Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fluff. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2017

Pośród gwiazd

Gwiazdy są fascynujące, dzieli nas od nich kilkanaście milionów lat, my widzimy je, a one być może już nie istnieją w naszym wszechświecie. Patrzymy w niebo każdej nocy szukając nowych konstelacji i wciąż nas to raduje. Codziennie zastanawiam się jednak, dlaczego jedna z nich spadła właśnie tu, na Ziemię, bym mógł ją poznać?

Wszystko zaczęło się na wyjeździe integracyjnym do Seulu. Cały nasz dział kadr pierwszego wieczoru miał być na bankiecie w sali na parterze, w drugim budynku hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Jednakże ja musiałem zabłądzić w drodze do toalety. Ubrany w najlepszy garnitur, błękitną koszulę i krawat w odcieniu granatu, poszedłem po prostu załatwić swoją potrzebę, ponieważ tego dnia wlałem w siebie hektolitry kawy. Zszedłem na dół, tak jak powiedział mi jeden z kelnerów, po czym po prostu nie wiedziałem, w który korytarz skręcić, a gdy już wybrałem, wszedłem przypadkiem na gospodarczy teren. Był w nim magazyn, pralnia, jakieś pokoje i szatnia. Zapukałem cicho do tego ostatniego pomieszczenia, a po chwili ktoś otworzył mi drzwi.
- Tak słucham? – odezwał się delikatny, melodyjny głos, należący do niskiego blondyna.
- Ja… zabłądziłem – wydukałem. Był przystojny i jednocześnie uroczy. Miał na sobie białą koszulę i szarą przepaskę kelnerską, a na dłoni białą rękawiczkę. Był kelnerem.
- Czego pan szuka? – Zapytał się z uśmiechem.
- T-toalety – nagle zrobiło mi się strasznie wstyd bez powodu.
- Ach, spokojnie, już pana zaprowadzę – powiedział młodzieniec, po czym wyszedł z pomieszczenia i poprosił, abym poszedł za nim. Po chwili wreszcie dotarliśmy do celu, co bardzo mnie ucieszyło. Chłopak uśmiechnął się do mnie, po czym zniknął z mojego pola widzenia. Wyglądał nieziemsko, nawet z tyłu.
Od dawna wiedziałem, że jestem gejem, jednak od dłuższego czasu  byłem sam, nie mogłem po prostu znaleźć nikogo odpowiedniego z wyglądu i charakteru. Ale teraz, gdy zobaczyłem jego, moje serce nagle oszalało. Czułem, że to będzie coś wielkiego, to przypadkowe spotkanie wcale nie musiało takie być.
Po załatwieniu swojej potrzeby, wróciłem na górę, bo tym razem zauważyłem strzałki i tabliczki z napisami, które jasno określały drogę na bankiet i do toalety. Zaśmiałem się w duchu, po czym podszedłem do Krisa, który stał najbliżej drzwi. Wziąłem drinka z tacy jakiegoś chłopaka, po czym zacząłem szukać wzrokiem tego niskiego kelnera. Nie mogłem go jednak znaleźć, przez co stałem się markotny i zdawkowo odpowiadałem koledze, który w końcu odszedł ode mnie kręcąc głową. Wcale mu się nie dziwię, że tak zareagował. W końcu kto lubi być ignorowany?
Krążyłem po Sali, która nie była zbyt duża. Zatrzymałem się przy swoim miejscu, bo podano kolację. Wtedy dopiero zrozumiałem, że jestem głodny. Westchnąłem i usiadłem spokojnie, gdy nagle obok mnie ktoś się pojawił. Kątem oka zobaczyłem tylko szary materiał, więc odwróciłem głowę w jego stronę i przypadkiem zahaczyłem barkiem o chłopaka. Trzask tłuczonego szkła zwrócił uwagę wszystkich wokół nas.
- Bardzo przepraszam! – zawołał ten piękny, melodyjny głos.
- Ależ to ja przepraszam, naprawdę – odpowiedziałem, widząc jego zakłopotanie. Przecież to moja wina, prawda? Spojrzałem w dół na kawałki szklanek i rozlane napoje. – Ja to posprzątam.
- Nie! To znaczy, nie. Ja to posprzątam – powiedział młodzieniec, wyraźnie zmieszany i zniknął, by wrócić po chwili z mopem i zmiotką. Chciałem mu pomóc, więc wziąłem opartą o okno zmiotkę, po czym znów go trąciłem, tym razem uderzyliśmy się głowami. Mogłem wtedy spojrzeć w jego piękne, błyszczące oczy. Były takie, jakby ktoś umieścił w nich tysiące gwiazd. Aż wziąłem głęboki oddech, nie mogąc uwierzyć w ten widok.
- Przepraszam! – wyszeptaliśmy oboje, nadal nie mogąc przestać patrzeć w swoje oczy. Nie wiem ile mogła trwać ta chwila, ale dla mnie była to wieczność, zbyt krótka jednak, ale pełna blasku. Zjechałem w dół wzrokiem, by spojrzeć na jego różowe, pełne usta. Zamknąłem oczy, a w głowie miałem setki myśli „Pocałować? Czy też nie?”, aż w końcu zebrałem się na odwagę i musnąłem je delikatnie. Na szczęście wszyscy wrócili do swoich spraw, więc nikt, poza nami, tego nie widział. Tak mi się wydawało.
- Luhan! – usłyszałem nagle jakiś obcy głos. Obok nas stał chyba kierownik sali, złowrogo patrząc na młodzieńca. Luhan, tak? Ładne ma imię, ale brzmi tak jakoś… chińsko? – Chodź na chwilę za mną.
- D-dobrze – odpowiedział chłopak, spuszczając głowę. Dokończył sprzątanie, po czym szybko poszedł za mężczyzną do kuchni. To pewnie moja wina, że ten facet tak zareagował. Chcąc wyjaśnić sytuację, podszedłem bliżej i przypadkiem podsłuchałem rozmowę. Nie była ona miła i przyjazna. Usłyszałem krótkie „zwalniam cię” i właśnie wtedy wszedłem do środka.
- Przepraszam bardzo, ale to moja wina – powiedziałem.
- Proszę pana, proszę  stąd wyjść. Luhan jest kelnerem, nie jakimś panem do towarzystwa. To jest, przepraszam, była, jego praca. Nie powinien dopuścić do takiej sytuacji.
- To ja go pocałowałem!
- To nie zmienia faktu, Luhan, wynoś się stąd, już! A pana zapraszam na dalszą część bankietu.
Mężczyzna miał okropny głos, więc wyszedłem, ale wcześniej złapałem Luhana za rękę. Wyprowadziłem go z bankietu głównym wejściem, po czym wsiadłem z nim do windy i pojechałem na drugie piętro budynku. Chłopak szarpał się trochę, ale wystarczyło jedno spojrzenie i już się uspokoił. Był również w szoku z obrotu sytuacji. A ja po prostu wykorzystałem okazję, by poznać go bliżej.
Weszliśmy do mojego pokoju, który znajdował się w bocznym korytarzu po prawej stronie głównego korytarza, na jego końcu. Otworzyłem drzwi kartą kluczem, po czym wepchnąłem chłopaka do środka, włożyłem kartę do czytnika, po czym zgasiłem wszystkie światła w pokoju. Przeszklona ściana naprzeciw łóżka, która pokazywała całe miasto, teraz pięknie oświetlone, dawała nastroju chwili. Podszedłem do chłopaka, po czym wziąłem jego twarz w dłonie i pocałowałem go. Najpierw delikatnie, po czym gdy poczułem, że mu się to podoba, zacząłem namiętny taniec naszych ust. Iskra, jaką we mnie wywołał, sprawiła, że chciałem więcej i więcej, bez względu na konsekwencje. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie, patrząc w swoje oczy. Jego błyszczały jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Przepraszam, powinienem najpierw się przedstawić. Oh Sehun, miło mi – powiedziałem po chwili.
- Ja… Lu Han, ale mówią mi po prostu Luhan – powiedział chłopak. – Również mi miło. Nawet bardzo miło – zarumienił się, po czym spojrzał na swoje buty.
- Ile masz lat, jeśli mogę wiedzieć?
- 27 – odparł, a ja zdębiałem. – Wiem, że nie wyglądam – zaśmiał się.
- Wow – tyle byłem w stanie z siebie wydusić. – Jestem młodszy od ciebie?
- Na to wygląda. A ile ty masz lat, Sehun?
- 23 – odpowiedziałem, po czym złapałem go za rękę i wyciągnąłem na balkon. Tam stanąłem, opierając się o barierkę, po czym odpaliłem papierosa, patrząc w niebo. – Widzisz Luhan, muszę ci coś wyznać. Jak zobaczyłem cię pierwszy raz, poczułem coś, czego nie czułem od dawna. Coś takiego czuje się tylko parę razy w życiu. Poczułem taką.. energię, takie ciepło bijące od ciebie. A twoje oczy błyszczą jak te gwiazdy. To fascynujące, wiesz? Wreszcie zrozumiałem, że są na świecie ludzie, którzy spadli prosto z nieba w nasze życie. I to właśnie ty jesteś taką gwiazdą, która spadła na Ziemię, by otulić mnie swym ciepłem, rozumiesz? W tej chwili jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Może to za wcześnie, ale czuję że jestem tobą zauroczony. I to szalenie – nagle poczułem, jak Luhan przytula się do mnie mocno i usłyszałem jak pociąga nosem.
- Nikt.. nigdy… nie… powiedział mi… tylu pięknych… słów… dziękuję… - wyszeptał, ledwo go słyszałem, a łzy opadały na moją koszulę, mocząc ją w jednym miejscu. Wyrzuciłem papierosa przez barierkę, po czym odwróciłem się do niego i pocałowałem go w czubek głowy, po czym uniosłem jego podbródek i musnąłem jego wargi swoimi.
Gdy cały wyjazd skończył się, powiedziałem Luhanowi, żeby jechał ze mną do domu, mojego domu. Na początku nie był przekonany, jednak po dłuższym zastanowieniu, zgodził się. Byłem przeszczęśliwy. Mieszkałem w domku na przedmieściach Busan, sam, więc towarzystwo, zwłaszcza jego, bardzo mi odpowiadało. I tak zaczęła się nasza przygoda, mnie i mojej pięknej gwiazdy. Coś czuję, że mój starszy brat, Baekhyun, maczał w tym palce. Teraz, właśnie w tej chwili, siedzę z Lu przed domem na kocu, patrząc w gwiazdy. Przytulam go do siebie mocno, a jego zapach otula mnie. Tak bardzo się cieszę. Choć minęło już 9 miesięcy. Pięknych 9 miesięcy, które naprawdę wiele zmieniły w moim życiu. Jestem najszczęśliwszy na świecie.
- Kocham cię Lulu – szepnąłem do niego. Teraz już wiem, co znaczy prawdziwa miłość.
- Ja ciebie też kocham, Sehunnie – szepnął, po czym musnął moje usta.

