Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TaoHan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TaoHan. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2015

I can't stop thinking about you

Przewróciłem się na drugi bok, gdy nagle do moich uszu dobiegł dźwięk budzika mojego współlokatora, Sehuna. Zakryłem się szczelnie kołdrą, próbując zignorować denerwujący dźwięk o 6 rano.
- Przepraszam, hyung - powiedział Sehun, kucając obok mojego łóżka. Spojrzałem na niego.
- Masz szczęście, że nie spałem. Inaczej dawno byłbyś już marwy - mruknąłem groźnie, na co Sehun się zaśmiał. No tak, wyglądając jak ja nie bardzo można być groźnym, bo wygląda się wtedy jak uroczy szczeniaczek, a jego złość powoduje, że jeszcze bardziej jest się uroczym. Nienawidzę tego porównania, o którym uświadomił mnie właśnie Sehun który najczęściej pada ofiarą moich złości, przez swój budzik.
- Czekoladę i babeczki lukrowane? - Spytał. Kiwnąłem głową i spróbowałem się uśmiechnąć, jednak wyszedł mi tylko jakiś grymas ze względu na moją wcześniejszą złość. Westchnąłem, po chwili ziewając głośno. - Tao dzisiaj przyjdzie - powiadomił mnie młodszy. Przełknąłem nerwowo ślinę i usiadłem na łóżku.
- Jak to?
- No.. Normalnie. Przyjdzie, bo coś tam. Potrzebuje chyba czegoś - mruknął Sehun, pakując swoje rzeczy. - Mnie nie będzie, więc możesz grzebać w moich rzeczach, by dać mu to coś. Sam nie wiem o co mu chodzi - Sehun wzruszył ramionami zapinając swoją torbę. Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek w przelocie, nim wyleciał za drzwi, gdzie zapewne czekał na niego Jongin. Oparłem się o ścianę i jeszcze raz przeanalizowałem słowa Sehuna.
- Tao przyjdzie po coś. Będziemy sami. Będę musiał się męczyć, by nie zemdleć, bo Sehun jak widać zrobił to specjalnie, bo wie, że kocham Tao i ciężko mi do niego zagadać samemu, bo czuję, że prędzej zemdleję niż powiem cokolwiek do niego, o boże, czuję że zwariuję - powiedziałem na jednym wdechu. Uderzyłem się w czoło. - Okej -powiedziałem - teraz spokojnie, Luhan. Musisz być spokojny. Łatwo mi mówić. Jestem kłębkiem nerwów! Co ten Sehun sobie myśli?! Nagle dostałem wiadomość.
"Przepraszam, hyung, ale nie mogę ci przynieść czekolady i babeczki osobiście. Tao to zrobi za mnie, bo i tak za niedługo wpadnie do ciebie. Trzymaj się, hyung! xoxo"
- No chyba zwariował! - krzyknąłem do siebie, mimo prawie 7 rano, gdy nagle usłyszałem pukanie. Zakląłem pod nosem i z kołdrą poszedłem otworzyć. Moje włosy sterczały na wszystkie strony, wyglądałem na zaspanego. Otuliłem się kołdrą z przodu, by zakrywała moje bokserki w króliczki i koszulkę z Bambim, po czym wreszcie otworzyłem drzwi.
- Um, dzień dobry hyung - nie musiałem unosić głowy by rozpoznać ten głos. Właściwie, nie musiałem nawet słyszeć tego głosu, wystarczyłby mi zapach jego perfum. Przełknąłem nerwowo ślinę, zagryzając po chwili wargę. Wpuściłem Tao do środka, próbując zachować spokój, gdy przeszedł obok mnie. Pochylił się by położyć na biurku moją babeczkę i gorącą czekoladę, dzięki czemu miałem idealny widok na jego zgrabny tyłek. Cholera, Luhan, opanuj się.
- Um.. Sehun wspominał, że czegoś potrzebujesz...
- Co? A więc to miał na myśli, gdy mówił, że muszę czegoś chcieć... - Spojrzałem na niego zaskoczony. "Sehun, już nie żyjesz" zanotowałem sobie w głowie.
- To była przykrywka?
- Chciałem po prostu do ciebie przyjść, hyung, a wiem, że się wkurzasz kiedy jestem obok... - Spuścił głowę, a ja wylądowałem twardo na łóżku.
- Ja się nie wkurzam, Taozi - uśmiechnąłem się delikatnie i przymknąłem oczy czując, że łóżko się ugina. Usiadł obok mnie i sięgnął po babeczkę, by podać ją mnie.
