zaraz dam ci coś ciepłego do picia i do ubrania - oznajmił Lu, podając chłopakowi kubek z herbatą, udając się po tym do swojego pokoju, skąd przyniósł czyste ubrania. Minseok kiwnął głową i zaczął przebierać się przy przyjacielu, który również się przebrał. Nie zważali uwagi na to, że to dziwne, i tak nikogo to nie obchodziło.
- Jaki był Jongdae? - spytał nagle Luhan, kiedy usiedli ponownie na kanapie, przykryci kocem, wtuleni w siebie. Nigdy wcześniej o to nie pytał, bo wiedział że zaboli to Minseoka, jednakże dzisiaj czuł, że może.
- Jongdae... Był kochany. Jego uśmiech, koci uśmiech był najpiękniejszym jaki widziałem. Wiesz, że zawsze potrafił mnie rozbawić? Nawet głupim hasłem "chodź na budyń".. Troszczył się o mnie, a ja o niego. Pamiętam, jak pierwszy raz pokazał mi swoje blizny. Był wtedy tak załamany i przepraszał mnie chyba ze 100 razy.. Nakleiłem mu wtedy różowy plasterek na dłoń, aby nie robił tego więcej. Tej obietnicy dotrzymał - powiedział Minseok, po czym zamilkł. Nigdy nikomu nie mówił o Jongdae i jego problemach. Spojrzał na Luhana, po czym westchnął i zamknął oczy, kładąc głowę na jego udzie. - Jego rodzice nawet się nie domyślili, że Jongdae umarł. Nie zauważyli tego.. Jego rodzice to alkoholicy. Często widziałem jak Jonggie miał siniaki na ciele, czy podbite oczy. Brałem go do siebie na noc, opatrywałem rany.. Mimo, że to u niego było koszmarnie, to ciągle mi pomagał, np. kiedy pokłóciłem się z rodzicami bo nie pozwalali mi iść z nim gdzieś na dłużej.. Jongdae był pogodny mimo wszystko. Świetnie śpiewał. Zawsze kiedy był u mnie, brał gitarę i śpiewał mi, a ja słuchałem go i nuciłem melodię, a gdy znałem już piosenkę na pamięć, śpiewałem razem z nim. Uczył mnie patrzeć na świat inaczej.. - Chłopak westchnął cicho, po czym spojrzał w oczy Luhana. Mógł śmiało policzyć jego łzy.
- Przykro mi, że.. że tak to się skończyło... - szepnął blondyn, patrząc na bruneta, po czym zamknął oczy, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
- Lu... - szepnął starszy, wzdychając cicho. Wstał i przytulił go do siebie. - Myślę, że Jongdae nie zostawił mnie całkiem samego.. - Chińczyk spojrzał na niego niezrozumiale, na co Koreańczyk uśmiechnął się delikatnie. - Ty byłeś blisko mnie. Po wielu trudach, ale ciągle byłeś.. Dziękuję... - szepnął, nim nagle otumaniony dzisiejszym dniem, łzami, przemoczeniem, a także wydobywającym się zza okna odgłosem dudniącego o parapet deszczu, zasnął, wtulony w ciało Luhana.
- Ja zawsze będę blisko - szepnął blondyn, głaszcząc chłopaka po włosach. Przymknął powieki, mimowolnie uśmiechając się. - Dziękuję Jongdae.

____________________________________________
a więc pierwsza część xiuhan za mną <3 oczekujcie kolejnych 2, bo na tyle rozplanowałam tego fanfica c: 
mam nadzieję, że teraz nie płaczecie w kącie i nie wyzywacie mnie, że co ja za smutne fanfici wam daję XD 
 ♥(ˆ⌣ˆԅ) miłego dnia <3 

12 maja 2014

First love

Wybaczcie, że zmieniłam trochę plany co do fanfica. Miał być BaekYeol i Lazurowe Wybrzeże, a wyszło zupełnie co innego. Jest to również mała informacja: Wraz z tym fanficiem zawieszam działalność na blogu prawdopodobnie do czerwca (zobaczę jak się poukładają sprawy).
A teraz zapraszam do czytania~!
__________________________________________________

