Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KaiBaek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KaiBaek. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2014

Wciąż cię kocham

Rok szkolny. Większość młodzieży nie cierpi tego okresu i najchętniej nie chodziłaby w tym czasie do szkoły, jednak obowiązek nauki ciąży nad nimi, choć i tak część osób znajduje sposoby na ominięcie nakazu. Jednym z takich uczniów jest Kim Jongin. Pierwszoroczniak, tancerz, przystojny, sportowiec. Niezależnie od tego, kim się było, dosłownie wszyscy wiedzieli kim jest Jongin. Lub Kai, dla znajomych.
Brunet nigdy nie ukrywał, że popularność mu się podoba. Kręciło go to, nawet bardzo. Dzięki swojemu urokowi, potrafił przyciągnąć uwagę każdego w okolicy, a jego głos dodatkowo mu w tym pomagał. Jednak jak każdy, Kim miał swoją tajemnicę, o której nie wiedział nikt, poza nim samym. Jongin miał chłopaka.
Otaczający go wianuszek dziewcząt wzdychał co chwila, jednak młody chłopak rozglądał się za kimś innym. Rozjaśniona do brązu czupryna, niski wzrost i szeroki uśmiech. Gdziekolwiek był, Jongin musiał go znaleźć.
Byun Baekhyun należał do redakcji szkolnej gazetki. Nie wyróżniał się specjalnie, może tylko jaśniejsze od reszty włosy sprawiały takie wrażenie, jednak samym sobą nie specjalnie uciekał się do chęci bycia w szkolnej elicie. Nie lubił sławy, choć jego artykuły przyciągały uwagę każdego. Mimo chęci pozostania w ukryciu, coś sprawiało, że ciągnęło go do sławy. A raczej ktoś. Ciemniejsza karnacja, ciemnoczekoladowe włosy i nieziemskie spojrzenie.
- Panie wybaczą - powiedział szybko Jongin, wybiegając spomiędzy wianuszka, aby podbiec do niskiego chłopaka. Stanął obok niego po chwili i uśmiechnął się. - Wracamy razem, hyung?
- Dzisiaj muszę zostać i popracować przy artykułach - powiedział niewzruszony jego obecnością Baekhyun.
- Więc zostanę z tobą, a potem cię odprowadzę.
Byun uśmiechnął się pod nosem i po chwili skręcił w stronę łazienki. Torba z książkami zsunęła się z jego ramienia, kiedy drzwi łazienki zamknęły się za nimi. Trzecioklasista uśmiechnął się szeroko, a po chwili stanął na palcach i musnął miękkie usta wyższego, ale młodszego chłopaka. Wtulił się po chwili w jego ciało, które nagle dostało paraliżu. Przymknął powieki.
- Jongin... - szepnął cicho, zaciskając dłonie na jego mundurku. Wargi Jongina błądziły po jego szyi, zostawiając na niej mokre, lekko zaczerwienione ślady. - Jongin proszę... jesteśmy w szkole - wyszeptał, przylegając do niego mocniej. Brunet przyparł go do ściany, więc mógł opleść nogami jego biodra i oddać się przyjemności. Cichy jęk wydostał się z ust Baekhyuna, kiedy nagle usłyszeli dzwonek na lekcje.
- Rodzice wracają jutro po południu. Przyjdziesz na noc? - spytał sugestywnie Kim, patrząc w lekko przymknięte oczy starszego.
- Przyjdę... i cię wykastruję. Doprowadzasz mnie do szału! - pisnął Byun, biorąc torbę i zakładając ją na ramię.
- Z wzajemnością hyung - szepnął z uśmiechem Kai, po czym zniknął na korytarzu. Baekhyun poprawił tylko włosy i mundurek, po czym wyszedł z łazienki i poszedł do swojej klasy. Przez zabawę z młodszym nie potrafił skupić się na lekcji, dlatego starał się udawać chociaż, że słucha nauczyciela na i tak nudnej historii. Kiedy tylko dzwonek zadzwonił, wybiegł z klasy i wziąwszy swoje rzeczy z szafki, udał się do sali komputerowej. Wziął głęboki oddech, zaczynając przeglądać przygotowane materiały do szkolnej gazetki. Tak bardzo skupił się na swoim zajęciu, że nie zauważył kiedy drzwi się otworzyły, a Jongin usiadł obok niego, a ich kolana się stykały. Przeglądał kolejne zdania, czując jak dłoń chłopaka przyciąga go nagle do siebie. Wylądował na jego kolanach.
- Jongin? - spytał ze zdziwieniem Baekhyun, wtulając się w jego ciało.
- Przerzuć to wszystko na pendrive'a, przejrzymy to u mnie - poprosił brunet.
- Jongin, wiesz że muszę to zrobić w szkole - westchnął starszy.
- Proszę? - wyższy zrobił maślane oczka, patrząc na niego błagalnie. Po chwili poczuł na swoim czole czułe muśnięcie.
- Ale obiecujesz, że przywieziesz mnie jutro do szkoły wcześniej?
- Obiecuję - powiedział Kim, rozchylając swoimi wargami usta trzecioklasisty, by zatopić się w nich po chwili.
Tak jak obiecał, następnego dnia byli w szkole znacznie szybciej niż reszta. Baekhyun mógł spokojnie jeszcze raz sprawdzić wszystkie notatki i wysłać je do opiekunki gazetki, pani Kwon. Uśmiechnięty, musnął wargi Kima, dziękując mu po chwili. Naprawdę kochał tego chłopaka i nie chciał go stracić. To był ostatni rok Byuna w szkole, nim uda się na studia, dlatego tym bardziej zależało mu na młodszym chłopaku.
Rok szkolny minął bardzo szybko. Nim się obejrzeli, Baekhyun odbierał świadectwo ukończenia liceum oraz wyniki końcowych egzaminów, a Jongin chwalił się pomyślnym zdaniem egzaminu do następnej klasy. Byun był naprawdę dumny ze swojego chłopaka i w ramach gratulacji zabrał go do restauracji. Czuł, że to będzie nowy etap w ich związku, dlatego tym bardziej był zadowolony. Ubrał się bardzo elegancko, ale nadal na luzie, podkreślił swoje oczy czarnym eyelinerem, a także dobrał doskonałe perfumy. W końcu, to była również ich randka.
O umówionej godzinie spotkali się w wybranej przez starszego restauracji. Usiedli, zamówili co chcieli, a potem zajęli się rozmową.
- Z okazji ukończenia doskonale pierwszego roku, proszę - powiedział Baekhyun, podając mały prezent brunetowi. Ten wziął pakunek i otworzył z uśmiechem.
- Nie musiałeś, hyung - powiedział Jongin, patrząc na łańcuszek. Założył go po chwili na szyję.
- Ale chciałem. Pasuje do ciebie - odparł Baekhyun.
Wieczór wydawał się wspaniały. Ciepły wiatr, bliskość, rozmowy. Jednak pozory mylą.
- Um.. hyung? - zaczął nagle Jongin, kiedy stali pod drzwiami mieszkania Byuna.
- Tak, Jongin? - po głosie jasnowłosy zdołał wyczuć, że coś jest nie tak, a młodszy bije się z własnymi myślami.
- To koniec.
Idealny świat Baekhyuna zniknął wraz z wypowiedzeniem tych dwóch słów. Serce pękało mu na kawałeczki, a oczy zaszły się łzami. Jednak Baekhyun szybko przełknął ślinę i uśmiechnął się.
- Baekhyun.. Przepraszam - powiedział cicho brunet, patrząc w oczy starszego, na co ten machnął ręką.
- Nie, nic się nie stało, Jongin. Widocznie.. tak miało być - odpowiedział Byun.
- Huung..
- Wszystko w porządku. Poradzę sobie.. idź już, mama na ciebie czeka - powiedział Baekhyun, po czym zawahał się.
- Ja.. czy to nie będzie nieuprzejme, jeśli poproszę cię o zostanie moim przyjacielem? W końcu.. doskonale się dogadywaliśmy...
- Nie.. myślę, że to nie będzie zły pomysł - powiedział cicho Baekhyun, czując jak gula w jego gardle z każdą chwilą się powiększa. Odwrócił się, a łzy spłynęły po jego policzkach. - Do.. do zobaczenia, Jongin.
- Przepraszam - usłyszał jeszcze ciche przeprosiny, nim drzwi jego mieszkania się zamknęły. Jego rodziców na szczęście nie było, więc opadł bezwładnie na podłogę, ukrywając twarz w dłoniach. Myśli krążyły po jego głowie chaotycznie, nie wiedział co robić.
Rzucił jednym butem w przód, a następnie drugim. Oba trafiły w naprzeciwległą ścianę. Na ziemi wylądowała jego kurtka. Kilka kroków dalej-koszula. Potem spodnie. W samych bokserkach stanął w swoim pokoju, biorąc do ręki ich wspólne zdjęcie. Łzy kapały na szkło, a dłonie trzęsły się mocno. W końcu ramka upadła na podłogę, roztrzaskując się.