15 stycznia 2017

Moonlight

Siedziałam w głębi korytarza, patrząc w przestrzeń. Byłam zdenerwowana, bardzo, od tych wyników zależała moja kariera tancerki. Westchnęłam, opierając twarz o dłoń prawej ręki, zamykając na chwilę oczy. Wyobrażałam sobie, że nagle wszystko się kończy. Łzy pojawiły się w moich oczach, gdy ponownie je otworzyłam. I wtedy z gabinetu wyszedł lekarz. Wstałam, otarłam oczy, przeczesałam włosy i podeszłam do niego przygnębiona.
- I jak panie doktorze? - zapytałam łamiącym się głosem.
- Pani Monoban... - zaczął. Spojrzałam na jego twarz. - Ma pani bardzo dobre wyniki, kontuzja została zwalczona, tylko proszę uważać przez pierwszy miesiąc na tą nogę - powiedział po chwili patrzenia w moje wyniki. Aż serce na chwilę przestało mi bić. Minął moment, a ja dopiero wtedy zrozumiałam sens słów lekarza, po czym po prostu wybuchnęłam. Łzy leciały, ale ze szczęścia.
- Czyli będę mogła tańczyć? Naprawdę?
- Tak, proszę pani, tylko tak jak mówiłem - nie słyszałam dalszych słów, bo zniknęłam z jego pola widzenia. Mogę tańczyć dalej! Muszę szybko powiedzieć o tym Chaeyoung!
Dwie godziny później siedziałam już na sali w naszej szkole, a Rose była obok mnie. Muzyka dalej grała, ale my byłyśmy zbyt zmęczone. Przez ostatnich parę tygodni nie mogłam tańczyć i teraz musiałam nadrobić czas. Wiem, że to niebezpieczne, ze względu na ledwo wyleczoną nogę, ale chciałam po prostu poczuć muzykę całym swoim ciałem.
Spojrzałam na koleżankę z grupy, która od momentu mojej kontuzji była przy mnie, po czym uśmiechnęłam się do niej. Ta odwzajemniła mój uśmiech, patrząc prosto w moje oczy. Aż poczułam gorąc na ciele przez to spojrzenie. Po chwili wróciłyśmy do tańca, nad którym spędziłyśmy kolejne dwie godziny. Zmęczone wysiłkiem, jaki w to włożyłyśmy, postanowiłyśmy iść opić mój powrót do zdrowia.
Przechodziłyśmy z jednego pubu do drugiego, w każdym piłyśmy po jednym/dwóch piwach, więc w końcu po 5 miejscu, chwiałyśmy się bardzo. Postanowiłyśmy iść nad rzekę, gdzie po około 30 minutach powolnego kroku się znalazłyśmy. Usiadłyśmy na trawie, patrząc w blask księżyca odbijanego w wodzie. Nawet nie wiem jak długo tak patrzyłyśmy, ale w końcu Rose się odezwała.
- Wiesz.. chciałam powiedzieć ci to od dawna - zaczęła, patrząc w moje oczy.
- Słucham, kochanie - odparłam. Widać było po mnie, że alkohol działa. W sumie po Chaeyoung też.
- Nawet nie wiem jak to powiedzieć...
- Mów prosto z mostu, hahaha - powiedziałam, bo właśnie spojrzałam na most niedaleko nas.
- Więc, skoro tak mówisz, to mówię... a może zacznę trochę inaczej - spojrzała na mnie z uśmiechem. - Co byś zrobiła, gdyby jakaś dziewczyna cię pocałowała?
W tym momencie spojrzałam w ciemne niebo, które rozświetlał tylko księżyc w pełni. Zaczęłam intensywnie myśleć, a wypite procenty zaburzały to. Westchnęłam, po czym odwróciłam wzrok na Rose.
- Wiesz, nie wiem co bym zrobiła. Zależy kto by to był - odpowiedziałam w końcu.
- A jeśli byłabym to ja?
- Jeśli ty? - znów się zamyśliłam. - Pewnie bym się zgodziła i też bym cię pocałowała - i nagle, w ułamku sekundy, poczułam jej usta na swoich. To było delikatne, a jednocześnie mocne. Serce biło mi bardzo szybko, a oczy zamknęły się pod wpływem chwili. Dotknęłam dłonią policzka koleżanki, oddając się rozkoszy. Nie wiem co mną wtedy kierowało, ale czułam, że to jest to. Poczułam.. ulgę? Szczęście? Sama nie wiem co czułam, ale było to prawdziwe i pełne przyjemności. Po kilkunastu sekundach oderwałyśmy się od siebie, po czym spojrzałyśmy w swoje oczy.
- Więc...
- Ja...
- No tak...
- Kocham cię Lalisa - powiedziała dziewczyna, spuszczając wzrok. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale właśnie wtedy złapałam ją za rękę, po czym poderwałam do góry. Chaeyoung była w szoku, ale posłusznie szła za mną w stronę mojego mieszkania. Powinnyśmy wezwać taksówkę, wiem, ale nie myślałam wtedy racjonalnie. Po kilkudziesięciu krokach, zrozumiała wreszcie co chcę zrobić, więc szła równo ze mną z uśmiechem na ustach. Czułam po jej uścisku dłoni, że tego pragnie tak samo jak ja.
Na drugi dzień rano wstałyśmy z małym bólem głowy, ale szczęśliwe. Teraz dotarło to do nas, co się stało wczorajszej nocy, ale szczerze mówiąc, żadna z nas nie żałowała. Usiadłam w kuchni na blacie, po czym wyciągnęłam ostatniego papierosa z paczki, a po chwili dym zagościł w moich płucach. Rose ubrana w moją koszulkę wyglądała pięknie. Naprawdę. Mimo, że była 1 cm wyższa ode mnie, to w tej czarnej koszulki i majtkach wyglądała cudownie. Po prostu cudownie. Spojrzałam na nią z uśmiechem, po czym wyciągnęłam do niej ręce by ją przytulić, co po chwili uczyniłam. Trwałyśmy w tej pozycji dobrych kilkanaście sekund, aż ja pierwsza ją puściłam.
- Wiesz.. myślę o czymś bardzo intensywnie - powiedziałam, zaciągając się kolejny raz.
- O czym?
- O nas. I szczerze mówiąc.. chcę dać nam szansę - uśmiechnęłam się. Wtedy ona podeszła do mnie i po prostu mnie pocałowała. - To znaczy tak?
- Tak, to znaczy tak.
Uśmiechnęłam się i wiedziałam w tym momencie, że dobrze zrobiłam.

____________________________________________________________
Wow. Wow. W O W.
Pierwszy raz pisałam tutaj lesbijskie opowiadanie. Ale to dzięki Kornelce! Ona powiedziała, bym takie napisała, więc... jest! I to w dodatku BLACKPINK, kocham je :( To mój drugi ukochany zespół... a bohaterki? To moje kochane dziewczynki <3 (są rok starsze ode mnie, nananana~).
Mam nadzieję, że spodobała Wam się ta odmiana!
Do zobaczenia w kolejnym fanficu! Kocham Was!
Jaerinnie~

27 listopada 2016

Jak za pierwszym razem

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu o 7:00, więc chcąc nie chcąc musiałem wstać. Była sobota, pochmurny dzień, a do tego mocno padało na zewnątrz. Westchnąłem smutno i spojrzałem w lustro w swoim pokoju. Miałem podkrążone oczy z niewyspania, ostatnio strasznie ciężko mi zasnąć, a do tego włosy były w zupełnym nieładzie, odrosty na pół ich długości. Zapuściłem sie strasznie. Nie mogłem jeść, dlatego moje ciało wyglądało fatalnie, zmizerniałem okropnie. Jaki był tego powód? Sam już nie wiem. A może wiem? Nie będę kłama, znam powód. Rozstanie.
Z Luhanem byłem naprawdę szczęśliwy, jak nigdy wcześniej. On dawał mi uśmiech na każdy dzień, nawet wtedy gdy nie miałem siły. Jednak przez jego rodzinę musieliśmy się rozstać, to było ciosem prosto w serce. Płakałem wiele nocy i dni, a minęło już około dwóch miesięcy od tamtego dnia. I choć rozumiem, że rodzina jest dla niego ważna, to nie potrafię zrozumieć tego, żebyśmy zerwali kontakt. Czułem się beznadziejnie. Jak wrak, śmieć, który wrzuciło się na dno śmietnika i zapomniano o nim. Byłem załamany. Nadal jestem.
Poszedłem do łazienki i tam próbowałem ogarnąć swoją twarz i włosy, by choć po części wyglądać normalnie, ale gdy znów spojrzałem w lustro łzy same zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie umiem ich zatrzymać, już dawno przestałem próbować. Po prostu się poddałem. Luhan powiedział, że na pewno kogoś znajdę, ale nikt nigdy go nie zastąpi. Nigdy o nim nie zapomnę.
Ubrałem się i wyszedłem z domu w starym dresie, w dłoni trzymając smycz Kamiego, mojego ukochanego psa, dzięki któremu jeszcze wychodzę na zewnątrz. Przeszedłem kawałek i nagle się zatrzymałem, wbijając wzrok w postać stojącą przede mną. Niższy ode mnie młody mężczyzna, o ciemnych włosach ułożonych lekko do góry, podkrążonych oczach tak samo jak moje, ze smutkiem wypisanym na twarzy. Moje serce stanęło, by po chwili zaczęło bić bardzo szybko, nie potrafiąc się zatrzymać. W oczach znów pojawiły się łzy, a zapach jaki bił od tej osoby delikatnie drażnił mój nos. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że na jego ramieniu wisi średniej wielkości torba, tak jakby właśnie wracał z nocnego treningu. I gdy podniosłem wzrok ponownie na jego twarz, on odezwał się do mnie swoim melodyjnym głosem. Całe moje ciało zadrżało.
- Um... cześć Sehun - powiedział, a jego ręce zaczęły się trząść. Odruchowo przytuliłem go do siebie, puszczając smycz Kamiego. Ten jednak stał w miejscu i obserwował to wydarzenie.
Poczułem się tak jak wtedy, gdy zobaczyłem Luhana pierwszy raz, 5 lat temu w kawiarni. Był uroczym studentem ASP, o blond włosach, które delikatnie wpadały mu do oczu. Jego różowe usta pochłaniały muffinkę, gdy prawą dłonią rysował czyjś portret. Gdy podszedłem bliżej, zobaczyłem że rysuje samego siebie. I właśnie wtedy poczułem ten stan, to uczucie, którego nie znałem, ale wiedziałem, że jest to coś wielkiego. Usiadłem przy jego stoliku i uśmiechnąłem się przyjaźnie. On spojrzał na mnie, uśmiechnął się a po chwili odezwał. Moje serce stanęło, by po chwili zacząć bić bardzo szybko.
- Luhan - szepnąłem. - Jak ja cię kurwa kocham - dodałem po chwili, a jego dłonie mocniej zacisnęły się na mojej bluzie. Nie pytałem o nic, to nie było ważne. Wiedziałem jednak, że uczucie które nas łączyło przetrwa nawet największe błędy i przeszkody.
Zaprowadziłem Luhana do domu, zrobiłem mu herbaty i usiadłem obok niego na kanapie. Nie dziwił go bałagan w całym mieszkaniu, sam pomógł mi go później posprzątać. Słuchałem jego słów z wielkim zaangażowaniem, a gdy skończył słowami "nie mogłem tak dłużej wytrzymać, za bardzo cię kocham", pocałowałem go. Brakowało mi tego. Ale ich smak wciąż pamiętam.
Czułem się jak za pierwszym razem.

_________________________
Witajcie kochani! O to wróciłam z hunhanem, którego napisałam pod wpływem jednej wiadomości. Cieszę się, że znów tu jestem, brakowało mi tego. I chociaż jest to bardzo krótkie opowiadanie, mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam Was i pamiętajcie, że Was kocham! <3
Wasza Jaerinnie

3 kwietnia 2016

Do poduszki

- Co byś chciał dziś usłyszeć synu? - spytałem Baekhyuna, patrząc w jego duże brązowe oczy wpatrujące się we mnie. Uśmiechnąłem się ciepło do niego.
- O tobie i tatusiu! - zażyczył sobie, a ja zaśmiałem się wesoło. To była jego ulubiona historia i mimo, że znał ją na pamięć, nie robiło mu to różnicy, który raz z kolei już ją słyszał. Poprawiłem się na krześle, po czym odchrząknąłem i zacząłem opowieść.
~
Byłem wtedy w trzeciej liceum, gdy na korytarzu zauważyłem małego bruneta. Był dużo niższy ode mnie, ledwo sięgał mi do ramienia, a jego grzywka przysłaniała jego oczy. Był uroczy, co od razu zauważyłem. Jednak, nie spotkałem go nigdy więcej, tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Aż do momentu, w którym nie przyszedłem na przesłuchanie szkolne. Grałem tam na gitarze i śpiewałem, chcąc dostać się do szkolnego zespołu muzycznego. I właśnie wtedy znów go zobaczyłem. Był dość nieśmiały, ale gdy tylko muzyka zabrzmiała, a on zaczął tańczyć, wmurowało mnie w podłogę. Był naprawdę świetny. Jego ciało czuło muzykę, a każdy ruch był idealnie dopracowany. Otworzyłem usta ze zdziwienia i wrażenia, jakie zrobił na mnie jego taniec. Był stworzony do tego. Gdy tylko skończył, podszedłem do niego i nie wiedząc czemu, ale zaprosiłem go na kawę. Do siebie. On nieśmiało spojrzał na mnie, ale zgodził się. Wpadł mi w oko, zdecydowanie. Nasze jedno spotkanie zmieniło się w wiele, aż w końcu zakochani w sobie staliśmy się parą. Jednak nie długo było nam dane cieszyć się z tego przywileju, bo ja kończyłem szkołę, a on zaczynał drugą klasę. Musiałem iść na studia, co oznaczało rozłąkę. Stwierdził, że da mi nowy start w życiu, więc zerwał ze mną. Bardzo to przeżyłem. Jednak powiedziałem sobie, że kiedyś go odnajdę i znów będziemy mogli być razem.
Lata mijały, moje studia przyniosły mi wiele nowych znajomości, co zaowocowało dobrze płatną pracą w samym Seulu, w którym studiowałem. Nigdy jednak nie zapomniałem o Sehunie, nigdy. Przez cały czas zastanawiałem się, jak będzie wyglądało nasze spotkanie, o ile do niego dojdzie. Łudziłem się i nie potrafiłem znaleźć sobie kogoś na jego miejsce, co było trudne, bo dziewczyny jak i mężczyźni pchali mi się do łóżka. Ale ja zostałem mu wierny, do samego końca.
W końcu, któregoś razu poszedłem do pewnej nowo-otwartej kawiarenki niedaleko mojej uczelni. Od samego wejścia poczułem wspaniały zapach kawy i ciastek, które szybko mnie omotało. Podszedłem do lady i wtedy mnie zamurowało. Te oczy poznałbym wszędzie.
- Sehun? - zapytałem w szoku. Nie wyglądał tak jak jeszcze 3 lata wcześniej, kiedy ostatni raz go widziałem. Teraz miał blond włosy postawione do góry, był wyższy, sięgał mi do ucha, ale jego oczy nic się nie zmieniły. Rozchyliłem usta w szoku.
- Ch-Chanyeol? - odpowiedział. Głos miał głębszy niż wtedy, ale równie kojący moje nerwy.
- Nie wierzę... to naprawdę ty! Nie masz pojęcia jak się cieszę, że znów cię widzę. - Czułem jak łzy cisną mi się do oczu ze wzruszenia. On szybko poprosił swojego kolegę ze zmiany, aby go zastąpił, a sam usiadł ze mną przy stoliku. Rozmowa od początku się kleiła, choć czasem po prostu wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. Był jeszcze przystojniejszy, ale nadal trochę nieśmiały.
- Może.. masz jutro czas? - zapytałem w końcu, gdy kolejny raz patrzyliśmy sobie w oczy.
- Dopiero po 18, bo o tej kończę zmianę - odpowiedział.
- To fantastycznie! Mogę cię zaprosić na kawę? Wiesz.. cholernie za tobą tęskniłem... - wyznałem szczerze, a on się zarumienił.
- Ja za tobą też, Channie - szepnął, nim wtulił się we mnie mocno, nie chcąc ani na chwilę mnie puścić. Wtedy zapytałem go o pocałunek; zgodził się bez wahania.
Następnego dnia rozmawialiśmy sporo, ale na szczęście na drugi dzień żaden z nas nie miał zmiany, więc spokojnie mógł u mnie nocować. Rozmowy przedłużyły się na całą noc, aż w końcu obaj nie padliśmy ze zmęczenia. Dni, w których na nowo się poznawaliśmy zmieniły się w tygodnie i miesiące, i mimo, że zdarzały nam się kłótnie, równie szybko się godziliśmy. Nie mogliśmy bez siebie żyć.
Wreszcie, po dwóch latach nowego związku postanowiliśmy wziąć ślub. Nasi rodzice na początku nie chcieli się zgodzić, ale po długich namowach i pokazywaniu im, że jesteśmy na to gotowi, zgodzili się. Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy. W końcu mogłem zostać rodziną Sehuna, co kiedyś mogło wydać mi się abstrakcyjne, ale stało się prawdą. Moja miłość do Sehuna cały czas rosła i nigdy nie zgasła.
~
Skończyłem opowiadać, zauważyłem, że Baekhyun już zasnął. Wyglądał rozkosznie z tymi rozchylonymi usteczkami. Przypominał mi Sehuna w czasie snu.
- Już śpi? - usłyszałem głos mojego męża, więc wstałem po cichu z krzesła, po czym podszedłem do Sehuna i mocno go przytuliłem, po czym zamknąłem drzwi pokoju naszego dziecka. Pocałowałem blondyna w usta, po czym zaciągnąłem go do sypialni. Tam Sehun usiadł z poważną miną na łóżku i westchnął.
- Wiesz, chciałbym z tobą o czymś porozmawiać..
- Słucham? - zamieniłem się w słuch.
- Chciałbym adoptować dziewczynkę. - Na chwilę zapadła głucha cisza, ale po chwili musnąłem usta Sehuna.
- Myślę, że Baekhyun byłby szczęśliwy, mając siostrzyczkę. I ja również.
- Naprawdę? O Boże, Chanyeol, tak bardzo ci dziękuję! To cudowna wiadomość! Rozmawiałem już z rodzicami, powiedzieli, że chętnie pomogą nam w opiece nad maleństwem. Jutro złóżmy papiery, dobrze?
- O, no proszę, ty to wszystko zaplanowałeś - zaśmiałem się wesoło i przytuliłem Sehuna do siebie, muskając ustami jego czubek głowy. - Ale dobrze, zgadzam się na wszystko. Bardzo cię kocham, wiesz?
- Wiem, i ja ciebie również.