- Proszę, hyung - powiedział i uśmiechnął się. Wziąłem słodycz w dłonie i spojrzałem na nią. - Mam nadzieję, że lubisz te różowe... Bo niebieskich już nie było. - Powiedział cicho Zitao spuszczając głowę, a ja uśmiechnąłem się szeroko i poczochrałem go po włosach.
- Uwielbiam różowe. - Spojrzałem mu w oczy i nerwowo przełknąłem ślinę. Widziałem w jego oczach coś pięknego, piękniejszego niż zawsze. Babeczka wyleciała mi z rąk, a ja ponownie przymknąłem oczy, przysuwając się do Tao bliżej, by po chwili móc go pocałować. Nie wiem co mnie tchnęło do zrobienia tego ale nie mogłem już wytrzymać siedząc tak blisko niego, wdychając zapach jego perfum i czując na sobie jego spojrzenie.
Po chwili dopiero zrozumiałem to, co zrobiłem. Z przerażeniem otworzyłem oczy, jednak Tao przyciągnął mnie mocno do siebie i pogłębił pocałunek. Z wrażenia zacisnąłem dłonie na jego koszulce rozkoszując się tak długo oczekiwanym przeze mnie smakiem. To było coś niesamowitego, coś innego niż kiedykolwiek przeżyłem. Czułem się tak, jakbym miał skrzydła, jakbyśmy unosili się ponad chmurami.
- T-Tao... - szepnąłem czując łzy w swoich oczach, gdy musieliśmy odetchnąć cicho. Zarumieniłem się mocno, spoglądając w jego oczy. Błyszczały inaczej niż zwykle.
Mimowolnie uniosłem kąciki ust w delikatnym uśmiechu, a łzy spłynęły po moich czerwonych od pocałunku policzkach.
- Przepraszam - szepnąłem, wycierając mokre policzki.
- Lulu... Nie przepraszaj - powiedział z uśmiechem Tao. Spojrzałem na niego zdziwiony. - Ja Ciebie też lubię w ten sposób - dodał po chwili, a ja zdębiałem. Czy to był tylko sen? Uszczypnąłem się mocno w udo, a po chwili tego pożałowałem bo bardzo mnie to zabolało. Tao roześmiał się z mojej reakcji.
- Co robimy? - spytał po dłuższym momencie.
- Myślę, że trzeba po prostu zacząć od nowa - oznajmił mój towarzysz a ja uśmiechnąłem się tylko i kiwnąłem głową. Miałem teraz lepszy widok na moje życie i to mnie cieszyło. - Może.. wiesz hyung, ja... Bardzo chciałbym czegoś - powiedział Huang chwilę później. - Ja... no bo... skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy to może... no wiesz.. ty i ja..? - dostrzegłem uroczy rumieniec na jego twarzy i domysliłem się o co mu chodziło.
- Tao.. to za szybko - powiedziałem o odsunąłem się od niego.
- Przepraszam, nie powinienem - odparł i wstał szybko. Ulotnił się z pokoju szybciej, niż chciałem by to zrobił. To było naprawdę za szybko dla mnie, ledwo wyznał mi co czuje i od razu chciał seksu. Westchnąłem i spojrzałem na swoje stopy odziane w kolorowe skarpetki.
Dni mijały, a ja z Tao nie odzywaliśmy się do siebie i to mnie bolało. Może powinienem się zgodzić i teraz było by między nami okej? Czułem że wyjdę z siebie jak nie będę go widział jeszcze jeden dzień i postanowiłem, że oddam mu się, choćby nie wiem co. Może wtedy do mnie wróci i wybaczy, że tak go źle potraktowałem? Mogłem tylko tak teraz myśleć. W końcu ruszyłem tyłek i po zajęciach poszedłem do jego pokoju. Nie mogłem przestać o nim myśleć.
- Tao.. wiem że tam jesteś - powiedziałem, pukając do drzwi. Huang miał pokój zupełnie sam i słyszałem jak ktoś chodzi po pomieszczeniu. Westchnąłem. - Taozi - szepnąłem. - Taozi proszę..
- Luhan hyung - powiedział. Spojrzałem na niego i dostrzegłem łzy na jego policzkach. Automatycznie złapałem jego twarz w dłonie i pocałowałem namiętnie. Przetarłem policzki kciukami i uśmiechnąłem sie delikatnie..
- Niech będzie Taozi - szepnąłem mu do ucha i po chwili wszedłem do jego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Nie odrywałem się jednak od jego ust ani na chwilę, popychając go na łóżko. Usiadłem okrakiem na jego biodrach z zadziornym uśmiechem.
- Hyung...
- Ciii - szepnąłem mu znów do ucha, po czym zdjąłem z siebie koszulkę. Byłem gotowy na wszystko.