Baekhyun usiadł na podłodze, biorąc w palce większe kawałki szkła. Uśmiechnął się delikatnie, po czym ułożył się wygodnie i pierwszy raz zrobił to, czego zawsze się obawiał.
Długie, krwistoczerwone kreski zdobiły jego blade uda, a kropelki krwi kapały powoli na podłogę. Nie czuł bólu fizycznego, odczuwał jedynie łamiące się coraz bardziej serce. Rzucił się na łóżko i głośno krzyknął w poduszkę.
Zasnął, wykończony płaczem.
Następnego dnia nawet nie poszedł do łazienki. Zamknięty cały dzień w pokoju, bez jedzenia. Nie zauważył nawet rozładowanego telefonu, ani bałaganu. Utkwił w swoim śnie, gdzie wszystko nadal trwało.
Jongin ponownie spróbował dodzwonić się do Baekhyuna. W końcu, minęło już kilkanaście dni od zerwania.
"Wybrany abonament jest poza zasięgiem sieci, prosimy spróbować ponownie"
Z westchnieniem, postanowił pójść do starszego osobiście. Może i nie było to zbyt przyjemne, ale obiecali sobie, że zostaną przyjaciółmi. Ubrał się szybko i poszedł, a po kilku minutach biegu stał już pod drzwiami mieszkania. Zapukał cicho.
Cisza.
Zapukał ponownie. W końcu usłyszał odgłosy ze środka. Jakby coś się przewracało, wolne kroki, szloch.
- Kto tam? - Kai uśmiechnął się.
- Hyung, to ja.. mogę?
Baekhyun zawahał się. Ból w sercu powrócił nagle, a ciało się zatrzęsło. Przybrał jednak uśmiechnięty wyraz twarzy, po czym poprawił sweter i otworzył drzwi.
- Dobrze wyglądasz, Jongin.. - oznajmił cicho, udając się do kuchni.
- Nie mogę tego powiedzieć o tobie, hyung... nie spałeś za dobrze w nocy?
- Co? Ah.. nie, nie.. to po prostu stres z wybraniem studiów. Wiesz, wciąż się waham - oznajmił cicho, choć już zdecydował, ale nie chciał martwić Jongina.
- Hyung...
- Napijesz się herbaty? - przerwał mu Baekhyun, uśmiechając się ciepło. Mimo że było mu ciężko, potrafił to doskonale ukryć pod maską uśmiechu.
- Tak..
Wiedział, że rozmowa nie będzie się kleiła zbyt dobrze. Ale musiał z nim porozmawiać, usłyszeć jego głos.
- Jak nowy rok? Z kim jesteś w klasie?
- Część osób z poprzedniej klasy jest razem ze mną obecnie.. nie narzekam. To dopiero początek, ale już odczuwam tą małą różnicę w klasach.
- To dobrze.. koledzy przynajmniej są z tobą - oznajmił cicho Byun, kładąc trzęsącymi się dłońmi kubki na stół. Przynajmniej nie wylało mu się nic.
- Tak.. też tak myślę.
Jongin westchnął cicho.
- Jak twoja mama?
- Dobrze.
- Hyung?
- Nie. Nic mi nie jest - powiedział twardo starszy, odwracając wzrok.
- Hyung...
- Nic mi nie jest! - krzyknął w końcu Baekhyun. Spojrzał na niego oczami pełnymi wściekłości, a jednocześnie smutku. Po chwili po jego policzkach spływały łzy, a kubek z herbatą znalazł się w kawałkach na podłodze. Kiedy usta Kima otworzyły się, by powiedzieć cokolwiek, Byun tylko szepnął - Wyjdź...
Drzwi nagle zamknęły się, a jasnowłosy opadł na podłogę, szlochając cicho. Jeszcze było za wcześnie.
Ich pierwsze spotkanie po rozstaniu było na urodzinach Baekhyuna. Byun osobiście jednak nie chciał ich wyprawiać, mimo że od rozstania z Kaiem minęły już dwa miesiące, to po prostu nie był w nastroju do świętowania czegokolwiek. Mimo to ucieszył się lekko, kiedy w jego progu pojawił się właśnie Jongin z tortem.
- Dzięki, Jongin.
- Od czego ma się.. przyjaciół - powiedział Kim, uśmiechając się lekko. Starszy odwzajemnił uśmiech i po chwili małe przyjęcie zaczęło się. Oglądali razem filmy, rzucali jedzeniem, po prostu bawili się dobrze. Jak dawniej. Jeden dzień odskoczni.
Dzięki temu, stosunki byłych kochanków polepszyły się. Spotykali się w miarę regularnie, Baekhyun ostatecznie udał się na studia, ale weekendy starali się spędzać w swoim towarzystwie. Wszystko zaczynało się powoli układać.
Do momentu, w którym Baekhyun nie dostał nagle zaproszenia od Jongina.
- Co to jest? - spytał starszy, patrząc na przyjaciela.
- Zaproszenie.. - powiedział Jongin, uśmiechając się. Myśląc, że to zaproszenie na jakąś większą imprezę z okazji zakończenia szkoły Jongina, otworzył kopertę z szerokim uśmiechem. Jednak, z każdym kolejnym przeczytanym słowem, uśmiech Baekhyuna znikał.
- Z-Zaproszenie na.. na ślub? Kiedy? Kiedy ty..?
- Przepraszam, nie powiedziałem ci jeszcze o niej. To Yunseo, z mojej klasy... W zeszłym roku tak jakoś, ale jestem pewny że to było trochę wcześniej.. - powiedział z uśmiechem Jongin, drapiąc się po głowie. Baekhyun czuł gulę w gardle, ale ponownie przybrał maskę. Uśmiechnął się znowu.
- W porządku... mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi.
- Hyung.. i mam prośbę. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, pierwszy wiesz o ślubie i chciałbym, abyś został świadkiem.
Świat blondyna nikł, ale nie mógł przecież tego pokazać młodszemu.
- Z radością to zrobię.
- Jesteś wielki, hyung.
Robię to, bo cię kocham.
Ślub przyszedł szybko, szybciej niż Baekhyun chciał.
- Czy ty, Kim Jongin, bierzesz Park Yunseo za swoją żonę? I przyrzekasz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także będziesz przy niej w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i smutku, i nie opuścisz jej aż do śmierci?
- Tak.
- A czy ty, Park Yunseo, bierzesz Kim Jongina za męża? I przyrzekasz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także będziesz przy nim w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i smutku, i nie opuścisz go aż do śmierci?
- Tak.
- Ogłaszam was mężem i żoną.
Baekhbyun czuł łzy w oczach. Wszyscy pewnie myśleli, że jest po prostu wzruszony ślubem, że jego najlepszy przyjaciel wyrósł na wspaniałego mężczyznę, jednak.. jednak prawda była inna. Baekhyun płakał, nie tylko z powodu jego szczęścia. On płakał także z własnej bezsilności. Chciał być na miejscu Yunseo. Chciał aby to, co się stało 2 lata temu nigdy się nie stało, aby nigdy nie doszło do zerwania te 2 cholerne lata temu. Zacisnął dłonie w pięści i kiedy tylko msza się skończyła, pogratulował obojgu.
Na weselu starał się bawić jak najlepiej, tańcząc z Yunseo, jej koleżankami, kuzynkami, siostrami Jongina. Wypił sporo, jednak nie myślał o tym. Chciał po prostu zapomnieć.
A kiedy impreza dobiegła końca i znalazł się we własnym mieszkaniu, przymknął oczy, a na podłodze znów znalazły się krwistoczerwone krople. Nie wiedział czemu, ale uzależnił się od tego. Dawało mu chociaż chwilowe ukojenie, takie, aby następnego dnia był spokojny.
Kolejne tygodnie pochłonęły Baekhyuna w wir pracy. Studia przeszedł pomyślnie, a praca dawała mu satysfakcję. Poznał tam Park Chanyeola i zaprzyjaźni się z nim.
Park był wysoki, wiecznie roześmiany i napełniony energią. Kobiety wzdychały do niego, jednak Chanyeol je ignorował, ponieważ w domu czekała na niego piękna żona i dwoje kochanych bliźniąt. Dlatego, mimo że Baekhyun go bardzo lubił, nawet nie odważyłby się zapytać o spotkanie, nawet przyjacielskie, sam. Wolał, gdy Park robił to za niego. Wtedy czuł się lepiej.
Szykując któregoś dnia kąpiel, zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz, po czym odebrał.
- Co słychać, Jongin?
- Będę ojcem, hyung! - zawołał szybko młodszy. Kolejne pęknięcie.
- Bardzo się cieszę! Kiedy termin? - Byun doskonale wyćwiczył sobie udawanie szczęśliwego.
- Na 25 marca, ale wiadomo, różnie to jest..
- To świetnie! Nie znam chyba nikogo z marca - zaśmiał się blondyn.