Pierwsze promienie słońca przebijały się przez cienką zasłonę o mlecznobiałym kolorze, wprost do przestrzennego pokoju o jasnych ścianach w odcieniach błękitu. Meble były jednak dużo ciemniejsze oprócz drzwiczek, które były białe, ale to wcale nie psuło uroku pomieszczenia, w którym jeszcze w błogim śnie pogrążony był 17-letni chłopak o lekko rozjaśnionych włosach, powykrzywianych we wszystkie strony na poduszce z miękkiego puchu. Ktoś mógłby pomyśleć, że nastolatek podczas snu wygląda bardzo niewinnie, zupełnie jak bezbronny szczeniaczek. Usta chłopaka były delikatnie zaróżowiałe, a przez rozchylone wargi do jego płuc dostawał się tlen tak bardzo potrzebny mu do funkcjonowania. Zwinięty był w kokon z błękitnej kołdry, zajmując zaledwie część wielkiego łóżka, na którym spał.
Nagle otworzył swoje ciemne błyszczące oczy, wpatrując się swoim niewinnym, trochę teraz zaspanym spojrzeniem w okno. Uśmiechnął się delikatnie, przeciągnął i mlasnął językiem, wsuwając delikatne palce między niesforne kosmyki swoich włosów. Przeczesał je, a po chwili wysunął swoje drobne ciało spod satynowej kołdry, podchodząc do wielkiej szafy. Otworzywszy drzwiczki, rozejrzał się zaspanym wzrokiem po swoich ubraniach, idealnie złożonych w kostkę na 5 półkach. Sięgnął w końcu po biały T-Shirt z nadrukiem sześciokąta, po czym wyciągnął z przedostatniej półki krótkie materiałowe spodenki. Zamknął szafę, przesuwając się w stronę komody, z której wyciągnął świeżą bieliznę. Wziąwszy swoje rzeczy poczłapał do łazienki, znajdującej się na końcu korytarza. Rozebrał się do naga i nim się obejrzał, brał odświeżający prysznic.
Woda przyjemnie spływała po jego bladym ciele, pozwalając mu się wybudzić z niedawnego snu. Sięgnął po swój ulubiony szampon o zapachu truskawek, wylał go sobie na dłonie, którymi po chwili wcierał płyn we włosy. Uważał, aby piana nie dostała mu się do oczu. Spłukał włosy i zabrał się za swoje ciało. Tym razem wziął do ręki kakaowy żel pod prysznic, którym zaczął myć bardzo dokładnie całą powierzchnię ciała, nie pomijając żadnego miejsca.
Po około 20 minutach zakręcił wodę, wziął ręcznik, wytarł się nim do sucha, po czym ubrał na siebie wszystkie przyniesione ze sobą rzeczy. Przepłukał twarz i zszedł na śniadanie, bo już słyszał, jak ktoś krząta się po kuchni. Uśmiechnął się do kobiety, biorąc od niej nóż, by móc pomóc przy robieniu pierwszego i najważniejszego posiłku.
Nie zajęło im to długo; razem uwinęli się bardzo szybko, więc kiedy głowa rodziny zeszła na dół, wszystko było już naszykowane.
Wyglądali na szczęśliwą, normalną rodzinę, w której nie występują problemy, czy większe kłótnie, a gdy wybuchną jakieś spory- wszyscy idą zgodnie na kompromis. Uchodzili za ideał modelu rodzinnego, więc nic dziwnego, że każdy mężczyzna pragnął mieć taką samą żonę jak pani Xi, każda kobieta pragnęła mieć męża takiego jak pan Xi, a wszyscy rodzice chcieli, aby ich dzieci były takie jak Luhan.
Xi Luhan z natury był miłym, grzecznym oraz wrażliwym na krzywdy innych człowiekiem, łatwo nawiązywał przyjaźnie, nie miał wrogów, nawet jeśli ktoś mu zazdrościć czegokolwiek. Z dumą nosił swoje nazwisko, będąc w ten sposób chwałą swojego ojca, który mówił o nim gdziekolwiek tylko można było o tym wspomnieć.
Pan Xi prowadził firmę transportową, i choć czasami nie było go w domu przez kilka dni, zabierał swoją ukochaną małżonkę oraz syna na weekend za miasto, spędzając z nimi rodzinne chwile.
Pani Xi natomiast miała dużo cierpliwości, była zaradna i ciepła, pomagając każdemu, kto tej pomocy potrzebował.
- Luhan, kochanie, a jak ci idzie z dziewczynami? - spytała podczas śniadania jedyna kobieta w tym domu. Syn spojrzał na nią z ciekawością, a po chwili uśmiechnął się.
- W szkole jest dużo ładnych dziewcząt, ale żadna nie interesuje mnie w ten sposób - odpowiedział chłopak, patrząc na matkę.
- No tak, no tak. Jeszcze na to czas - odwzajemniła uśmiech, zwracając się po chwili do męża. Dzisiaj pan Xi ponownie wyjeżdżał na kilka dni.
Śniadanie przebiegło szybko i w miłej atmosferze, co nie zdziwiło nikogo, bo tak właśnie zawsze było. Luhan wziąwszy wszystkie naczynia ze stołu, włożył je do zmywarki, nastawiając program. Przeprosił rodziców, po czym ubrał na siebie bluzę i buty, wychodząc z domu po chwili.
Uwielbiał swoje miejsce zamieszkania. Było w nim dużo drzew i wolnej przestrzeni, ale najbardziej ulubionym miejscem Luhana był park. Pobiegł więc do niego, gdy nagle przewrócił się, padając na swoją rękę. Zacisnął powieki chcąc powstrzymać w ten sposób łzy, bo czuł jak jego kość złamała się w czasie upadku. Zagryzł wargę, gdy ta zaczęła niebezpiecznie drżeć, co zwiastowało nadejście łez.
- Musisz jechać do szpitala - chłopak wzdrygnął się, czując na ramieniu czyjąś dłoń. Obrócił głowę i spojrzał na nastolatka, który kucał tuż obok niego.
- Muszę zadzwonić do mamy... - wydukał cicho młody Xi, spoglądając nieśmiało w oczy drugiego chłopaka.
- Najpierw musisz jechać do szpitala. To nie wygląda zbyt dobrze, wiesz? Jest złamana - powiedział cicho chłopak. Pomógł Luhanowi podnieść się z ziemi, otrzepał go z brudu, a po chwili pociągnął za zdrową dłoń za sobą.
Szpital był całkiem niedaleko, więc po kilku minutach byli na miejscu. Pielęgniarka niemalże od razu przyjęła Luhana i zrobiła prześwietlenie, a nim oboje się obejrzeli, Xi miał na sobie gips.
- Nieźle się urządziłem - zaśmiał się cicho. - Luhan jestem - powiedział i uśmiechnął się.
- Minseok - odpowiedział drugi. - Odprowadzę cię do domu dobrze? Potwierdzę twoją wersję wydarzeń - zaśmiał się cicho. Luhan przez chwilę miał wrażenie, że jego serce bije jakby... mocniej, szybciej? Nigdy nie czuł niczego podobnego ale spodobało mu się to uczucie. Było miłe i nawet przyjemne, mimo że odczuwał przy tym delikatny skurcz wewnątrz siebie.
Od tamtej pory, Luhan bardzo zżył się z Minseokiem, a uczucie które mu towarzyszyło przy każdym spotkaniu, spojrzeniu ciemnych tęczówek, przypadkowym zetknięciu się ich dłoni czy jakiejkolwiek innej części ciała, czy nawet przy wsłuchiwaniu się w głos chłopaka, nie zmieniło się. Ono wciąż narastało. Nie do końca jeszcze wiedział co się z nim dzieje, dlaczego czuje taką dziwną radość gdy tylko go widzi czy słyszy. To wszystko trwało już prawie rok, więc w końcu musiał się dowiedzieć dlaczego tak jest.
- Mamo? Ja.. Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać... - powiedział któregoś dnia Luhan, kiedy ojca nie było.
- Słucham kochanie - powiedziała pani Xi, odkładając książkę na bok. Spojrzała uważnie na syna.
- Bo.. - zaczął ale zamilkł, nie wiedząc jak to ująć w słowa. W końcu, po dłuższej chwili powiedział mamie wszystko, od początku do końca. Kobieta wysłuchała go i spojrzała w jego oczy, a kiedy zauważyła ten sam blask jaki jego ojciec ma, klasnęła w dłonie.
- Zakochałeś się, synku - powiedziała z uśmiechem. Luhan przełknął ślinę.
- Ale... Minseok to przecież mężczyzna, tak jak ja..
- Płeć nie ma znaczenia w miłości, Luhan... Minseok już wie, czy jeszcze nie?
- Ja... Nie wiem czy mogę mu powiedzieć. Boję się, że zakończę w ten sposób naszą przyjaźń - powiedział smutno chłopak.
- Nie będziesz wiedział, dopóki nie spróbujesz.
Po słowach matki, Luhan nie był pewien co robić. Czuł strach w każdej komórce swojego ciała, w każdym zakątku swojego umysłu. Ciągle zastanawiał się, jak ma powiedzieć starszemu o miesiąc przyjacielowi o swoim uczuciu.
Mijały kolejne tygodnie, by z środka wiosny zrobiło się gorące lato. Właśnie tego dnia Luhan zostawał sam na cały weekend, ponieważ jego rodzice wyjechali sami po raz pierwszy od wielu lat. Młody chłopak rozumiał to wszystko, jednak nie chciał być całkiem sam w wielkim domu, więc poprosił Minseoka by mu towarzyszył. Chłopak od razu zgodził się na to.
Przez pierwszy dzień nie robili noc szczególnego, choć Luhana zaczęły nachodzić różne myśli, aby wreszcie wyjawić swoje uczucia. Trzymał to w sobie odn przeszło roku, a to nadal się wzmacniało z każdą chwilą.
W sobotę wieczorem, Luhan przemógł się. Byli u niego w pokoju, siedząc na łóżku. Xi bił się w myślach sam ze sobą, nim po bardzo długim milczeniu powiedzieć to, co w nim siedziało.
- Ja... Z-Zakochałem się... W t-tobie - powiedział, spuszczając głowę. Zarumienił się mocno, czując jak jego ciało drży. Bał się, że zaraz Minseok uderzy go, wyśmieje, a może nawet zgwałci. Zamknął szybko oczy czując, jak zbiera mu się na płacz. "Dlaczego on mi nie odpowiada?!"
Minseok uśmiechnął się delikatnie, ujmując w palce podbródek Luhana. Zmusił go, aby spojrzał mu w oczy, po czym, gdy zauważył łzy, pocałował go.
Luhan otworzył szeroko oczy, a po chwili jego powieki jakby same wiedziały co mają robić. Złapał się kurczowo koszulki przyjaciela, rozchylając delikatnie swoje wargi.
Przez duże okno wpadło światło latarni, pozwalając dwóm młodym, zakochanych w sobie chłopakom wyznawać na nowo swoje uczucia, które tkwiły wewnątrz nich od pierwszego spotkania w parku. Kiedyś Luhan przeklinałby swoją nieuwagę, ale dziś... Dziś dziękował, że tak się stało.
Pierwsze promienie słońca przebijały się przez cienką zasłonę o mlecznobiałym kolorze, wprost do przestrzennego pokoju o jasnych ścianach w odcieniach błękitu. Meble były jednak dużo ciemniejsze oprócz drzwiczek, które były białe, ale to wcale nie psuło uroku pomieszczenia, w którym jeszcze w błogim śnie pogrążony był 18-letni chłopak o lekko rozjaśnionych włosach, powykrzywianych we wszystkie strony na poduszce z miękkiego puchu. Ktoś mógłby pomyśleć, że nastolatek podczas snu wygląda bardzo niewinnie, zupełnie jak bezbronny szczeniaczek. Usta chłopaka były delikatnie zaróżowiałe, a przez rozchylone wargi do jego płuc dostawał się tlen tak bardzo potrzebny mu do funkcjonowania. Zwinięty był w kulkę, którą przytulał do siebie drugi 18-sto letni chłopak.
Nagle otworzył swoje ciemne błyszczące oczy, wpatrując się swoim niewinnym, trochę teraz zaspanym spojrzeniem w drugiego nastolatka. Uśmiechnął się delikatnie, mlasnął językiem, wtulając mocniej swoje drobne ciało w drugiego. Uśmiechnął się, zamykając ponownie oczy, by po chwili poczuć na swoim czole krótkie, aczkolwiek miękkie muśnięcie. Nie potrzebował teraz słów czy myśli, wystarczała mu obecność i ciepło drugiej osoby. Teraz czuł, jak idealne życie dopiero się zaczyna.

2 sierpnia 2013

My, fajki i sińce

"Minseok, do cholery! Ile trzeba na ciebie czekać?" warknął Luhan zgaszając papierosa o mur. Starszy westchnął i przewrócił oczami.
"Tyle ile chcę" Minseok chwycił blondyna za rękę dość mocno i pociągnął nim do siebie wpijając się w jego usta. Czuł tylko dym papierosowy. Szybko odsunął się od niego przybierając skwaszoną minę. Nienawidził, gdy Luhan to robił.
"Obiecałeś, że przestaniesz" brunet wskazał na peta leżącego teraz pod nogami blondyna.
"Ja? Chyba ci się pomyliło kochanie"
"Czy ty sobie ze mnie kurwa kpisz?!" wrzasnął Minseok uderzając Luhana w twarz.
"Co ty kurwa do pierdolonej anielki wyprawiasz?!" Młodszy dotknął czerwonego policzka patrząc ze złością. "Myślisz, że jak się spóźnisz i robisz to swoje wielkie wejście to możesz sobie mnie bić?! A może ty masz kurwa pierdolony okres?!" plask i na drugim policzku również pojawił się ślad uderzenia.
"Powtórz!" Minseok chwycił blondyna za gardło i podniósł go parę centymetrów nad ziemię.
"M-może masz okres!" zaśmiał się Luhan, na co Minseok zareagował mocniejszym chwytem.
"M-minseok... T-to boli" wydyszał Luhan. Starszy uśmiechnął się i rozluźnił uścisk pozwalając młodszemu spokojnie stanąć na chodniku.
"Czyś ty popierdoleńcu oszalał?!" krzyknął Lu rozmasowując gardło. "A co jeśli byś mnie udusił?!"
"Może miałbym jakieś wyrzuty sumienia... Może kiedyś... Nigdy..." starszy zaczął się śmiać po czym bez ostrzeżenia wpił się w usta młodszego.
"Daj mi fajkę, chcę się uspokoić" wyszeptał prosto w usta Minseok. Blondyn zaczął grzebać w kieszeni po czym wyciągnął paczkę i podał ją starszemu.
"No na co czekasz?! Odpal mi go" zażądał brunet opierając się o mur. Spojrzał na młodszego bawiącego się teraz zapalniczką spod swojej grzywki. Kiedy fajka była gotowa wyrwał ją z dłoni blondyna wsadzając ją sobie między wargi. Zaciągnął się głęboko.
"Minseok, co się z nami stało?" zapytał po chwili milczenia Luhan patrząc smutno na swojego chłopaka.
"Nie wiem, Luhan, nie wiem" odpowiedział mu Minseok zgaszając ledwo zaczętego papierosa.
"Chodź, trzeba ci opatrzyć policzek, masz brzydkiego siniaka" starszy chwycił młodszego za rękę, przytulił go po czym pocałował w oba policzki, nadal czerwone po jego uderzeniach. Przymknął oczy, westchnął po czym pociągnął blondyna za sobą do ich mieszkania.

