16 listopada 2014

Wciąż cię kocham

Rok szkolny. Większość młodzieży nie cierpi tego okresu i najchętniej nie chodziłaby w tym czasie do szkoły, jednak obowiązek nauki ciąży nad nimi, choć i tak część osób znajduje sposoby na ominięcie nakazu. Jednym z takich uczniów jest Kim Jongin. Pierwszoroczniak, tancerz, przystojny, sportowiec. Niezależnie od tego, kim się było, dosłownie wszyscy wiedzieli kim jest Jongin. Lub Kai, dla znajomych.
Brunet nigdy nie ukrywał, że popularność mu się podoba. Kręciło go to, nawet bardzo. Dzięki swojemu urokowi, potrafił przyciągnąć uwagę każdego w okolicy, a jego głos dodatkowo mu w tym pomagał. Jednak jak każdy, Kim miał swoją tajemnicę, o której nie wiedział nikt, poza nim samym. Jongin miał chłopaka.
Otaczający go wianuszek dziewcząt wzdychał co chwila, jednak młody chłopak rozglądał się za kimś innym. Rozjaśniona do brązu czupryna, niski wzrost i szeroki uśmiech. Gdziekolwiek był, Jongin musiał go znaleźć.
Byun Baekhyun należał do redakcji szkolnej gazetki. Nie wyróżniał się specjalnie, może tylko jaśniejsze od reszty włosy sprawiały takie wrażenie, jednak samym sobą nie specjalnie uciekał się do chęci bycia w szkolnej elicie. Nie lubił sławy, choć jego artykuły przyciągały uwagę każdego. Mimo chęci pozostania w ukryciu, coś sprawiało, że ciągnęło go do sławy. A raczej ktoś. Ciemniejsza karnacja, ciemnoczekoladowe włosy i nieziemskie spojrzenie.
- Panie wybaczą - powiedział szybko Jongin, wybiegając spomiędzy wianuszka, aby podbiec do niskiego chłopaka. Stanął obok niego po chwili i uśmiechnął się. - Wracamy razem, hyung?
- Dzisiaj muszę zostać i popracować przy artykułach - powiedział niewzruszony jego obecnością Baekhyun.
- Więc zostanę z tobą, a potem cię odprowadzę.
Byun uśmiechnął się pod nosem i po chwili skręcił w stronę łazienki. Torba z książkami zsunęła się z jego ramienia, kiedy drzwi łazienki zamknęły się za nimi. Trzecioklasista uśmiechnął się szeroko, a po chwili stanął na palcach i musnął miękkie usta wyższego, ale młodszego chłopaka. Wtulił się po chwili w jego ciało, które nagle dostało paraliżu. Przymknął powieki.
- Jongin... - szepnął cicho, zaciskając dłonie na jego mundurku. Wargi Jongina błądziły po jego szyi, zostawiając na niej mokre, lekko zaczerwienione ślady. - Jongin proszę... jesteśmy w szkole - wyszeptał, przylegając do niego mocniej. Brunet przyparł go do ściany, więc mógł opleść nogami jego biodra i oddać się przyjemności. Cichy jęk wydostał się z ust Baekhyuna, kiedy nagle usłyszeli dzwonek na lekcje.
- Rodzice wracają jutro po południu. Przyjdziesz na noc? - spytał sugestywnie Kim, patrząc w lekko przymknięte oczy starszego.
- Przyjdę... i cię wykastruję. Doprowadzasz mnie do szału! - pisnął Byun, biorąc torbę i zakładając ją na ramię.