- Hyung? Mógłbyś zostać chrzestnym? Yunseo myśli, że będziesz idealny w tej roli, a ja tylko to potwierdzam - poprosił. Baekhyun teraz nie mógł ukryć łez, które pojawiły się w jego oczach. Usiadł w wannie.
- Z radością to zrobię.
Robię to tylko dlatego, że cię kocham.
Lata mijały. Baekhyun starał się być na każdych urodzinach swojego chrześniaka, które wypadały dokładnie miesiąc przed jego własnymi. Potrafił wziąć wolne w pracy, by tylko pojawić się w domu Jongina i spędzić czas z jego synem. Kwanghee dorastał i był bardzo podobny do ojca, a Baekhyun go tylko rozpieszczał. Nie mógł tego robić Jonginowi od ich rozstania i uczucie do młodszego przelewał w jego syna.
Jednak któregoś razu, kiedy Baekhyun i Jongin zostali z Kwanghee w domu, ten zapytał ich o to, jak się poznali. Jednak chłopak był za młody na odpowiedź prawdziwą, więc obiecali mu, że odpowiedzą na to pytanie, kiedy będzie miał 16 lat. Uznali, że wtedy będzie w odpowiednim wieku. Kwanghee zapisał to sobie w notesiku i wrzucił do pudła, które zniknęło w piwnicy domu Kimów.
W dniu swoich 16 urodzin, Kwanghee wyciągnął pudło. Chciał czegoś poszukać, kiedy znalazł swój stary notes. Podszedł do ojca, pytając go o notatkę.
- Poczekaj chwilę na wujka, wytłumaczymy ci razem - odparł Jongin z uśmiechem. Jego syn coraz bardziej przypominał jego samego.
- To jakaś tajemnica?
- Nawet twoja mama o tym nie wie, dlatego tak długo czekaliśmy..
- Uwielbiam tajemnice! - pisnął Kwanghee, oczekując z niecierpliwością przyjścia swojego wujka.
Nie musiał jednak czekać długo. Baekhyun zapukał do drzwi około pół godziny później, trzymając w dłoniach duże pudło. Ledwo je niósł.
- Hyung, przesadzasz - zaśmiał się Jongin, biorąc pudło i stawiając je na podłodze.
- Aj, nie przesadzaj! Twój syn dorasta, jest praktycznie dorosły - zaśmiał się Baekhyun, witając się z Yunseo, a po chwili z Kwanghee. - Obejrzyj prezent - puścił mu oczko.
- Dziękuję wujku! - chłopak z radością zniknął w swoim pokoju, ciągnąc prezent za sobą.
- Coś ty mu kupił? - spytała Yunseo, uśmiechając się ciepło.
- Poczekaj.. 3, 2, 1 i..
- Kyaaa! Wujku, dziękuję! - ich rozmowę przerwał biegnący do Byuna. Przytulił go mocno. - Skąd wiedziałeś?
- Cóż.. jesteś bardzo podobny do ojca, więc pomyślałem, że będziesz lubił dokładnie to samo - powiedział z uśmiechem najstarszy ze wszystkich. - A od małego masz smykałkę do muzyki. Twój tata też, ale on wolał tańczyć.
- Naprawdę tato?
- Tak.. - odpowiedział Kim, a po chwili spojrzał na żonę. - Yunseo, zostawisz nas przez jakiś czas samych? Będziemy w pokoju..
- Jasne skarbie - powiedziała kobieta, po czym pocałowała męża. Baekhyun przyzwyczajony do tego widoku, poczuł tylko bolesne uderzenie serca, choć na twarzy pozostał uśmiech.
Drzwi pokoju Kwanghee zamknęły się, a trzech mężczyzn usiadło. Jeden na łóżku, dwóch na krzesłach.
- Więc.. jak się poznaliście? - pytał zniecierpliwiony chłopak.
- Cóż.. poznaliśmy się na zawodach tanecznych. Twój tata brał w nich, a ja byłem redaktorem szkolnej gazetki. Nie byliśmy jeszcze w tej samej szkole, jednak..
- Coś między nami.. zaiskrzyło. Miałem 14 lat kiedy się poznaliśmy.
- Ja byłem w twoim wieku.. na początku twój tata denerwował mnie bardzo, bo strasznie się zalecał.
- Ale potem.. po prostu.. zaczęliśmy się spotykać.
- Czekaj.. wy dwaj.. razem? - zdziwił się Kwanghee.
- Tak.. Nasz związek trwał dwa lata. Kiedy..
- Kiedy Baekhyun skończył szkołę i szedł na studia, zerwałem. Chciałem dać mu nowy start w życiu, coś lepszego.. bo nie czułem się na siłach by ciągnąć to dalej.
- Zerwaliśmy spokojnie. Bez krzyków i wrzasków...
- Jednak okazja mogła być inna - dodał Jongin, a po chwili westchnął.
- Zostaliśmy przyjaciółmi. Na początku było ciężko się przestawić... ale daliśmy radę..
- Potem zakochałem się w twojej matce..
- Um.. a teraz co do siebie czujecie?
- Czuję tylko sympatię..
- Wciąż kocham... - szepnął Baekhyun, zaciskając dłonie na kolanach.
- Kwanhee... możesz nas zostawić samych?
- Jasne tato - odpowiedział chłopak i zniknął za drzwiami.
- Naprawdę wciąż mnie kochasz? A co z Chanyeolem? - spytał zdziwiony Kai, przenosząc się na łóżko, by móc patrzeć prosto na Baekhyuna.
- Skłamałem. Tak naprawdę to mój kolega z pracy, jest już po ślubie i ma dwoje dzieci.
- A co z wyjazdami do USA? Do niego? - pytał dalej, a Byun zaciskał dłonie mocniej, by tylko się nie rozpłakać.
- Jeździłem sam, w ramach pracy.
- Dlaczego kłamałeś?
- Chciałem.. chciałem ci pokazać, że jestem szczęśliwy.. przepraszam.
- Więc ty...
- Wciąż cię kocham.. tak.. pójdę już. - łzy spłynęły po jego policzkach mocno. Wstał z krzesła, a po chwili po prostu wyszedł, rzucając ciche "żegnajcie".
Nikt nie myślał, że to nie będzie rzucone na wiatr.
Przez najbliższe kilka dni Baekhyun znów nie odbierał telefonu. Mieszkał sam, nikt tak naprawdę nie wiedział kim jest, bo rzadko rozmawiał z sąsiadami. W końcu Jongin zniecierpliwiony, zapukał do jego mieszkania. Był zły, że Byun kłamał przez ponad 19 lat, że ukrywał się za maską uśmiechu.
Nie dostawszy odpowiedzi, nacisnął na klamkę, która ustąpiła łatwo. Zdziwiony wszedł do mieszkania, a zapach krwi i gnijącego ciała doszedł do jego nozdrzy. Czując łzy w oczach, rzucił się do pokoju Baekhyuna. Niedomknięte drzwi.
Zatkał sobie dłonią usta i nos, a po chwili wszedł do pokoju. Potłuczone szkło, pełno krwi, nagie ciało Baekhyuna, oczy zamknięte, lecz usta otwarte. Całe ciało było poranione. Dłonie i nogi pełne blizn, które dopiero teraz ujrzały światło dzienne. Jongin nawet nie zauważył przez te 19 lat jego anorektycznej chudości.
- Baekhyun... jak mogłeś... - szepnął Kim, po chwili wzywając karetkę. Wyszedł z mieszkania, siadając na schodach by ochłonąć. Łzy wciąż spływały po jego policzkach. Nie słyszał syren, ani lekarzy wchodzących po schodach. Dopóki komisarz nie podszedł do niego, wyłączył się całkowicie.
- Jak to się stało, że znalazł pan ciało? - zapytał mężczyzna.
- Mój przyjaciel nie odbierał ode mnie telefonu od kilku dni, więc przyszedłem osobiście... Drzwi były otwarte to wszedłem do środka.. poczułem zapach krwi i gnijącego ciała.. potem znalazłem Baekhyuna w takim stanie. Wyszedłem z mieszkania i byłem tutaj cały czas..
- Rozumiem, że musi być pan Kim Jongin?
- Tak.. to ja.. skąd pan wie?
- W dłoni pana Byuna było zdjęcie, a z tyłu podpisane pańskim imieniem i nazwiskiem. Proszę. - zdjęcie o którym mówił policjant, znalazło się w drżących dłoniach Kaia.
- Dziękuję.. - szepnął, chowając zdjęcie do kieszeni.
- Jest pan wolny.. może pan iść. Pan Byun nie miał żadnej rodziny, prawda?
- Moja rodzina była jego rodziną. Jego rodzice umarli 15 lat temu w wypadku.
- Rozumiem.. To wszystko.
Kim szybko wyszedł z bloku, po czym udał się do domu. Nie przywitał się nawet z Yunseo, a tym bardziej z Kwanghee. Usiadł w sypialni na łóżku, wyciągnął zdjęcie i spojrzał na ich uśmiechnięte twarze. Odwrócił zdjęcie.