7 lipca 2013

EXO LOVE


"Chen i XiuMin, kto by pomyślał prawda? A jednak stało się, ich serca zabiły mocniej, w głowie tysiące myśli na temat drugiego, miliony motyli uwalniają się z każdym kolejnym wspólnym dniem spędzonym razem. Nieśmiałe pocałunki, przypadkowe zetknięcia się dłoni czy spojrzeń i pojawiające się na ich zdumionych twarzach rumieńce. To wszystko powodowało, że dosłownie w całym dormie zapanował romantyczny nastrój. 
Dzięki temu załamany własnymi uczuciami Tao uśmiechał się i wreszcie odważył powiedzieć Krisowi co czuje. 
I nawet nieśmiały Kyungsoo zaprosił na randkę nieświadomego Jongina.
Wydawało się, że jest wręcz idealnie, bo gdzie by się nie spojrzało, ujrzałoby się miłość.
Czy według was coś to mogło zepsuć? Owszem, pierwsza kłótnia Jongdae i Minseoka. 
Złość tej dwójki wyczuwalna była na kilometr, a pozostali członkowie EXO aż się dziwili, no bo jak to tacy zakochańcy jak oni się pokłócili.
O co poszło, spytacie? 
O pluszowego misia XiuMina, którego Chen pożyczył jednej nocy bo menager nie pozwolił na zamianę pokoi.
Oczywiście mogłoby się wydawać, że to nic strasznego ale gdybyście widzieli biednego main vocala uciekającego przed wrzeszczącym XiuMinem nie śmialibyście się, o nie.
Płakalibyście i tarzali po podłodze z bólami brzucha jak robił to Lulu i Sehun.
Jednak gdy Minseok dorwał swojego chłopaka i odebrał swoją własność pocałował przy tym Chena. 
I waśnie zostały ponownie zażegnane." 
"Lay? Znowu czytasz te głupie opowiadania o nas?" zapytał Lu Han wchodząc niepostrzeżenie do pokoju unicorna. Ten oderwał się od ekranu laptopa i spojrzał na czerwonowłosego uśmiechnięty. Kiwnął głową i ręką zaprosił Lu aby ten usiadł obok niego i przeczytał wpis pewnej fanki na tumblr.
"Yixing, wpadasz w obsesję" 
"Nie sądzę, po za tym, to tylko raz" oburzył się Yixing i wzruszył ramionami. Starszy pokręcił głową i uśmiechnął pod nosem. Wstał z łóżka i łapiąc za rękę młodszego przyciągnął go do siebie wtulając głowę w jego ciało. Cudownie było czuć bijące serce tuż obok ucha.
"Luhan-ge, znowu zjadłeś za dużo truskawkowych żelków?" spytał rozbawiony Yixing odwzajemniając uścisk starszego.
"Lay!" wykrzyknął nagle SuHo pojawiając się z nikąd w pokoju Chińczyka. 
"S-SuHo?" spytali zdziwieni Luhan i Yixing. 
"Chciałem cię poinformować iż... A zresztą nieważne. Pogadamy później" słychać było tylko trzaśnięcie drzwiami. Zhang puścił Lu z objęć i wybiegł za Koreańczykiem.
"Junmyeon!" zawołał tancerz i złapał starszego za ramię. "Jesteś zazdrosny o Luhana?" zapytał, a uśmiech wkradł się na jego usta. 
"Nie. Tylko mnie denerwuje to, że wolisz poświęcać jemu czas a nie mnie" odparł drugi nadal nie odwracając się do Chińczyka.
"Myeonnie?" 
"Myeonnie? Od kiedy jestem Myeonnie?" spytał Koreańczyk i wreszcie spojrzał prosto w oczy Yixingowi.
"Kocham cię" mruknął Zhang spuszczając wzrok. 'Cudownie' pomyślał.
"Ja ciebie też Xinggie" odpowiedział mu JunMyeon i poszedł sobie w głąb ich dormu zostawiając otępionego chłopaka samego. 'Xinggie?' spytał sam siebie i rumieniąc się pozwolił sobie na uśmiech.
W takim właśnie stanie wrócił do pokoju zastając leżącego na jego łóżku Luhana z wzrokiem wbitym w laptopa. 
"Hyung" powiedział trochę nie wyraźnie po koreańsku ale starszy nie zareagował. Spróbował po chińsku i też nic. Przysiadł się więc obok niego i czytał to, co Luhan właśnie studiował wzrokiem.

"... "Jesteś idiotą! Zdradziłeś mnie z Krisem! Wynoś się!" wydarł się Luhan kierując swoje wyrzuty w stronę XiuMina. Starszy z nich miał łzy w oczach i ściskał prawą dłoń w pięść. Młodszy płakał i rzucał rzeczami Koreańczyka w niego. 
"Przecież wiesz, że Tao kłamał bo sam pokłócił się z Krisem!" krzyknął XiuMin i uderzył o ścianę. 
"Sam kłamiesz! Przecież ja też to widziałem!" wrzasnął jeszcze głośniej Chińczyk. MinSeok nie wytrzymał,  podszedł do niego i pocałował go w usta..."

"Luhan-ge? Ty też wpadasz w obsesję?" zaśmiał się Lay. 
"T-to nie tak Yixing!" blondyn jąkał się i zarumienił. Lay wiedział, że ten zakochał się w najstarszym z całej dwunastki.
"Oh, nie przesadzaj. Przecież ja wiem, że ty go lubisz" 
"Lay, ale nie mów nikomu!" 
"Nie musi nikomu nic mówić. Sam właśnie to przyznałeś" powiedział nagle Minseok wychylając się zza drzwi. Pomidory i buraki mogą Lu pozazdrościć koloru. Najstarszy nie wahając się ani chwili wszedł głębiej do pomieszczenia, podszedł do Luhana i łapiąc jego twarz w swoje dłonie pocałował go. 
"Ja ciebie też lubię Lulu" mruknął Koreańczyk.
Lay stał osłupiały. Czy w tym dormie wszyscy się nagle kochają? 
Wyszedł ponownie z pokoju zostawiając pochłoniętą w pocałunki dwójkę i pokierował się do kuchni. Tam zastał Kyungsoo i pomagającego mu JongIna. Od kiedy Kai mu pomaga? Przeszedł szybko obok i wszedł do salonu. Na kanapie siedzieli wtuleni w siebie Kris, Tao i Chen.
Na podłodze leżeli Chanyeol i Baekhyun.
Tylko Sehun siedział w fotelu i nie patrzył na nic.
"Hunnie?" zapytał Lay kucając obok najmłodszego.
"Hmm?" mruknął i pozwolił sobie spojrzeć w stronę Chińczyka.
"Oni wszyscy się kochają?" zapytał Yixing a Sehun osłupiał.
"Jak to wszyscy?" Koreańczyk rozejrzał się dookoła. Nagle posmutniał i spojrzał na starszego.
"Luhan hyung też?" 
"Na górze" odparł Lay patrząc w sufit.
Młodszy westchnął i obrócił oczami.
"Hunnie, ty też kogoś masz prawda?" 
"Nie" krótka odpowiedź bez emocji. "I nie mam zamiaru mieć."
"Forever alone z kotami?" zakpił starszy ale kiedy Sehun spojrzał na niego tym swoim wzrokiem typu 'zaraz zginiesz' uspokoił się trochę.
"Nawet jeśli"
"Hunnie~?" zawołał nagle Luhan wchodząc do salonu i ciągnąc za sobą XiuMina. 
"Hyung... Szczęścia" mruknął Koreańczyk i udał się do Kyungsoo i Jongina.
"Coś go ugryzło?" spytał troskliwie Lu wzrokiem podążając za maknae.
"Ma zły dzień i tyle" stwierdził Minseok i położył głowę na ramieniu Hana.
"Ale... Martwię się. Widać, że coś go gryzie" mruknął smutno Jeleń i usiadł na tym samym fotelu, na którym siedział wcześniej Sehun. XiuMn jęknął z niezadowolenia, poczym usadził się na kolanach młodszego.
"Wiesz co Minseokkie? Myślę, że on jest zazdrosny" szepnął Lu Han do ucha starszego.
"O kogo?"
"O nas... O wszystkich. Widzisz? Kyungsoo-ah i Jongin-ah są razem, Kris, Tao i Chen też. Junmyeon i Yixing również. I my. Tylko on jeden jest sam... Mogę z nim porozmawiać?" zapytał Lu, a Minseok zgodził się od razu, wiedząc, że Sehun jest dla Hana jak młodszy brat.
"To wiesz... Ja może zrobię to teraz" XiuMin zszedł więc z nóg młodszego i zamienił się z nim miejscami. Lu poszedł do kuchni i wyciągnął z niej Sehuna ciągnąc go teraz do ich pokoju. 
"Coś się stało hyung?" zapytał Sehun siadając na łóżku.
"Sehunnie... Powiedz mi co cię gryzie" poprosił starszy siadając naprzeciwko maknae. Spojrzeli sobie prosto w oczy.
"J-ja... Bo ja nie mam nikogo hyung... A wszyscy mają..."
"A kochasz kogoś?"
"K-kocham... Jongina kocham. Ale on kocha Kyungsoo hyunga" powiedział smutno Sehun patrząc w podłogę.
"To porozmawiaj z Jonginem, może on cię zrozumie? I może będziecie razem jak Tao, Chen i Kris? Oni też są we trójkę i sobie radzą" powiedział wesoło Lu, a Sehun kiwnął głową.
Nagle ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na pozwolenie, wszedł do środka.
To był Kai.
"Um, Sehun... Przepraszam, że podsłuchiwałem, ale naprawdę mnie lubisz?"
"J-ja... Um, tak" mruknął Sehun czując jak jego policzki robią się czerwone.
"To ja może was zostawię" powiedział Lu i ewakuował się ze swojej i maknae sypialni.
"Bo widzisz Sehunnie... J-ja też cię lubię. I Kyungsoo też lubię w ten sposób... Myślę że Kyungsoo hyung nie będzie miał nic przeciwko" powiedział Jongin i pocałował Sehuna.
"Jasne że nie będę miał nic przeciwko" powiedział nagle D.O., który wziął się niewiadomo skąd w tym pokoju. Podszedł do dwójki najmłodszych i przytulił ich obu naraz. Sehun skakał teraz wewnętrznie w sobie.
Za dużo miłości. Za dużo.
A to dopiero początek.