________________________________________________________
słodki, fluffiasty fanfic specjalnie dla Was! Mam nadzieję, że Wy również znajdziecie wspaniałą drugą połówkę! Kocham Was, do zobaczenia w następnym fanficu!
Wasza Jaerinnie

27 marca 2016

Kiss me today










Słońce przygrzewało ziemię z wielką siłą, ponieważ temperatura na termometrze wskazywała ponad 30 stopni. Wiał lekki wiatr, pozwalając na male ochłodzenie w ten upalny dzień. W każdym mieszaniu było otwarte co najmniej jedno okno, dzięki czemu mieszkańcy Seulu spokojnie oddychali. Dzień wydawał się być wspaniały, bo dawno nie było takiej pogody.
Park Kyung postanowił wybrać się na spacer po parku, sądząc że w tak upalny dzień nie warto siedzieć w domu z wiatrakiem. Świeże powietrze od razu owiało jego twarz, gdy tylko wyszedł na zewnątrz. Wiedział, że ten dzień będzie należał do udanych. Nawet nie wiedział jak bardzo.
Udał się najpierw do sklepu po butelkę wody, by upał nie doskwierał mu tak bardzo. Co było zrozumiałe, ponieważ miał na sobie tylko czarne rzeczy, jego ulubione. Wiedział, że aby pokonać depresję, należy wychodzić do ludzi, co też było w jego zamierzeniu. Nie chętnie zgadzał się ze swoim psychologiem, ale wiedział, że to może mu pomóc. Po chwili był już w parku, który znajdował się przecznicę dalej od jego mieszkania. Usiadł na ławce, odkręcił butelkę i zobaczył w tym momencie Jego. Westchnął. Od dawna podobali mu się tylko mężczyźni, na kobiety nie umiał spojrzeć w ten sposób. Zdusił w sobie chęć podejścia do tego mężczyzny, by chociaż zagadać, bo wiedział, że w Korei nie chętnie patrzą na związki homoseksualne. Co by powiedziała jego mama? No tak, ona nie żyje. Z ojcem nie miał kontaktu od dawna, bo zostawił jego i mamę gdy miał 5 lat.
Westchnął ponownie, rozsiadając się wygodnie na ławce. Upił spory łyk wody, gdy nagle poczuł obok siebie jakiś ciężar. Zdziwiony spojrzał w lewo i zakrztusił się wodą. To był on.
- Może to zabrzmieć dziwnie, ale chciałbym się z tobą umówić.
Nie wierzył swoim uszom, myślał że to zwykłe przesłyszenie. Obiekt jego westchnień sprzed chwili właśnie zaprosił go na randkę. Albo tak przynajmniej mu się wydawało.
- C-co? - zapytał zdziwiony, gdy już opanował kaszel.
- Wiem, że jesteś gejem, Umiem rozpoznawać to w ludziach. To jak, chcesz się ze mną umówić? - Kyung jednak się nie przesłyszał. Zamrugał oczami, po czym otworzył delikatnie usta by coś powiedzieć, ale nagle zabrakło mu języka. Nie wiedział co odpowiedzieć mężczyźnie. Po dłuższej chwili milczenia wyrzucił z siebie krótkie "chętnie", nim zarumienił się. Nie wierzył, że ktoś taki jak jego towarzysz mógł zwrócić na niego uwagę. W ten sposób. Uśmiechnął się delikatnie.
- To o 17 spotkajmy się w tym miejscu. Będę na ciebie czekał.
I zniknął, tak szybko jak się pojawił. Park nie wiedział co go czeka tego dnia ale wiedział, że będzie to bardzo udany dzień. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Wrócił do domu, po czym przejrzał całą swoją szafę. Stwierdził, że wszystkie ubrania są takie same i trzeba byłoby ją wymienić. Wziął pieniądze i poszedł do najbliższej galerii handlowej w celu zakupu nowych rzeczy. Po dwóch godzinach w końcu miał kilka nowych ubrań, co bardzo go cieszyło. W końcu nie będzie wyglądał źle. Wybrał się również do fryzjera, by zrobić coś ze swoimi włosami. Podobał mu się nowy wygląd.
W ciągu zaledwie jednego dnia zmienił swoje nastawienie i wiedział, że to będzie na dłużej, co bardzo go cieszyło.
O umówionej godzinie pojawił się w parku, gdzie czekał na niego mężczyzna. Nawet nie znał jego imienia, ale nie przeszkadzało mu to w niczym, wiedział, że będą mieć na to sporo czasu. Uśmiechnął się i zagryzł delikatnie wargę. Mężczyzna wyglądał olśniewająco, tak jak jego ideał.
Podszedł do niego.
- Cześć - powiedział trochę nieśmiało, ale jednocześnie pewnie.
- Punktualny - zaśmiał się drugi. - Wyglądasz wspaniale. Ta fryzura idealnie do ciebie pasuje. A tak ogółem, to nawet nie zdążyłem się przedstawić. Woo Jiho, ale mów mi Zico.,
- Park Kyung - odpowiedział chłopak, spoglądając w oczy Zico. Były piękne.
- To jak, gotowy na randkę? - zapytał Jiho, odwzajemniając spojrzenie. Sam uważał, że oczy chłopaka były piękne i miały w sobie to, czego szukał u mężczyzn. Kyung nie odpowiedział, ale kiwnął tylko głową, co skłoniło Woo do zaprowadzenia go do kina.
Randka minęła w cudownej atmosferze i Park czuł, że przez tą znajomość wszystko się zmieni. Na lepsze oczywiście. Czuł, jakby nigdy nie miał depresji i dziękował Bogu, że Jiho pojawił się na jego drodze.
Tygodnie mijały, a znajomość z mężczyzną odbijała się na jego samopoczuciu. Był znacznie weselszy i czuł, że teraz będzie dużo lepiej. Nie spodziewał się jednak, że tak łatwo będzie można zburzyć ten idealny świat, w jakim teraz żył.
Któregoś dnia, po miesiącu znajomości, Kyung zaprosił Woo do siebie na małą kolację. Wszystko było idealnie przygotowane, sam nie wiedział, że potrafi tak dobrze wszystko zorganizować. Czekał na chłopaka niecierpliwie, ponieważ nie mógł się już doczekać aż go zobaczy. Jiho wywrócił jego świat do góry nogami i Park nie potrafił już nie myśleć o nim. Chciał mu wyznać wreszcie co czuje i miał nadzieję, że mężczyzna to odwzajemni. Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył z uśmiechem.
- Jiho!
- Cześć maluchu - zaśmiał się wyższy, po czym przytulił swojego partnera.
- Myślałem już, że zgubiłeś adres. Nie mogłem się doczekać - powiedział Kyung, wdychając zapach perfum drugiego, wtulając się jednocześnie w jego silne ciało.
- Przepraszam, zgubiłem drogę w pewnym momencie i musiałem pytać o drogę, ale jestem - wszedł do mieszkania, rozglądając się wokół. Było urządzone w swój własny sposób, mnóstwo tam było obrazów i zdjęć, co jak się okazało po chwili rozmowy, że są one dziełem matki Kyunga. Była artystyczną duszą i często było to widać. Jiho zauważył zdjęcie małego Parka w łóżeczku. To było urocze i aż uśmiechnął się wesoło, jednak po chwili westchnął. Spojrzał na chłopaka.
- Słuchaj, jest coś, co muszę ci powiedzieć - powiedział po dłuższym milczeniu. Nie wiedział jak to ubrać w słowa. Zagryzł wargę, nim ponownie przemówił. - Usiądź lepiej.
- Nie, postoję. Co jest takie ważne? - spytał Kyung, myśląc, że Jiho chce powiedzieć mu o swoich uczuciach, więc poczuł jak jego serce wariuje.
- Ja.. nie byłem z tobą do końca szczery. To wszystko... to była tylko gra. To był zakład - powiedział Woo, patrząc jak uśmiech znika z ust chłopaka.
- J-jak to? - Park czuł, jak łzy stają mu w oczach.
- Przepraszam... - szepnął chłopak i wyciągnął dłoń w stronę policzka Kyunga, jednak ten szybko ją odrzucił. - Ale posłuchaj mnie. Tak było na początku, teraz jest inaczej..
- Wynoś się! - krzyknął Park. - Znikaj z mojego życia! Byłem dla ciebie tylko zabawką, tak?! Spieprzaj! - Łzy spływały po jego gorących policzkach. Nie sądził, że da się tak oszukać.
- Kyunggie, wysłuchaj mnie, proszę.
- Wynocha! - Wyrzucił chłopaka za drzwi, po czym zamknął je na zamek i usiadł pod nimi, skulając się. Schował twarz w dłoniach, nie potrafiąc zrozumieć co się właśnie stało. Jego świat zniknął. Znów pojawiła się w jego umyśle chęć do samobójstwa. Już od dobrych kilku tygodni nie czuł ani przez chwilę tego, a teraz to wróciło ze zdwojoną siłą. Płakał jak nigdy wcześniej. Znów został sam.
Po chwili wszystkie talerze zostały stłuczone, a kawałki szkła i porcelany walały się po podłodze. Jak mógł dać się tak oszukać. Nawet nie wiedział kiedy zasnął na kanapie, ze świeżymi ścieżkami po łzach na policzkach. Jego serce stało się puste i zimne.
Zico czuł się podle. Chciał mu wyjaśnić, że choć na początku było to tylko zabawą, to z każdym kolejnym dniem coraz bardziej stwierdzał, że to nie jest tylko gra. On naprawdę czuł coraz więcej do tego chłopaka. Ale było już za późno. Bał się o niego, bo wiedział, że ten był w depresji. A może nadal jest? Zadawał sobie mnóstwo pytań, co jeszcze bardziej go dobijało.
Po tygodniu, Kyung postanowił ponownie wyjść z domu, zostawiając w nim ogromny bałagan. Znowu czuł się wyprany z emocji. Dopiero teraz dotarło do niego to, że dał się tak łatwo omamić. Przecież kto normalny zgadza się na randkę z nieznajomym? Tylko on.
Postanowił pójść na salę ćwiczeń, gdzie mógł spokojnie ćwiczyć swój śpiew, co go odprężało. Gdy tylko otworzył drzwi ulubionej sali, stanął jak wryty w miejscu.
- C-co ty tu robisz?! - pisnął, nie bardzo wiedząc co zrobić.
- Kyung.. proszę, wysłuchaj mnie.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Wynoś się! Śledzisz mnie?! - krzyczał, nawet nie wiedząc co się dzieje wokół niego. Podszedł do mężczyzny i strzelił mu z dłoni w twarz, po czym odwrócił się i zaczął iść, ale silna ręka zatrzymała go. To Jiho przyciągnął go do siebie i pocałował jak gdyby nigdy nic. Musiała minąć chwila, nim zrozumiał co się dzieje. Usta Woo były perfekcyjne. Oddał pocałunek, czując jak jego serce, choć boleśnie, bije bardzo szybko. To był jego pierwszy pocałunek.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytał, patrząc zarumieniony na twarz towarzysza.
- Bo cię kocham, rozumiesz? To chciałem ci powiedzieć od dawna. Choć na początku to była tylko gra, to ja pokochałem cię szczerze. I nie żałuję, że to się stało. Jedyne czego nie chciałem, to tego że to zakład.
Po chwili oddechu, Jiho wyjaśnił mu wszystko od początku. Kyung słuchał uważnie i po chwili pomyślał, że jest głupi. Gdyby tylko wcześniej tego wysłuchał, nie było by problemu. Ale cieszył się bardzo z obrotu sprawy. Nigdy nie marzył mu się lepszy pierwszy pocałunek niż ten, który przeżył dzisiaj. Wybaczył mu i przeprosił za swoje zachowanie, co Jiho doskonale rozumiał. Sam przeprosił go jeszcze raz nim wtulił ciało niższego w siebie i ponownie pocałował. Ten dzień zaliczał się do drugiego najlepszego dnia na świecie, a w jego życiu ponownie zagościło szczęście, wypierając depresję całkowicie. Żaden z nich nie wracał już do tego co się wydarzyło wcześniej, żyjąc po prostu chwilą.