- Z wzajemnością hyung - szepnął z uśmiechem Kai, po czym zniknął na korytarzu. Baekhyun poprawił tylko włosy i mundurek, po czym wyszedł z łazienki i poszedł do swojej klasy. Przez zabawę z młodszym nie potrafił skupić się na lekcji, dlatego starał się udawać chociaż, że słucha nauczyciela na i tak nudnej historii. Kiedy tylko dzwonek zadzwonił, wybiegł z klasy i wziąwszy swoje rzeczy z szafki, udał się do sali komputerowej. Wziął głęboki oddech, zaczynając przeglądać przygotowane materiały do szkolnej gazetki. Tak bardzo skupił się na swoim zajęciu, że nie zauważył kiedy drzwi się otworzyły, a Jongin usiadł obok niego, a ich kolana się stykały. Przeglądał kolejne zdania, czując jak dłoń chłopaka przyciąga go nagle do siebie. Wylądował na jego kolanach.
- Jongin? - spytał ze zdziwieniem Baekhyun, wtulając się w jego ciało.
- Przerzuć to wszystko na pendrive'a, przejrzymy to u mnie - poprosił brunet.
- Jongin, wiesz że muszę to zrobić w szkole - westchnął starszy.
- Proszę? - wyższy zrobił maślane oczka, patrząc na niego błagalnie. Po chwili poczuł na swoim czole czułe muśnięcie.
- Ale obiecujesz, że przywieziesz mnie jutro do szkoły wcześniej?
- Obiecuję - powiedział Kim, rozchylając swoimi wargami usta trzecioklasisty, by zatopić się w nich po chwili.
Tak jak obiecał, następnego dnia byli w szkole znacznie szybciej niż reszta. Baekhyun mógł spokojnie jeszcze raz sprawdzić wszystkie notatki i wysłać je do opiekunki gazetki, pani Kwon. Uśmiechnięty, musnął wargi Kima, dziękując mu po chwili. Naprawdę kochał tego chłopaka i nie chciał go stracić. To był ostatni rok Byuna w szkole, nim uda się na studia, dlatego tym bardziej zależało mu na młodszym chłopaku.
Rok szkolny minął bardzo szybko. Nim się obejrzeli, Baekhyun odbierał świadectwo ukończenia liceum oraz wyniki końcowych egzaminów, a Jongin chwalił się pomyślnym zdaniem egzaminu do następnej klasy. Byun był naprawdę dumny ze swojego chłopaka i w ramach gratulacji zabrał go do restauracji. Czuł, że to będzie nowy etap w ich związku, dlatego tym bardziej był zadowolony. Ubrał się bardzo elegancko, ale nadal na luzie, podkreślił swoje oczy czarnym eyelinerem, a także dobrał doskonałe perfumy. W końcu, to była również ich randka.
O umówionej godzinie spotkali się w wybranej przez starszego restauracji. Usiedli, zamówili co chcieli, a potem zajęli się rozmową.
- Z okazji ukończenia doskonale pierwszego roku, proszę - powiedział Baekhyun, podając mały prezent brunetowi. Ten wziął pakunek i otworzył z uśmiechem.
- Nie musiałeś, hyung - powiedział Jongin, patrząc na łańcuszek. Założył go po chwili na szyję.
- Ale chciałem. Pasuje do ciebie - odparł Baekhyun.
Wieczór wydawał się wspaniały. Ciepły wiatr, bliskość, rozmowy. Jednak pozory mylą.
- Um.. hyung? - zaczął nagle Jongin, kiedy stali pod drzwiami mieszkania Byuna.
- Tak, Jongin? - po głosie jasnowłosy zdołał wyczuć, że coś jest nie tak, a młodszy bije się z własnymi myślami.
- To koniec.
Idealny świat Baekhyuna zniknął wraz z wypowiedzeniem tych dwóch słów. Serce pękało mu na kawałeczki, a oczy zaszły się łzami. Jednak Baekhyun szybko przełknął ślinę i uśmiechnął się.
- Baekhyun.. Przepraszam - powiedział cicho brunet, patrząc w oczy starszego, na co ten machnął ręką.
- Nie, nic się nie stało, Jongin. Widocznie.. tak miało być - odpowiedział Byun.
- Huung..