16 czerwca 2013

I kto tu jest bottomem


"Bottom" powiedział Xiumin do Luhana kiedy byli jeszcze na lotnisku.
"Co?" zapytał Luhan a Xiumin spojrzał na niego ironicznie.
"Powtórz" powiedział Chińczyk.
"Nie przy ludziach" stwierdził Koreańczyk. "Bottom" dodał jednak po chwili.
Luhan nie odezwał się słowem więc Xiumin powiedział "W końcu" i uśmiechnął się. Ale Luhan nie miał zamiaru się poddać i uderzył starszego w ramię. Ten krzyknął i spojrzał na sprawcę.
"To bolało" powiedział.
"Poczekaj aż wrócimy do dormu" szepnął Luhan i zagryzł wargę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Luhan? Co to ma znaczyć?" zapytał Minseok gdy blondyn przykuł go kajdankami do oparcia krzesła. Chińczyk usiadł na nim okrakiem i zdarł z niego koszulkę.
"Yay! Co ty robisz?" zapytał, jednak Luhan nie odpowiedział bo przyssał się do szyi starszego.
"Agh..." mruknął Xiumin i odchylił głowę do tyłu. Luhan położył swoją lewą dłoń na klatce piersiowej chłopaka a prawą zjechał na jego tyłek. Ścisnął go, a Xiumin jęknął.
Starszy westchnął gdy młodszy oderwał się od jego szyi i przeniósł swe delikatne usta na jego sutki liżąc je na przemian ssąc i lekko gryząc.
Nagle przerwał wszelkie pieszczoty, zszedł z Koreańczyka i klęknął przed nim rozchylając jego nogi.
Zębami rozpiął jego spodnie i zsunął je nimi do połowy ud skąd już ręce pomogły się ich całkowicie pozbyć.
Luhan przejechał językiem po ukrytym pod materiałem bokserek penisie starszego. Powtórzył czynność kilka razy całując czasem coraz to bardziej rosnącą erekcję.
Pomęczył go jeszcze trochę zanim ściągnął również bokserki.
Penis Koreańczyka był nabrzmiały, widać było, że tylko trochę i nie wytrzyma. Luhan oblizał zmysłowo usta i wziął członka do swoich gorących ust. Poruszał głową w przód i w tył jak najwolniej tylko potrafił torturując tym starszego.
"A-ah! L-luhhan" jęknął Minseok odrzucając swoją głowę w tył i wypychając biodra do przodu. Chińczyk połknął wszystko co miał do zaoferowania Xiumin.
Luhan wstał z podłogi, rozebrał się i bez wcześniejszego uprzedzenia wbił dwa palce do tyłka drugiego. Po chwili dołożył trzeci palec i coraz bardziej rozciągał starszego.
Nie czekał jednak za długo bo kilka sekund później zastąpił palce swoim penisem. Przerzucił nogi Koreańczyka przez swoje ręce i nabił się na niego mocno.
Poczekał chwilę by się przyzwyczaić jednak nie minęła nawet minuta a zaczął się poruszać.
Kropelki potu spływały po ich rozgrzanych ciałach, z ust wydobywały się sapnięcia i westchnienia a w oczach widoczne było pożądanie.
Przy którymś mocniejszym pchnięciu Koreańczyk krzyknął nagle a Luhan uśmiechnął się tylko. Uderzył tam drugi raz, trzeci i każdy następny owocował tym samym- krzykami rozkoszy.
"A-agh! M-mocniej! Sz-szybciej" jęknął Minseok czując, że zaraz dojdzie drugi raz. Luhan spełnił jego prośbę wiedząc, że i on będzie zaraz szczytować.
Doszli razem wykrzykując swoje imiona.
"Bottom?" szepnął Luhan i wysunął się z wnętrza Xiumina.
Starszy spojrzał na niego półprzytomnie po dopiero co przeżytym orgazmie.
Młodszy uśmiechnął się i poszedł po klucz do kajdanek.
"Następny raz to ty lądujesz pode mną" powiedział Koreańczyk rozmasowując nadgarstki.
"Jak i pozwolę"
"Od kiedy niewinny Luhan jest niegrzeczny?" zapytał Xiumin ubierając bokserki.
"Od kiedy jestem z tobą... Ktoś tu musi nosić spodnie" zaśmiał się Chińczyk i zaczął biec ale szybko padł na łóżko. Po chwili dołączył do niego Koreańczyk i oboje zasnęli w swoich objęciach.


21 maja 2013

Potrzebują siebie.

