Pokazywanie postów oznaczonych etykietą THREE SHOT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą THREE SHOT. Pokaż wszystkie posty

4 września 2014

Kocham Cię, bo jesteś zawsze blisko mnie...

Stał jak sparaliżowany. Nie spodziewał się tego nigdy w życiu, nawet w najśmielszych snach nie mógł sobie wyobrazić jak on mówi to do niego.
- Lu? - cichy, zachrypnięty głos Minseoka po drugiej stronie nagle przerwał tę ciszę w głowie blondyna.
- J-Ja.. - szepnął, ale po chwili telefon wypadł mu z dłoni, lądując na zimnej podłodze. Klapka odpadła, dzięki czemu również bateria nie była w środku. Jednak nie podniósł telefonu i nie złożył go ponownie w całość, tylko stał i patrzył w przestrzeń. Dłoń wciąż spoczywała w poprzedniej pozycji, jakby urządzenie wciąż się w niej znajdowało.
Myśli miał chaotyczne, na przemian optymistyczne i negatywne, a wszystko przez jedno zdanie.
Osunął się ciałem na ścianę, chcąc utrzymać równowagę i zatrzymać chaos w swojej głowie. Westchnął, przymykając oczy, uśmiechając się delikatnie. Na jego policzki wkradł się rumieniec, a serce szybko wybiło rytm, którego pragnął. Zrozumiał, że to nie był sen.
Zostawiwszy telefon na podłodze w swoim obecnym stanie, wyleciał z mieszkania ubierając na siebie bluzę oraz buty, i nie przejmując się faktem bycia w koszulce z piżamy w kolorowe króliczki i nieuczesanymi włosami, zniknął na ulicy biegnąc w stronę mieszkania swojego przyjaciela. W ostatniej chwili przypomniał sobie o niezamkniętych drzwiach, więc wrócił szybko i zamknął mieszkanie, ponownie znajdując się wśród innych przechodniów.
Było późno, ale nie zwrócił uwagi na to, jego cel był teraz ważniejszy.
Potknął się o kamień, na prostej drodze, wpadł na kilku mężczyzn i kobiety, ale biegł dalej, z całych sił chcąc dostać się na miejsce jak najszybciej. Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe.
Dopiero pod drzwiami mieszkania przyjaciela złapał oddech. Rumiane policzki, zmierzwiona grzywka, szybko bijące serce i uśmiech; podświadomie czekał na ten moment. Zapukał cicho, a kiedy Minseok otworzył, przytulił go mocno, dopiero wtedy dając upust emocjom w postaci łez.
Pamiętał jak dziś, kiedy pierwszy raz poczuł to wszystko, kiedy był pewny swojej miłości do starszego. Siedzieli wtedy u niego w domu na kanapie, dość blisko siebie. Czuł jego zapach, coś jakby deszcz i lawenda, choć nie wiedział skąd ten zapach deszczu się wziął. Zaciągnął się nim delikatnie, uśmiechając się, bo delikatnie połaskotał Minseoka nosem po czubku głowy, na co ten się zaśmiał. Nie było to wymuszone, czy też skrępowane.. było urocze i delikatne, naturalne. Serce mu drgnęło dość mocno, bo nagle chłopak odwrócił głowę i spojrzał mu w oczy, które się śmiały. Tak zwyczajnie się śmiały. Sam się uśmiechnął.
Od tamtej pory zapach deszczu zawsze kojarzył mu się z chłopakiem i zostało tak do teraz, nawet jeśli padało, on wciąż wyczuwał gdzieś deszcz.
Do rzeczywistości sprowadziło go ciche westchnięcie spomiędzy jego ramion. Zaśmiał się cicho i odsunął, klepiąc dłońmi w policzki. Sam nie wiedział dlaczego tak robił, ale to pomagało mu w zaprzestaniu płaczu; dziś jednak było inaczej.
Minseok stał w niebieskim za dużym na niego swetrze, patrząc zarumieniony na Luhana. Uśmiechnął się ciepło i objął twarz młodszego, dotykając jego nosa swoim. Uwiesił się jednak po chwili na jego szyi, chowając nos w blond włosach chłopaka. Xi oczywiście złapał Minseoka w swoje ramiona, zamykając oczy.