- Wszystko w porządku. Poradzę sobie.. idź już, mama na ciebie czeka - powiedział Baekhyun, po czym zawahał się.
- Ja.. czy to nie będzie nieuprzejme, jeśli poproszę cię o zostanie moim przyjacielem? W końcu.. doskonale się dogadywaliśmy...
- Nie.. myślę, że to nie będzie zły pomysł - powiedział cicho Baekhyun, czując jak gula w jego gardle z każdą chwilą się powiększa. Odwrócił się, a łzy spłynęły po jego policzkach. - Do.. do zobaczenia, Jongin.
- Przepraszam - usłyszał jeszcze ciche przeprosiny, nim drzwi jego mieszkania się zamknęły. Jego rodziców na szczęście nie było, więc opadł bezwładnie na podłogę, ukrywając twarz w dłoniach. Myśli krążyły po jego głowie chaotycznie, nie wiedział co robić.
Rzucił jednym butem w przód, a następnie drugim. Oba trafiły w naprzeciwległą ścianę. Na ziemi wylądowała jego kurtka. Kilka kroków dalej-koszula. Potem spodnie. W samych bokserkach stanął w swoim pokoju, biorąc do ręki ich wspólne zdjęcie. Łzy kapały na szkło, a dłonie trzęsły się mocno. W końcu ramka upadła na podłogę, roztrzaskując się.
Baekhyun usiadł na podłodze, biorąc w palce większe kawałki szkła. Uśmiechnął się delikatnie, po czym ułożył się wygodnie i pierwszy raz zrobił to, czego zawsze się obawiał.
Długie, krwistoczerwone kreski zdobiły jego blade uda, a kropelki krwi kapały powoli na podłogę. Nie czuł bólu fizycznego, odczuwał jedynie łamiące się coraz bardziej serce. Rzucił się na łóżko i głośno krzyknął w poduszkę.
Zasnął, wykończony płaczem.
Następnego dnia nawet nie poszedł do łazienki. Zamknięty cały dzień w pokoju, bez jedzenia. Nie zauważył nawet rozładowanego telefonu, ani bałaganu. Utkwił w swoim śnie, gdzie wszystko nadal trwało.
Jongin ponownie spróbował dodzwonić się do Baekhyuna. W końcu, minęło już kilkanaście dni od zerwania.
"Wybrany abonament jest poza zasięgiem sieci, prosimy spróbować ponownie"
Z westchnieniem, postanowił pójść do starszego osobiście. Może i nie było to zbyt przyjemne, ale obiecali sobie, że zostaną przyjaciółmi. Ubrał się szybko i poszedł, a po kilku minutach biegu stał już pod drzwiami mieszkania. Zapukał cicho.
Cisza.
Zapukał ponownie. W końcu usłyszał odgłosy ze środka. Jakby coś się przewracało, wolne kroki, szloch.
- Kto tam? - Kai uśmiechnął się.
- Hyung, to ja.. mogę?
Baekhyun zawahał się. Ból w sercu powrócił nagle, a ciało się zatrzęsło. Przybrał jednak uśmiechnięty wyraz twarzy, po czym poprawił sweter i otworzył drzwi.
- Dobrze wyglądasz, Jongin.. - oznajmił cicho, udając się do kuchni.
- Nie mogę tego powiedzieć o tobie, hyung... nie spałeś za dobrze w nocy?
- Co? Ah.. nie, nie.. to po prostu stres z wybraniem studiów. Wiesz, wciąż się waham - oznajmił cicho, choć już zdecydował, ale nie chciał martwić Jongina.
- Hyung...
- Napijesz się herbaty? - przerwał mu Baekhyun, uśmiechając się ciepło. Mimo że było mu ciężko, potrafił to doskonale ukryć pod maską uśmiechu.
- Tak..
Wiedział, że rozmowa nie będzie się kleiła zbyt dobrze. Ale musiał z nim porozmawiać, usłyszeć jego głos.
- Jak nowy rok? Z kim jesteś w klasie?