Zawsze chciał go mieć blisko siebie.
Zawsze chciał mówić mu jak bardzo go kocha.
Zawsze chciał móc całować jego delikatne usta.
Zawsze chciał patrzyć na niego.
Zawsze tak było.
I zawsze tego będzie chciał.
Niestety, ktoś zadecydował inaczej...
MinSeok siedział na drzewie i przypatrywał się szczęśliwym parom. Ile czasu minęło od ich ostatniego spotkania? Ile czasu siedział i patrzył na innych pustym wzrokiem? Nie wiedział. Nie chciał wiedzieć. Pragnął tylko jednej rzeczy w tym momencie.
Jednego spojrzenia na LuHana. 
Poczuł nieprzyjemny skurcz żołądka. Odkąd się rozstali nie jadał za wiele. Nie spał prawie każdej nocy. A nawet jeśli udało mu się jakimś cudem zasnąć, budził się ze łzami w oczach.
Z każdym kolejnym dniem bez niego  stawał się bardziej aspołeczny. Kiedyś tak otwarty w stosunku do innych teraz bardzo zamknięty w sobie...
Codziennie próbował się przełamać aby napisać choćby jednego sms-a. Ale bał się. Bał się, że LuHan nie będzie miał ochoty z nim rozmawiać...
Jednak dzisiaj zebrał się wreszcie i wybrał jego numer. Odczekał trzy sygnały i już chciał się wyłączyć kiedy nagle usłyszał jego głos. Serce zabiło mu mocniej a jego wnętrzności wywróciły się do góry nogami.
"Coś się stało Minnie?" powiedział cicho LuHan. W jego głosie dało się usłyszeć, że płakał.
"N-nic takiego. Po prostu..." MinSeok zaciął się na moment. " Po prostu chciałem znowu móc usłyszeć twój głos"
"Oh" westchnął LuHan po chwili ciszy.
"C-czy mogę cię o coś zapytać?" powiedział MinSeok nerwowo ściskając swoją dłoń w pięść. Nie słysząc odpowiedzi ze strony chłopaka zdecydował się jednak zapytać "Jak się czu-"
"Dobrze, jeśli o to chodzi" powiedział nagle LuHan przerywając MinSeokowi wypowiedź. 
"T-to dobrze" powiedział MinSeok i znów nastała między nimi cisza. 
"Skoro to wszystko, to..."
"Nie!" krzyknął do słuchawki Minnie. "Znaczy, przepraszam, ale czy masz dzisiaj może czas wieczorem?" 
"D-dzisiaj?" w głosie Lu wyczuwalne było nie małe zdziwienie pytaniem drugiego. 
"Zapomnij o tym pytaniu... "
"Ale ja chętnie gdzieś z tobą pójdę Minnie" Serce chłopaka ponownie zabiło mocniej. 
"Um... T-to może spotkajmy się w parku o 7?"
"A możemy się spotkać u mnie? Byłoby mi jakoś lepiej" spytał LuHan a MinSeok zamarł na moment.
"Jesteś pewny? Już i tak za dużo dla mnie zrobiłeś  odbierając ode mnie telefon i umawiając się ze mną na dzisiaj..."
"Dla mnie to nie problem. Więc... Do zobaczenia wieczorem."
"Dziękuję..." szepnął MinSeok i w słuchawce rozległ się dźwięk zakończonego połączenia.
MinSeok dalej siedział jednak z telefonem w ręce nie mogąc w to uwierzyć. LuHan po tym wszystkim co się stało umówił się z nim na dzisiaj. Czuł się szczęśliwy. [...]
O wpół do 7, wyszedł z domu i od razu udał się do kwiaciarni. Pamiętając o ulubionym kolorze róży LuHana wybrał jedną najładniejszą. Pani kwiaciarka dodała jeszcze ładną wstążeczkę i zapłaciwszy jej MinSeok wyszedł ze sklepu i poszedł już prosto do Lu.
Minutę przed siódmą stojąc już pod drzwiami mieszkania chłopaka zapukał cicho. Ku zdziwieniu MinSeoka, LuHan od razu otworzył mu drzwi. Wyglądało to tak, jak gdyby ten czekał na niego. Minnie uśmiechnął się do drugiego i wyciągnął ręce do przodu podsuwając biały kwiat pod nos LuHana.
"Nie trzeba było" szepnął chłopak kiedy MinSeok wszedł już do środka. Lu pokierował jednak do kuchni wyciągając dwa kubki i jedną wysoką przezroczystą szklankę. Do niej wlał zimnej wody i włożył kwiatek do środka. Nie minęło może kilka sekund a już wstawiał wodę na ich ulubioną herbatę. MinSeok w tym czasie rozglądał się po salonie rozmyślając nad tym, że nic się tam nie zmieniło od jego ostatniego pobytu w mieszkaniu LuHana. No może oprócz jednej rzeczy. Na środku kredensu stało ich wspólne zdjęcie. Chłopak mimowolnie uniósł kąciki swoich ust w uśmiechu. Palcami przejechał pp powierzchni zimnej ramki. Nie zauważył że LuHan stał tuż obok niego z dwoma kubkami w rękach.
"Pewnie zastanawiasz się, co mnie natchnęło do postawienia tego zdjęcia tutaj, prawda?" spytał nagle LuHan uświadamiając tym samym MinSeoka o swoim przybyciu. Drugi spojrzał na niego i kiwnął głową. "Bo mimo wszystko nadal chciałem pamiętać o nas" blondyn odłożył naczynia obok zdjęcia i po dłuższym oddechu chwycił dłoń oniemiałego chłopaka gładąc ją delikatnie swoim kciukiem. Sam był zaskoczony śmiałością swojego własnego gestu. Zarumienił się i już chciał puścić ciepłą dłoń drugiego ale ten ścisnął ją mocniej nie pozwalając LuHanowi na wyrwanie swojej ręki z uścisku. MinSeok spojrzał mu w oczy. Zobaczył w nich niepewność ale i nadzieję. To był dla niego test woli. Zapragnął tych delikatnych ust, tego posmaku truskawek. LuHan zauważył że MinSeok przygląda mu się z dziwnym błyskiem w oku. Delikatnie rozszerzył swoje usta chcąc coś powiedzieć ale nie zdążył. Drugi zakrył mu je swoimi wargami uniemożliwiając wydobycie się normalnego słowa z jego gardła. Zamiast tego wyszło coś na miarę mruknięcia.
I właśnie w tym momencie MinSeok oderwał się od blondyna rumieniąc się ze wstydu. Znowu dał się ponieść chwili. Kolejny raz zrobił to samo. To przez to ich długotrwały związek się rozpadł. Z jego winy. Nie mógł teraz pozwolić by doszło do kolejnych dziwnych sytuacji, których tak naprawdę w głębi duszy pragnął. 
LuHan dotknął opuszkami palców swoją dolną wargę. Jak w tedy, gdy po raz pierwszy się pocałowali. Znowu poczuł ten przyjemny skurcz w brzuchu i uwalniające się stado motyli. W wyobraźni widział jak wylatują z jego gardła i całą gromadą otaczają ich ciała.
"J-ja przepraszam... Nie wiem co we mnie wstąpiło" powiedział MinSeok po kilkudziesięciu sekundach, które wydawały się trwać wieczność. "T-to może ja już jednak pójdę..." Ominąwszy LuHana kierował swe kroki do drzwi wyjściowych. Już miał nacisnąć na klamkę i wyjść ale coś go zatrzymało. Były to ręce LuHana owijające się wokół jego tali ciągnąc jednocześnie całe ciało chłopaka do tyłu. Stanął jak wryty w ziemię gdy głowa blondyna znalazła się nagle przy lewej stronie jego twarzy. Po ciele MinSeoka przebiegł dreszcz gdy LuHan wyszeptał zaledwie tych kilka słów pełnych nadziei.
"P-proszę, n-nie odchodź Minnie" i kilka słonych kropel spłynęło na szyję drugiego. 
"Lu... N-nie płacz" powiedział drugi. "Zostanę". LuHan po usłyszeniu tego jednego wyrazu wtulił się mocniej w jego ciało. MinSeok nie wiedział czy dobrze robi. Przecież już raz się tego dnia się nie pohamował w stosunku do LuHana, więc mogło się to zdarzyć i drugi raz. Jednak został mimo tego, bo LuHan go o to prosił. A on dalej go kochał. Nagle LuHan odwrócił chłopaka przodem do siebie ale nie puścił go.
"Pamiętasz jak pocałowałeś mnie pierwszy raz?" spytał cicho LuHan i przybliżył swoją twarz do twarzy MinSeoka. "Bałeś się tego co zrobiłeś dlatego uciekłeś. Teraz też się boisz, prawda?" MinSeok wydawał się być zaskoczony kiedy dłonie chłopaka otuliły jego krągłą buzię.
"L-lu... J-ja..." zaczął się jąkać przec co Lu uśmiechnął się. 
"Nic nie mów Minnie. Tylko zrób to drugi raz" LuHan był niemal pewien, że MinSeok się waha. Dlatego też widząc że ten nadal nie reaguje zmniejszył dzielącą ich odległość łącząc ich usta w pocałunku. Musiało minąć kilka sekund zanim Minnie oddał pocałunek. Całkowicie zapominając o rzeczywistości uwolnili się od trzymających ich miłość klatek.
"Przepraszam Lu... Chciałem dobrze, bo myślałem, że tylko w ten sposób przestanę pozwalać się ponosić emocjom... Teraz wiem, że to był błąd. Wybaczysz mi?" powiedział MinSeok gdy oderwali się od tego jakże potrzebnego pocałunku. 
"Mam za miękkie serce aby nie móc ci wybaczyć Minnie" odpowiedział mu LuHan. Nim powiedział następne zdanie na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec. "Bo cię kocham, Minnie. Słyszysz? Kocham cię i nie obchodzi mnie żadne twoje widzimisię. Żadne, słyszysz? Kocham cię takiego jakim jesteś. Na tym polega miłość, prawda Minnie?" kąciki ust blondyna uniosły się w uśmiechu.
"Kocham cię LuHan" szepnął MinSeok i przytulił się do LuHana.
Godzinę później wtulali się w siebie zajadając lodami waniliowo-truskawkowymi i oglądając jakiś film romantyczny. A jak to przy tego typu filmach bywa, i oni całowali się w niektórych momentach próbując odtwarzać role aktorów. 
Brakowało im tego.
Brakowało im tej bliskości, tego ciepła. Brakowało im tych przypadkowych spojrzeń, tych niby przypadkowych zetknięć się ich własnych dłoni.
Potrzebowali tego. 
Potrzebowali tych szybszych uderzeń swoich serc.
Potrzebowali tych delikatnych i pełnych uczuć pocałunków.
Potrzebowali siebie.


17 maja 2013

Jedna rzecz, wiele następstw.