- Dziękuję - szepnął bardzo cicho Chińczyk. Nie mógł opisać tego co czuje, miał wrażenie że to sen.
- A-Ale za co? - szepnął drugi chłopak, zaciskając dłonie na bluzie Luhana. Ten odsunął się od Minseoka po chwili i spojrzał mu głęboko w oczy.
- Bo jesteś.. - powiedział Xi, uśmiechając się delikatnie.
- Kocham cię, bo zawsze jesteś blisko mnie - szepnął cicho Kim, po chwili pocałował Luhana.
Wszystko się zatrzymało. Ciepło ich ust, delikatność warg, gorąco od wewnątrz. Świat kompletnie przestał mieć dla nich znaczenie, nawet jeśli stali na korytarzu pod drzwiami Koreańczyka, ale w końcu byli tylko sami. Ich serca biły równo, choć bardzo szybko. Wystarczyła tylko chwila na zrozumienie własnych uczuć.
- Ja ciebie też kocham, Minseokkie - powiedział cicho Luhan, patrząc błyszczącymi oczyma w oczy starszego. Widział w nich gwiazdy i uśmiech.
Weszli do mieszkania, śmiejąc się cicho. Usiedli na kanapie, i choć milczeli, doskonale rozumieli się bez słów. Delikatny, aczkolwiek subtelny dotyk dłoni, ciepłe wargi i gorąc ciała, a do tego spokojna melodia bijącego serca. Oboje czekali na tę chwilę od dawna, choć bardzo dobrze przed sobą ukrywali co czuli.
Każdego dnia budzili się z uśmiechem, bo mieli dla kogo. Minseok pogodził się już na stałe ze śmiercią Jongdae, a Luhan wciąż był przy nim blisko, wspierając go i po prostu będąc. Kim był jego oczkiem w głowie, słodką nadzieją na lepsze jutro. Nie ukrywali przed sobą niczego, byli ze sobą całkowicie szczerzy, nie wstydzili się przed nikim mówić o swoich uczuciach. Rodzice obojga dość dobrze zaakceptowali ich związek, błogosławiąc im na jak najdłuższe lata.
Wszystko układało się pomyślnie, nawet w dzień 2 rocznicy śmierci Jongdae. Poszli na most i stanęli, wtuleni w siebie. Zapalili znicz, położyli kwiaty pod tabliczką, uśmiechając się słabo.
- Wiesz Lu? - zaczął Kim.
- Hm?
- W zeszłym roku miałem dziwny telefon.. jakby od Jongdae. Poznałem jego głos, ale pomyślałem, że to sen.. Jednak im dłużej się zastanawiałem, to bardziej przybierało mi to formę czegoś realnego, ale dość innego.. Zadzwonił Jongdae i powiedział, bym znalazł szczęście.. Bym zajrzał w siebie i obiecał mu, że będę szczęśliwy.. - Xi spojrzał na Minseoka, uśmiechając się delikatnie.
- Mnie podziękował - powiedział cicho, zaciskając dłonie na jego dłoniach. - I powiedział, że niebawem coś się stanie.. I zaraz potem zadzwoniłeś ty. Myślę, że Jongdae po prostu maczał w tym palce. - zaśmiali się i spojrzeli sobie w oczy. - Widzisz.. myślę, że on to zrobił specjalnie. Byś czuł się szczęśliwy.
- Czułem... i czuję nadal. Mam ciebie i jego.. - wziął jedną swoją dłoń i dotknął serca. - O tu.
- Tak.. właśnie tu - powiedział cicho Luhan i pocałował namiętnie Minseoka.