- Część osób z poprzedniej klasy jest razem ze mną obecnie.. nie narzekam. To dopiero początek, ale już odczuwam tą małą różnicę w klasach.
- To dobrze.. koledzy przynajmniej są z tobą - oznajmił cicho Byun, kładąc trzęsącymi się dłońmi kubki na stół. Przynajmniej nie wylało mu się nic.
- Tak.. też tak myślę.
Jongin westchnął cicho.
- Jak twoja mama?
- Dobrze.
- Hyung?
- Nie. Nic mi nie jest - powiedział twardo starszy, odwracając wzrok.
- Hyung...
- Nic mi nie jest! - krzyknął w końcu Baekhyun. Spojrzał na niego oczami pełnymi wściekłości, a jednocześnie smutku. Po chwili po jego policzkach spływały łzy, a kubek z herbatą znalazł się w kawałkach na podłodze. Kiedy usta Kima otworzyły się, by powiedzieć cokolwiek, Byun tylko szepnął - Wyjdź...
Drzwi nagle zamknęły się, a jasnowłosy opadł na podłogę, szlochając cicho. Jeszcze było za wcześnie.
Ich pierwsze spotkanie po rozstaniu było na urodzinach Baekhyuna. Byun osobiście jednak nie chciał ich wyprawiać, mimo że od rozstania z Kaiem minęły już dwa miesiące, to po prostu nie był w nastroju do świętowania czegokolwiek. Mimo to ucieszył się lekko, kiedy w jego progu pojawił się właśnie Jongin z tortem.
- Dzięki, Jongin.
- Od czego ma się.. przyjaciół - powiedział Kim, uśmiechając się lekko. Starszy odwzajemnił uśmiech i po chwili małe przyjęcie zaczęło się. Oglądali razem filmy, rzucali jedzeniem, po prostu bawili się dobrze. Jak dawniej. Jeden dzień odskoczni.
Dzięki temu, stosunki byłych kochanków polepszyły się. Spotykali się w miarę regularnie, Baekhyun ostatecznie udał się na studia, ale weekendy starali się spędzać w swoim towarzystwie. Wszystko zaczynało się powoli układać.
Do momentu, w którym Baekhyun nie dostał nagle zaproszenia od Jongina.
- Co to jest? - spytał starszy, patrząc na przyjaciela.
- Zaproszenie.. - powiedział Jongin, uśmiechając się. Myśląc, że to zaproszenie na jakąś większą imprezę z okazji zakończenia szkoły Jongina, otworzył kopertę z szerokim uśmiechem. Jednak, z każdym kolejnym przeczytanym słowem, uśmiech Baekhyuna znikał.
- Z-Zaproszenie na.. na ślub? Kiedy? Kiedy ty..?
- Przepraszam, nie powiedziałem ci jeszcze o niej. To Yunseo, z mojej klasy... W zeszłym roku tak jakoś, ale jestem pewny że to było trochę wcześniej.. - powiedział z uśmiechem Jongin, drapiąc się po głowie. Baekhyun czuł gulę w gardle, ale ponownie przybrał maskę. Uśmiechnął się znowu.
- W porządku... mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi.
- Hyung.. i mam prośbę. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, pierwszy wiesz o ślubie i chciałbym, abyś został świadkiem.
Świat blondyna nikł, ale nie mógł przecież tego pokazać młodszemu.
- Z radością to zrobię.
- Jesteś wielki, hyung.
Robię to, bo cię kocham.
Ślub przyszedł szybko, szybciej niż Baekhyun chciał.
- Czy ty, Kim Jongin, bierzesz Park Yunseo za swoją żonę? I przyrzekasz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także będziesz przy niej w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i smutku, i nie opuścisz jej aż do śmierci?
- Tak.
- A czy ty, Park Yunseo, bierzesz Kim Jongina za męża? I przyrzekasz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także będziesz przy nim w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i smutku, i nie opuścisz go aż do śmierci?