Łzy znów pojawiły się w oczach Kima, kiedy tylko przeczytał notatkę. Dzień, w którym został wykonany napis był dniem jego ślubu z Yunseo. I Baekhyun miał rację. Był mu wierny do samej śmierci.
Jongin nie cierpiał pogrzebów. Nie cierpiał patrzeć na twarz osoby, która umarła. Zwłaszcza teraz.
- Był dla nas przyjacielem, wiernym, szczerym, uczciwym przyjacielem. Był jak brat, każdy mógł mu zaufać. Kochający do samego końca, nie chcąc nas niepokoić. Baekhyun, dziękujemy że byłeś. Przeżywszy 39 lat, spoczywaj w pokoju.
Tego dnia padał deszcz. Stojąc nad świeżo wykopanym grobem, Jongin miał przed oczami obraz uśmiechniętej twarzy swojego przyjaciela.
- Wiesz hyung.. nie rozumiem dlaczego nie chciałeś mi powiedzieć wcześniej. Ukrywałeś się za maską udawanego szczęścia.. i pozwalałeś mi w nie wierzyć. Jesteś.. popieprzony.. jak mogłeś, hyung? Jak mogłeś.. jak mogłeś zostawić mnie tu samego? Nienawidzę cię za to co zrobiłeś.. i chciałem ci powiedzieć jeszcze.. kocham cię. Skłamałem wtedy.. dlaczego nie możesz tego usłyszeć? Dziękuję za 23 lata znajomości.. za 23 lata miłości.
Nagle deszcz przestał padać, a liść zakrył fragment nagrobku. Spojrzał w tym kierunku. Przykryta była data śmierci. Jongin się zaśmiał.
- I będę ci wierny aż do śmierci, co? - zaśmiał się znowu, a kiedy wrócił do domu, postawił w sypialni swoje i Baekhyuna zdjęcie. Stało ono do samego końca, dopóki Kim w sędziwym wieku nie zabrał go do grobu.

___________________________________________________________________
ah.. jaką miałam ochotę napisać coś takiego ;_; chodziło mi po głowie od samego rana ;;
przepraszam za angsta :c i chyba nawet jest trochę chaotycznie napisany, ale.. pod sam koniec ledwo widziałam przez łzy XD <3
w przyszykowaniu mam hunhan, xiuhan, xiulay, kaisoo, "It's time to say goodbye part 2"   i... niespodziankę! c:
do zobaczenia! <3

2 czerwca 2013

Obserwator

~POV: Kai~


Od dłuższego czasu czułem się obserwowany. Jednak zważając na moje życie... Nie, to jest obrzydliwe kiedy czujesz obleśny wzrok zupełnie obcych ludzi na swoim własnym, ale sexy, ciele. Wiedziałem, że mnie pożądają.
Westchnąłem teatralnie tak, jak moje kochane fanki na naszych występach.
No właśnie- nie przedstawiłem się.
Okej, a więc od początku: Nazywam się Kim JongIn ale wolę używać na co dzień Kai. To jest mój pseudonim w zespole. Moją pozycją tam jest bycie gitarzystą i sub-vocalem. Mam tylko 3 przyjaciół, a są to pozostali członkowie SMEX: Chen, Luhan i Tao.
Chen jest głównym vocalem + jest dwa lata starszy ode mnie. Kim JongDae to jego pełne imię i nazwisko.
Luhan to Chińczyk i naprawdę nazywa się. Lu Han. Jest najstarszy (czyli 4 lata różnicy między mną a nim) i gra na pozycji basisty i też jest sub-vocalem. Nie wiem co on zrobił ale wygląda czasami młodziej ode mnie...
No i w końcu Huang ZiTao znany po prostu jako Tao. Tak jak Lu pochodzi z Chin ale... Jest zdecydowanie groźniejszy jeśli chodzi o wygląd. Rok starszy, silniejszy i do tego oprócz perkusji, na której gra u nas, trenuje Wushu... (Widziałem jeden trening i uwierzcie mi, nie chcecie widzieć upadającego faceta na... ugh, nawet nie wiem co to do końca było, ale Tao strasznie zabolało. Omal nie oberwałem z tego jego wushu między nogi).
Co do mnie: jestem przystojny, cudowny i wręcz idealny. Ciemne włosy opadające łagodnie na pociągającą (ale nie tak jak całe moje ciało!) twarz, ciemnoczekoladowe oczy patrzące na ciebie z pożądaniem (o ile jesteś wart mojej uwagi!) i miękkie, idealne do całowania usta.
Dużo ćwiczę, dlatego nie jestem jakimś tam słabeuszem. Mięśnie na brzuchu i ramionach widać gołym okien co jeszcze bardziej przyciąga do mnie tłum piszczących, wrzeszczących i mdlejących fanek.
Kiedyś tańczyłem dlatego świetnie się ruszam. Popadam w paranoję.
No, może wróćmy wreszcie do początku mojej opowieści.
Jak już wspominałem wcześniej, z każdym dniem czułem się coraz dziwniej. Fustrowała mnie każda drobnostka, jednak najbardziej to ten tłum wokół mnie. Na koncertach owszem- podobało m się to, ale kiedy idziesz do sklepu niedaleko twojego mieszkania po kilka ważniejszych w danym momencie zakupów, to taka sytuacja nie przypada mi do gustu.
Jednakże wspominałem także o moim poczuciu obserwowania mnie.
Aż mnie ciary przechodzą jak o tym myślę. Cholera...
Nagle coś przyciągnęło mnie do okna. Spojrzałem przez nagrzaną od promieni słonecznych szybę i szukałem czegokolwiek co wzbudziło by jakieś podojrzenia. I znalazłem to.
Na ósmym piętrze sąsiedniego budynku w jednym z mieszkań ruszyła się firanka. Skupiłem wzrok w tamtym miejscu i zauważyłem zaledwie pół głowy tego kogoś. Nagle podniósł się, a ja wychwyciłem wzrokiem w tamtym momencie lornetkę przy przy jego twarzy. Bingo!
Nagle dałem nurka pod parapet czując jak ściska mnie w żołądku. Chyba rozpoznałem swojego obserwatora.
Byun BaekHyun. 
Blond czupryna, oczy podkreślone czarnym eyelinerem, usta wygięte w delikatnym uśmiechu... Zawsze pachniał tak ładnie, a jego wargi smakowały waniliowo...
Pamiętam.
Byliśmy ze sobą przez 2 lata w czasie liceum, a potem... Potem to mnie wykorzystał i zostawił.
Mój pierwszy raz był właśnie z nim.
Cholera by to wzięła, bo pierwszego seksu się nie zapomina.
A ja chciałem, bo on potraktował mnie jak dziwkę.
Wziąłem dwa głębokie wdechy i podniosłem się na kolana. Idąc na czworaka (boże, że też upadłem tak nisko) wyszedłem z mojej sypialni na przedpokój skąd mogłem już iść normalnie jak cywilizowany człowiek. Szybkim krokiem znalazłem się w takim moim małym 'kąciku przyjemności', gdzie znajdowała się kanapa, laptop, gitara i półka z książkami. Od razu rozsiadłem się na kremowej skórze sofy kładąc sobie na kolanach laptopa.
Odkąd jesteśmy z chłopakami coraz popularniejsi, założyłem sobie konto na twitterze, tumblr i paru innych stronach.Czasem wrzucam jakieś kompromitujące zdjęcia Chena albo Luhana bo te od Tao to się boję udostępniać...
Dzisiaj z czystej ciekawości sprawdziłem swoich obserwatorów na tumblr. Nigdy wcześniej tego nie robiłem jednak sytuacja sprzed kilku minut...  Ugh.
Przewijałem ekran szukając tej jednej konkretnej osoby.
Bingo. 'byubyunbaconkk' to jego konto. Wszedłem na nie i zamarłem.
Pomijając fakt, że miał więcej obserwatorów, to widziałem tam coś jeszcze. Moje własne zdjęcia.
Nie no, on ma jakąś obsesje na moim punkcie? Przecież, cholera jasna, zerwał ze mną i potraktował jak szmatę. Dlaczego więc mnie obserwował?
Okej. Kliknąłem niepewnie w najpopularniejszy link nie bardzo wiedząc czego się spodziewać.
To mnie przerosło.
BaekHyun, ty pieprzony draniu. Wstawiłeś na swojego tumblra gifa jak się całujemy?! Zabije jak dorwe. Skopiowałem link i wysłałem chłopakom na meila. Byłem wściekły.
Zamknąłem laptopa z hukiem omal nie uszkadzając go przy tym. Pieprzony BaekHyun.
Wstałem nerwowo z kanapy uprzednio odkładając sprzęt i podchodząc do okna wybierałem numer Luhana.
"Hyung" powiedziałem niemal przez zęby.