- Hyung... masz takie piękne ciało... - powiedział Zitao. Spojrzałem mu prosto w oczy i oblizałem usta. Niech się dzieje to, co ma się dziać. Nawet nie wiem kiedy zrzuciłem z niego koszulkę, a z siebie spodnie. Bylem w samych bokserkach, podniecenie rosło w kolejnych sekundach i nie musiało minąć sporo czasu, a mój penis stał się twardy i cholernie gotowy..
- Tao - szepnąłem, zsuwając się z jego bioder na dół. Ponownie oblizałem usta, rozpinając jego spodnie. Czułem pod materiałem jego podniecenie i to mnie cholernie cieszyło. Ostatni raz spojrzałem w jego oczy i uśmiechnąłem się zadziornie, nim objąłem jego penisa w dłoni i zacząłem ruszać nią w górę i w dół. Usłyszałem głęboki, niski jęk i poczułem satysfakcję z tego.
Delikatnie wysunąłem język i polizałem jego główkę penisa, po chwili zaczynając ją całować delikatnie. Robiłem to po raz pierwszy ale wiedziałem co robić, instynkt działał i jak widać nie zawiódł mnie. Delikatnie objąłem jego penisa swoimi ustami i zsunąłem głowę w dół, mieszcząc w swoim gardle cały trzon. Zamruczałem i znów dosłyszałem jęk chłopaka, który aż wił się pode mną. Zacząłem ruszać głową w górę i w dół, co chwilę mrucząc, by sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Nie chciałem jednak, aby doszedł zbyt szybko i pozwoliłem mu odetchnąć chwilę, nim zdjąłem całkowicie jego garderobę z ciała, rzucając ją gdzieś w kąt pokoju. Spojrzałem w jego czarne oczy nim znalazłem się znów na jego biodrach. Obaj byliśmy już nadzy, więc czuliśmy wszystko dwa razy mocniej. Złapałem jego i swojego penisa w dłoń, ocierając je o siebie. Przymknąłem powieki, zagryzając wargę mocno.
- Luhan.. - szepnął Tao, patrząc mi w oczy z pożądaniem. Kiwnąłem głową i po chwili zacząłem wciskać jego penisa w swoje wnętrze.
Czułem na początku tylko ból, ale im głębiej Tao we mnie był, tym bardziej zmieniało się to uczucie w rozkosz. Nie minęła minuta, a zacząłem delikatnie ruszać swoimi biodrami, posuwając penisa Huanga coraz głębiej w moje wnętrze. Nagle zacząłem jęczeć mocno i głośno, czując jak za każdym razem Zitao uderza w moją prostatę.
- T-Taoooo! - krzyknąłem, przesuwając paznokciami po jego klatce piersiowej. Tao także zaczął ruszać biodrami, co spotęgowało doznania jakich doświadczaliśmy.
- Zaraz... ja zaraz...
- Ja też - szepnąłem i nim się spostrzegłem, zobaczyłem biel przed oczami i po prostu doszedłem mocno na jego brzuch. Tao również doszedł w moim wnętrzu i czułem to doskonale, jak nasienie wypływało z mojego tyłka.
Opadłem na Tao i uśmiechnąłem się łagodnie. To był mój pierwszy raz i był po prostu świetny.
- Przepraszam, Lu - powiedział nagle Tao.
- Za co?
- Za te dni milczenia. Nie powinienem wtedy tego robić... - szepnął i spojrzał mi w oczy.
- Ja też przepraszam. Sam mogłem się do Ciebie odezwać. Ale wszystko między nami już okej? - spytałem.
- Jak najbardziej... Nawet bez seksu by tak było, gdybym nie był egoistą - oznajmił Huang. Uśmiechnąłem sie do niego i musnąłem jego usta.
- Jesteś najlepszy, Taozi.
Wróciłem do pokoju po paru godzinach, spędzonych z Tao na rozmowach o wszystkim i o niczym. Było nam razem tak dobrze, ze chciałem zostać dłużej, ale Sehun poprosił abym wrócił. Z niechęcią otworzyłem drzwi do pokoju i westchnąłem.
- O co chodzi?
- Krzyczałeś tak głośno, ze aż tu Cię słyszałem - zaśmiał się Sehun. Jongin powtórzył to samo po chwili i obaj się śmiali.
- Aż tak? - czułem jak moje policzki palą.
- Żartuję, byliśmy pod pokojem Tao i was podsłuchiwaliśmy - powiedział po chwili Oh. Nagle poczułem chęć mordu tej jego yehetowej gęby.
- Co proszę? - wycedziłem przez zęby i rzuciłem się na Sehuna i jego chłopaka. Nasza "bójka" przeniosła się na korytarz, gdzie ta dwójka zakochańców uciekała przede mną. Ale cieszyłem się, bo w końcu wszystko wróciło na właściwy tor, a my z Tao jesteśmy nową parą na kampusie. Wiem że teraz wszystko się ułoży.