Będą się chronić nawzajem, a Jongdae będzie nad nimi czuwał.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
no i dobrnęliśmy do końca :3 mam nadzieję, że wam się podobało ^^ ostatnia część miała być dłuższa, ale nie potrafię chyba pisać czegoś naprawdę długiego (muszę napisać książkę żeby to ogarnąć </3).. w dodatku zaczęła się szkoła, technikum pierwsza klasa, od razu rzucając mnie na przedmioty zawodowe, których mam w cholerę. staram się na pasek w tym (i w następnych latach), na dobre zdanie matury i egzaminów zawodowych... ciężka droga 4-letnia + studia (w kierunku hotelarstwa~) [jejku zwierzyłam wam się ;_; XD]
cóż, w najbliższych dniach biorę się za krisyeola, chenchana [chenyeola w tagach~] oraz mam nadzieję że sekai! dawno w sumie nie pisałam nic o Krisie, ani żadnego z tych pairingów, dlatego chcę się postarać i porządnie to zrobić by was zadowolić (i jednocześnie siebie).
jeśli macie pytania dotyczące fanficów, albo po prostu chcecie sobie ze mną pogadać to zapraszam na ask.fm ( >klik< ), możecie także napisać na gg: 51464171 
dziękuję za uwagę i miłego dnia/popołudnia/wieczora <3 

30 sierpnia 2014

Kocham Cię, bo jesteś...

Kolejna łza spłynęła po jego policzku, kiedy patrzył przez okno na wschodzące słońce. Czuł na ramieniu dłoń przyjaciela, jednak mimo to ciągle płakał. Mimo, że minął już rok, on wciąż nie mógł się do końca pogodzić ze śmiercią Jongdae. Wszystko było takie świeże.
Nie mógł spać w nocy, bo za każdym razem gdy zamykał zmęczone dniem powieki, widział upadającego do rzeki chłopaka, który z uśmiechem na ustach żegnał się z nim i z całym otaczającym go światem. Budził się wtedy z krzykiem i łzami w oczach. Bardzo często w takich sytuacjach dzwonił do Luhana, budząc go wtedy, ale blondyn wybaczał mu to i w środku nocy przybiegał do domu Minseoka, przytulając go zaraz potem przez całą noc. Chińczyk starał się być zawsze blisko Koreańczyka, wspierając go w trudnym okresie jego życia.
Kiedy Kim zapytał go, dlaczego ten robi to wszystko, Xi wzruszył wtedy ramionami, nie znając odpowiedzi na to pytanie. Minseok już więcej nie wracał do tego, tylko cieszył się obecnością przyjaciela, któremu zawdzięczał to, że ciągle żył.
Uśmiechnął się delikatnie przez łzy, po czym wstał z parapetu i wtulił się nagle w Luhana, który tylko zamrugał oczami i sam go mocno przytulił.
- Tęsknię za nim.. - szepnął cicho brunet. Blondyn musnął jego czubek głowy. Pachniał deszczem.
- Wiem - powiedział cicho. - Nie jestem w stanie ci go przywrócić.. Ani nawet zastąpić... Mimo to, wciąż będę..
- Nie zostawisz mnie? - szepnął jeszcze ciszej Minseok, zaciskając dłonie na koszulce Luhana.
- Nie.. Nie zostawię cię... - odpowiedział chłopak, uśmiechając się lekko. Wiedział, że Jongdae mówił tak samo i nawet będąc pewnym uczuć do Minseoka, rzucił się w otchłań rzeki, łamiąc tą obietnicę. Już przygotowując się na odpowiedź w stylu "on też tak mówił", doznał szoku słysząc zupełnie co innego.
- Dziękuję.
Luhan uśmiechnął się i znów musnął ustami czoło przyjaciela, patrząc za okno. Słońce wyglądało niezwykle pięknie i majestatycznie, na tle śpiącego miasta. Było tak spokojnie jak niemal nigdy. Chciał, by już wiecznie tak zostało. Serce biło swoim własnym, wolnym rytmem, a ramiona kołysały zmęczonego płaczem przyjaciela.
- Lu.. Kiedy to dziwne uczucie zniknie? - wyszeptał słabo Kim, unosząc słabo oczy, chociaż byli niemal jednakowego wzrostu.
- Jakie uczucie?
- Tej pustki - powiedział chłopak i odwrócił się w stronę okna, przymykając znów oczy.