"Coś się stało JongIn-ah? Czemu jesteś zły?" spytał cicho, a ja zgrzytnąłem tylko zębami.
"Sprawdzałeś już swoją skrzynkę?"
"N-nie... Ale już to robię" wyjąkał Lu a ja zacisnąłem pięść. Nienawidziłem kiedy doprowadzałem go do takiego stanu.
"Przepraszam hyung" szepnąłem.
"Nic się n-nie sta- O mój boże JongIn-ah! Czy to co widzę jest prawdziwe?!" krzyknął nagle Han a ja musiałem odsunąć telefon od ucha.
"Tak... Niestety tak"
"Spotkajmy się za 10 minut na bubble tea w tej nowej kawiarni" i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć rozłączył się. Wpadłem jak najszybciej mogłem do swojej sypialni i jednym ruchem zasłoniłem okna by cholerny Byun nie patrzył. Otworzyłem szafę i wybrałem jasną koszulkę z logiem naszego zespołu i na to czarną za dużą trochę bluzę wkładaną przez głowę. Przeczesałem ręką włosy i już wkładałem czarne trampki na swoje stopy. Telefon wylądował prawej przedniej kieszeni spodni a portfel w tylnej po tej samej stronie.
Zamknąłem drzwi z hukiem i jak najszybciej wpadłem do windy. Miałem szczęście, że nikogo nie było w pobliżu. Zjechałem na parter i gdy tylko kluczyki z mojej beemki znalazły się w moich dłoniach otworzyłem samochód i niemal od razu wyruszyłem w kierunku spotkania.
Ciekawe czy Lu powiedział to samo Tao i Chenowi? Nie musiałem się dłużej zastanawiać bo czerwona Kia należąca do Tao przejechała tuż obok mnie trąbiąc przy tym specjalnie.
"Tao!" wydarłem się kiedy byliśmy już na parkingu. Ciarki mnie przeszły gdy zobaczyłem to cholerne spojrzenie. Dzisiaj wyglądał jeszcze straszniej i drapieżniej niż kiedykolwiek wcześniej. Gdybym mógł to rzuciłbym się teraz na niego i zerżnął na oczach gapiów. Kurwa, Kai, opanuj dupę.
"Cześć mały!" krzyknął ZiTao i przytulił mnie. Czasem zastanawiam się, czy on ma jakieś rozdwojenie jaźni. "Widziałem gifa. Niezła niunia" usta perkusisty wygięły się w diabolicznym uśmiechu. Okej, jestem teraz pewien że Tao ma rozdwojenie jaźni.
"Tao, Kai, właźcie. Szybko!" krzyknął nagle Luhan stojący w drzwiach kawiarni. Sądząc po jego minie, tłum fanek był gdzieś niedaleko. Pędem pognaliśmy z ZiTao do środka. Właściciel niemal od razu zamknął drzwi na klucz. Luhan posłał mu wdzięczny uśmiech.
Rozejrzałem się do okoła. Byliśmy sami.
"Dobra, Kai, gadaj o co chodzi z tym gifem z tumblra" powiedział Chen sącząc przy tym bubble tea o truskawkowym smaku.
"Byun BaekHyun, pamiętasz?" spytałem, a oczy całej trójki patrzyły na mnie zdziwione. JongDae prawie wypluł cały napój, który miał w ustach "Wrócił, obserwuje mnie na tumblrze i co najgorsze... Nie tylko tam. Dzisiaj go widziałem jak stał w oknie i gapił się na mnie z lornetką" ostatnie zdanie wyleciało z moich ust na jednym wdechu. Na wspomnienie dzisiejszego poranka przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz.
"Nie wierzę, że ten koleś to robi" szepnął Chen.
"Najpierw cię zgwałcił i zostawił a teraz ma czelność cię obserwować?!" cały nasz stolik zatrząsł się pod wpływem uderzenia Tao. Aż właściciel wyszedł ze swojego gabinetu żeby sprawdzić co się dzieje.
Tylko Luhan siedział z wzrokiem utkwionym w swoich dłoniach trzymających bubble tea o smaku taro. Milczał.
"Tao, braciszku, uspokój się. To ci nie służy" powiedział cicho Lu a Tao jakgdyby nigdy nic, usiadł uśmiechnięty z powrotem na swoje krzesło i ręką sięgnął po luhanowy plastikowy kubeczek upijając z niego trochę zawartości.
"Tao, ile razy mam ci powtarzać, że moja bubble tea jest tylko Moja?" westchnął basista i odebrał swoją własność z rąk ZiTao. Coś mi tu nie pasowało... Nagle JongDae zakrztusił się.
"Chenchen?" spytałem gładząc jednocześnie jego plecy.
"Hę? A, właśnie... Skoro On cię obserwuje, śledzi i nie-wiadomo-co-jeszcze robi to... Nie, dobra, zapomnijcie" powiedział JongDae strzepując moją dłoń ze swoich pleców.
"Gadaj!" powiedziałem równocześnie z ZiTao i Luhanem. Chen spojrzałam na nas i kiwnął głową.
"Skoro już coś takiego robi to chyba wpadnie nawet na koncert dzisiaj, prawda?" zamknąłem oczy i zacisnąłem pięści próbując wyobrazić sobie ten obrzydliwy wzrok na swoim półnagim ciele podczas występu. Znowu mną zatrzęsło.
"Dobra, kochani, powiem wprost: do końca dnia zero gadania o Byunie, bo Kai nam zwariuje nie wychodząc nawet na scenę" stwierdził Luhan, na co zareagowaliśmy śmiechem.
Starałem się nie myśleć już więcej o BaekHyunie jednak On pokrzyżował me plany. Wracając do domu znalazłem karteczkę przyczepioną do moich drzwi. Zapisane zapewne szybko i na kolanie słowa sprawiły, że omal nie padłem jak trup na podłogę, a jutro pojawiłyby się w gazetach nagłówki z moim zdjęciem i podpisem 'Gitarzysta SMEX odszedł na drugą stronę. Przyczyna? Żółta karteczka samoprzylepna w jego dłoni!". Zebrało mi się na śmiech i płacz jednocześnie
'Do wieczora kochanie. Dawno się nie widzieliśmy JongIn'
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~POV: BaekHyun~
Proszę proszę. Mój mały Kai dorósł i stał się gwiazdą. A ja tylko głupim obserwatorem. Czy właśnie tego pragnąłem?
W tym momencie to było najlepsze wyjście. Bo przecież jestem pieprzonym Byun BaekHyunem, który zaledwie 2 lata wcześniej zostawił swojego kochanego JongIna samego, tylko dlatego, że myślało się, że zrobiło się dzieciakowi krzywdę.
Teraz wiem, że ta ucieczka to była krzywda.
Ale jednak Kai podniósł się i stanął wyżej ode mnie. Proszę, proszę.
Do naszego spotkania zostały jakieś 2 godziny. Ze wszystkich swoich ciuchów miałem naszykowane białe wąskie jeansy, czarny podkoszulek z czerwonym sześciokątem porozcinanym  gdzieniegdzie + oczywiście najważniejsze- białe bokserki od Calvina Kleina. Kai je uwielbia. Po za tym, miałem takie same tamtego dnia, gdy się kochaliśmy.
Nie zastanawiając się dłużej, poszedłem wziąć prysznic.
Truskawkowy szampon spływał mi po twarzy drażniąc przy tym oczy. Zajęło mi może dłuższą chwilę zanim spłukałem płyn z włosów i twarzy.
W końcu sięgnąłem po żel. Rozprowadzając go po powierzchni torsu i brzucha myślałem o nagim JongInie. Podrażniłem swoje sutki łagodnie je przyciskając ale to wystarczyło.
Dłońmi zjechałem niżej i zacząłem się masturbować. Dzieciak doprowadzał mnie do szału.
Moje biodra po chwili same zaczęły się ruszać, a ja osiągnąłem szczyt. Jestem idiotą.
Trzęsąc się trochę po dopiero co przebytym orgazmie, umyłem się i pozwoliłem ciepłej wodzie rozchodzić się po namydlonych partiach ciała.
Byłem gotów.
Na moich biodrach znalazł się jeden ręcznik, a drugim wycierałem swoje mokre kosmyki włosów. Część wody spływała po mojej szyi i po klatce piersiowej. Omal nie jęknąłem. Byłem teraz zbyt pociągający dla samego siebie. Ciekaw jestem tylko, czy dla JongIna również?
Kiedy moje ciało było wreszcie suche, włosy uczesane i opadające miękko na czoło zacząłem się pomału ubierać.
Jeszcze tylko 1,5 godziny.
Wiedziałem, że na miejscu będzie tłum fanek krzyczących imiona chłopaków. Wiedziałem też, że Kai nie odpuści sobie seksu z jedną z nich.
Ale tym razem zaskoczę go. To ja będę jego dziwką, a on będzie mnie pieprzył.