_____________________________
Więc witam koniec wakacji z małym smutem w wersji TaoHan ;) udanego powrotu do szkoły wszystkim życzę! I dobrych stopni! Jeszcze mamy ostatnie dni wakacji więc wykorzystajcie je dobrze! Kocham Was,
Jaerin

22 października 2014

Dziękuję

Chłodne powietrze muskało twarz ciemnowłosego chłopaka, który z przymrużonymi oczami szedł w nieznaną wszystkim stronę. Jego czarna kurtka przylegała do ciała, chroniąc go przed zimnym wiatrem wiejącym od wschodu, a granatowe jeansy, nawet jeśli potargane, wyglądały dobrze na umięśnionych nogach. Trampki starały się unikać kałuż, co w miarę mu wychodziło, jednakże nie chciał wyglądać jeszcze dziwniej, niż wyglądał teraz.
W tym mieście nazywany był dziwadłem. Wszedł do salonu fryzjerskiego, ale tylko na chwilę, aby oddać pieniądze za usługę, którą wykonano dla jego ojczyma. Kobieta spojrzała na niego krzywo, ale przyjęła spóźnioną zapłatę, po chwili prosząc go o wyjście z budynku.
Westchnął cicho i wyszedł z salonu, idąc w kierunku czegoś, co miało być nazywane przez niego domem, mieszkaniem. Nienawidził tego miejsca i nigdy nie potrafił nazwać go domem.
Już u progu bramy słyszał krzyki i trzask butelek, więc przewrócił oczami i udał się do środka. Drzwi jak zwykle były otwarte, jednak prześlizgnął się przez szczelinę i pobiegł na górę do swojego pokoju. Tam przynajmniej miał odrobinę spokoju od hałasu.
Opadł na poduszki. Zmęczone oczy zamknęły się, a zniszczone trampki upadły bezsilnie na podłogę.
- Dlaczego do cholery jasnej - warknął, zaczynając się rozbierać ze zbędnych ubrań, siadając po chwili na łóżku w tych samych jeansach i za dużej koszulce.
- Huang Zitao! - warknął na niego ktoś z dołu.
- Tak? - zapytał niepewnie.
- Jak śmiesz podawać nasz adres! - jedno uderzenie w twarz, które przyjął z pokorą. Zawsze tak było.
- Przepraszam mamo - powiedział. Nie podał adresu nikomu, tylko szkoła i urząd miały takie informacje.
- Jak ja ci dam przepraszam gówniarzu! Jak śmiesz nazywać mnie swoją matką! - krzyknęła kobieta, uderzając drugi raz swojego syna.
Ten tylko westchnął i po chwili zszedł na dół otworzyć drzwi, bo dopiero teraz usłyszał pukanie.
- Um..
- Przepraszam, nie chciałem - powiedział smutno chłopak za progiem. - Ale.. znalazłem twój portfel i.. i chciałem ci go oddać..
Huang spojrzał na chłopaka. Jego jasne włosy falowały lekko na wietrze, a drobne ciało okryte było grubą bluzą. Skądś go znał, ale nie był pewny.
Po chwili wyszedł na zewnątrz, zakładając byle jakie swoje buty, które okazały się być zniszczonymi adidasami. Nie przejął się, i tak nie było go stać na lepsze.
- Chodź.. - powiedział cicho blondyn, łapiąc go za rękę. Zaczął iść gdzieś daleko, jak najdalej od budynku gdzie Zitao mieszkał i którego tak bardzo nienawidził.
- Dziękuję za portfel - powiedział cicho ciemnowłosy.
- A ja przepraszam.. przeze mnie ktoś na ciebie krzyczał i.. o mój boże. Uderzyła cię?!
- Cii.. - szepnął Zitao. Nie chciał o tym rozmawiać.
- To trzeba zgłosić! - mówił dalej blondyn, zupełnie nie przejmując się proszeniem o spokój ze strony wyższego.
Nagle został zaciągnięty w zaułek.
- Proszę.. nie mów nic - powiedział cicho, ale ten go nie słuchał.
- To jest nienormalne! Właśne dziecko ude.. mhmm.. - jego monolog został przerwany pocałunkiem. Jego oczy otworzyły się szeroko, ale po chwili powieki spokojnie opadły i oddały się temu.
- Dziękuję, Luhan - powiedział cicho Huang. Przytulił go do siebie mocno.
- Taoś.. ona jest straszna, wiesz? - powiedział Luhan, wtulając się w ciało ukochanego. - To nie jest normalne, aby bić własne dziecko.
- Wiem, ale muszę tam jeszcze zostać trochę..
- Przecież jesteś pełnoletni. Możesz odejść w każdej chwili - uparł się Xiao.
- Jeszcze gdybym miał gdzie..
- Do mnie! Mam dużo miejsca u siebie, sam widziałeś. Zmieścimy się we dwójkę - oznajmił Luhan. Kochał Tao i chciał dla niego naprawdę jak najlepiej.
- Lulu.. nie chcę się narzucać.
- Aj, daj spokój! Chodź, pewnie nic nie jadłeś od wczoraj. Mama zrobiła zapiekankę ziemniaczaną - puścił mu oczko i już po chwili ciągnął go za sobą do domu.
Do prawdziwego domu, w którym Tao nie musiał czuć presji ze strony matki czy ojczyma, w którym nie było alkoholu i imprez, w którym wszystko było ciepłe i przyjazne, gdzie nikt nie wytykał go palcami.
- Luhan?
- Tak? - spytał starszy, odwracając się do wyższego z uśmiechem.
- Dziękuję - powiedział cicho Tao i złapał go mocno w swoje objęcia, zamykając oczy. Nie ważne było, że byli na środku ulicy, ani to że padał deszcz coraz mocniej. Oboje chcieli, aby ta chwila trwała jak najdłużej.