- Sam chciałbym to wiedzieć - odparł Xi, odsuwając się od przyjaciela. Chciał by Minseok czuł się dobrze, swobodnie i uśmiechał się częściej. Poszedł do kuchni, gdzie przyszykował dla nich śniadanie i kubki gorącej czekolady, którą starszy bardzo lubił.
- Jak ci się układa z Sehunem? - spytał nagle brunet, na co blondyn wystraszył się i stłukł kubek. Złapał się za serce, a już po chwili kucał ze zmiotką, aby posprzątać bałagan. Przeklął po chińsku pod nosem, kiedy nagle zobaczył pełne troski, ale zapłakane spojrzenie Minseoka.
- Nic ci nie jest? - spytał chłopak, a Luhan pokręcił głową.
- Jest w porządku.. Przepraszam - powiedział cicho i dość szybko, po czym zmiótł potłuczony kubek i wrzucił do śmietnika. Westchnął cicho, wyciągając chwilę później drugi kubek.
- Jesteś roztrzęsiony, Lu.. spałeś w nocy coś?
- Nie.. może tylko godzinkę, może półtorej - westchnął chłopak, siadając na krześle.
- To moja wina, prawda? Przepraszam, Lu... - ciche westchnienie - Może ja już pójdę..
Blondyn poderwał się z miejsca i złapał go za nadgarstek.
- Nie twoja wina, Minnie - powiedział. - Po prostu.. miałem koszmar. Czasami mi się to zdarza - dodał z uśmiechem. Koreańczyk nie był jednak przekonany, jednak nie pokazał tego.
- Daj, ja dokończę śniadanie, dobrze?
Reszta dnia minęła w miarę spokojnie, więc wieczorem Minseok wrócił do siebie, a Luhan pozostał znów sam w swoim mieszkaniu. Zamknął drzwi na klucz, zwinął się w kłębek pod kocem na kanapie i wzdychając cicho, patrzył w przestrzeń.
On także czuł pustkę w sercu i nawet to, że mógł być blisko Minseoka nie sprawiało, że choć trochę to uczucie zelżało. Mimo to, nie pokazywał przyjacielowi tego. Jego koszmary nocne zawsze były te same: Minseok umiera w ten sam sposób co Jongdae. Bał się tego, cholernie się bał. Starał się być zawsze jak najbliżej Minseoka, jako dobry przyjaciel.
Co by pomyślał o nim Kim, gdyby wiedział o jego uczuciu?
- Zerwałby przyjaźń - powiedział do siebie Chińczyk, chowając twarz za poduszką. - Nie będę ryzykować. Wszystko jest za świeże - szepnął, zaciskając dłoń na kocu. Zamknął powieki, kiedy pojawiły się w nich łzy. Tak bardzo nie chciał być bezsilny, przecież musiał wspierać Minseoka, znosił to wszystko.
Wysunął się spod kokonu, który sam sobie zrobił, po czym zaczął iść w stronę łazienki, jednak coś go zatrzymało w połowie drogi. Wyciągnął telefon z kieszeni i nie sprawdzając numeru, odebrał.
- Tak słucham? - powiedział cicho.
- Dziękuję - rozbrzmiał głos po drugiej stronie.
- Halo? Kto mówi? - Luhan nie znał tego głosu.
- Mam tylko chwilę, Luhanie, ale sam się domyślisz kim jestem - odpowiedział głos. - Chcę ci podziękować za opiekę nad Minseokiem.
Luhan zamarł. "Przecież to niemożliwe!" - pomyślał.
- Jak...
- Już niebawem - powiedział cicho głos, po czym Luhan zdążył usłyszeć tylko dźwięk zakończenia połączenia. Spojrzał z niedowierzaniem na telefon, a kiedy chciał sprawdzić co to był za numer, pokój zawirował, a on znalazł się znów na kanapie, przykryty kocem. Telefon dzwonił.
- H-Halo? - spytał niepewnie.
- Kocham cię, Lu.