____________________________________________________________
Witajcie Kochani! Powracam do Was z cudownym ZiKyungiem, napisanym pod wpływem chwili. Pisało mi się go przyjemnie i mam nadzieję, że Wam również się go przyjemnie czytało! Zostawcie jakiś znak po sobie, było by to bardzo miłe z Waszej strony! Pamiętajcie, komentarze są dla mnie ważne :3 Kocham Was, wrócę niebawem!
Wasza Jaerinnie

21 marca 2016

Little storm

Uwaga! Na potrzeby opowiadania zmieniono wiek bohaterów! Jongdae ma lat 17, a Baekhyun 25.

Za oknem szalała burza od dobrych kilkunastu minut, nieprzerwanie ciskając piorunami i zagłuszając całe miasto groźnymi dla uszu gromami. Seul pogrążony był w ulewie, a czarne chmury nie zwiastowały niczego dobrego. Wszyscy pochowali się we własnych domach, dla bezpieczeństwa, które było w tym momencie zupełnie zbędne. Przecież on nie chciał wyrządzić im krzywdy, chciał ich tylko postraszyć. Jego rodzice znów się pokłócili, a on chciał aby jego ojciec wrócił do domu. Jongdae był niezwykłym chłopcem, już od dziecka potrafił stworzyć najróżniejsze rzeczy z pogody. Kiedyś myślał, że to zwykły przypadek, ale po czasie stwierdził, że potrafi kontrolować burze. Podczas gdy był zły, na niebie pojawiały się ciemne chmury i błyskawice, które znajdowały ujście w samym centrum stolicy Korei. Jedyną osobą, która wiedziała o jego przypadłości był jego przyjaciel Junmyeon. Na początku wydało mu się to śmieszne, jednak widząc Jongdae w stanie złości, podczas której powstawała burza, uwierzył mu i nigdy nie doprowadził go do takiego stanu swoją osobą. Zawsze starał się go uspokoić, bo codzienne burze, nawet w zimie, mogły wydać się odrobinę dziwne dla Seulczyków. Tego dnia jednak wyjechał do swojej kuzynki do Busan i nie mógł mu pomóc. Młody Kim westchnął, gdy pomimo burzy jego ojciec nie wracał. Wiedział, że ta kłótnia była spowodowana jego wyznaniem, co spowodowało ogromną anomalię pogodową. Bardzo chciał, by jego rodzice pogodzili się w tej sprawie. Jongdae wyznał, że zakochał się w mężczyźnie. W dodatku w swoim nauczycielu śpiewu, Byun Baekhyunie. Różniło ich 8 lat, jednak dla chłopaka nie było to problemem. Jednak dla Baekhyuna owszem, był to spory kłopot. Jongdae sprawiał, że Byun znów nabierał ochoty do śpiewu, a na następnym pokazie talentów grupy sam miał zamiar wystąpić. Jongdae westchnął ponownie, uspokajając się trochę. Burza nie była już tak okazała jak wcześniej, więc postanowił przejść się na spacer. Wiedział, że ojciec w tym czasie wróci do domu i znów pokłóci się z matką, jednak on tego już nie będzie musiał słuchać. Skierował swoje kroki do domu swojego nauczyciela, bo ufał mu we wszystkim, stał się dla niego kimś więcej niż tylko podopiecznym, choć nie łączyły ich żadne więzi, czego bardzo chciał Kim. Naprawdę go kochał i był w stanie zrobić wszystko dla Baekhyuna. Nim się zorientował, stał już pod drzwiami jego domu. Zapukał cicho, a gdy starszy mężczyzna otworzył mu drzwi, uśmiechnął się wesoło. - Mogę wejść? Musimy porozmawiać - powiedział na wstępie Jongdae. Byun gestem dłoni zaprosił chłopaka do środka i zaproponował kawy lub herbaty do picia. Młodszy skusił się na kawę. Usiedli razem przy stole. Mieszkanie mężczyzny było ładnie urządzone, prosto i schludnie, wszystko miało tu swoje miejsce. Jongdae znał je na pamięć, przez co czasem w nocy śnił o niektórych pomieszczeniach i o Baekhyunie, przez co rano budził się zdyszany i podniecony, jak każdy w jego wieku. - Co się stało Jongdae? - spytał Byun, patrząc znad kubka na młodszego. - Ja.. - zająkał, co nigdy mu się nie zdarzało. - Ja.. widzisz, jest coś co muszę ci powiedzieć, bo nie wiem jak długo jeszcze będę w stanie to ciągnąć. Nie wytrzymuję już tego, to mnie przerasta. Pewnie nie będziesz chciał mnie więcej po tym widzieć, ale po prostu muszę. Ufam ci.. - Baekhyun spojrzał na niego z zaciekawieniem. - Od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale nie wiedziałem jak to ubrać w słowa. Ja się zakochałem.. W tobie. Byun odłożył kubek, bo jeszcze chwila a upadłby na ziemię. Spojrzał na Jongdae i uśmiechnął się. - Wiedziałem o tym od dawna, Jongdae. To było widać, po twoich spojrzeniach, drżeniu głosu w czasie mówienia, uciekaniu wzrokiem ode mnie, gdy na ciebie patrzyłem.. czekałem kiedy mi wreszcie to powiesz, bo ciężko żyć z czymś takim ukrytym w sobie. - Uśmiechnął się ponownie, po czym usiadł obok Jongdae. - Ale ja też muszę ci coś wyznać. Nie jesteś mi obojętny. To zdanie zszokowało chłopaka. Spojrzał na nauczyciela i zaniemówił. Widział w jego oczach, że to prawda. Uśmiech sam pchał mu się na usta, a łzy cisnęły się do oczu i zostały tam, bo nagle poczuł smak ust Baekhyuna. Nie wiedział, jak ma się zachować, ale po chwili odwzajemnił pocałunek. Wsunął dłoń we włosy mężczyzny, zaciskając ją wśród kosmyków. Jego usta były miękkie i delikatne, zupełnie takie, jakie sobie wyobrażał. To trwało naprawdę długo nim oderwali się od siebie; Jongdae z zarumienioną twarzą i rozchylonymi i zaczerwienionymi ustami, z rozbieganym wzrokiem. - Ja.. - Cii, nie musisz nic mówić - szepnął mężczyzna, po czym położył Kima na kanapie, wpijając się w jego usta. Nim młodszy się zorientował, jego koszulka leżała na ziemi, a spodnie były rozpięte. - Długo na to czekałem, Jongdae. Aż wreszcie mi powiesz.. jesteś gotowy? - Chłopak kiwnął głową. To był znak. Baekhyun zchylił się i sięgnął ustami do jego sutka, który zaczął powoli ssać. Do jego uszu dobiegł jęk, co bardzo go ucieszyło. Delikatnie przygryzł brodawkę, po chwili szybko ją liżąc. Twardniała bardzo szybko i mocno, co bardzo podobało się starszemu. Wolną dłonią sięgnął do drugiego sutka, lekko go podszczypując, by dopieszczać obie brodawki jednakowo. Po chwili jednak zsunął się w dół, aby przejechać językiem po brzuchu. Zaczął całować jego brzuch, lekko umięśniony, poświęcając trochę uwagi pępkowi. Jednakże po upływie momentu, wrócił do sutków, na które zaczął dmuchać delikatnie, aby były jeszcze twardsze. Dla Jongdae to było coś nowego, zupełnie nieznana odmiana rozkoszy. Tą, którą znał, była niczym. Wiedział, że jego partner ma więcej doświadczenia i poddał się mu, wydawając z siebie co jakiś czas głośny jęk lub westchnienie. A to bardzo się podobało Byunowi. Nawet nie zauważył, gdy znów siedział, a jego uda były rozchylone, a między nimi siedział Baekhyun. Posłał mu spojrzenie mówiące "pragnę cię", oblizując przy tym usta. Nim się obejrzał, poczuł jak wilgotny język starszego przesuwa się delikatnie po główce jego penisa. Zwinnie poruszał językiem po całej różowej powierzchni, dopieszczając ją z każdej strony równo. Przesuwał nawet po szczelinie, po czym nagle wziął całą główkę do ust. Kim odpłynął, gdy mężczyzna zaczął mruczeć, wprawiając całego penisa w przyjemne drganie. Jęczał głośno. Nagle usłyszał grzmot. Nie wiedział co było tego powodem, ale po chwili domyślił się. To wina tego, że odczuwa dużą przyjemność. Nigdy wczesniej mu się to nie zdarzało, więc był zaskoczony. Po chwili wrócił myślami do tego, co robił Baekhyun. Jego całe przyrodzenie znalazło się w ustach starszego, dopieszczane dłonią. Było mu bardzo przyjemnie. Nagle Byun wyciągnął męskość chłopaka z ust i dmuchnął na nią, a dreszcz przebiegł kręgosłup młodszego. To była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek przeżywał Jongdae. - Dobrze ci? - spytał po chwili mężczyzna, poruszając mocno dłonią po penisie chłopaka. Jongdae nawet nie umiał wydusić z siebie słowa. To było za dużo. Doszedł z wlasnym jękiem w dłoń starszego, rumieniąc się mocno. Nigdy nie przeżył tak silnego orgazmu. - Mmm - zamruczał starszy, po czym znów zaczął ssać jego penisa mocno, a Jongdae wręcz krzyknął z przyjemności jaką właśnie doświadczał. Doszedł po raz drugi, mocniej i intensywniej niż wcześniej, wyginając plecy w mocny łuk. Opadł zmęczony na kanapę, po czym po prostu zasnął, wykończony całością. Baekhyun nie był tym zaskoczony ani zły, wziął ciało chłopaka na ręce i zaniósł do swojej sypialni, gdzie po prostu go położył, po czym sam ułożył się obok niego. Zasnął uspany słuchaniem bicia serca swojego kochanka. Dziś przekroczyli największą barierę i wiedział, że to dopiero początek ich przygody. Burza ustała tak szybko, jak się zaczęła. A Jongdae uśmiechnął się przez sen. Przez następnych kilka dni, Seul nie zaznał ani jednej burzy, a to dzięki temu, że Baekhyun potrafił ujażmić emocje w glowie Jongdae.