////////////
Taki krótki one shocik z rana. Mam nadzieję, że dobrze się go wam czytało~
Na drugą część "It's time to say goodbye" zapraszam dzisiaj wieczorkiem, lub jutro wieczorkiem~ to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych XD :3

24 stycznia 2014

Bądź ze mną zawsze i jeden dzień dłużej.

Dziś mam fluffa dla Was~ z TaoHan. Mam nadzieję że wybaczycie mi brak innych ff niż TaoHan :c
_____________ ♥

Codziennie odliczałem dni na kalendarzu, do tego cholernego weekendu, w którym miałem Go wreszcie spotkać. Mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach, dość daleko od siebie położonych, ale nie przeszkadzało nam to.
Poznaliśmy się dzięki Sehunowi, wiele miesięcy temu, przez internet, jednakże nie stanęło to nam na przeszkodzie, byśmy się w sobie zakochali. Do tej pory dziękuję Sehunowi za tę znajomość.
Zaznaczyłem na kalendarzu kolejny raz czerwonym kółkiem datę spotkania. Byłem tak tym wszystkim zafasynowany, że nie umiałem się skupić na niczym, zwłaszcza, że był to mój pierwszy związek i bardzo mi na tym wszystkim zależało. Uśmiechnąłem się do siebie, po czym opadłem na łóżko, przytulając do siebie misia, który przypominał mi o Nim. Nawet nazwałem go Jego imieniem, co wręcz było idealnym rozwiązaniem, bo miałem "Go" obok siebie każdej porze dnia czy nocy, czy czułem się źle czy wspaniale, świadomość, że mam tego misia od Niego przesiąkniętego Jego zapachem, sprawiała, że czułem się szczęśliwy. Bardzo szczęśliwy.
Ktoś mógłby pomyśleć, że przecież taki małolat jak ja nie może czuć czegoś takiego. Jednak jestem idealnym przykładem by temu zaprzeczyć.
Fakt, mam tylko 16 lat, a On 19, ale wiek to tylko liczba niczego nie wynosząca do pojęcia szczęścia.
Westchnąłem cicho wtulając nos w puchatą przytulankę napawając się zapachem jaki posiadał. Uśmiechnąłem się i cmoknąłem misia w policzek, po czym wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni, gdzie czekała na mnie mama gotująca obiad. Posłałem jej szczery uśmiech i pomogłem przy rozstawianiu talerzy. Niestety, znów jedliśmy tylko we dwoje, ale przywykłem do tego. Ojciec pewnie i tak zje w pracy.
Po posiłku pełnym ciszy odłożyłem talerz do zmywarki, wracając do swojego pokoju. Pierwsze co zrobiłem, to napisałem do Niego. Odpowiedź była natychmiastowa.
"Ja też, Tao" odpisał.
"Nie mogę się doczekać gdy Cię zobaczę" szybko napisałem na klawiaturze. Poczekałem kilka minut,  aż dostałem odpowiedź. Moje serce zabiło szybciej, słysząc ten charakterystyczny dźwięk wiadomości.
"Wiem, Tao, ja też. Mam coś dla Ciebie ^ ^". Patrzyłem w ekran, dopóki się nie wyłączył. Przełknąłem ślinę, po czym otworzyłem swoją skarbonkę, wyciągając z niej pieniądze, szybko je licząc, jednak wcześniej zdążyłem napisać: "Prosiłem Cię byś nic mi nie kupował ;;;".
"Tao, kochanie, to tylko mały prezent, zobaczysz :3". Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się, przez co zapomniałem ile mam pieniędzy odłożonych w małej różowej śwince Piggy, jak nazwałem skarbonkę. Na nowo policzyłem i zapisałem sobie kwotę; 72,54.
Odpisałem Mu, po czym ubrałem się i biorąc portfel ze sobą, wyszedłem z domu i udałem się do pobliskiej galerii, gdzie zamierzałem kupić Mu prezent, bo nie chciałem, by wyszło głupio, że On coś mi dał, a ja Jemu nic.
Ujrzałem na wystawie prześliczny wisiorek i pierścionek. Przełknąłem ślinę patrząc na to, aż zdecydowałem się go kupić dla Niego. Zapłaciłem i wyszedłem z galerii, idąc prosto do domu, mając nadzieję, że mu się spodoba.
Został jeden dzień.