Zamarł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc kolejna część XiuHana! Została tylko jedna i mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu się pojawi :3 szczerze mówiąc, myślałam, że będzie trochę dłuższy, ale wyszło jak wyszło. Zrekompensuję wam to ostatnią częścią, bo będzie najdłuższa (oby~).
Chciałabym podziękować ming unni, skoro już trochę czasu tutaj mam XD mam nadzieję, że się sprawdzę ♥
KrisYeol się tworzy jeszcze, do jutra powinien się skończyć.. ^^
Hwaiting na nowy rok szkolny!
Mimo że będę w technikum, fanfici powinny być w miarę często! (Postaram się ♥). Miłego dnia :3

7 sierpnia 2014

Kocham Cię, bo...

Kolejny deszczowy dzień w Seulu. Jego mieszkańcy już nie patrzyli na to, tylko z cichymi westchnieniami i uśmiechami wychodzili śmiało w miasto, z kolorowymi lub stonowanymi parasolkami, spiesząc się do pracy, czy po prostu idąc na spacer. Wszyscy zajęci swoimi sprawami.
Nikt nie zauważał ciemnowłosego nastolatka, ponuro przemijającego ulice, w bluzie z kapturem. Nikt nie zauważał jego łez, które zamaskował nieustannie lecący się z nieba deszcz. Nikt nie słyszał jego krzyków, jego wołania o pomoc, kiedy tracił wszystko, co miał. Przecież inni także mają problemy, prawda?
Otarłszy mokrą od deszczu twarz, spojrzał z bólem w górę, po czym uśmiechnął się słabo, widząc wokół siebie obcych ludzi. To dziwne, że stał teraz na barierce mostu, planując rzucić się w otchłań rzeki, by poniosła go z prądem gdzieś daleko?
I nagle został zauważony. Wszyscy patrzyli na niego z przerażeniem, każdy stał sparaliżowany, nie wiedząc co się wydarzy. Chłopak uśmiechnął się tylko, po czym zamknął oczy i przechylił swoje ciało do tyłu. Uczucie spadania było dla niego piękne. Skrzydła, które odpadły lata temu, spowolniony czas i ciągły uśmiech. Otworzył oczy na chwilę i szepnął "kocham cię", po czym z zamkniętymi oczami wpadł do zimnej wody. Właśnie tego chciał.
Wśród ludzi, przyglądających się temu wydarzeniu stał inny nastolatek, który nagle upadł na kolana i zaczął krzyczeć, by ten drugi wrócił. Niestety, było za późno.
Policja przyjechała na miejsce bardzo szybko; przesłuchali wszystkich po kolei, rozpoczynając poszukiwania ciała nastolatka, bo były nikłe szanse, aby przeżył. Tłum się rozchodził, jednak chłopak wciąż tam był. Patrzył nieobecnym wzrokiem w barierkę, przykrywając się szczelnie kocem, który mu dano. Odmawiał wszelkiej pomocy, chęci odwiezienia go domu, czy kupienia posiłku. Co mu to da?
W końcu, po wielu godzinach, wstał na nogi i chwiejnym trochę krokiem podszedł bliżej barierki. Spojrzał za nią na zimną rzekę, szczerze jej nienawidząc za to co się stało. Łzy nie miały siły płynąć, głos utknął mu w gardle. Dlaczego to musiało stać się tego dnia?
Spojrzał w niebo, z którego wciąż padał deszcz. Zamknął oczy, biorąc głęboki oddech. Jego skrzydła także zniknęły, tak jak ciemnowłosego chłopaka. Dopiero po chwili ruszył do przodu, idąc przygaszony w stronę swojego domu, gdzie matka już przyszykowała dla niego ciepły posiłek i starała się na trochę oderwać nastolatka od ostatnich wydarzeń; bezskutecznie. Zastanawiał się co się dzieje z ludźmi po śmierci, co czują w momencie umierania, dlaczego tak młodzi i delikatni ludzie szybko odchodzą. Wszystko związane ze śmiercią krążyło mu po głowie przez wiele kolejnych dni, tygodni, miesięcy. Nie miał odwagi pójść do domu rodziców bruneta, w końcu oni i tak nie za bardzo by się tym zainteresowali. Zapomnieli, że mają syna, który popełnił samobójstwo. Zapomniało całe miasto. Tylko on pamiętał.