~6 miesięcy później~
LuHan siedział na sofie wpatrując się sennym wzrokiem w ekran telewizora. Normalnie o tej porze poszedłby spać jednak to co zdarzyło się zaledwie parę godzin wcześniej nie pozwalało mu zasnąć w spokoju. Chłopak przejechał delikatnie dłonią po swoim brzuchu, który był już dość duży. Dziecko znajdujące się w środku delikatnie kopnęło a na twarzy Chińczyka pojawił się uśmiech. Jednak znikł bardzo szybko, bo słowa ZiTao naprawdę go dotknęły. "Widziałem jak MinSeok całował się z Krisem gdy byliśmy na treningów" te słowa buszowały w jego głowie nie dając mu chwili spokoju. Nagle z nikąd pojawił się XiuMin, który pochyliwszy się nad nim pocałował go lekko w policzek na co blondyn otworzył oczy i uśmiechnął się łagodnie.
- Lulu, wiesz że musisz się wysypiać? Zwłaszcza w tym stanie... - powiedział MinSeok pomagając wstać Chińczykowi z sofy.
- Wiem, Minnie, wiem, ale...- zaczął ale przerwał widząc, że do salonu w którym się znajdowali wszedł właśnie ZiTao i Kris rozmawiając półszeptem. Jednak Lu ma bardzo dobry słuch i słyszał każde wypowiedziane przez nich słowo. XiuMin wiedząc, że jego ukochany słyszy wypowiedzi nowo-przybyłej dwójki, złapał go za rękę i wyprowadził z pokoju. Idąc spokojnym krokiem wszedł do ich wspólnej sypialni.
- A teraz kochany, przebieraj się i do spania - powiedział pewnie Koreańczyk i od razu położył się na łóżku. Han posłusznie przebrał się w piżamę i już po chwili znalazł się obok Kima. Wtulił się w jego ciało i zamknął oczy. Czuł się bezpieczny, więc nie musiał długo czekać na sen.
Tao, nie, to nie może być prawda! - krzyczał do ciemnowłosego chłopaka opartego o framugę drzwi.
- Przecież widziałem...
- Nie widziałeś! Nie, zostaw! Odejdź! 
- Przecież sam dobrze wiesz, że Kris całował się XiuMinem. Pamiętasz? - Powiedział Tao i pstryknął palcami a przed oczami LuHana pojawił się fragment jego własnych wspomnień.
- Nie! To było... To był głupi zakład! - krzyknął, a Tao uśmiechnął się szerzej i drugi raz pstryknął palcami. Tym razem pokazał się fragment jego wspomnień.
XiuMin opierał się o ścianę, a Kris stał nad nim podtrzymując jego podbródek własną dłonią. Ich usta dzieliło zaledwie parę centymetrów. Czuć było napięcie panujące między nimi gdy tylko ich wargi zetknęły się tworząc delikatny pocałunek, który po chwili przerodził się w pewniejszy i pełen namiętności. Ich języki toczyły zawziętą walkę, dłonie błądziły po ciałach, które stykały się na całej powierzchni. Klatki piersiowe ruszały się bardzo szybko, serca biły w nierównym rytmie, krew w żyłach pulsowała pod wpływem zwykłego dotyku. Nie chcieli przerywać choćby na jeden oddech. Zatracili się zakazanym pocałunku.
- Przestań. Proszę! T-to nie może być prawda - szeptał LuHan próbując powstrzymać łzy.
- Mnie też to boli LuHan-ge - Tao spuścił głowę i patrzył w podłogę. Jego ręce zaciskały się w pięści. Zawsze tak robił, gdy coś w co nie chciał wierzyć okazywało się prawdą. Starszy chłopak zauważył ten gest i momentalnie w jego oczach pojawiły się łzy.
- Nie... 
-Nie! - krzyknął LuHan, czym obudził XiuMina śpiącego obok niego. MinSeok spojrzał na sprawcę swej nagłej pobudki.
- Czemu krzyczysz? Stało się coś? - Spytał niższym głosem niż zwykle a po plecach Lu przebiegł delikatny dreszcz. Zacisnął dłoń na pościeli. W jego umyśle trwała właśnie walka o to, czy zapytać go czy słowa Tao są prawdą czy też nie. Po dłuższej chwili myślenia wybrał.
- Muszę cię o coś spytać - zaczął. Koreańczyk patrzył na niego pytająco.- Tylko powiedz mi prawdę.
- Hę? N-no dobra. - dopowiedział starszy chłopak.
- Zdradziłeś mnie? - Po tych słowach zapadła cisza.
- Tak. - To jedno słowo wypowiedziane przez chłopaka trafiły idealnie w delikatne serce LuHana. Próbował powstrzymać łzy ale nie potrafił. Chciał krzyczeć, chciał... Chciał go uderzyć ale nie potrafił. MinSeok odwrócił głowę i patrzył teraz na ścianę. W jego twarzy widać było załamanie, nerwowość i żal za własny uczynek.
- Dlaczego? - Spytał tak po prostu Han opierając się o parapet.
- Przepraszam. - Szepnął MinSeok i wyszedł z pokoju zostawiwszy LuHana samego. Dziecko w jego brzuchu poruszyło się znacznie powodując lekki ból, który po chwili zwiększył swą siłę. Jęknął i osunął się na podłogę jedną ręką trzymając brzuch a drugą przytrzymując parapet. Kręciło mu się w głowie, w oczach pojawiły się mroczki. Jego twarz stała się nagle blada, skurcze ponownie wzmocniły siłę i gdyby silne ciało MinSeoka zapewne upadłby z łoskotem na ziemię. - LuHan, przepraszam, obiecuję, to już się więcej nie powtórzy, J-ja naprawdę cię kocham... I.. To nie był fair do ciebie. Proszę tylko nie odchodź. - Z oczu starszego chłopaka płynęły łzy. Mówił tak jeszcze długo przepraszając co chwilę,
- Minnie, zaczęło się... - szepnął nagle Lu przerywając monolog XiuMina. Był jednocześnie szczęśliwy i zdziwiony, bo nie wiedział o co chodzi drugiemu. Gdy ten westchnął głośniej przejeżdżając jednocześnie ręką po brzuchu, dopiero wtedy MinSeok zrozumiał przekaz LuHana. - Minnie, zaczęło się!

10 maja 2013

Zwykła rozmowa?

LuHan-czerwony
XiuMin-niebieski



*Połączenie: XiuMin*
XiuMin, mam na ciebie ochotę.
Lu, jestem teraz w pracy.
Ale ja naprawdę chcę się z tobą pobawić.
LuHan, to nie jest odpowiedni moment na tego typu rozmowy.
Zrób sobie przerwę.
Nie.
To zacznę ci czytać bardzo złe rzeczy…
Nie.
Sam chciałeś.
Niczego nie chciałem, Lu.
Wsunął rękę pod materiał jego bielizny.
Przejechał językiem po jego penisie powodując dreszcze na ciele drugiego.
LuHan, naprawdę.
Zassał się na jego główce pieszcząc jednocześnie swoimi dłońmi jego stwardniałe już sutki.
Lu, przestań.
Zagryzł dolną wargę młodszego chłopaka, który w tym momencie jęknął.
Nie, błagam, tylko nie to…
Jak najwolniej potrafił wsuwał i wysuwał jego penisa ze swoich ust sprawiając mu torturę.
LuHan, przestań.
Wiedział, że kochanek zaraz dojdzie. Jego język pieścił główkę jego penisa.
LuHan, wygrałeś, błagam tylko przestań.
Sperma wytrysnęła do jego gardła.
Czuł, że zaraz sam nie wytrzyma, dlatego ustawił się przed jego tyłkiem i drażnił go samym dotykiem.
Lulu…
Zaczął coraz mocniej napierać na jego dziurkę. Po chwili już był w środku.
Ah…
Pchał mocniej uderzając w prostatę. Jęczeli oboje.
Mhhm…
Doszedł.
L-luHan… J- ja…
Ja też XiuMin…
Aaahhh~
Hmhmh…
L-LUHAN!
XIUMIN-ah!
Eh… Hmhhm… Lu?
Hmm. Tak?
Dzisiaj nie zaśniesz.
Liczę na to XiuMin.
*Koniec połączenia.*




16 kwietnia 2013

Ja sam w to nie wierzę.