Taksówką podjechałem pod klub, gdzie faktycznie było już sporo osób czekających na SMEX. Jednak nie tak dużo jak początkowo sądziłem.
Wpychałem się między piszczące dziewczyny ubrane bardzo wyzywająco. Nie jedna z nich miała napis na koszulce "Kai zerżnij mnie". Zaśmiałem się cicho. Tylko jedna dziewczyna miała T-Shirt z napisem "Tao bądź moją dziwką". Teraz już naprawdę straciłem kontrolę nad śmiechem.
Wreszcie wepchnąłem się na początek. Wyciągnąłem bilet i podając go kasjerowi wtargnąłem do środka klubu ustawiając się tuż pod sceną.
Ten wieczór należy do nas, Kai.
Oparłem ręce na barierce ściskając palce wokół jej chłodnej powierzchni. Jeszcze tylko 30 minut.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~POV: Tao~
Siedziałem obok Chena na kanapie, który bawił się moimi pałeczkami. W głowie miałem setki myśli. Dosłownie.
"Chenchen?" spytałem cicho, gdy zauważyłem brak obecności Kaia i Luhana. Pewnie poleźli po coś do picia. Odetchnąłem z ulgą, że nie będą tego słyszeć.
"Hę?" mruknął Koreańczyk i przysunął się bliżej. Jakby mu było zimno. A może było, tylko, że ja przez jego bliskość czułem napływające prądy gorąca?
"Musisz o czymś wiedzieć" szepnąłem i pochyliłem się nad jego uchem. "Przepraszam, że w takich okolicznościach ale... Ale nie umiem tak dłużej" poczułem nagły skurcz w okolicy żołądka. Uniosłem podbródek Chena swoją dłonią i pocałowałem go. Słyszałem tylko jak pałeczki upadają na ziemię. Już chciałem się oderwać ale reakcja starszego zaskoczyła mnie. Złapał moje biodra i przyciągnął do siebie tak, że siedziałem na jego kolanach okrakiem. Ten ruch zaskoczył mnie a Chen to wykorzystał. Wepchnął mi język między wargi pogłębiając tym pocałunek i zapraszając jednocześnie do wspólnej zabawy.
Jednak coś tak pięknego nie mogło trwać dłużej, bo JongIn i Luhan wrócili do nas z jakimiś kolorowymi drinkami.
Nie no, pięknie po prostu. Ci to mają wyczucie.
"Dokończymy później" szepnął mi do ucha JongDae a po moim ciele przeszedł dreszcz. Cholera, od kiedy to ja jestem bottomem?
"N-nie będziemy wam przeszkadzać" jęknął Lu i już chciał się wycofać ale Kai złapał go za ramię uprzednio odstawiając szklanki z alkoholem na stolik. Skinął głową na kanapę i po chwili wylądowali obok nas.
"Od kiedy?" spytał Kai sięgając po niebieski drink z fioletową słomką. Ja wziąłem ten czerwony, a JongDae podałem żółty. Han wybrał różowy.
"Co od kiedy?" odpowiedziałem mu pytaniem ciągnąc za słomkę. Słodkie.
"No... Ty i Chenchen" gitarzysta uśmiechnął się promiennie.
"Zanim weszliście i bestialsko przerwaliście. Właśnie chciałem mu rozpinać spodnie, idioci" odpowiedział za mnie JongDae. Omal się nie oplułem z JongInem. Od kiedy on jest kurna taki... drapieżny?
Nie zauważyliśmy kiedy właściciel klubu wszedł do naszego pokoju.
"5 minut panowie!"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~POV: Kai~
Gdy tylko moje stopy poczuły powierzchnię sceny spiąłem się. Wzrok zawędrował w stronę widowni i już wiedziałem dlaczego moje mięśnie się napięły.
Pieprzony BakeHyun. Był tutaj i gdy mnie zobaczył oblizał usta.
Na moim ramieniu pojawiła się znienacka ręka basisty.
"Dasz radę JongIn-ah. Tylko tam nie patrz" szepnął i podszedł podłączyć bas.
Zrobiłem to samo tylko po mojej stronie sceny próbując nie patrzeć na Byuna.
Jednak mimo wrzasków fanek słyszałem jego wołanie.
"Kai! Pieprz mnie!" nie miał wstydu. Nawet po tym co mi zrobił.
Ugh. Westchnąłem.
W końcu zaczęliśmy występ. Palce zwinnie ślizgały się po powierzchni strun wydobywając pełne emocji brzmienia.
Miałem zamknięte oczy by skupić się trochę, kiedy nagle przez tłum fanek dobiegł ogłuszający pisk.
Odwróciłem się w stronę perkusisty i uśmiechnąłem się.
Chen siedział okrakiem na udzie Tao całując go namiętnie. No tak, to w tym im przeszkodziliśmy?
Kiwnąłem do Luhana i zacząłem solówkę. Padłem na kolana po środku sceny tuż przy jej krańcu.
Jak już wcześniej wspominałem, byłem tancerzem, więc poruszałem też biodrami.
Nagle usłyszałem głos JongDae obok ucha. Czyli już skończyli?
"Dzięki" tyle zrozumiałem z jego słów. Wróciłem więc do pozycji stojącej. Zagryzłem dolną wargę jak to miałem w zwyczaju robić na koncertach a wszystkie dziewczyny pisnęły.
Ale najgłośniejszy był BaekHyun.
I wtedy właśnie wpadłem na pomysł. Wykorzystam go tak, jak on wykorzystał mnie tamtej nocy.
Odczekałem tylko jak skończymy cały nasz koncert.
Gdy reszta schodziła ja nadal tkwiłem na scenie. Usiadłem na jej krańcu i posłałem BaekHyunowi to spojrzenie. Zrozumiał.
Moje usta uformowały się w słowa "czekam w 2". Bez dwóch zdań blondyn je zrozumiał.
To jak BakeHyun, gotowy?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~POV: BaekHyun~
"Czekam w 2". To mi wystarczyło. Moje nogi od razu popędziły w tamtą stronę gdzie niestety, zastałem ochroniarza.
"Spokojnie, panie Choi, on jest ze mną" powiedział nagle Kai i gestem ręki zaprosił mnie do środka.
Widziałem ze 2 butelki wódki, coca-coli i jeszcze z 7 tęczowych drinków.
Nie żebym coś przeciwko temu miał.
Wzrokiem szukałem JongIna, który nagle zniknął mi z pola widzenia. Nie musiałem jednak dłużej się zastanawiać bo znalazłem swoją zgubę. Na wpół rozebraną. Westchnąłem.
JongIn zamknął drzwi na klucz i szybkim ruchem swojego ciała rzucił się na mnie.
Jego ręce rozerwały materiał koszulki ukazując mój brzuch w pełnej krasie.
Okej, chłopak zrobił się silniejszy. Przygwoździł mnie do podłogi i sięgnął po pierwszego drinka. Oczywiście zawartość wylądowała w moich ustach.
Druga i trzecia szklanka również została opróżniona do mojego gardła.
On chce mnie schlać? Przestało mi się to podobać.
Jednak za bardzo byłem podniecony jego bliskością, żeby go odrzucić.
Oddałem mu się w całości.
Nagle poczułem coś ciepłego i zarazem mokrego na moim sutku.
Język JongIna bawił się nim, a ja aż się wygiąłem.
Za dużo przyjemności.
Otarłem się swoim kroczem o jego i przeszyła mnie dziwna radość.
Znowu go do tego doprowadziłem, Jak dobrze.
Własnymi dłońmi zsunąłem jego spodnie do połowy tyłka.
Był bez bielizny? Czy może raczej zsunąłem ją razem z jeansami?
Nagle zsunął się niżej jedną ręką trzymając moje dłonie nad moją głową.
Przejechał językiem wokół pępka aż po pasek w spodniach.
Świetnie.
Puścił ręce i zajął się sutkami. Zęby zahaczył o zamek i pociągnął go w dół.
Jeszcze lepiej. Pobudź mnie bardziej zwierzaku.
Jedną dłonią zaczepił o guzik. Od razu go rozpiął. Bez trudu zrzucił moje spodnie z ud tak, że wylądowały na drugim krańcu pokoju.
Delikatnie całował moją erekcję od czasu do czasu zwilżając usta.
Chyba umarłem. Przez dwa lata mojej nieobecności on się tak zmienił?
Wypchnąłem biodra do przodu gdy po raz kolejny jego język dotknął materiału bokserek.
Ten diabelski uśmiech uformowany na jego twarzy był... pociągający.
Nie zdążyłem nawet jęknąć a i moja bielizna skończyła tak, jak spodnie.
JongIn uśmiechnął się szerzej i od razu zrobił mi głębokie gardło. Jęknąłem.
J ę k n ą ł e m. Cholera, ja nigdy nie jęczę.
Ale było mi tak cholernie dobrze.
Czułem to rozchodzące się po całym ciele ciepło. To cudowne uczucie spełnienia.