Nawet nie zauważył, że minął już rok. Wszystko w jego życiu uległo diametralnej zmianie, zachowywał się tak, jakby już nigdy nie miało świecić słońce nad jego głową, a jego szczęście i energia życiowa po prostu zniknęły. Nie czuł się bezpieczny, unikał kontaktów z ludźmi.
W rocznicę tamtego dnia, poszedł na most. Wspomnienia tamtej chwili były bolesne, ale chciał, by on pamiętał o tym. Może właśnie ogląda go z góry?
Westchnął cicho, po czym wziął kłódkę i zaczepił o barierkę. Pod nią położył bukiet kwiatów i zapalił znicz. Tego dnia również padało, zupełnie jakby on chciał by tak było, by przypomnieć o tym.
- To już rok, co? - szepnął, siadając na chodniku, przykrywając się kocem. Uśmiechnął się słabo i uniósł dłoń, by przejechać nią po kłódce. Pamiętał, kiedy wypisali na niej "na zawsze". Westchnął, spuszczając wzrok. Wydawało mu się, że wszystko było wczoraj, a nie rok temu.
Nagle usłyszał kroki za sobą. Nie obchodziło go to, gdyby nie nagłe ramiona owijające się wokół niego.
- Minseok-ah.. - szepnął drugi chłopak.
- Lu.. - szepnął Minseok, wzdychając cicho.
- Nie będziesz tu siedział cały czas dzisiaj. Wiem, że jest rocznica, ale..
- Nie, Lu. Ja muszę. Obiecałem mu to - powiedział cicho chłopak, lekko dotykając dłoni Luhana. Ten przytulił go bardziej.
- Więc posiedzę tu z tobą. Jongdae chyba się nie obrazi, prawda? - spytał blondyn, uśmiechając się lekko.
- Nie.. Myślę, że będzie mu miło - powiedział z słabym uśmiechem Minseok i już nie odezwał się więcej. Po prostu siedział wtulony w drugiego chłopaka, patrząc na rzekę, której tak szczerze nienawidził. Luhan również milczał, ale wciąż go przytulał, by brunet nie musiał czuć się sam, tak jak przez ostatni rok.
Luhan, mimo że z pochodzenia był Chińczykiem, wychowywał się i mieszkał w Seulu, gdyż rodzice chłopaka dostali tutaj lepszą pracę. Był on także jedyną osobą, której Minseok pozwolił się zbliżyć do siebie i zostać przyjacielem. Nawet jeśli starszy miał trochę tajemnic przed nim, rozumiał to i nie pytał. Cieszył się, że po prostu może przy nim być.
Oboje nie zauważyli kiedy zrobiło się późno. Było grubo po 19, kiedy wstali z zimnej powierzchni i powoli zaczęli oddalać się od tego miejsca.
Minseok płakał. Znów czuł się źle, bo przecież obiecali sobie z Jongdae, że dadzą sobie radę z wszelkimi problemami, niepowodzeniami, trudnościami, po prostu ze wszystkim. Obiecali sobie, że nigdy nie zostawią drugiego. Dlaczego więc wtedy on skoczył i złamał obietnicę?
Wciąż i wciąż, na nowo każdego dnia, upadał z bezsilności, starając się walczyć z własnymi słabościami po tamtym dniu. I upadłby na samo dno, gdyby nie obecność Luhana. Wpadł w jego życie nagle, przynosząc do niego odrobinę nadziei na lepsze jutro. Mimo, że na początku krzywdził go, Chińczyk znosił to wszystko wiedząc jak ten cierpi. To dzięki Luhanowi nadal żył.
Deszcz wciąż padał, więc kiedy doszli do mieszkania Lu, byli cali przemoczeni. Blondyn westchnął cicho, otwierając drzwi, gdzie od progu powitał ich uroczy psiak, a ciepło otoczyło ich zmarznięte ciała.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - spytał Kim, patrząc niewyraźnie na Xiao.