Naszykowałem ubrania, mama mi je wyprasowała, po czym poszedłem spać nawet szybko, mimo ogarniającego mnie stresu przed jutrzejszym spotkaniem. Chodziłem jak nakręcony, cały tydzień niemal.
Obudziłem się o 8, przez budzik. Nie chciałem zaspać, miałem przed sobą bardzo ważny dzień. Uśmiechnąłem się do lustra, gdy dostałem wiadomość od Niego.
"Podejdę po Ciebie koło 11, dobrze?" Szybko odpisałem, że będę czekać. Wiedziałem, że przyjedzie autobusem z sąsiedniego miasta, bo tam miał kogoś znajomego, a chciał się jeszcze wyspać przed dzisiejszym dniem. Rozumiałem Go doskonale.
Kiedy wybiła 11, zapukał. Byłem gotowy, więc mnie nie zaskoczył, bo zazwyczaj o tej porze jestem jeszcze w piżamie, a dzisiaj byłem całkowicie gotowy.
Zabrałem prezent ze sobą i otworzyłem drzwi.
- Tao! -pisnął, rzucając mi się na szyję. Prawie się popłakałem ze szczęścia. Stanął po chwili na równe nogi i uśmiechnął się do mnie, po czym wszedł głębiej do mojego domu, wręczając po chwili kwiaty mojej mamie.
- Pozwoli pani -zwrócił się do mojej rodzicielki- Że porwę pani syna na calutki dzień?
- Ależ oczywiście. Tobie mogę na to pozwolić -zaśmiała się, a On złapał mnie mocno za rękę i wyprowadził z domu.
Byłem wdzięczny, że miałem tak tolerancyjną mamę, bo mógłbym nawet uciec, gdyby nie zaakceptowała mojego związku.
Szliśmy w milczeniu, ale nie przeszkadzało nam to; nie była to krępująca cisza. Kiedy dotarliśmy do parku, gdzie postanowiliśmy pójść jako pierwsze, usiedliśmy na ławce. Spojrzeliśmy sobie w oczy jednocześnie wyjmując prezenty z kieszeni.
Jakie było nasze zdumienie, gdy okazało się, że kupiliśmy sobie dokładnie to samo.
- Mamy taki sam gust -zaśmiałem się i pocałowałem go. Był to nasz pierwszy pocałunek od.. Od pół roku, więc był tęskny, bardzo spragniony przez nas dwóch. 
- Hej, czemu płaczesz? -Spytałem, widząc łzy na Jego twarzy.
- Bo jestem z tobą szczęśliwy, Tao -powiedział i uśmiechnął się do mnie, a mi zmiękkły kolana. Był to najpiękniejszy uśmiech na świecie.
Złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie, przytulając do siebie Jego delikatne ciało. Serce waliło mi w piersi, a krew szalała, sprowadzając na moje policzki solidne rumieńce, gdy tym razem to On rozpoczął pocałunek, będący teraz pełnym namiętności i uczuć, tkwiących w nas od samego początku.
Delikatnie rozchyliłem Jego wargi swoim językiem, po czym uśmiechnąłem się czując, jak On rumieni się mocno.
- Tao! -pisnął cicho zawstydzony, mimo że sam rozpoczął pocałunek. Zaśmiałem się cicho i musnąłem Jego usta, szepcząc cicho, że Go kocham.
Pomogłem zawiesić Mu łańcuszek na szyi i włożyłem pierścionek na Jego palec, a On zrobił to samo mi. Uśmiechnąłem się, bo wyglądało to naprawdę uroczo i dobrze.
- Wygląda to jakbyśmy byli narzeczeństwem -oznajmił i spojrzał mi w oczy.
- Ja... -zacząłem, łącząc nasze dłonie.- Chciałbym kiedyś, Luhan. Chciałbym kiedyś to zrobić.. Wziąć z tobą ślub.
Słuchał mnie uważnie i w skupieniu analizując każde moje słowo; widziałem to po Jego twarzy- zawsze marszczył zabawnie swój nosek, gdy nad czymś się mocno skupiał.
- Tao, wiem, że jesteś młody i szalenie mnie kochasz, ale naprawdę jesteś pewny, że chcesz tego w przyszłości? Ślubu ze mną?
- Luhan, oczywiście, że tego chcę -odpowiedziałem pewnie. Jego oczy się zaświeciły, a uścisk dłoni wzmocnił.
- To dobrze, bo ja też tego chcę -uśmiech, który mi posłał, zwalił mnie z nóg. Wpiłem się w Jego usta namiętnie, wsuwając mu dłoń w Jego blond włosy.
- Kocham cię, Luhan -szepnąłem, wtulając go w siebie mocno.