Zacząłem coraz głośniej stękać bo czułem, że zaraz dojdę.
Kai nagle zwolnił tępa i tylko składał motyle pocałunki na moim penisie.
Zaraz oszaleję.
Musiałem coś zrobić. Złapałem więc jego głową i z powrotem nakierowałem jego mokre i pełne usta na swoje krocze. Pchałem ją szybko i coraz głębiej.
Sperma zalała gardło JongIna. Cudownie.
Jednak to był dopiero początek. Kai zerwał z siebie jeansy i bieliznę i... I jednym mocnym pchnięciem wszedł we mnie.
Krzyknąłem czując jak penis JongIna rozrywa mnie od środka.
Myślałem, że da mi chwilę, żebym się przyzwyczaił.
Och, jak bardzo się wtedy pomyliłem.
Zaczął się szybko ruszać, uderzając biodrami jak najmocniej potrafił wbijając się we mnie coraz głębiej.
Ból jednak szybko przerodził się w czystą ekstazę.
Z mojego gardła wychodziły coraz głośniejsze jęki.
"O-och!" wrzasnąłem. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz, kiedy Kai uderzył w moją prostatę.
Drugi raz to samo. I trzeci i kolejny. Coraz mocniej i szybciej. Jęczałem.
Nie mam wstydu.
"J-jongIn-ah! Z-zerżnij m-mnie jak s-swoją dziwkę!" krzyknąłem i to był ostatni raz, kiedy penis młodszego dotknął tego czułego miejsca.
Znowu poczułem jak sperma zbiera się w moim członku omal nie wylatując od razu na zewnątrz.
Kai też to wyczuł bo wysunął się ze mnie.
Spuścił mi się na twarz. A ja zaraz po nim widziałem gwiazdy po raz drugi tej nocy.
Gdy odetchnąłem z ulgą, zobaczyłem ten cholerny uśmieszek na jego twarzy.
Nie zauważyłem, że trzyma z tyłu dwa drinki. Poczułem tylko jak spływają po moim nagim, spoconym i rozgrzanym ciele.
No pięknie.
"Co robisz kochanie?" spytałem ze złością.
"Kochanie? Nie rozbawiaj mnie dziwko" warknął Kai i zabrał się za zbieranie swoich porozrzucanych ubrań.
"Hę?" okej. Przestał mi się podobać jego ton.
"Nie hę, tylko posłuchaj. Jesteś pojebańcem. Zostawiłeś mnie wtedy jak tanią kurwę. Tylko tym dla ciebie byłem?" nagle z jego oczu popłynęła łza.
"N-nie. Oczywiście, że nie" odwróciłem wzrok.
"To dlaczego?"
"Musiałem sobie poukładać kilka rzeczy. Przepraszam"
"Myślisz, że zwykłe przepraszam załatwi sprawę?!" usłyszałem głośny plask i po sekundzie czułem przeszywający ból na policzku. Odruchowo go dotknąłem i dostałem z drugiej strony.
Okej, zasłużyłem.
"Wiem, że nie" odważyłem się na niego spojrzeć. Płakał. Wcześniej tego nie robił. N i g d y.
"JongIn-ah..." szepnąłem ale on odszedł. Ubrał się i wyszedł. Tak po prostu.
Znowu zjebałem sprawę?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~POV: Kai~
Pieprzony BaekHyun.
Otarłem wierzchem dłoni łzy spływające po zarumienionych policzkach.
Wszedłem po cichu do naszego zespołowego pokoju skąd wyszliśmy na scenę.
Chen i Tao całowali się bez pamięci a Luhan... Luhan płakał.
Podszedłem do niego i spojrzałem na niego zaczerwienionymi oczami. Złapałem go za rękę i wyszedłem z nim tylnym wyjściem.
"Dlaczego tak bardzo pragnąłeś go zniszczyć?" spytał, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz klubu.
"Sam nie wiem hyung..." odpowiedziałem spuszczając wzrok. Usiadłem na krawężniku, gdzie po kilku sekundach dołączył do mnie Chińczyk. Szybkim gestem swojej ręki złapał moją dłoń i przyłożył do swojego serca.
"To boli JongIn" szepnął i kolejne łzy uciekły z jego sarnich oczu. "Każde twoje pieprzenie się z kimś innym, każdy pocałunek z tymi dziewczynami i chłopakami... Boli o tutaj, Kai. Cholernie boli..."
"J-ja..."
"Kocham cię" przerwał mi Han przez co nastała długa cisza. Starszy puścił moją dłoń ale ja nie chciałem tego.
"Lulu..." szepnąłem i splątałem nasze palce razem. Wpatrywałem się w jego twarz. Jak mogłem nie zauważyć wcześniej tego spojrzenia?
"Kocham cię JongInie. Dlatego mnie to boli" szepnął do mojego ucha . Nawet nie zauważyłem kiedy przysunął się bliżej mnie. Wtuliłem się w jego klatkę piersiową. Wtedy dopiero zrozumiałem, dlaczego nie czułem tej radości w seksie. Dlaczego nie potrafiłem czerpać przyjemności w pocałunkach.
Bo kochałem Luhana. Nie wiele myśląc musnąłem wargami usta chłopaka.
"Ja ciebie też Lulu".

19 maja 2013

Sex-Friend

Kim JongIn, znany również jako Kai, wśród męskiej części swojej paczki nazywany jest sex-kumplem. Gdy tylko któryś z chłopaków ma ochotę, przychodzi wtedy do Kaia i zaspokaja swe potrzeby.  JongIn nie widzi w tym nic złego, więc chętnie zgadza się na każdą propozycję.  Nawet te najdziwniejsze.
- Kai, a co powiesz na to, żebyśmy całą paczką do ciebie wpadli i urządzili sobie noc seksu? – Zaproponował któregoś dnia SeHun, który ostatnimi czasy najczęściej przychodził do przyjaciela.
- Hm, nie widzę problemu, podajcie tylko termin. – Odparł JongIn i powrócił do przeżuwania kanapki.
- Dzisiaj. O 7. Calutka noc. – Odpowiedział ChanYeol wyrywając nagle żarcie z rąk chłopaka.
- Dzisiaj o 7… - Powtórzył Kai zapisując sobie tą informację w telefonie. – Załatwione. – Pozostali uśmiechnęli się do siebie i zaczęli się zbierać.
- To do zobaczenia JongIn! – Krzyknął na pożegnanie LuHan.
- Gwarantuję ci, że nie będziesz umiał siedzieć przez najbliższy czas – szepnął SeHun do ucha Kaia, przesuwając jednocześnie swoją ręką po tyłku chłopaka.
- Jasne, jasne. No to, do 7! – Ostatni raz pomachał do oddalającej się grupy przyjaciół i szybkim ruchem odwrócił się w przeciwną stronę i poszedł do swojego domu. Po około 20 minutach dotarł na miejsce i od razu wpadł do łazienki, uprzednio zamykając oczywiście drzwi wejściowe. Rozebrał się i spojrzał na wielkie lustro na ścianie, w którym właśnie odbijała się cała sylwetka chłopaka. Na obojczyku zauważył ślad malinki z poprzedniej nocy spędzonej z SeHunem. „Dzisiaj będę miał tego więcej” pomyślał, po czym wszedł pod prysznic. Odkręcił wodę i zaczął się relaksować pod wpływem uderzeń strumieni przyjemnie ciepłej cieczy.
Spędził w łazience około 30 minut, zapominając o tym, że nie wziął ze sobą żadnych czystych ciuchów na przebranie, więc gdy tylko uświadomił sobie ich brak wyszedł nago z pomieszczenia i udał się do swojej sypialni choćby po białe bokserki, które wręcz uwielbiał. „Skoro i tak będę się pieprzył przez całą noc, to po co zakładać spodnie? Wystarczy koszula na wierzch i finto” pomyślał i tak też zrobił. Jego wybór padł na za dużą o dwa rozmiary niebieską koszulę bez żadnych dodatkowych wzorów., którą od razu zarzucił na ramiona. Po chwili namysłu rozejrzał się po pokoju, po czym zaczął zbierać niepotrzebne rzeczy z podłogi.  Nie minęły nawet 3 minuty, a w jego telefonie rozległ się dźwięk nowego połączenia.
- Słuchaj, Kai, mogę wpaść do ciebie trochę szybciej? Chcę pogadać z tobą o czymś ważnym a nie chcę tego robić w obecności reszty.
- Jasne, LuHan, nie ma sprawy.
- Dzięki, to ja za 20 minut będę! – W słuchawce rozległ się dźwięk zakończonego połączenia. JongIn spojrzał ostatni raz na swoją sypialnię i poszedł do salonu by i tam trochę ogarnąć przed przybyciem LuHana, a w późniejszym czasie pozostałeś ekipy. I wtedy Kai uświadomił sobie, na co się zgodził.