- Tak.
- Ogłaszam was mężem i żoną.
Baekhbyun czuł łzy w oczach. Wszyscy pewnie myśleli, że jest po prostu wzruszony ślubem, że jego najlepszy przyjaciel wyrósł na wspaniałego mężczyznę, jednak.. jednak prawda była inna. Baekhyun płakał, nie tylko z powodu jego szczęścia. On płakał także z własnej bezsilności. Chciał być na miejscu Yunseo. Chciał aby to, co się stało 2 lata temu nigdy się nie stało, aby nigdy nie doszło do zerwania te 2 cholerne lata temu. Zacisnął dłonie w pięści i kiedy tylko msza się skończyła, pogratulował obojgu.
Na weselu starał się bawić jak najlepiej, tańcząc z Yunseo, jej koleżankami, kuzynkami, siostrami Jongina. Wypił sporo, jednak nie myślał o tym. Chciał po prostu zapomnieć.
A kiedy impreza dobiegła końca i znalazł się we własnym mieszkaniu, przymknął oczy, a na podłodze znów znalazły się krwistoczerwone krople. Nie wiedział czemu, ale uzależnił się od tego. Dawało mu chociaż chwilowe ukojenie, takie, aby następnego dnia był spokojny.
Kolejne tygodnie pochłonęły Baekhyuna w wir pracy. Studia przeszedł pomyślnie, a praca dawała mu satysfakcję. Poznał tam Park Chanyeola i zaprzyjaźni się z nim.
Park był wysoki, wiecznie roześmiany i napełniony energią. Kobiety wzdychały do niego, jednak Chanyeol je ignorował, ponieważ w domu czekała na niego piękna żona i dwoje kochanych bliźniąt. Dlatego, mimo że Baekhyun go bardzo lubił, nawet nie odważyłby się zapytać o spotkanie, nawet przyjacielskie, sam. Wolał, gdy Park robił to za niego. Wtedy czuł się lepiej.
Szykując któregoś dnia kąpiel, zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, po czym odebrał.
- Co słychać, Jongin?
- Będę ojcem, hyung! - zawołał szybko młodszy. Kolejne pęknięcie.
- Bardzo się cieszę! Kiedy termin? - Byun doskonale wyćwiczył sobie udawanie szczęśliwego.
- Na 25 marca, ale wiadomo, różnie to jest..
- To świetnie! Nie znam chyba nikogo z marca - zaśmiał się blondyn.
- Hyung? Mógłbyś zostać chrzestnym? Yunseo myśli, że będziesz idealny w tej roli, a ja tylko to potwierdzam - poprosił. Baekhyun teraz nie mógł ukryć łez, które pojawiły się w jego oczach. Usiadł w wannie.
- Z radością to zrobię.
Robię to tylko dlatego, że cię kocham.
Lata mijały. Baekhyun starał się być na każdych urodzinach swojego chrześniaka, które wypadały dokładnie miesiąc przed jego własnymi. Potrafił wziąć wolne w pracy, by tylko pojawić się w domu Jongina i spędzić czas z jego synem. Kwanghee dorastał i był bardzo podobny do ojca, a Baekhyun go tylko rozpieszczał. Nie mógł tego robić Jonginowi od ich rozstania i uczucie do młodszego przelewał w jego syna.
Jednak któregoś razu, kiedy Baekhyun i Jongin zostali z Kwanghee w domu, ten zapytał ich o to, jak się poznali. Jednak chłopak był za młody na odpowiedź prawdziwą, więc obiecali mu, że odpowiedzą na to pytanie, kiedy będzie miał 16 lat. Uznali, że wtedy będzie w odpowiednim wieku. Kwanghee zapisał to sobie w notesiku i wrzucił do pudła, które zniknęło w piwnicy domu Kimów.
W dniu swoich 16 urodzin, Kwanghee wyciągnął pudło. Chciał czegoś poszukać, kiedy znalazł swój stary notes. Podszedł do ojca, pytając go o notatkę.