- A ja ciebie, Tao.
Następnym miejscem, w które się udaliśmy, było kino. Mimo ogromnych sprzeciwów Luhana, kupiłem nam po Bubble Tea by mieć na seans, ale On i tak musiał poczuć się z tym wszystkim dobrze, więc kupił popcorn i lizaka, bo jak powiedział, musi mieć słodkie usta, by zabić słony smak popcornu.
Usiedliśmy na swoich miejscach, wpatrując się w biały ekran, który po chwili stał się kolorowy przez reklamy, które zaczęły lecieć przed filmem. Miałem teraz nadzieję na to, że nie zachce mi się iść do łazienki w trakcie seansu.
Złapałem Luhana za rękę i przytuliłem go do siebie, gdy ekran zapełnił się pierwszymi scenami romansu. Nie przepadałem za tym zbytnio, jednak Luhan strasznie nalegał na ten gatunek, a ja nie mogłem nie ulec Jego urokowi, więc ostatecznie się zgodziłem. Jednak przyznajmy szczerze, kto nie uległby Luhanowi?
Pocałowałem Go w czubek głowy, wracając wzrokiem na ekran, gdzie para głównych bohaterów właśnie rozpoczynała pełen pasji i namiętności pocałunek życia. Spojrzałem na Luhana, unosząc delikatnie Jego podbródek. Patrzyłem Mu głęboko w oczy, aż w końcu nasze usta się złączyły. Kochałem smak Jego ust.
Moje serce przyspieszyło ponownie, a na policzkach pojawiły się rumieńce.
- Taoś -szepnął Luhan z uśmiechem.- Film się skończył.
Rzeczywiście, seans właśnie dobiegł końca. Uśmiechnąłem się i wstałem z siedzenia, biorąc nasze rzeczy w jedną dłoń, a drugą złapałem Jego dłoń. Była ciepła i delikatna.
Wyszliśmy z kina idąc na długi spacer za miasto, bo budynek kina znajdował się na obrzeżach. Szliśmy tam, gdzie właściwie nikt nas nie widział, więc mieliśmy dużo czasu dla siebie.
Usiadłem pod drzewem, a Luhan między moimi nogami, dzięki czemu mogłem przytulić się do Jego pleców. 
- Luhan?
- Hm?
- Bądź ze mną zawsze -zacząłem, czując, jak moje oczy robią się mokre.- I jeden dzień dłużej.
Zero odpowiedzi tylko ciche westchnienie z Jego strony.
- Tao?
- Hm?
- Bądź ze mną zawsze i jeden dzień dłużej.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem Go w kark.
Spojrzałem na zegarek. Musieliśmy się już zbierać. Jak to się stało, że zleciał nam cały dzień? Westchnąłem i niechętnie wstałem z ziemi. Otrzepałem spodnie i spojrzałem na Luhana.
Nagle przyparł mnie mocno do drzewa i pocałował namiętnie, ale nie tak, jak kiedyś to zrobił. To był pocałunek tęsknoty, namiętności, miłości, wszystkich emocji, taki, jak tych ludzi w filmie.
Objąłem Go mocno, przyciągając do siebie Jego ciało, pogłębiając i przedłużając pocałunek o kolejne minuty.  Do następnego może minąć kolejne kilka tygodni czy miesięcy.
- Już za tobą tęsknię -powiedział, odsuwając się. Kiwnąłem głową.
- Ja także, Luhan.
Odprowadził mnie pod drzwi. Uśmiechnął się przez łzy, które niespodziewanie zaczęły płynąć po Jego ciepłych policzkach. Przetarłem Mu je swoimi kciukami, ostatni raz całując Go na pożegnanie.
- Będziemy ze sobą na zawsze i jeden dzień dłużej, kochanie.
Jego słowa słyszałem w głowie przez najbliższych kilka tygodni po spotkaniu. Były moją kołysanką do snu, moją motywacją do działania, do nauki, do wszystkiego.
Nie jestem w stanie myśleć, że mogę Go stracić w jakikolwiek sposób.
Cóż, zwłaszcza teraz, gdy mam 20 lat i właśnie jestem po ślubie z Luhanem. Dotrzymałem obietnicy złożonej mu cztery lata temu.
- Luhan?
- Tak?
- Kocham cię.
Uśmiechnął się ciepło i pocałował mnie, a nasze obrączki zalśniły w blasku zachodzącego słońca, a bryza morska delikatnie rozwiewała nasze włosy. Ja również się uśmiechnąłem i pocałowałem Go.
- Taoś?
- Tak?
- Kocham cię!