Opowiada LuHan

"Zostanę ojcem... A raczej matko-ojcem. Jak to możliwe? Przecież jestem facetem!" Pomyślałem, kiedy wychodziliśmy ze szpitala z Xiu. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy, nie odzywając się do siebie. Patrzyłem w przestrzeń za oknem, starając po raz kolejny spróbować zrozumieć, jak mogło do tego dojść.
- Nie wiem jak mam to powiedzieć, ale to jest takie.. - Zapytał nagle Koreańczyk.
- Inne? Dziwne? Wiem... Ja sam nie umiem w to uwierzyć do końca, a co dopiero ty, Xiu...
- Lu... Jak sobie poradzimy? I co ważniejsze, jak to odbiorą inni?
- Nie wiem, XiuMin, nie wiem... - Szepnąłem, właściwie sam do siebie. Spojrzałem za okno. W salonie się świeciło. Czyli czekali na nas. Poczułem się dziwnie. - Jak im to powiemy? - Spytałem półszeptem, gdy wjechaliśmy do garażu.
- Damy radę... Jakoś. - XiuMin uśmiechnął się i pomógł mi wyjść z auta. Staraliśmy się wejść nie robiąc hałasu i prawie by nam się udało, gdyby sierota Xiu nie wpadł na buty Chena.
- I co z LuHanem? - Zapytał Kris, kiedy usiedliśmy naprzeciwko chłopaków.
- LuHan jest... - Zaczął MinSeok ale nie umiał dokończyć.
- Chory na zapalenie żołądka? - Zapytał Chen.
- Nie, on jest chory na zatrucie pokarmowe...
- Zapalenie trzustki!
- Wyrostek robaczkowy!
- Lu jest w ciąży! - Krzyknął nagle Xiu,wstając i przerywając kłótnię na temat "co dolega Lu". Wszyscy spojrzeli to na mnie, to na XiuMina, który nagle robiąc się czerwony jak burak usiadł na kanapie, przykrywając się poduszką. Chen wybuchnął śmiechem. Wtedy Tao trzasnął mu w głowę ręką.
- Ale jak to możliwe?
- Sam nie wiem...  - Zapadła cisza, przerwana tylko jękiem Chena z powodu bolącej głowy po uderzeniu jej przez ZiTao. Siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie wszyscy. W pewnym momencie XiuMin objął mnie ramieniem wtulając nos w moją szyję. Spojrzałem w dół, na drugą rękę Xiu leżącą na moim brzuchu. "Będę miał dziecko." To jedyne, co udało mi się pomyśleć w tym momencie, bo cisza nadal trwała. Nie zauważyłem kiedy reszta wstała i poszła do kuchni zająć się czymś innym. Schowałem twarz w dłoniach, kiedy pierwsze łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- Lu... Nie płacz. Jakoś damy radę. - Szepnął MinSeok i pocałował mnie w policzek. - Będzie dobrze.
- Ale XiuMin... Wszystko się zmieni. Już się zmienia. - On tylko kiwnął głową i wstał z zamiarem udania się do kuchni do reszty. I nagle coś w laptopie się odezwało.
- Ja to sprawdzę.. - Rzucił Kris i już siadał przed laptopem i coś klikał. - Cześć SuHo. - Przełknąłem głośno ślinę. Kris ręką zawołał resztę, żeby usiedli obok niego.
- Hejka. Jak tam u was? Bo wiecie, w Korei to jakoś się tak nudno bez was zrobiło...
- A u nas zaś się ostatnio bardzo dużo dzieje... - Powiedział Tao ledwo kryjąc śmiech. Wiedziałem, że chodziło mu o mnie i o XiuMina. Uduszę go chyba.
- Opowiadaj... - W tle było słychać czyiś śmiech... Zapewne ChanYeol.
- No więc... Wyobraź sobie, że XiuMin będzie ojcem!
- Co?
- Nie co, tylko tak Zgadnij kto będzie matką!
- Nie wiem... Jakaś ładna chińska aktorka?
- Nie...
- Poddaję się.
- Ale ja nie! - Krzyknął ChanYeol. - Myślę, że to będzie Lu... - I nagle czyjaś dłoń zasłoniła mu usta.
- Co ty bredzisz Yeol? LuHan? Matką? Ahahahahhaha! Znowu ćpałeś z Baconem w łazience? - Stwierdził SuHo. Odwróciłem wzrok i wtuliłem się w ciało Xiu.
- Tym razem jestem czysty... -  Oburzył się Chan.
- Ej... My tu jesteśmy... I przyznajemy rację. - Powiedział Kris, przerywając rozmowę tamtej dwójce.
- Komu? Mnie czy temu ćpunowi?
- Yeolli nie jest ćpunem... Ale fakt, faktem, popali czasem... Dobra, dobra, nie czasem ale często... Ej, nie bij... - I krzyk Bacona. A raczej śmiech. ChanYeol znowu go łaskotał.
- ChanYeol ma rację. LuHan jest w ciąży z XiuMinem. - Wtuliłem się bardziej, nie chcąc patrzeć na nich. XiuMin pogłaskał mnie po głowie i przytaknął w stronę kamerki.
- Chyba sobie jaja robicie! - Krzyknął Kai śmiejąc się.
- Sam sobie jaja robisz Kai. - Skwitował SeHun. - To prawda Jelonku?
- T-tak, to prawda... - Powiedziałem, odrywając się od ciała XiuMina, jendnocześnie patrząc prosto
w ekran. Widziałem, jak twarz SeHuna robi się smutna. Siedzący obok niego Kai przytulił go do siebie
i spojrzał w naszą stronę. - P-przepraszam... - Nie mogłem już tam z nimi siedzieć. Wstałem i poszedłem do mojego pokoju roniąc pierwsze łzy. Bolało mnie to.Trzasnąłem drzwiami i przekręciłem klucz w zamku. Położyłem się na łóżku i zacząłem płakać mocniej.
- Lu... Wiem, że tam jesteś. Proszę, wpuść mnie... - To był XiuMin. Wstałem więc z łóżka i powolnie podszedłem do drzwi i je otworzyłem. - Ej, nie płacz. Będzie okej, obiecuję... - Xiu przetarl swoimi dłońmi moje łzy i weszliśmy do środka.
- Boję się, tak bardzo się tego boję... Przecież mamy mieć comeback, koncerty, wywiady... Spotkania
z fanami... XiuMin, boję się ich reakcji...- Xiu przytulił mnie i pocałował w czoło.
- Kocham cię i nie pozwolę żebyś był smutny. Ani żeby ktokolwiek cię zasmucił.
- Ja ciebie tez kocham - szepnąłem mu do ucha i pocałowałem go delikatnie. W końcu mogłem się poczuć szczęśliwy.

25 marca 2013

(Nie) mała niespodzianka.