- Poczekaj chwilę na wujka, wytłumaczymy ci razem - odparł Jongin z uśmiechem. Jego syn coraz bardziej przypominał jego samego.
- To jakaś tajemnica?
- Nawet twoja mama o tym nie wie, dlatego tak długo czekaliśmy..
- Uwielbiam tajemnice! - pisnął Kwanghee, oczekując z niecierpliwością przyjścia swojego wujka.
Nie musiał jednak czekać długo. Baekhyun zapukał do drzwi około pół godziny później, trzymając w dłoniach duże pudło. Ledwo je niósł.
- Hyung, przesadzasz - zaśmiał się Jongin, biorąc pudło i stawiając je na podłodze.
- Aj, nie przesadzaj! Twój syn dorasta, jest praktycznie dorosły - zaśmiał się Baekhyun, witając się z Yunseo, a po chwili z Kwanghee. - Obejrzyj prezent - puścił mu oczko.
- Dziękuję wujku! - chłopak z radością zniknął w swoim pokoju, ciągnąc prezent za sobą.
- Coś ty mu kupił? - spytała Yunseo, uśmiechając się ciepło.
- Poczekaj.. 3, 2, 1 i..
- Kyaaa! Wujku, dziękuję! - ich rozmowę przerwał biegnący do Byuna. Przytulił go mocno. - Skąd wiedziałeś?
- Cóż.. jesteś bardzo podobny do ojca, więc pomyślałem, że będziesz lubił dokładnie to samo - powiedział z uśmiechem najstarszy ze wszystkich. - A od małego masz smykałkę do muzyki. Twój tata też, ale on wolał tańczyć.
- Naprawdę tato?
- Tak.. - odpowiedział Kim, a po chwili spojrzał na żonę. - Yunseo, zostawisz nas przez jakiś czas samych? Będziemy w pokoju..
- Jasne skarbie - powiedziała kobieta, po czym pocałowała męża. Baekhyun przyzwyczajony do tego widoku, poczuł tylko bolesne uderzenie serca, choć na twarzy pozostał uśmiech.
Drzwi pokoju Kwanghee zamknęły się, a trzech mężczyzn usiadło. Jeden na łóżku, dwóch na krzesłach.
- Więc.. jak się poznaliście? - pytał zniecierpliwiony chłopak.
- Cóż.. poznaliśmy się na zawodach tanecznych. Twój tata brał w nich, a ja byłem redaktorem szkolnej gazetki. Nie byliśmy jeszcze w tej samej szkole, jednak..
- Coś między nami.. zaiskrzyło. Miałem 14 lat kiedy się poznaliśmy.
- Ja byłem w twoim wieku.. na początku twój tata denerwował mnie bardzo, bo strasznie się zalecał.
- Ale potem.. po prostu.. zaczęliśmy się spotykać.
- Czekaj.. wy dwaj.. razem? - zdziwił się Kwanghee.
- Tak.. Nasz związek trwał dwa lata. Kiedy..
- Kiedy Baekhyun skończył szkołę i szedł na studia, zerwałem. Chciałem dać mu nowy start w życiu, coś lepszego.. bo nie czułem się na siłach by ciągnąć to dalej.
- Zerwaliśmy spokojnie. Bez krzyków i wrzasków...
- Jednak okazja mogła być inna - dodał Jongin, a po chwili westchnął.
- Zostaliśmy przyjaciółmi. Na początku było ciężko się przestawić... ale daliśmy radę..
- Potem zakochałem się w twojej matce..
- Um.. a teraz co do siebie czujecie?
- Czuję tylko sympatię..
- Wciąż kocham... - szepnął Baekhyun, zaciskając dłonie na kolanach.
- Kwanhee... możesz nas zostawić samych?
- Jasne tato - odpowiedział chłopak i zniknął za drzwiami.