_____________________________________
A więc powracam do Was z małym one shotem z BaekChen! Nie było tutaj tego pairingu nigdy i jest to mój mały debiut z nimi! Proszę, bądźcie wyrozumiali w związku z tym! Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i czujecie już wiosnę!
Napiszcie komentarze jak Wam się podobało odpowiadanie, to dla mnie wiele znaczy.
Kocham Was, do zobaczenia w następnym fanficu! <3
Wasza Jaerinnie

11 stycznia 2016

For you

Pogoda dopisywała od rana, słońce świeciło jasno i wyraźnie, dając do zrozumienia mieszkańcom Qingdao, że dzisiejszy dzień będzie dobry. Jednakże, w mieszkaniu pewnej rodziny wcale nie było tak wesoło. Od dobrych paru godzin kłótnia wisiała w powietrzu, powodując niezrozumiałe poczucie braku stabilizacji. Rodzina Huang toczyła zawziętą walkę dotyczącą przeprowadzki do Seulu. Inny kraj, inne możliwości i zupełnie inni ludzie. Mieli się wyprowadzić za dwa tygodnie, gdyż pan Huang dostał propozycję nowej i lepszej pracy w stolicy Korei Południowej. Jego jedyny syn bardzo protestował temu wyjazdowi, gdyż nie chciał zostawiać przyjaciół w swoim rodzinnym mieście. Jednakże, rodzice chłopaka już zdecydowali. Zitao, bo tak nazywał się młodzieniec usilnie starał się przekonać rodziców, że poradzi sobie sam w Qingdao, ale ci byli nie byli ugięci jego prośbami. Tao westchnął po raz kolejny, aż w końcu jego ojciec zabrał głos w tej sprawie i nie było odwrotu. Już za tydzień się wyprowadzą, aby nie tracić czasu na głupie kłótnie. Młody Huang był bezsilny, nie miał szans na odwieczenie rodziców od tej trudnej decyzji. Im też było ciężko podjąć to wyzwanie, jednak ostatecznie i tak wszystko poszło po ich myśli. Rzeczy były już w większości spakowane i teraz mieli tylko czekać na transportowiec do nowego miejsca. Sami państwo Huang z synem mieli lecieć samolotem w sobotę, by do tego czasu wszystkie ich rzeczy zostały dowiezione do ich nowego mieszkania w odpowiednim czasie. Czarnowłosy postanowił jednak już nie marudzić, bo to i tak nie miało by sensu. Zaczął odliczać dni do wyjazdu. Pożegnał się ze swoją szkołą, treningami wushu i przyjaciółmi. Obiecał sobie, że kiedyś tu wróci. Jak bardzo się w tym momencie mylił.
*
Seul. Piękne, choć ogromne miasto z aspiracjami. Przystań dla wszystkich chcących coś osiągnąć w życiu. Jednak dla rdzennych mieszkańców było to po prostu nic wielkiego, miasto jak każde inne w tym kraju. Oh Sehun przemierzał kroki w mieszkaniu, zastanawiając się kto wprowadzi się do sąsiedniego mieszkania. Bardzo wyczekiwał dnia ich przybycia, wiedząc tylko tyle, że nowi lokatorzy będą pochodzić z Chin. Bardzo chciał się zaprzyjaźnić z ich dzieckiem, gdyż mimo wielkiej populacji Seulu, nie potrafił znaleźć sobie przyjaciela. Bardzo go to martwiło, gdyż jego wiek wskazywał, że powinien mieć już dawno jakiegoś towarzysza. Jednakże, po prostu był odosobniony.
Nagle usłyszał hałasy na klatce schodowej. Domyślił się, że to właśnie nowi sąsiedzi, więc wyjrzał przez wizjer i właśnie wtedy dostrzegł go. Miał ciemne włosy, trochę ciemniejszą karnację i był ubrany w skórę i obcisłe spodnie. Nic więcej nie zdołał zobaczyć, ponieważ widok przysłonił mu wysoki mężczyzna, zapewne ojciec chłopaka. Odsunął się od drzwi i pobiegł do swojego pokoju, wtulając się w poduszkę. Już teraz chciał go poznać. Chłopak był jednak zupełnym przeciwieństwem Sehuna, już po samym wyglądzie mógł to stwierdzić. I właśnie wtedy dopadło go to stwierdzenie, że na pewno nie uda mu się zaprzyjaźnić. Zamknął oczy i westchnął głośno, opadając na łóżko całym ciałem. Myśli nie dały mu spokoju, ciągle czuł się przytłoczony, a wszystko wydawało się takie skomplikowane. Bał się, że nic z jego planów nie wyjdzie.
Jednak w tym czasie do jego pokoju weszła pani Oh.
- Chodź synku, przywitamy się z nowymi sąsiadami - powiedziała kobieta, bardzo podobna z resztą do swojego syna. Mieli to samo spojrzenie i podobny kształt ust, z reszty genów był podobny do ojca. Wzrost i postura ciała należały do jego atutów, jednakże to właśnie cechy po rodzicielce przyciągały najwięcej uwagi.
Sehun wstał leniwie z łóżka i poszedł za swoją matką. Zapukała ona cicho do sąsiednich drzwi, skąd usłyszeli coś po chińsku. Młody Oh uczył się tego języka od dawna więc od razu zrozumiał słowa, które powiedział zapewne założyciel rodziny. Nim zdołał przetłumaczyć je mamie, drzwi otworzyły się z cichym jękiem, a za nimi stanął młody chłopak. I właśnie wtedy Sehun zapomniał języka. Młodzieniec był po prostu piękny, jego twarde spojrzenie kocich oczu, usta wywinięte w lekki grymas, który po chwili zmienił się w uśmiech.
- Um - zaczął niepewnie Zitao widząc w swoich progach pierwszy raz kogoś tak pięknego. I miał tu na myśli blondyna, który stał i patrzył na niego swoimi brązowymi oczami. Nawet nie wiedział ile czasu minęło, gdy stali tak i po prostu patrzyli się na siebie. Ale zaraz, Tao jest przecież hetero i po chwili uświadomił to sobie, więc otrząsnął się z transu.
- Cześć, jestem Sehun i jestem twoim sąsiadem - powiedział Oh po chińsku.
- Znasz chiński? - zapytał zaciekawiony Huang.
- Tak trochę. Rozumiem, ale nie zawsze umiem odpowiedzieć - zaśmiał się Sehun, patrząc na kartony w przedpokoju. - Ach, to moja mama. Przyszliśmy was powitać w nowym miejscu.
- Dzięki. Jestem Zitao, ale mów mi Tao. I... ja umiem koreański, więc możemy się przerzucić na ten język - odpowiedział szatyn. Spojrzał jeszcze raz w oczy Sehuna i po prostu uśmiechnął się swoim pięknym kocim uśmiechem. Oh poczuł jak miękną mu nogi od tego uśmiechu. Jednak zachował powagę.
- Pomóc wam w czymś? - zapytał po chwili po koreańsku.
- Dzięki, ale damy sobie radę sami.
- No to.. do zobaczenia, Tao - odpowiedział Sehun i czym prędzej wrócił do siebie. Jego mama po chwili również wróciła do ich mieszkania, uśmiechając się wesoło do siebie, po czym zaczęła robić obiad. Młody chłopak jednak nie czuł głodu, bo przed oczami wciąż miał piękny uśmiech swojego sąsiada i jego spojrzenie.
*
Ten nocy i każdej następnej, Sehun nie mógł zasnąć, bo ciągle widział i słyszał w głowie Tao. Chłopak był ucieleśnieniem jego wszelkich snów. Oczywiście, Oh zarzekał się, że jest heteroseksualny od dawna, ale zaczął w to wątpić po spotkaniu ze swoim nowym sąsiadem. Wszystko zaczęło się komplikować, nie miał ochoty na nic, jedzenie zupełnie mu nie smakowało, pił jedynie wodę, gdyż wszystko inne straciło swój unikalny smak. Zamykał się w swoim pokoju i czytał na różnych blogach o homoseksualizmie. Dowiedział się o tym wielu rzeczy, ale nadal się bał, że sam może być jednym z nich. Co powiedzą jego rodzice? Będzie musiał się ukrywać przez całe życie. Jednak, ostatecznie podjął decyzję. Porozmawia o tym z mamą. Jednak nie dziś, nie teraz. Aż będzie pewniejszy.
*
Dni mijały, a rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami. Pogoda zaczęła się zmieniać, było dużo wietrzniej, upały zupełnie minęły, zastępując je deszczem. Jesień była piękna, do momentu gdy Sehun siedział w domu. Tak, to mu najbardziej pasowało. Siedzenie w domu z nosem w książce, zaczytując się w horrorach lub romansach. Był jednym z nielicznych należących do klubu książki w szkole. Miał dobre stopnie, gdyż zawsze czytał swoje notatki i podręczniki, czego nie robiła znaczna część jego klasy.
W końcu, oderwał się od książki, słysząc pukanie do drzwi. Wyszedł z pokoju i otworzył drzwi wejściowe, widząc w nich Zitao. Zamrugał parę razy, by być pewnym, że to nie jest złudzenie. Poczuł mocne bicie swojego serca, gdy nagle usłyszał jego głos.
- Przejdziesz się ze mną po mieście? Muszę kupić książki do szkoły a totalnie nie znam miasta.
- J-jasne - powiedział Sehun, czując jak drży mu głos. - Tylko ubiorę bluzę i możemy iść - Po chwili był już gotowy i wyruszył na poszukiwanie książek z Tao.
Rozmawiali dużo, a Sehun czuł, że może się przed nim otworzyć. Mimo, że dopiero niedawno go poznał, po prostu wyczuł że ta znajomość będzie miała głębsze rezultaty. I tu miał wielką rację. Nie spodziewał się jednak jak dużą.
Dowiedział się o Tao wielu przydatnych informacji, a odwdzięczył mu się dokładnie tym samym. Nawet nie zauważyli gdy z wyprawy po książki zrobił się spacer po najbliższej okolicy, by tylko pokazać Chińczykowi najciekawsze miejsca niedaleko domu. Czuli się komfortowo w swoim towarzystwie i wreszcie Sehun zauważył, że właśnie trafił na swojego najlepszego przyjaciela. Pierwszego przyjaciela na długo, bo wiedział, że to tak szybko się nie skończy. Chciał bardzo poznać bliżej chłopaka, z którym właśnie rozmawiał na moście nad rzeką Han. Współczuł mu z powodu przeprowadzki, bo wiedział jak to może być trudne w jego wieku, bo Zitao był starszy zaledwie o rok od Sehuna, a jednak trafili razem do klasy. Jakim cudem, tego Oh nie wiedział, ale cieszył się z tego niezmiernie. Spojrzał Tao w oczy i zagryzł wargę. Coraz bardziej był przekonany, że jest homoseksualny słysząc jakie myśli podsuwa mu mózg i wyobraźnia. Westchnął i wrócił z Zitao do domu, żegnając się z nim uściskiem. Poczuł woń jego perfum i zaciągnął się nimi. Aż zakręciło mu się w głowie od tych doznań. Tej nocy również nie potrafił zasnąć, a gdy już mu się udało, przyśnił mu się Tao i pocałunek na moście.
*
Miesiące mijały, a przyjaźń z Tao wkroczyła wreszcie na aktualny ton. Sehun miał przyjaciela i miał z kim dzielić smutki i radości, a także wymieniać się wiadomościami na lekcjach, na których Sehun stał się po prostu opiekunem Zitao. Pomagał mu w lekcjach, uczył języka, sprawiał, że chłopak często się uśmiechał. Bardzo to przypadło do gustu Sehunowi. Uwielbiał patrzeć jak ten się uśmiecha i to sprawiało, że jego serce ciągle biło mocno i szybko. Zdecydowanie zakochiwał się w Zitao. Jednak wiedział, że ta miłość jest czysto platoniczna, gdyż jego przyjaciel miał już na oku parę ślicznych koleżanek z klasy. Oh nie chciał mu pokazać jak bardzo go to boli, więc udawał że sam się nimi interesuje. Nie wiedział jednak, że Zitao planował coś okropnego. W końcu wydało się co chodziło po głowie Huanga.
- Chodźmy na podwójną randkę. Ja z Hyorin a ty z Sohyun. Wiem, że na nią lecisz - Tao puścił mu oczko.
- A-ale Tao... - zająknął się. Przez myśl mu przeszło aby sprostać temu wyzwaniu ale z drugiej strony miał w głowie mętlik. - Ja... chyba muszę ci o czymś powiedzieć.
- Tak? - zapytał zaciekawiony Zitao. Wracali właśnie ze szkoły i stanęli na tym samym moście, na którym Sehun pierwszy raz pomyślał o pocałunku.
- Ja.. może to źle zabrzmi, ale... ale ja nie mogę iść na tą randkę. Sohyun jest naprawdę śliczna, ale.. nie podoba mi się. Ja.. czuję coś do kogoś innego, Tao. Do... do ciebie.
Po chwili milczenia ze strony przyjaciela Sehun poczuł zażenowanie. Jego policzki zaróżowiały, a w oczach pojawily się łzy.
- Przepraszam - szepnął nim uciekł do domu, zostawiając Tao samego.
Rzucił się na łóżko i zaczął płakać w poduszkę. Dlaczego akurat teraz musiał mu to powiedzieć. Pewnie ich przyjaźń została zerwana, nie ma co liczyć na powrót Tao. Łzy mocno leciały z jego oczu na poduszkę i po policzkach. Tak bardzo żałował swojej decyzji. Tak bardzo.
*
Tao od kilku dni próbował połączyć się z Sehunem, chcąc z nim porozmawiać. Był w szoku i jednocześnie zły na przyjaciela, który wcześniej tak bardzo się ukrywał. W Chinach też miał homoseksualnego przyjaciela, Luhana, ale akceptował to. Sam był hetero. A tak przynajmniej mu się wydawało do spotkania Sehuna. Chłopak był idealny.
W końcu Tao odważył się pójść do domu Sehuna. Zapukał i po chwili otworzyła mu mamą młodego Oh. Spojrzała na Tao.
- Dobrze cię widzieć, Tao. Sehun jest u siebie. Ma ciężki okres, chyba się nieszczęśliwie zakochał, bo ciągle siedzi zamknięty w pokoju i nic nie je. Porozmawiaj z nim, dobrze? - poprosiła matka chłopaka, nie mając pojęcia jak bardzo trafiła w powód jego przyjścia.
Huang nawet nie zapukał, tylko od razu wparował do pokoju młodszego chłopaka, i rzucił się obok niego na łóżko.
- Tao? - zapytał zdziwiony Sehun, otwierając usta ze zdziwienia, które po chwili zamknął Tao swoimi własnymi. Przez tych kilka dni dużo myślał o Sehunie i sam zrozumiał, że go kocha. Tak po prostu, zakochał się w swoim przyjacielu, a jego wyznanie tylko dało mu kopniaka. Całował go delikatnie i powoli, rozkoszując się miękkością warg chłopaka. Nawet nie liczył czasu jaki upłynął.
- Tao.. dlaczego? - zapytał cicho Sehun, gdy odsunęli się od siebie by złapać oddech.
- Bo cię kocham głuptasie - Zitao poczochrał mu wlosy i spojrzał w jego piękne oczy, które teraz błyszczały. - Kocham cię, słyszysz? Kocham - szepnął mu do ucha.
- Tao... - odszepnął Sehun, wtulając się w przyjaciela.
- Ach, mam coś dla ciebie - powiedział po chwili. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej mały pakunek. Podał go Sehunowi. - Proszę. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Sehun.
- Pamiętałeś.. jejku, dziękuję! - pisnął Oh i wziął w ręce pudełeczko, po czym wyciągnął z niej bransoletkę. Była srebrna, z wygrawerowanymi literami po chińsku.
- Podoba się? Gdy ją zobaczyłem od razu pomyślałem o tobie.
- Jesteś... kochany - szepnął Sehun i zaczął płakać. Tao mocno go przytulił.
- Kocham cię, Sehun.
- A ja ciebie, Tao. Bardzo cię kocham.