Opowiada XiuMin

Kocham Cię Lu. I tylko Ciebie.. - szepnąłem do jego ucha. Obróciłem go twarzą do siebie i spojrzałem w te piękne brązowe oczy.
- Ale jak to...? Przecie.. - Nie dokończył zdania, bo moje usta przylgnęły do jego pociągających różowych warg... Smakowały truskawkowo... Uwielbiam truskawki. Moje ręce powędrowały pod jego koszulkę... Moje zimne dłonie spowodowały u niego dreszcze. Jego usta rozchyliły się, na co mój język ochoczo wsunął się do środka i zaczął zabawę. Czułem, że nie powstrzymam się. Mój język badał każdy szczegół jego podniebienia. - Xiu... M-my... N-nie... Aah~! - Jęknął, gdy moje palce natrafiły na jego sutki i zaczęły je lekko pocierać. Przygwoździłem go do ściany, specjalnie wkładając swoją nogę między jego kończyny. Ściągnąłem jego koszulkę, przerzucając swoje pocałunki na jego szyję. Cichy jęk wydobył się z jego ust. Zszedłem niżej aż natrafiłem językiem na jego stwardniałe już sutki. Zatoczyłem wokoło nich kółeczka zostawiając mokre ślady. Poczułem jak on twardnieje. Czekałem na tą chwilę. Złapałem go w ramiona i ułożyłem na łóżku. Zacząłem się rozbierać. Robiłem to nadzwyczaj seksownie. Podziałało. Zostawiłem tylko bokserki. Usiadłem na Lu okrakiem i zacząłem się ocierać o jego erekcję. Zacząłem mocować się z jego rozporkiem. Gdy w końcu mi się udało, ukazał mi się sporych już rozmiarów namiocik. LuHan jęknął gdy przejechałem palcami po całej długości. - Sz-szybciej XiuMin~. - Sapnął Chińczyk. Ale ja chciałem się z nim trochę zabawić. Zsunąłem delikatnie jego bokserki i polizałem główkę jego członka. Tak Lu, jęcz dla mnie. Wziąłem głęboki wdech i wziąłem go całego. Na zmianę ssałem i lizałem, czasem podgryzałem. A LuHan jęczał bardzo podniecająco. Ostatni raz przejechałem językiem po całej długości jego na baczność stojącego członka i odszedłem na moment.
- Ani mi się waż. - Powiedziałem do niego, kiedy próbował sobie zwalić. - Aż tak ci śpieszno?
- Xiu... Proszę... - Wysapał Lu. Pokręciłem głową i zdjąłem bokserki. Podszedłem do Lu i bez ostrzeżenia wsadziłem mu 2 palce i zacząłem go rozciągać. Pisk. I trzeci palec wewnątrz. - Xiu, wystarczy... Wejdź... Już... We... Mnie... Błagam... - Nie potrafiłem odmówić. Wyjąłem palce i zastąpiłem je swoim penisem. Jęknął... Poczekałem chwilkę i zacząłem się poruszać. Najpierw powoli aby go przyzwyczaić. Ale po chwili już traciłem kontrolę. Jego głos coraz bardziej się załamywał. Zaraz dojdzie. Przyspieszyłem tempa. Nie musiałem długo czekać. Lu jęknął bardzo głośno, wymawiając moje imię. Biała ciecz wytrysnęła z członka jelonka i poplamiła nasze brzuchy. I ja poczułem to charakterystyczne mrowienie... Sperma zalała ciasne ścianki Lu...
- Kocham... LuHan... - Jęknąłem i wyszedłem z niego. Podpierałem się chwilę rękoma nad jego ciałem, po czym położyłem się obok i złapałem jego delikatną dłoń. - Bardzo cię kocham Lu.
- J-ja ciebie też, Xiu...
- Przepraszam za ten bałagan wcześniej... - Pocałowałem go delikatnie. - Więcej tego nie zrobię, obiecuję...

~~~~~~ 5 tygodni później...~~~~~~
-LuHan wszystko okej? - Zapytałem Lu, kiedy oglądaliśmy film całą grupą a on nagle zbledniał.
- Tak, tylko strasznie chce mi się rzygać... - Po udzieleniu odpowiedzi, wybiegł do toalety i usłyszeliśmy tylko odgłos cofającego się jedzenia...
- Przecież nic takiego nie jadł. Byłem z nim cały czas...
- Ej,Xiu, a on tak przypadkiem nie ma od tygodnia? Ty weź z nim na jakieś badania jedź. I to zaraz... - Powiedział Kris, całkowicie zaniepokojony zaistniałą sytuacją... Pokiwałem głową po czym poszedłem do LuHana oznajmić mu o pomyśle lidera. Pokiwał głową w akcie zgody i zwymiotował po raz kolejny.
Pół godziny później byliśmy już w szpitalu. Lekarz badający Lu stwierdził że musi zrobić USG żeby być pewnym.
- Mogę być przy badaniu? Wie pan, bardzo się martwię. - Zapytałem, kiedy Lu wchodził do gabinetu.
- Ależ oczywiście! Nie widzę przeciwwskazań. - Uśmiechnąłem się i wszedłem za nim do środka. Lulu leżał już z podwiniętą koszulką do góry. Przegryzłem wargę. Stanąłem za kozetką i trzymałem Lu za rękę, gdy lekarz oglądał jego wnętrze przez urządzenie USG. - Gratuluję Panu! - Uśmiechnął się lekarz i podał mi rękę. Nie wiedziałem o co mu chodzi, więc tylko lekko się uśmiechnąłem.
- Ale o co chodzi panie doktorze? - Zapytał LuHan, który właśnie wycierał maź z brzucha.
- Jest jeszcze bardzo małe i ledwo je widać, ale jestem pewien w 100%.
- Ale o co chodzi? - Zapytałem, nadal nie wiedząc o co chodzi.
- Ale jak to o co? Zostaniecie państwo rodzicami!
- CO?!

22 marca 2013

Gdybyś tylko wiedział, nie doszłoby do tego.

Opowiada XiuMin~

-  Bo my noo...  C-całowaliśmy się.  - Spojrzałem na Chena przerażony. Oparłem się o umywalkę, próbując zrozumieć to, co właśnie usłyszałem. Cholera. Uderzyłem się w twarz i wyszedłem z łazienki. A raczej wybiegłem z niej. Zbiegłem po schodach omal nie potykając się o przedostatni schodek i wpadłem do kuchni jak poparzony. Zgromadzeni tam spojrzeli na mnie z wyrzutem.
- Co jest? - Zapytałem ich, czując że zaraz coś się wydarzy.
- Co jest?!- O kurde, Kris.Zupełnie wyleciało mi z głowy, że przez Chena się obudził. - Ty się mnie kurna pytasz co jest? Jasna cholera, XiuMin! Ty i ten patafian Chen nie potraficie zamykać drzwi jak ludzie cywilizowani.
- Wypraszam sobie, to Chen nie umie zamykać drzwi.
- Doprawdy? Nie trzasnąłbym nimi, gdybyś za mną nie polazł! - Powiedział JongDae wchodzący właśnie do kuchni.
- Ej, ja tez tam mieszkam! - Odpowiedziałem mu po koreańsku.
- Mało mnie to obchodzi, poszedłeś za mną bez słowa wyjaśnienia, przez co obudziłem hyunga.
- Nie chciałem, żebyś się zakrztusił po raz kolejny! Po za tym, chciałem wyjaśnienia tego, co zaszło rano. Czy to dziwne?
- A jesteś zadowolony z mojej odpowiedzi? - Zapytał Chen patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Zacisnąłem palce w pięść i nic nie powiedziałem.
- Ej, czy moglibyście skończyć mówić po koreańsku? - Zapytał Tao, którego irytowała nieznajomość tegoż języka.
- Nie. - Odpowiedziałem. - Będziemy na górze. - Dodałem, po czym pociągnąłem Chena za rękę i zaprowadziłem do pokoju.
- Słuchaj, przestań mnie dotykać. - Nie, nie wierzę. On, przyjaciel powiedział mi to prosto w oczy?
- Chen, co się stało między nami? - Spytałem, nie kryjąc smutku.
- Nic, tylko ja też muszę wiele rzeczy przemyśleć, zrozumieć... Przepraszam, potrzebuję być sam.- Kiwnąłem głową potwierdzająco. Chwyciłem koszulkę, bo nadal byłem półnagi, do tego zeszyt. Zabrałem jeszcze ołówek i wyszedłem z pokoju, zostawiając JongDae samego. Usiadłem pod drzwiami na korytarzu i zacząłem pisać... Sam nie wiem, kiedy moja głowa stała się zbyt ciężka by trzymać ją w pionie. Usnąłem.
Chen spojrzał w moje oczy i szepnął - Kocham twoje oczy. Są takie... radosne. - I musnął moje wargi swoimi. Mimo delikatnego dotknięcia, poczułem ich smak. Wata cukrowa. Byliśmy w wesołym miasteczku. Coś przykuło moją uwagę. To było takie... dziwne. I wtedy to coś złapało mnie i wciągnęło do jaskini pełnej jakiś korytarzy. Wszędzie kapała woda. Byłem boso, bo czułem chłód ziemi. Każdy kolejny krok przybliżał mnie do wody. Nie. Chciałem uciec, więc zacząłem krzyczeć. To nic nie dało. I nagle usłyszałem ten głos. Wołał mnie. I nastąpiła światłość. I poczułem po raz drugi tego dnia ten słodki smak waty cukrowej. I znowu ciemność. Znowu poczułem chłód jaskini. Chciałem się przytulić. Ale było za późno. Zwinąłem się w kłębek i zdążyłem wyszeptać: kocham... cię... Po czym zamknąłem oczy. Umarłem.
- XiuMin! Xiu! Hyung! MinSeok, cholera jasna! Obudź się! Chłopaki, on nie reaguje! Wezwijcie kogoś! Pomocy! Halo, Xiu~! Jezu, błagam, nie odchodź! Hyung, proszę! Już nie pozwolę abyś był sam, błagam, odezwij się! - Słyszałem jak ktoś mnie woła. Ale jakoś tak, przez mgłę. Było mi cholernie zimno.
- Kocham... cię.... - Szepnąłem. Czyjeś ciało przykleiło się do mnie. Poczułem jak chłodne krople padają mi na kark... Łzy. - N-Nie płacz. - Wyszeptałem. Otworzyłem nieśmiało oczy. 4 osoby stałe nade mną i gapiły się. Jedna płakała, druga była smutna, trzecia tylko patrzyła a czwarta... Śmiała się.
- LuHan, za bardzo przeżywasz! - I głośniejszy śmiech. No tak, Kris. Słyszałem już lepiej.
- Kris, to nie jest zabawne! Ja naprawdę myślałem że umarł! - Lu otarł łzy. Próbowałem się dźwignąć na własnych rękach, ale ktoś mnie przygwoździł.
- Chen... Mógłbyś już zejść? Dusisz mnie... - Chłopak uniósł się na własnych ramionach i patrzył na mnie czerwonymi od płaczu oczyma. I nagle przypomniał mi się pewien szczegół z mojego snu. Wata cukrowa... - Ciekawe czy naprawdę tak smakują... - Powiedziałem, a reszta patrzyła zdezorientowana. I nie wytrzymałem. Pocałowałem Chena. Naprawdę. - Faktycznie smakujesz jak wata cukrowa. - Chen spalił buraka, a Kris zaśmiał się jeszcze bardziej.
- Wiedziałem, kurna, wiedziałem! Ten wzrok nie mógł znaczyć czegoś innego. XiuMin, nie ładnie tak nie informować przyjaciół. - I kolejna fala śmiechu Krisa. - Słuchaj, to było widać... Nie? No mniejsza, ja to widziałem. Kochasz Chena od samego początku!
- Nie! - i niezręczna cisza zapanowała w całym domu przerwana tylko szlochem LuHana. - Nie, to nie może być prawda! Dlaczego wcześniej nie zauważyłem? Dlaczego zatruwałem sobie życie nadzieją, że to może o mnie chodzi. - LuHan rozpłakał się na dobre.
- Ej, ale ja niczego nie potwierdziłem... Nie powiedziałem czy faktycznie kocham Chena. I czy w ogóle kogoś kocham... - Odpowiedziałem poważnie. - Przepraszam Chen, ale chciałem sprawdzić, czy naprawdę smakujesz jak wata cukrowa bo tak mi się śniło. Nic więcej. Jak kogoś będę kochał to mu to powiem... A właśnie, Lu, czy właśnie przyznałeś się do... no nie wiem. Skrytego podkochiwania się we mnie?
- J-ja no... Przepraszam!
- Ej, nic nie szkodzi. Dalej jesteśmy przyjaciółmi. Kris, nie wyciągaj z naszej rozmowy żadnych wniosków. A ciebie Chen przepraszam jeszcze raz. Nie chcę ci robić nadziei. A teraz pozwólcie mi wrócić do siebie. - I odszedłem...Czy powinienem powiedzieć mu że go kocham? Nie... Potrzymam go trochę w niepewności. Bo ja już znam jego uczucia do mnie. Tak... Jakiż jestem okrutny...
Usiadłem na łóżku, spojrzałem w sufit i myślałem o tym, co mi się śniło. Nie kochałem Chena. Jego na pewno nie. Wkradł mi się do podświadomości po tym, jak wyznał mi, że się całowaliśmy. Tak, to prawda. Jestem nienormalny. Całuję kogoś, po to by sprawdzić jak smakuje? Zaśmiałem się. Nie, ja kocham LuHana. Jutro mu to powiem. Chociaż w sumie... Czemu by nie dzisiaj jeszcze? Chłopaki idą się bawić... A ja nie chcę. Lu tez nie chętnie pójdzie, bo laski kleją się do niego niczym pszczoły do miodu. Będę mieć całą noc na wyjaśnienia. I na to, na co mi dusza zapragnie. Kim jestem? Zakochanym idiotą. I porąbanym przyjacielem. Tak, to ja MinSeok.
~~~kilka godzin później~~~
-Xiu, napewno nie chcesz iść?
- Nie, muszę coś zrobić jeszcze, a nie chcę marnować na to jutra.
- Ah, szkoda... A ty Lu?
- Ja też nie. Jestem zmęczony.
- Bawcie się dobrze~! - Powiedziałem do nich i zamknąłem za nimi drzwi. Kątem oka zobaczyłem, jak Lu kieruje się do swojego pokoju. Po cichu poszedłem za nim. Lu nie zamyka drzwi, więc wszedłem za nim do środka. Z zaskoczenia przytuliłem go od tyłu i szepnąłem mu prosto w ucho.- Kocham Cię, Lu. I tylko ciebie.