- Naprawdę wciąż mnie kochasz? A co z Chanyeolem? - spytał zdziwiony Kai, przenosząc się na łóżko, by móc patrzeć prosto na Baekhyuna.
- Skłamałem. Tak naprawdę to mój kolega z pracy, jest już po ślubie i ma dwoje dzieci.
- A co z wyjazdami do USA? Do niego? - pytał dalej, a Byun zaciskał dłonie mocniej, by tylko się nie rozpłakać.
- Jeździłem sam, w ramach pracy.
- Dlaczego kłamałeś?
- Chciałem.. chciałem ci pokazać, że jestem szczęśliwy.. przepraszam.
- Więc ty...
- Wciąż cię kocham.. tak.. pójdę już. - łzy spłynęły po jego policzkach mocno. Wstał z krzesła, a po chwili po prostu wyszedł, rzucając ciche "żegnajcie".
Nikt nie myślał, że to nie będzie rzucone na wiatr.
Przez najbliższe kilka dni Baekhyun znów nie odbierał telefonu. Mieszkał sam, nikt tak naprawdę nie wiedział kim jest, bo rzadko rozmawiał z sąsiadami. W końcu Jongin zniecierpliwiony, zapukał do jego mieszkania. Był zły, że Byun kłamał przez ponad 19 lat, że ukrywał się za maską uśmiechu.
Nie dostawszy odpowiedzi, nacisnął na klamkę, która ustąpiła łatwo. Zdziwiony wszedł do mieszkania, a zapach krwi i gnijącego ciała doszedł do jego nozdrzy. Czując łzy w oczach, rzucił się do pokoju Baekhyuna. Niedomknięte drzwi.
Zatkał sobie dłonią usta i nos, a po chwili wszedł do pokoju. Potłuczone szkło, pełno krwi, nagie ciało Baekhyuna, oczy zamknięte, lecz usta otwarte. Całe ciało było poranione. Dłonie i nogi pełne blizn, które dopiero teraz ujrzały światło dzienne. Jongin nawet nie zauważył przez te 19 lat jego anorektycznej chudości.
- Baekhyun... jak mogłeś... - szepnął Kim, po chwili wzywając karetkę. Wyszedł z mieszkania, siadając na schodach by ochłonąć. Łzy wciąż spływały po jego policzkach. Nie słyszał syren, ani lekarzy wchodzących po schodach. Dopóki komisarz nie podszedł do niego, wyłączył się całkowicie.
- Jak to się stało, że znalazł pan ciało? - zapytał mężczyzna.
- Mój przyjaciel nie odbierał ode mnie telefonu od kilku dni, więc przyszedłem osobiście... Drzwi były otwarte to wszedłem do środka.. poczułem zapach krwi i gnijącego ciała.. potem znalazłem Baekhyuna w takim stanie. Wyszedłem z mieszkania i byłem tutaj cały czas..
- Rozumiem, że musi być pan Kim Jongin?
- Tak.. to ja.. skąd pan wie?
- W dłoni pana Byuna było zdjęcie, a z tyłu podpisane pańskim imieniem i nazwiskiem. Proszę. - zdjęcie o którym mówił policjant, znalazło się w drżących dłoniach Kaia.
- Dziękuję.. - szepnął, chowając zdjęcie do kieszeni.
- Jest pan wolny.. może pan iść. Pan Byun nie miał żadnej rodziny, prawda?
- Moja rodzina była jego rodziną. Jego rodzice umarli 15 lat temu w wypadku.
- Rozumiem.. To wszystko.
Kim szybko wyszedł z bloku, po czym udał się do domu. Nie przywitał się nawet z Yunseo, a tym bardziej z Kwanghee. Usiadł w sypialni na łóżku, wyciągnął zdjęcie i spojrzał na ich uśmiechnięte twarze. Odwrócił zdjęcie.

Łzy znów pojawiły się w oczach Kima, kiedy tylko przeczytał notatkę. Dzień, w którym został wykonany napis był dniem jego ślubu z Yunseo. I Baekhyun miał rację. Był mu wierny do samej śmierci.