________________________________________
Witajcie kochani! Powracam do Was z takim oto kochanym TaoHunem! Mam nadzieję, że Wam się spodobał! <3 liczbę na szczere opinie, pamietajcie, komentarze mnie motywują! <3
Kocham Was, Wasza Jaerinnie

24 listopada 2015

Miracles in december

Od samego rana padał śnieg. Uwielbiam śnieg i taką pogodę. Jest wtedy dużo czasu do rozmyślań. Zwłaszcza gdy chodzi o mój związek. Wiele wtedy potrafię zrozumieć i co najważniejsze, staram się naprawić błędy jakie popełniłem. Jednakże, mój związek rozpadł się dwa tygodnie temu. Rozumiem, że Yixing wściekł się i był o mnie cholernie zazdrosny, ale przecież nic złego nie zrobiłem. To w końcu było tylko nazwanie mnie "maluszkiem" przez mojego przyjaciela, dzięki któremu się poznałem z Yixingiem. Początek oczywiście był cudowny i nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z Jonginem. Oczywiście, pierwsze spotkanie było idealne i nie mogłem sobie wyobrazić lepszego zakończenia tamtego dnia. Obiecał mi wtedy, że nigdy mnie nie zostawi i kocha mnie do szaleństwa. Cóż, właściwie mówiąc dopiero po miesiącu znajomości i codziennego pisania z nim, mogłem ujrzeć jego twarz w rzeczywistości. Twarz rozpiklselowana na monitorze mojego komputera, zniekształcony głos i ta nieśmiałość na pierwszej video-rozmowie były niczym w porównaniu do całości na żywo. Był piękny i bardzo przystojny, a jego twarz była delikatna i uroczy wzrok wodzący za mną w koło za każdym razem gdy tylko na niego spojrzałem były tak naprawdę idealne. Yixing odezwał się pierwszy po kilkuminutowym milczeniu, gdy staliśmy obejmując się mocno. Wszystko wydawało się być idealne i nigdy nie zapomnę jego rumieńców i pięknego uśmiechu.
Jednakże, to już nie wróci. A tak przynajmniej mi się wydawało, choć nadzieja czekała w moim sercu na uwolnienie. Yixing mieszkał w Chinach i był o mnie cholernie zazdrosny, co oczywiście rozumiałem doskonale. Jednak nadal nie rozumiem dlaczego mój związek z ideałem się rozpadł. Trwało to dokładnie 10 miesięcy. Widywaliśmy się rzadko, z wiadomych powodów.
Spojrzałem przez okno i westchnąłem. Śnieg padał powoli, tworząc biały puch na samochodach i drodze, a ludzkie i zwierzęce ślady odciskały się na jego powierzchni. Czekałem właśnie na wiadomość od starszego, czy przyjedzie do mnie tej zimy, jeszcze w starym roku. Byłem cierpliwy, choć siedziałem jak na szpilkach. To było dla mnie ważne, bardzo ważne.
I właśnie wtedy dostałem tą wiadomość. Była bardzo długa i spodziewałem się wtedy, że Zhang mi odmówi, jednak... to co przeczytałem sprawiło, że moje serce przestało na chwilę bić.
"Wiesz, Sehun-ah, przemyślałem to. Wszystko od początku. Możemy iść na taki układ. Ah, i byłbym zapomniał, przyjadę za tydzień, na Wigilię". To były słowa, których nie zapomnę nigdy w życiu. On... on chce do mnie wrócić. On tego pragnie tak bardzo jak ja. Poczułem jak moje serce zrywa się z impetem i bije coraz szybciej, a na moich policzkach pojawia się czerwień. Nawet nie zauważyłem, że zacząłem płakać. Zerwałem się z łóżka i podbiegłem do okna, patrząc przez nie załzawionym wzrokiem. Nie wiedziałem co mam mu odpisać, więc długo nie pisałem żadnej wiadomości.
"Sehun-ah?" mój telefon się odezwał. Otarłem szybko łzy i po chwili odpisałem.
"Ja... widzisz Yixing, ja nie wiem co mam Ci powiedzieć. Co odpisać. Myśli mam wiele, ale jest jedna najważniejsza. Zacznijmy od nowa, bo pamiętam jak obiecałeś mi jedno: forever. Kocham Cię głuptasie" napisałem szybko. Ponownie mój wzrok skierował się na padający za oknem śnieg. Wszystko wydawało się być idealne. I właśnie wtedy usłyszałem dzwonek messengera. To on dzwonił do mnie, bo nie musiał płacić za międzynarodową rozmowę. Rozumiałem to i cieszyłem się z tego niezmiernie, bo ja też poniósł bym koszty (choć to było nieważne, najważniejsze było abyśmy porozmawiali.. wreszcie).
- Yixing..
- Sehun-ah..
- Tęskniłem - szepnąłem, znów zalewając się łzami. Usiadłem na podłodze z telefonem przy uchu, wsłuchując się w jego ciepły głos.
- Przepraszam, nie powinienem był zerwać. To było głupie i okropne. Wybaczysz mi?
- Tobie zawsze wybaczę, kochany - mój głos był dziwny, zupełnie inny niż zwykle, ale to przez płacz.
- Nie płacz maluszku - powiedział, choć to ja byłem wyższy od niego. Uśmiechnąłem się wesoło. - Nie płacz, bo ja też zacznę.
- Przepraszam, że zachowywałem się jak dupek przez cały czas. Obiecuję, że się poprawię.
- Nie przepraszaj, nie obiecuj, po prostu bądź sobą..
- Tak bardzo chciałbym cię teraz przytulić - powiedziałem i nagle usłyszałem hałas na dole. - Przepraszam, chyba coś się dzieje na dole - szepnąłem, wstając z podłogi.
- To ja kończę, odezwę się później, oki? - spytał. Zgodziłem się i odłożyłem telefon na biurko, po czym zszedłem na dół.
I właśnie wtedy znów moje serce się zatrzymało. Otóż... tym hałasem był nie kto inny jak mój Yixing.
- Cześć maluszku, słyszałem, że chciałeś się przytulić, więc.. jestem - powiedział wesoło, po czym rzucił mi się na szyję. Chwilę stałem w bezruchu, nim wreszcie go objąłem i wsunąłem dłoń w jego miękkie włosy.
- Jak... jakim cudem jesteś... jesteś tu?
- Cóż, postanowiłem wiele rzeczy w swoim życiu. Najważniejsza, oczywiście już uzgodniona z twoją mamą, to ta, że się tu wprowadzam i nie opuszczę cię już nigdy. Druga, to taka że po prostu tęskniłem i chciałem zrobić ci niespodziankę.
- Mamo! Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć! - pisnąłem, wtulając Yixinga mocniej w swoje ciało.
- Nie byłoby niespodzianki - odparła mama wzruszając ramionami. Po chwili usłyszałem dźwięk wydawany przy robieniu zdjęcia. - Nie mogłam się powstrzymać. Yixing, jesteś głodny? Długa droga za tobą - spytała szybko mama. Cała ona.
- Nie, dziękuję, mam teraz ważniejszą rzecz do zrobienia.
I pocałował mnie. Tak po prostu pocałował moje wargi swoimi ciepłymi ustami. Były takie miękkie, słodkie i ciepłe.. Rozmarzyłem się na chwilę, po czym oddałem pocałunek namiętnie.
To była ta chwila. Najpiękniejsza na świecie. Kocham śnieg. Kocham Yixinga. Kocham cuda.


_____________________________________________________________
Z dedykacją dla mojego kochanego maluszka Sehunka <3 proszę, długo zwlekałam z napisaniem dla Ciebie SeXinga, ale mam nadzieję że Ci się spodoba. Ogółem mówiąc, wpadłam na ten pomysł zupełnie przypadkiem, słuchając "miracles in december" i śpiewając do tego. Cóż, mam nadzieję że Wam też się podobało.
Oczywiście, jeszcze mamy listopad, ale po prostu tak wyszło. Obyście się tym nie zrazili.
Dziękuję za uwagę,
Jaerinnie