- Nie chciałem, byś czuł się samotny dzisiaj - odpowiedział chłopak, przygotowując im herbaty. - Zwłaszcza dzisiaj.
- Jestem tu częściej niż u siebie - odparł brunet, wzdychając. Przetarł spuchnięte i mokre od łez oczy oraz policzki, po chwili kichając głośno.
- Na zdrowie. Zaraz dam ci coś ciepłego do picia i do ubrania - oznajmił Lu, podając chłopakowi kubek z herbatą, udając się po tym do swojego pokoju, skąd przyniósł czyste ubrania. Minseok kiwnął głową i zaczął przebierać się przy przyjacielu, który również się przebrał. Nie zważali uwagi na to, że to dziwne, i tak nikogo to nie obchodziło.
- Jaki był Jongdae? - spytał nagle Luhan, kiedy usiedli ponownie na kanapie, przykryci kocem, wtuleni w siebie. Nigdy wcześniej o to nie pytał, bo wiedział że zaboli to Minseoka, jednakże dzisiaj czuł, że może.
- Jongdae... Był kochany. Jego uśmiech, koci uśmiech był najpiękniejszym jaki widziałem. Wiesz, że zawsze potrafił mnie rozbawić? Nawet głupim hasłem "chodź na budyń".. Troszczył się o mnie, a ja o niego. Pamiętam, jak pierwszy raz pokazał mi swoje blizny. Był wtedy tak załamany i przepraszał mnie chyba ze 100 razy.. Nakleiłem mu wtedy różowy plasterek na dłoń, aby nie robił tego więcej. Tej obietnicy dotrzymał - powiedział Minseok, po czym zamilkł. Nigdy nikomu nie mówił o Jongdae i jego problemach. Spojrzał na Luhana, po czym westchnął i zamknął oczy, kładąc głowę na jego udzie. - Jego rodzice nawet się nie domyślili, że Jongdae umarł. Nie zauważyli tego.. Jego rodzice to alkoholicy. Często widziałem jak Jonggie miał siniaki na ciele, czy podbite oczy. Brałem go do siebie na noc, opatrywałem rany.. Mimo, że to u niego było koszmarnie, to ciągle mi pomagał, np. kiedy pokłóciłem się z rodzicami bo nie pozwalali mi iść z nim gdzieś na dłużej.. Jongdae był pogodny mimo wszystko. Świetnie śpiewał. Zawsze kiedy był u mnie, brał gitarę i śpiewał mi, a ja słuchałem go i nuciłem melodię, a gdy znałem już piosenkę na pamięć, śpiewałem razem z nim. Uczył mnie patrzeć na świat inaczej.. - Chłopak westchnął cicho, po czym spojrzał w oczy Luhana. Mógł śmiało policzyć jego łzy.
- Przykro mi, że.. że tak to się skończyło... - szepnął blondyn, patrząc na bruneta, po czym zamknął oczy, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
- Lu... - szepnął starszy, wzdychając cicho. Wstał i przytulił go do siebie. - Myślę, że Jongdae nie zostawił mnie całkiem samego.. - Chińczyk spojrzał na niego niezrozumiale, na co Koreańczyk uśmiechnął się delikatnie. - Ty byłeś blisko mnie. Po wielu trudach, ale ciągle byłeś.. Dziękuję... - szepnął, nim nagle otumaniony dzisiejszym dniem, łzami, przemoczeniem, a także wydobywającym się zza okna odgłosem dudniącego o parapet deszczu, zasnął, wtulony w ciało Luhana.
- Ja zawsze będę blisko - szepnął blondyn, głaszcząc chłopaka po włosach. Przymknął powieki, mimowolnie uśmiechając się. - Dziękuję Jongdae.

____________________________________________
a więc pierwsza część xiuhan za mną <3 oczekujcie kolejnych 2, bo na tyle rozplanowałam tego fanfica c: 
mam nadzieję, że teraz nie płaczecie w kącie i nie wyzywacie mnie, że co ja za smutne fanfici wam daję XD 
 ♥(ˆ⌣ˆԅ) miłego dnia <3