Jongin nie cierpiał pogrzebów. Nie cierpiał patrzeć na twarz osoby, która umarła. Zwłaszcza teraz.
- Był dla nas przyjacielem, wiernym, szczerym, uczciwym przyjacielem. Był jak brat, każdy mógł mu zaufać. Kochający do samego końca, nie chcąc nas niepokoić. Baekhyun, dziękujemy że byłeś. Przeżywszy 39 lat, spoczywaj w pokoju.
Tego dnia padał deszcz. Stojąc nad świeżo wykopanym grobem, Jongin miał przed oczami obraz uśmiechniętej twarzy swojego przyjaciela.
- Wiesz hyung.. nie rozumiem dlaczego nie chciałeś mi powiedzieć wcześniej. Ukrywałeś się za maską udawanego szczęścia.. i pozwalałeś mi w nie wierzyć. Jesteś.. popieprzony.. jak mogłeś, hyung? Jak mogłeś.. jak mogłeś zostawić mnie tu samego? Nienawidzę cię za to co zrobiłeś.. i chciałem ci powiedzieć jeszcze.. kocham cię. Skłamałem wtedy.. dlaczego nie możesz tego usłyszeć? Dziękuję za 23 lata znajomości.. za 23 lata miłości.
Nagle deszcz przestał padać, a liść zakrył fragment nagrobku. Spojrzał w tym kierunku. Przykryta była data śmierci. Jongin się zaśmiał.
- I będę ci wierny aż do śmierci, co? - zaśmiał się znowu, a kiedy wrócił do domu, postawił w sypialni swoje i Baekhyuna zdjęcie. Stało ono do samego końca, dopóki Kim w sędziwym wieku nie zabrał go do grobu.

___________________________________________________________________
ah.. jaką miałam ochotę napisać coś takiego ;_; chodziło mi po głowie od samego rana ;;
przepraszam za angsta :c i chyba nawet jest trochę chaotycznie napisany, ale.. pod sam koniec ledwo widziałam przez łzy XD <3
w przyszykowaniu mam hunhan, xiuhan, xiulay, kaisoo, "It's time to say goodbye part 2"   i... niespodziankę! c:
do zobaczenia! <3

4 komentarze:

  1. Oh ah eh, piękne. Smutne ale bardzo mi się podobało. Czekam z niecierpliwością na więcej takich ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz spotykam się z takim nietypowym paringiem. Zaskoczył mnie pozytywnie. :)
    Kai odszedł od Baeka, a ten pozostał mu wierny do samego końca. Ta miłość wyniszczyła go. Chociaż Jongin mógłby wrócić potem do Byuna, ale zachciało mu się dziewczyny. Oj nie ładnie, Jongin. :p Czułam, że zakończy się źle, to nie traciłam nadziei na szczęsliwy koniec. Niestety, moje przeczucia szlag trafił, a pozostał smutek. ;__;
    Bardzo mi się podobało, jednak gdzieniegdzie trafiał się chaos i nie wiedziałam co co do kończa czytam. xDD Lubię!! Pozdrawiam i życzę weny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryczę :c I to tak fest... Co to miało być? Tyle lat oszukiwać? Cierpieć i zadawać sobie podwójny ból, bo i psychiczny i fizyczny, tylko po to, żeby po śmierci dowiedzieć się, że Kai cały czas go kochał? Po co on to kończył, po co chciał jego przyjaźni, po co dawał mu to zaproszenie, po co mianował go na ojca chrzestnego. To wszystko przez niego i jak najbardziej powinien być na siebie zły, że niczego nie zauważył. Znał go przecież tak długo... załamka życia :C
    Cudowne to było <3
    Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem jest dobra taka odskocznią. Piękne opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad, który nie zginie, mimo mnóstwa kątów i korytarzy bezkresnego świata fanficów.