4 września 2015

You're my butterfly

Ich przygoda rozpoczęła się jeszcze w czasach gimnazjum, gdy oboje uczęszczali do jednej klasy. On, mimo że przewyższał wszystkich wzrostem, był najmłodszy z całego rocznika, lecz drugi, mimo niskiego wzrostu należał do pierwszej połowy klasy. Wtedy, mając lat 14 nie przepadali za sobą i było to spowodowane głównie różnicą klas społecznych w jakich się wychowywali. Wyższy z nich należał do tych bogatszych, mających łatwiejszy start w życiu dzięki dzianym rodzicom, natomiast niższy był z dobrze żyjącej rodziny, która miała średnie zarobki. Ta różnica między nimi powodowała wręcz odrazę do siebie, gdyż każdy z nich nie chciał zaprzyjaźnić się ze sobą.
Nazywali się Park Chanyeol i Byun Baekhyun.
Lata mijały i w ten sposób oboje trafili znów do jednej klasy w liceum. Przypadek zadecydował o tym fakcie i oboje chcąc nie chcąc musieli zacząć się tolerować. Z początku przychodziło im to trudno, co było normalne po całej niechęci w gimnazjum, jednak z biegiem kolejnych miesięcy w szkolnych ławkach, zmieniło się wszystko o 180 stopni.
Tamtego dnia, dnia wielkiej zmiany w ich zachowaniu, ważny był po prostu pech Chanyeola.
Zaczęło się od głupiego upadku ze schodów na oczach całej szkoły. Mimo że chciał wyjść on z głową wysoko, udając jakby nieszczęśliwy wypadek nie miał miejsca, niestety jednak tak się nie stało i potknął się ponownie, schodek wyżej. Uderzył się w głowę z otwartej dłoni i westchnął, poddając się. Usiadł na schodach, obserwując przechodzących obok niego uczniów. Jednym z nich był Baekhyun. Jednak zamiast przejść spokojnie i zaśmiać się pod nosem, Byun wyciągnął do Parka pomocną dłoń i uśmiechnął się łagodnie do siedzącego chłopaka.
- Każdemu się zdarza - powiedział Baekhyun, patrząc w oczy wyższego chłopaka, cały czas się uśmiechając.
- Dziękuję - odparł Park, sam patrząc w oczy niższego.
Nie zliczyli sekund, które minęły, ale cały czas trzymali się za ręce, patrząc sobie w oczy. Gdy tylko zadzwonił dzwonek na lekcję, speszeni puścili się nagle i zaczęli patrzeć na swoje obuwie. Z westchnieniem, Baekhyun pierwszy ruszył do góry na lekcję chemii. Chanyeol podążył tuż za nim, uważając na każdy przebyty na schodach krok. Siedząc na lekcji nie mogli się powstrzymać przed zerkaniem na siebie, zwłaszcza że siedzieli obok siebie. Nie rozumieli jeszcze tego uczucia, jakie właśnie zaczęło się w nich tworzyć.
Ich przyjaźń zaczęła się właśnie tamtego dnia i wszystko zaczęło się łatać w całość, każdy dzień stał się najlepszym i oboje byli z tego powodu szczęśliwi.
Rok skończył się szybko i Baek liczył na spotkania ze swoim przyjacielem również w okresie wakacji, choć mieszkali na dwóch końcach Seulu. Byun obawiał się, że rodzice Chanyeola go nie polubią, jednak tak się nie stało i pierwsze spotkanie państwa Park i przyjaciela ich syna przebiegło w przyjemnej atmosferze. Nawet pozwolili  nocować starszemu z chłopców w ich domu, co bardzo przypadło do gustu obojgu. I tak Baek spędzał niemal wszystkie noce w domu Chanyeola, ale nie przejmował się tym, bowiem rodzice młodszego chłopaka bardzo go polubili i nawet cieszyli się z przyjaźni nastolatków.
Rok za rokiem kończyli szkołę razem, z wysokimi wynikami, dzięki czemu ich przyjęcie na studia było po prostu kwestią formalną. Wszystko układało im się pomyślnie. Prócz jednej kwestii.
Jedyną różnicą między nimi był fakt orientacji seksualnej. Baekhyun zarzekał się na bycie heteroseksualnym mężczyzną, natomiast Chanyeol był w 100% homoseksualny. Nie spierali się jednak przez to, tolerowali swoje wybory i nikomu to nie przeszkadzało w żadnym stopniu. Byłoby głupotą ze strony któregoś z nich, gdyby nie akceptował orientacji przyjaciela. W końcu w przyjaźni też muszą być kompromisy i właśnie to zastosowała ta dwójka.
Mając 22-lata ich przyjaźń ani na chwilę się nie zawahała. Chanyeol jednak czuł, że coś jest między nimi nie tak. Czuł że zaczyna coś czuć do starszego o parę miesięcy Baekhyuna, i to wcale nie była tylko przyjaźń. To było o wiele głębsze uczucie, które pojawiło się już na początku liceum na początku ich przyjaźni. Wszystko byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie fakt iż Byun miał dziewczynę. Taeyeon była uroczą kobietą i idealnie wpasowała się w ideały Baekhyuna, dlatego tworzyli szczęśliwą parę i w dodatku idealną. Kim starała się być zawsze przy swoim chłopaku i to z powodu czystego uczucia i bezinteresowności, jakimi darzyła ukochanego mężczyznę. Chanyeol również ją lubił, ale z powodu dręczących go myśli o Baekhyunie, nie potrafił patrzeć na nią kiedy przebywa z jego przyjacielem i odbiera mu go.
Któregoś razu w końcu nie wytrzymał. Postanowił wyznać uczucia swojemu przyjacielowi, poświęcając nawet ich przyjaźń dla swoich uczuć. Wiedział również, że są one czysto platoniczne, dlatego nie oczekiwał niczego od Baekhyuna.
Zaprosił Byuna na dach budynku pod wieczór, kiedy słońce powoli już zachodziło pozostawiając pomarańczowo-czerwone niebo w nadziei, że to doda mu sił i pozwoli stworzyć dobrą atmosferę, która popchnie go do działania i pokaże Baekhyunowi jak bardzo mu na nim zależy.
Minuty oczekiwania ciągnęły się bardzo powoli i Chan z trudem wytrzymywał chwile i już miał uciec, gdy nagle Baek pojawił się na dachu z ciekawością wypisaną na twarzy. Nie zabrał na szczęście ze sobą swojej ukochanej partnerki, dlatego to podniosło u Parka pewną skalę uczuć.
- Co się stało Channie? - spytał spokojnie Baekhyun, podchodząc do chłopaka.
- Tak... i to bardzo dużo, Baek. Bardzo dużo - odpowiedział mu wyższy.
- To w takim razie zamieniam się w słuch.
- Więc.. chciałem to zacząć jakoś spokojnie ale po prostu nie potrafię. Widzisz, Baekhyun... jesteś dla mnie naprawdę ważny i nie chodzi mi tylko o przyjaźń - powiedział i westchnął. Wziął głęboki wdech i po wypuszczeniu powietrza, spojrzał starszemu w oczy. - Bo widzisz, ja cię kocham.
- Chan, co ty... co ty mówisz? - Byun nie ukrywał szoku.
- Wyznaję ci to, co do ciebie czuję. Nie oczekuję niczego, nawet możemy zerwać przyjaźń ale po prostu nie mogłem patrzeć na to wszystko z boku. Cierpiałem bardzo długo i cierpię nadal, patrząc jak szczęśliwy jesteś z Taeyeon. Cieszę się z twojego szczęścia, to oczywiste, ale.. żałuję że to nie jestem ja.
- Chan.. nie wiedziałem - powiedział cicho blondyn.
- Nikt nie wiedział, nawet ja.. ale od ponad roku, odkąd jesteś z Taeyeon, zrozumiałem co do ciebie czuję.. rozumiem jeśli nie chcesz mnie znać.
- Przepraszam Chan - nagłe słowa Baekhyuna zmroziły Parka. - Muszę to przemyśleć, przepraszam.
I znikł. A Chanyeol czuł tylko jak jego serce boleśnie uderza w jego piersi.
Dni mijały powoli i nie tak jak chciał Chanyeol. Baekhyun nie odzywał się do niego już od 3 tygodni i to bardzo go męczyło. Byun również nie czuł się zbyt dobrze. Brakowało mu śmiechu swojego przyjaciela i dręczyły go pytania o własną orientację. Taeyeon również nie była zbyt pomocna, bo dopiero po wyznaniu Parka, Baek zaczął zauważać jak bardzo dziewczyna jest irytująca i męczy go związek z Kim. Jakkolwiek by nie patrzeć, coraz bardziej nie był pewny siebie. Aż w końcu, po miesiącu przerwy postanowił porozmawiać z Chanyeolem.
Zaprosił go na ten sam dach, o tej samej porze by powiedzieć mu o swoich przemyśleniach. Nie były one łatwe, ani tym bardziej zrozumiałe dla niego samego, ale Park musi go wysłuchać.
- Martwiłem się, że nie żyjesz.. tak długo nie rozmawialiśmy ze sobą - powiedział Chan na wstępie, śmiejąc się, na co wtórował mu Baek.- Słucham cię, co chcesz mi powiedzieć.
- Zacznę od początku. Więc tak, jesteś mi bliższy niż ktokolwiek na tym świecie. Nawet rodzice nie znali mnie tak dobrze jak ty, za co się ciesze, bo jeśli ktoś poza naszą dwójką wiedział o tym co robiłem przez pół mojego życia, to pewnie już dawno nie miałbym życia. Ale do rzeczy. Zastanawiałem się długo i dużo myślałem o tym co mi powiedziałeś. Pamiętam dzień w którym się zaprzyjaźniliśmy i myślę, że to był błąd że tak długo z tym zwlekałem. Bo.. widzisz, przez ten miesiąc zrozumiałem coś bardzo ważnego i czuję, że ci się to spodoba.
Chanyeol spojrzał niezrozumiale na chłopaka, a ten tylko się uśmiechnął.
- Widzisz, to nie takie proste, ale może i masz rację wyznając mi uczucia...? Może to ty jesteś mi przeznaczony a nie Taeyeon?
- Przecież to twój ideał - powiedział Park.
- Nie istnieją ideały, ale masz rację. Bardzo ją lubiłem i myślę, że strach przed tym co ci zaraz powiem po prostu pchnął mnie do niej. Tak długo jeszcze nie myślałem o niczym, aż nagle pojawiasz się ty i wszystko się niszczy. Cały mój świat stoi do góry nogami przez ciebie! Ty głupku! Kocham cię, wiesz? Tak naprawdę cię kocham. I tylko ciebie. Z Tae...to nie było to czego oczekiwałem, choć tak wyglądało. Taeyeon też pomogła mi do tego dojść. Wiedziała, chyba nawet od początku, że to do ciebie coś czuję i myślę, że to zaczęło się jeszcze w liceum.
- Baek, ja..
- Ciii, nic nie mów, niech ta chwila trwa - powiedział Baekhyun, przytulając do siebie wyższego.
Nagle zaczęło padać, choć niebo na to nie wskazywało. Uciekli więc pod daszek wejścia na dach, gdzie stali dobrych parę minut.
- Patrz! - zawołał Chanyeol, patrząc i wskazując palcem w jeden punkt.
- Tęcza - powiedział Baekhyun, uśmiechając się wesoło.
- To przeznaczenie - odparł na to Park i przytulił do siebie Byuna.
- Wiesz... zawsze chciałem być pocałowany w deszczu, więc... może teraz? - zapytał nieśmiało Baek, rumieniąc się nagle. Chan od razu to podchwycił i wyprowadził ich z zadaszenia, po czym uniósł podbródek chłopaka dłonią i pocałował go namiętnie, a jednocześnie delikatnie. A tęcza wesoło błyszczała tuż za nimi.
Gdy deszcz ustał po kilku minutach, postanowili usiąść na murze i po prostu cieszyć się chwilą. Trzymając się za ręce postanowili tworzyć nowy rozdział w ich życiu; wspólny rozdział.
Zauważyli wtedy piękno natury, a zwłaszcza małego motylka, który usiadł na ich splecionych dłoniach.
-  You're my butterfly, Baekkie - szepnął do ucha Baekhyuna Chanyeol. Ten tylko się uśmiechnął i spojrzał w oczy chłopaka. Chwila ta mogła trwać wieczność i nigdy nie znudziła by się im ani trochę.

_________________________________________________
bardzo przyjemnie mi się to pisało, więc jestem zadowolona z efektu. A jak Wam podoba się nowy ff? Jakieś sugestie o czym ma być kolejne opowiadanie? Z góry dziękuję za komentarze, i oczywiście, za ponad 64 tyś. wejść na bloga. Dla mnie to spore osiągnięcie, zwłaszcza że blog istnieje zaledwie 2,5 roku! Dziękuję wszystkim i do zobaczenia w następnym ff! Kocham Was,
Jaerin

31 lipca 2015

Hi, my name is Xiao Luhan. I'll be your roommate.

Nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Miałem może 15 lat, gdy pierwszy raz sięgnąłem po alkohol i papierosy, rozkoszując się ich smakiem. Sam nie wiem dlaczego, ale od razu przypadły mi do gustu, choć wódka okropnie śmierdziała, a papierosy sprawiały że cuchnąłem nimi na kilometr, mimo używania perfum. Tak bardzo się od tego uzależniłem, że ledwo kończyłem poszczególne klasy. Ogarnąłem się w miarę mając 18 lat, kiedy wyprowadziłem się z domu. Miałem dość rodziców i starszego brata, którzy pilnowali mnie na każdym kroku. Nie mogłem nic poradzić, nawet terapie nie były w stanie mi pomóc z uzależnieniem od alkoholu, więc wreszcie się wyniosłem. I właśnie wtedy poznałem Luhana. 
Na początku nie chciałem słyszeć o dzieleniu mieszkania czy pokoju z kimś jeszcze, ale później stwierdziłem, że jednak bardziej mi się to opłaca. Przymknąłem oko na to, że Luhan zachowywał się jak typowy gej, bo ciężko znaleźć mi było kogoś kto tak chętnie wynajmie ze mną pokój w takiej dzielnicy. 
Choć nie żywiłem do niego większych chęci, wręcz nie chciałem mieć z nim wcale do czynienia, codziennie widziałem tę jego dziecięcą twarzyczkę, szeroki na pół ryja uśmiech i tę blond czuprynę. Dostawałem niemal gorączki kiedy budził mnie swoim budzikiem, oczywiście musiała to być piosenka jakiegoś girls bandu! Nie wiem czy on to robił komuś na złość (czyt. mnie) czy co, ale każdego dnia o 6:05 widziałem jego gębę uśmiechniętą od ucha do ucha. To było gorsze niż jakikolwiek kac. 
Jednak dni mijały, a ja zacząłem dostrzegać coraz więcej plusów tej znajomości. Jak i jeden, coraz większy minus.
- Sehunnie, możesz mi pomóc? – zawołał Luhan, patrząc na mnie prosząco.
- O co chodzi? – mruknąłem, patrząc na butelkę piwa przede mną. 
- No chodź tu! – pisnął, a ja aż z wrażenia wstałem. Głos miał niezły.  – Żarówka.
Roześmiałem się nie wiem dlaczego, ale roześmiałem się. Stanąłem pod żyrandolem i już po chwili wymieniłem żarówkę, a w podziękowaniu dostałem buziaka w policzek. Spojrzałem na starszego chłopaka zdziwiony, a ten tylko się roześmiał i po chwili zniknął w kuchni robiąc jedzenie. 
Sytuacje podobne do tej zdarzały się częściej, czasem miałem dość, ale sprawiało to jednak, że ciągnęło mnie do Luhana. Stał się moim przyjacielem, dzięki któremu rzuciłem picie niemal całkowicie. 
Mieszkałem z nim już rok czasu. Z rodzicami nie miałem kontaktu, z bratem widziałem się parę razy zaledwie, był dumny że odstawiłem alkohol od siebie i zaczynam żyć. Poznał nawet Xiao, polubił go bardzo. Zauważyłem to zwłaszcza w czasie jego ostatniej wizyty.
Siedzieliśmy we trójkę w salonie. Yonghoon cały czas zachowywał się dziwnie co do Luhana, zresztą oboje tacy byli. Zaczynałem się tym irytować. Mając dość ich słodkiego zachowania, w końcu wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa, ostatniego w starej paczce. Spojrzałem na nich przez szybę balkonu i wtedy zdębiałem. Mój brat ewidentnie podrywał Luhana i nie wiem czemu, ale drażniło mnie to jak cholera. Nagle zauważyłem, że Yonghoon nachyla się i chce pocałować Xiao.
- Nie - warknąłem i wpadłem do pokoju, by to przerwać.
- Sehun - powiedział mój brat z szyderczym uśmiechem. - Zazdrosny?
- Nie przeginaj hyung. Wynoś się, już! -warknąłem głośno i poważnie. Nie wiedziałem czy starszy mnie posłucha czy też nie, ale byłem wściekły. Nagle ten wstał i nas opuścił.
Odetchnąłem z ulgą kiedy zostałem sam na sam z Lu.
- Dlaczego go wyrzuciłeś?
- Bo cię podrywał - powiedziałem zapalając papierosa w domu.
- Oj, Hun-ah, jesteś zazdrosny? - zapytał Lu.
- W życiu, nie podobało mi się to, tyle.
Xiao tylko westchnął i spojrzał na mnie, po czym usiadł na moich kolanach. Byłem w szoku.
- C-co ty robisz?
- Siedzę - odparł przyjaciel i po chwili wyrwał mi papierosa. Nachylił się i mnie pocałował. Otworzyłem oczy ze zdziwienia ale oddałem pocałunek po chwili. Objąłem go mocno w pasie, a drugą dłoń umiejscowiłem na jego policzku. Całowaliśmy się zachłannie, ale jednocześnie delikatnie i jakby Luhan to określił, uroczo.
Nagle oderwałem się od niego i spojrzałem mu w oczy. Miał zarumienioną twarz, błyszczące oczy i różowe piękne usta. Zapragnąłem więcej i już po chwili kontynuowałem to wszystko.
Nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy w łóżku nago. To było takie... pożądane.
Po cudownym seksie leżeliśmy w łóżku i się przytulaliśmy. Paliłem papierosa a Lu leżał obok mnie z rozczochranymi włosami i zadowoleniem. Mruczał jak kotek, co było cholernie urocze.
- Kocham cię, Sehun-ah - szepnął mi do ucha i zachichotał. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się  do niego.
- Ja chyba ciebie też kocham.
Tak wesołego Luhana nigdy wcześniej nie widziałem, jednak to mnie ucieszyło, że potrafię go tak uszczęśliwić. I wtedy dotarło do mnie, że to musi być prawdziwa miłość, przed którą tak się broniłem tyle czasu.
Od tamtego dnia dużo się zmieniło między mną a Xiao. Byliśmy w związku, połączyliśmy nasze łóżka w jedno duże. Zmieniło się moje podejście do niego. Częściej się uśmiechałem, co cieszyło mojego chłopaka..Było mi wspaniale.