- O kurwa. – Zaklął pod nosem. – Będę się pieprzył z siedmioma facetami. Kurwa. Jestem pojebany. Ale tak w sumie, to może być całkiem przyjemne… - Chłopak zaczął się z siebie śmiać i powrócił do sprzątania. Po zakończeniu tejże czynności, sprawdził jeszcze zawartość lodówki i zapasów w barku na cały wieczór, po czym wreszcie usiadł na kanapie. Nie cieszysz się jednak długo tą czynnością, gdyż po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Chłopak wstał i otworzył drzwi odblokowując tym samym przejście dla LuHana. Starszy spojrzał na Kima i oblizał nerwowo wargę.
- To o czymś chciałeś pogadać, hyung? – Spytał Kai, kiedy usiedli na kanapie.
- Kochaj się tylko ze mną JongIn-ah. Teraz – odpowiedział starszy, po czym widząc minę przyjaciela wpił się w jego usta pewnie. Młodszy odwzajemnił pocałunek, a po chwili napierał na Lu całym swoim ciężarem przygwożdżając go tym samym do kanapy.
- Wiesz o tym, że zaraz przyjdzie reszta i nie spodoba im się to, że zaczęliśmy szybciej od nich? – Spytał Kai siadając na Lu okrakiem. Otarł się swoim kroczem o jego. Han kiwnął lekko głową i smutnym wzrokiem spojrzał w sufit. Nagle rozległo się pukanie, które zwiastowało przybycie ChanYeola, a co za tym idzie, również BaekHyuna. JongIn wstał z ciała Lu i poszedł otworzyć drzwi.
- No, no, JongIn, sexy wyglądasz – powiedział entuzjastycznie wyższy z nowoprzybyłych i przejechał ręką po klatce piersiowej chłopaka. BaekHyun kiwnął głową i wszedł głębiej do mieszkania. Gdy wreszcie usiedli, Yeol wyciągnął z torby, którą ze sobą przytargał, butelkę wódki, 7 butelek piwa i kajdanki, które od razu znalazł się w posiadaniu BaekHyuna. Kai wiedząc, że będą potrzebowali szklanek udał się do kuchni po te naczynia i wrócił ponownie do salonu rozkładając  je na stoliku. ChanYeol zabrał się za nalewanie wódki, bo jak stwierdził, bez alkoholu to nie będzie takiej frajdy. Równo o 7 przybyli SeHun, Kyungsoo i Kris przynosząc ze sobą colę do drinków i parę dodatkowych rzeczy. SeHun od razu przywitał się z gospodarzem mieszkania całując go namiętnie w usta. Po tym jakże przyjemnym powitaniu, usiedli wreszcie całą paczką w salonie i zaczęli pić pierwsze drinki przygotowane przez ChanYeola.
Po jakiejś godzinie samego picia, przyszedł czas na to, czego najbardziej oczekiwali. SeHun jako najbardziej pewny siebie w tamtym momencie usadził sobie JongIna na kolanach twarzą do siebie po czym wbił się w jego usta. Chłopak zareagował cichym westchnieniem i już po chwili ich języki toczyły zawziętą walkę o dominację. Tuż obok siedział Kris, który gdy tylko wyczuł, że właściwa impreza się rozkręca wstał z fotela i pochylił się na szyją Kaia całując ją delikatnie. Po chwili dołączył do nich LuHan, który wodził teraz swoimi palcami po klatce piersiowej chłopaka, powoli schodząc niżej.
W tym samym czasie BaekHyun siedział okrakiem na ChanYeolu pochylając się nad nim i stając jabłko Adama. Tuż za Byunem klękał KyungSoo ocierając się co chwila swoim kroczem o tyłek chłopaka.
W całym pomieszczeniu słychać było ciche stęknięcia i westchnienia wydobywające się z ust siedmiu przyjaciół.
W pewnym momencie Kris oderwał się od szyi JongIna i chwytając rękoma ciało KyungSoo oderwał go od BaekHyuna, a po chwili i Byun został oderwany od swojego zajęcia. Gdy ChanYeol został wreszcie uwolniony, Kris usiadł na jego biodrach ocierając się znacząco. Czuł jego stwardniałe przyrodzenie tuż obok uda. Pochylił się do ucha Chana jednocześnie jedną ręką bawiąc się guzikiem jego jeansów. Językiem przejechał po małżowinie usznej leżącego chłopaka, przez co Park jęknął.
W salonie zapanowała cisza. SeHun i Kai przestali się całować, LuHan zabrał swoje dłonie z brzucha JongIna, a KyungSoo przestał lizać dolną wargę BaekHyuna. Kris mimo iż wyczuł wzrok chłopaków na sobie nie przestawał ocierać się o krocze Yeola. Wręcz przeciwnie, przyspieszył tempa.
Nagle Chan ledwo słyszalnie wychrypiał:
- Z-zaraz dojdę… - i już po chwili jęknął głośno dochodząc w swoich spodniach. Ledwo zdążył złapać oddech, kiedy Kris od tak wpił się w jego usta.
Minęła może minuta, może dwie i Kai wylądował na ziemi opierając się na łokciach. Jego nogi były lekko ugięte i ochoczo rozsunięte. KyungSoo widząc to kucnął między nimi układając swoje dłonie na udach JongIna. Pochylił się i przejechał językiem po erekcji młodszego. W odpowiedzi dostał głośne westchnienie. Nie było odwrotu.
Wstał na moment aby się rozebrać. To samo zrobiła reszta grupy. W bieliźnie został już tylko Kai. Oczywiście, nie na długo. KyungSoo wrócił do swojej poprzedniej pozycji i zębami zaczął ściągać bokserki chłopaka. Jego penis był nabrzmiały i samym wyglądem zachęcał do zabaw z nim, co wykorzystał D.O. Końcówką języka nakreślał kółeczka na główce Kaia na co młodszy jęknął cicho.
Stojący za nimi BaekHyun zakładał prezerwatywę na swojego penisa i jednym mocnym ruchem wbił się w wypięty tyłek KyungSoo. Krzyknął. W tym czasie Kai został podniesiony do pionu przez Krisa. Włożył w tyłek chłopaka dwa palce i zaczął go rozciągać. Chwilę później zastąpił je czymś większym.
Gdy KyungSoo przyzwyczaił się do wielkości BaekHyunowego penisa w swoim tyłku, przesunął się do przodu przez co członek Byuna wysunął się trochę. Oparł się rękoma o biodra  Kaia i znowu zaczął ssać jego penisa.
LuHan w tym czasie był zajęty stukami SeHuna. Lizał je, ssał i pocierał palcami jednocześnie poruszając biodrami przez co ocierał się o nogę Hunniego.  Nagle złapał dłoń młodszego i nakierował ją na swoje przyrodzenie karząc mu tym samym pieścić jego członka.
W pewnym momencie Lu zawiesił głowę i jęcząc głośno ale i przerwanie doszedł w dłoń najmłodszego z grupy.
Po chwili dołączyli do niego BaekHyun i KyungSoo wymawiając swoje imiona jak jakąś modlitwę.
Byun gdy tylko uspokoił oddech wysunął się z tyłka D.O. i odszedł do ChanYeola całując go mocno. KyungSoo dalej pieścił penisa Kaia, który czując wibracje głosu starszego chłopaka wytrysnął do jego gardła.
Po nim doszedł Kris spuszczając się obficie do tyłka JongIna.
- Kai, pomóż mi skończyć – szepnął SeHun gdy tylko przyjaciel uwolnił się od pozostałych. Kim klęknął przy nim i masturbując jego penisa swoją ręką przyssał się do jego szyi tworząc malinkę.  – Aghh, Kai! – krzyknął nagle jednocześnie dochodząc. JongIn uśmiechnął się do niego i padł na ziemię.
Wszyscy padli.
- Co byście beze mnie zrobili? – zapytał nagle JongIn.
- Pewnie siedzielibyśmy teraz w swoich domach i robili sobie dobrze samemu – odparł mu Kris i wszyscy się roześmiali. Mimo zmęczenia odczuwali radość.
- JongInie, mogę jutro do ciebie wpaść? No wiesz… Sam na sam. Dokończyć to, co nie było nam dane dzisiaj skończyć – powiedział LuHan na co Kai zgodził się od razu.
- Ej, wiecie co, może za tydzień znowu zrobimy sobie taką noc? – Spytał ChanYeol szczerząc się do wszystkich.
- Jestem za! – krzyknęli pozostali i po chwili rozległ się śmiech. Nagle JongIn wstał z podłogi i skierował się do swojej sypialni.
- Mam jedno miejsce wolne, kto chętny spać ze mną w łóżku? – zapytał będąc już w pokoju. Reszta chłopaków spojrzała po sobie i zaczęła biec w stronę Kaia. Bieg wygrał KyungSoo i nie minęło nawet pół minuty a oboje leżąc już w łóżku odpływali w stronę objęć Morfeusza. Pozostała 5 musiała rozłożyć się w salonie ale nie przeszkadzało im to. Byli zbyt zmęczeni.