12 października 2013

Zawsze

Zawsze zastanawiałem się nad tym, co by było, gdybym nie wrócił wtedy do domu...
Zawsze myślę o tym, czy naprawdę nie umiem mu tego wybaczyć.
Ale zdrada boli. Boli cholernie.
Patrzysz na niego kiedy jego twarz wykrzywiona jest w rozkoszy, ale to nie ty jesteś tego powodem.
A najgorzej, gdy powodem tej rozkoszy jest twój najlepszy przyjaciel.
Czyżbym był ślepcem nie widząc że ci dwoje mają coś ku sobie? Czy po prostu Hanowi brakowało mojej bliskości w ostatnim czasie?
Zawsze myślałem nad tym, czy słowa Tao są prawdziwe...
"Han nie jest taki na jakiego wygląda. Zdradzi cię prędzej czy później."
Jednak nigdy, nigdy nie sądziłem że te słowa okażą się prawdą.
Tao i Han... Może faktycznie do siebie pasują? Może mój związek z Hanem był tylko złudną ścieżką fałszywych uczuć?
Ale czy od razu powinienem iść i zrobić to samo?
"Sehun, nie myśl o tym" powiedział do mnie Jongin tuż po mojej zdradzie. Uśmiechnąłem się, choć nie był to prawdziwy uśmiech. Ciągle myślałem o Hanniem. Ciągle.
"Jongin ja... Ja nie powinienem..."
"Już za późno Sehun, już za późno..." szepnął mi do ucha i pocałował mnie w czoło. Nawet Hannie tak nie robił.
Poczułem się bezpieczny. I kochany... Bo wiedziałem że Jongin był we mnie zakochany.
"Jongin...? Chyba mogę dać ci szansę" powiedziałem do niego, a on pocałował mnie namiętnie. Wplotłem dłonie w jego miękkie ciemne włosy smakując jego słodkich ust. Może powinienem dać sobie spokój z Hanem, a spróbować żyć z Jonginem?
Zawsze chciałem być kochany, może właśnie przyszła na to odpowiednia pora?

30 lipca 2013

Little Panda&Little Deer

"Ajajaj, Lu Han-ge!" wrzasnął Tao wchodząc do pokoju starszego.
"Hm Tao?" zapytał Lu wychylając się zza koca. Tao przewrócił oczami i podszedł do Luhana siadając na jego łóżku. Jednak równie szybko został z niego wykopany.
"Moje łóżko" warknął Luhan rozciągając ręce. Wyszedł z pod jasnofioletowego koca i pomógł Tao wstać z podłogi.
"Chodź" Luhan pociagnął młodszego za sobą, wyszedł z jego pokoju i udał się z Tao na balkon.
"Muszę ci coś powiedzieć" zaczął Lu.
"Hm?"
"Będziesz moją małą pandą?" zapytał blondyn rumieniąc się przy tym delikatnie. Młodszy uśmiechnął się i pogłaskał starszego po głowie.
"Oczywiście, że będę twoją małą pandą Luhan-ge!" Tao przytulił Luhana.
"Więc nie obrazisz się na mnie gdy cię pocałuję?" Tao zaprzeczył i nastawił policzek jednak Luhan ujął jego twarz w dłonie, odwrócił ją ponownie w swoją stronę i pocałował chłopaka prosto w usta"
"Um, L-luhan-ge..." szepnął Tao rumieniąc się przy tym.
"Tak Tao?"
"Będziesz moim małym jelonkiem?" tym razem to Luhan uśmiechnął się wesoło i przytaknął.
"Od dzisiaj nie nazywamy się TaoLu czy też TaoHan... tylko Little Panda & Little Deer" szepnął Tao i przytulił starszego.
"Tak, mała pando, tak."