)_________________________________(
cóż,.. takie małe fluffowate coś mi wyszło. Póki co nie pojawi się chyba nic nowego, może w sierpniu (a to już jutro~). Postaram się pisać lepiej ;c pozdrawiam i kocham! <3
Jaerin

20 marca 2015

Say hello to my mother

Wielokrotnie wydawało mi się, że zdobycie Parka Chanyeola graniczyło z cudem, dlatego po wielu próbach w liceum w końcu sobie odpuściłem, jednak moje uczucie do niego ciągle rosło i choć starałem się zapomnieć lub chociaż zastąpić je innym uczuciem, nie potrafiłem. Chan był po prostu kimś idealnym. 
Park jest starszy ode mnie 2 lata, dlatego wydałem mu się pewnie gówniarzem pedałem, który na siłę próbuje przekonać wszystkich znajomych do swojej orientacji (nie ukrywałem się za bardzo) i dlatego ciągle mnie odrzucał. Wierzyłem już w czasie 1 klasy że już go nie spotkam, bo on kończył szkołę, a ja ledwo zacząłem. A jednak, wybraliśmy tą samą uczelnię, chociaż inne kierunki.
Od czasów liceum stałem się trochę inny. Nie miałem już swojej długiej grzywki w odcieniach brązu, lecz krótsze rozjaśnione do blondu włosy, zacząłem nosić bardziej eleganckie ubrania, choć w domu nadal byłem tym słodkim uroczym 16-letnim dzieciakiem (mimo że miałem już 19 lat!), Stałem się bardziej męski i odważniejszy, niż wcześniej. I to wyszło mi na dobre. 
Któregoś razu poszedłem do biblioteki chcąc znaleźć pewną książkę na wykłady z profesorem Woo i właśnie wtedy go zobaczyłem. Stanąłem jak wryty, a moje serce zaczęło się tłuc jak oszalałe, więc szybko ukryłem się za półką, nie chcąc by mnie zobaczył, a na moje nieszczęście (lub szczęście), on podszedł do mnie. A raczej przyszedł szukać książek w tym samym dziale co ja. Udawałem że skupiam się na tym czego szukam, ale nie wychodziło mi, bo Chan spojrzał w moje oczy.
- Mam coś na twarzy? - zapytał. Spuściłem głowę.
- N-nie, przepraszam - powiedziałem cicho, patrząc w książkę. Udałem że ją czytam.
- Na pewno dobrze się czujesz? 
- T-tak - zająknąłem się.
- Czytasz książkę do góry nogami - mruknął Park, ale kątem oka dostrzegłem jego uśmiech. 
- Naprawdę? Nie zauważyłem.. - o nie, o nie! Pisnąłem w duchu i zamrugałem oczami.
- Jesteś zabawny - zaśmiał się chłopak, a ja odleciałem. Niski głos połączony z jego śmiechem. Umierałem. Halo, czy jest na sali lekarz? - Chanyeol - powiedział i podał mi rękę. 
- Um.. wiem.. - odpowiedziałem cicho. 
- Skąd? - zapytał zaciekawiony. Przepraszam, jest na sali ktoś z zakładu pogrzebowego?
- Um.. ja.. przepraszam, śpieszę się - odpowiedziałem cicho i odłożyłem książkę na miejsce, po czym wybiegłem z biblioteki. Chrzanić wykłady! Właśnie zrobiłem z siebie idiotę na jego oczach!
Dowiedziałem się później, że Chanyeol wypytywał o mnie bibliotekarkę, a ta podała mu tylko moją klasę. Potem oczywiście zrobił cholerny wywiad środowiskowy wśród moich znajomych z klasy. No to wpadłem. Dorwał mnie jeszcze tego samego dnia, kiedy wychodziłem z zajęć. 
- Wypadło ci kiedy uciekałeś z biblioteki, Sehun - powiedział cicho Park, podając mi bransoletkę. Poczułem się źle. 
- Przepraszam..
- Mogłem ją dać komuś z twoich znajomych, ale wolałem oddać ci ją osobiście - posłał mi najpiękniejszy uśmiech.
- Dzięki.. - założyłem swoją zgubę na rękę, zagryzając wargę. Nie wiem w sumie jak długo trwałem w dziwnej pozycji, patrząc mu w oczy gdy nadal trzymałem bransoletkę założoną na rękę jakbym nie był pewny że ona tam jest.
- Może.. wpadłbyś ze mną na kawę? 
Nie idź w stronę światła, Sehun!
- Ja.. chętnie - odpowiedziałem, poprawiając torbę na ramieniu, po czym poszedłem za nim.
Dowiedziałem się wielu rzeczy w czasie tego wypadu:
1) Chanyeol mnie pamięta z liceum,
2) Chanyeol lubi kawę
3) Chanyeolowi podobało się że chciałem się z nim umówić
4) Chanyeol zaprosił mnie na kolejną "randkę"
5) usta Chanyeola smakują brzoskwiniowo mimo że pali papierosy i pije kawę nałogowo.
Wracając do akademika umarłem tego dnia po raz setny. Jestem pewny że moje policzki nadal są czerwone.
Na samo wspomnienie tamtego dnia aż robi mi się gorąco.
- O czym myślisz? - spytał mnie Chanyeol, kiedy przytulił się do moich pleców.
- O sobie - zaśmiałem się, nie odrywając się od czytanej lektury. - O tobie. O nas, liceum i o studiach.
Park pocałował mnie w czubek głowy i po chwili poczochrał moje włosy. Usiadł po chwili obok mnie, a ja momentalnie przylgnąłem do jego ramienia. Wziąłem głęboki wdech, czując jego perfumy. Dostał je ode mnie na walentynki.
- Dużo tego jeszcze masz? - spytał, rozpraszając mnie pocałunkami w ramię.
- Niewiele.. ale potrwa to dłużej, jeśli nadal będziesz to robić - powiedziałem, patrząc w jego oczy. 
- Mmm.. dokończysz później - szepnął i pocałował mnie. Poczułem dreszcz na całym ciele. Uwielbiałem te jego pełne miękkie usta.
- Chan.. - mruknąłem cicho, ale nie potrafiłem się oderwać.
- Obiecuję, potem to skończysz - jego pocałunki stały się namiętne, pewniejsze, a ja chętnie je oddawałem, zarzucając mu ręce za szyję. Chrzanić socjologię!
Przeszliśmy do sypialni w jednej chwili, a w drugiej byłem już nagi. Oddając kolejne pocałunki rozbierałem go ze zbędnych ubrań, by po chwili zobaczyć go niemal całkiem nagiego. Zarumieniłem się wodząc dłońmi po nagim torsie.
- Jesteś taki idealny, głupku.. - szepnąłem, kiedy zaczął całować mnie po ciele. Ja również byłem w samych bokserkach, boleśnie podniecony. - Proszę, Chan! - krzyknąłem, kiedy złapał mojego penisa w dłoń przez materiał bokserek. Szarpnąłem go za włosy, zagryzając mocno wargę.
- Ktoś się tu napalił - powiedział cicho Yeol, patrząc na mnie. Byłem cały rozpalony i chętny na zabawę. Chanyeol ściągnął ze mnie bieliznę i zaczął mi walić, a ja po prostu pojękiwałem głośno z rozkoszy. Nie chcąc być mu dłużny, sam zacząłem go dopieszczać, po czym schyliłem się i zacząłem mu robić loda. Nie byłem w tym zły, wręcz dobry, a jako dobre uległe uke starałem się jak najsumienniej wykonywać swoją robotę. I wszystko szło świetnie, oboje skupiliśmy się na zabawie, kiedy nagle drzwi do sypialni otworzyły się z hukiem.
- Wołam cię i wołam, a ty nie odpowia.. Oh Sehun! 
Czego jak czego, ale tego się nie spodziewałem. Moja kochana mamusia wparowała do naszego pokoju. Chyba nie bardzo przywykła do widoku swojego nagiego, podnieconego w dodatku syna który właśnie siedzi z penisem w ustach. Wypuściłem męskość Chanyeola z ust i spojrzałem na matkę.
- Ja ci wszystko wyjaśnię - powiedziałem zażenowany.
- Wiesz co, Sehun? Nigdy nie spodziewałam się widzieć ciebie jak pan Bóg cię stworzył w dorosłości - kobieta pokręciła głową. 
- Um.. - spojrzałem na Chanyeola. - Daj nam minutkę, idź do salonu - powiedziałem cicho, po czym kiedy moja rodzicielka zniknęła w salonie, szybko z Chanem ubraliśmy na siebie bokserki i spodnie, a na szybko założyliśmy koszulki. Park spojrzał na mnie pytająco, ale westchnąłem tylko i trzymając chłopaka za rękę. Pociągnąłem go do pokoju, gdzie czekała na nas mama.
- Więc.. zacznijmy od ważnej sprawy: poznaj proszę Chanyeola. Chanyeol, to jest moja mama.
- Witaj Chanyeol - powiedziała mama. Chyba też była trochę zażenowana tym co zobaczyła.
- Dzień dobry pani.. - odpowiedział chłopak, siadając na kanapie. 
- Więc.. Chanyeol i ja.. spotykamy się - powiedziałem, lądując tyłkiem obok Yeola. - Od dawna. 
- Rozumiem.. miło mi w końcu poznać wybranka.. mojego syna. 
- Teraz już wiem, po kim Sehun odziedziczył urodę - powiedział Park, co w końcu spowodowało rozluźnienie mojej mamy. Uśmiechnęła się ciepło, komplement jej przypadł do gustu.
- Chciałam przyjść zobaczyć jak mieszkasz - odpowiedziała kobieta, pijąc herbatę. Kiedy ją sobie zrobiła? 
- Mogłaś uprzedzić.. - powiedziałem, wtulając się delikatnie w ramię mojego partnera.
- Sehunnie, wiesz że nigdy tego nie robię, ale chyba powinnam zacząć - zaśmiała się. - Chyba nie chcę wam przeszkadzać.. no wiesz.. 
- Dzięki - poczułem, jak na moje policzki wstępuje kolejny rumieniec. 
- Wiesz.. Chanyeol ma duży sprzęt - kontynuowała.
- Mamo!
- No co? Taka prawda synku! Twój tata też nie miał czego się wstydzić..
- Mamo, proszę.. - schowałem się za Yeolliem, czując jak zaraz umrę ze wstydu. Halo, FBI, zabierzcie ktoś tę kobietę!
- Przepraszam - zaśmiała się.
Szczerze mówiąc? Mama polubiła Chanyeola, co jest baaardzo dużym plusem, zważywszy na sytuację w jakiej nas.. nakryła. Chanowi też mama przypadła do gustu mimo wszystko. Nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiło się późno.
- Dobra gołąbeczki, nie będę wam już przeszkadzać - powiedziała, po czym zebrała się i wyszła. Pocałowała mnie w czoło, a Parka mocno uściskała. - Spróbuj mu zrobić krzywdę, a odetnę ci twojego kutasa - szepnęła mu do ucha. 
- Do widzenia pani Oh.
- Kochanieńki, mów mi po prostu mamo - odparła kobieta, po czym wyszła. Spojrzałem na Parka i pocałowałem go.
- To na czym skończyliśmy? - zapytał, unosząc sugestywnie brew.
- Na socjologii - zaśmiałem się. 
I tak dokończyliśmy naszą zabawę, a naukę na wykłady odłożyłem na następny dzień.

______________________________
słodko-komediowy fluffo-smut z udziałem ChanHun <3 ktoś chciał właśnie ten pairing z Sehunniem uke, mam nadzieję że Ci się spodoba :3 <3
szczerze mówiąc? po "rozpadzie" mojego OTP XiuHan (oficjalnie nadal są moim OTP ale chodzi że po odejściu Lulu), i mojego OTP nr2 TaoHan (to samo jak w przypadku XiuHan), moim OTP stało się ChanHun właśnie (typowo EXOwym, bo jak wspominałam, Luhan odszedł :c) i dlatego tak dobrze mi się to pisze XD 
napiszcie w komentarzach jak wam się podobało, dobziu? kocham Was <3
Jaerin