Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KrisYeol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KrisYeol. Pokaż wszystkie posty

7 października 2014

It's time to say goodbye PART 1

Księżyc ledwo wschodził nad horyzontem, a niebo przybrało różowo-pomarańczowe barwy. Wenus widoczna była doskonale, choć niewiele osób zdawało sobie sprawę, że to właśnie "kobieca" planeta jest oznaką wieczoru. Delikatny wiatr muskał ostatnie liście pozostałe na drzewach, a te leżące już na ziemi przesuwał odrobinę w dal. Jesień.
Sehun należał do osób, które kochały przesiadywać wieczorami na werandzie domu, patrząc w otaczającą go przestrzeń. Zawsze wtedy pił swoją ulubioną herbatę cytrynową delikatnie słodzoną. Para owiewała jego twarz, grzejąc ją w mroźne okresy. Uśmiechnął się delikatnie. Dziś był ten dzień.
Odłożył niebieski kubek na drewniany stolik, schodząc ze schodków. Spojrzał na drogę w oddali, oświetlaną przez latarnie, by dostrzec wśród nich samochód swojego brata, który właśnie wracał z delegacji. Zawsze chciał pojechać razem z nim do Seulu, by dostrzec piękno stolicy, jednak jeszcze był za młody na takie podróże. Chanyeol obiecał mu, że na jego 18 urodziny go zabierze. Miał nadzieję, że to będzie już na stałe.
Przymknął powieki, kiedy samochód chłopaka zatrzymał się przed domem. Podszedł bliżej pojazdu, by oprzeć się o maskę i poczekać na brata, który rzuciłby się na niego z radością i przytulił go, a potem oboje opowiadaliby sobie do później nocy o wszystkim i o niczym.
Sehun kochał brata jak nikogo innego i ufał mu we wszystkim. Chanyeol zawsze wiedział o rozterkach chłopaka, o jego problemach, wyborach i wszystkim o czym tylko Hun mu powiedział. Mimo, że po rozstaniu rodziców młodszy zamknął się w sobie i nie odzywał do nikogo, bratu zawsze coś powiedział i w ten sposób wyrósł na tego, kim jest teraz.
- Sehun-ah! - zawołał Chanyeol swoim niskim głosem, rzucając się tak jak zawsze bratu na szyję. Mimo ze nie byli aż tak podobni do siebie, wzrost mieli podobny i to ich odróżniało spośród innych rodzeństw. Blondyn roześmiał się głęboko, przytulając starszego, kiedy nagle ich spokojne powitanie przerwał pewien dźwięk. - Och, właśnie. Sehunnie, to jest Yifan.. Yifan, to mój młodszy brat, Sehun. - oznajmił krótko wyższy.
Hun spojrzał niepewnie na przyjaciela Yeola, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.
- Miło cię poznać, Yifan hyung - powiedział cicho najmłodszy. Wu wyglądał na przyjaznego, również był wysoki, jednak coś w jego twarzy sprawiało, że Sehun czuł się dziwnie w jego towarzystwie.
- Ciebie również, Sehun-ah. Channie mi dużo o tobie opowiadał - niski głos Yifana sprawił, że Sehun zaśmiał się cicho. 
- I pewnie ci powiedział, że śpię w piżamkę w króliczki? - śmiejąc się, dał kuksańca w bok swojemu bratu, który szybko złapał się za bolące miejsce. Nagle wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Chodźcie do środka, mama czekała - powiedział cicho Chanyeol, kiedy już się uspokoili. Sehun szedł pierwszy, a zaraz za nim Yifan oraz Yeol, który objął swojego towarzysza w pasie. 
Chanyeol od dawna chciał powiedzieć mamie oraz bratu o wszystkim. Krył się z tym przez bardzo długi okres czasu, jednak w końcu nie wytrzymał i musiał to wreszcie powiedzieć. Westchnął cicho, kiedy wreszcie zabrał głos przy rodzinnej pogawędce.
- Um, mamo, Sehunie, chciałbym wam coś powiedzieć.
Yifan spojrzał na niego niepewnie. 
- Nie masz na myśli... tego?
- Yi, ja już nie mogę dłużej tego ukrywać... 
Pani Park oraz Sehun spojrzeli po sobie, po czym wlepili wzrok w chłopaka. Ten ponownie westchnął.
- Yifan nie jest moim kolegą. Nie jest moim przyjacielem, ani znajomym z pracy. Yifan... Jestem homoseksualny, a Yifan to mój partner.
Nagle wszystko stało się jasne. Te jego ciągłe wyjazdy do Seulu, długie rozmowy przez telefon i tajemniczość, którą rozsiewał wokół siebie. 
Sehun wstał pierwszy. W szoku złapał za koszulkę Chanyeola i spojrzał mu głęboko w oczy, swoje mając zalane łzami. Jego ukochany brat... Nagle wyszedł, trzaskając drzwiami swojego pokoju.
Kiedy jednak Park zerwał się aby z nim porozmawiać, Yifan oraz matka chłopaków kazała mu siedzieć w miejscu.
- To nic nie da skarbie.. potrzebuje na to czasu.
Kobieta okazała się być bardziej zrozumiała niż jej młodszy syn, bo uśmiechnęła się delikatnie do partnera swojego pierworodnego. Może i nie doczeka się wnucząt, ale chciała aby jej syn był szczęśliwy.
- Pamiętaj, Channie, nadal jesteś moim synem... rozumiem, że skoro postanowiłeś nam to powiedzieć, to musi być coś poważnego.. witaj w naszym domu, Yifan. 
Sehun w tym czasie zamknął się w pokoju. Zakopawszy się w kołdrze, wcisnął mokry od łez policzek w poduszkę, wyładowując w ten sposób swój gniew. 
- Jak mogłeś, hyung.. - szepnął do siebie, zaciskając dłonie w pięści. Nienawidził tego dnia, nienawidził Yifana, nienawidził Chanyeola, nienawidził wszystkiego. 
Przez kilka najbliższych dni Sehun starannie unikał wszystkich w domu. Wychodził z pokoju tylko w okresie kiedy był pewny iż nikt nie chodzi po korytarzu, albo we wczesnych bądź bardzo późnych porach. Upierał się przed sobą, że już nigdy nie odezwie się do brata za to kim jest, choć w rzeczywistości czuł jego brak silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo to, nadal unikał go jak ognia, co zaczęło przeszkadzać wszystkim. 
Przestał jeść posiłki regularnie, a jego waga delikatnie spadła. Było to widać głównie po twarzy, co zauważyła jego matka pewnego dnia, kiedy Hun nie zdążył się ukryć w pokoju przed jej wzrokiem. 
Wtedy właśnie młodzieniec został wręcz zmuszony do rozmowy z bratem, Yifanem oraz mamą.
Niepewnie usiadł na kanapie po raz pierwszy od momentu, kiedy to wszystko stało się dziwne. Zakrył twarz w dłoniach nie potrafiąc unieść wzroku na Chanyeola.
- To boli, hyung.. - wyszeptał cicho, nim schował się w jego ramionach. Ponosił go szloch, przez co kołysał i podskakiwał na kolanach starszego chłopaka, który delikatnie szeptał mu słowa piosenki, którą kiedyś wspólnie śpiewali. Nawet nie zauważyli, kiedy zostali sami.
- Hyung.. dlaczego? - szepnął cicho Hun, kiedy siedział na fotelu, obok kanapy gdzie siedział Yeol. 
- Nad uczuciami nie panujesz, Hunnie. To działa automatycznie, nie możesz z dnia na dzień stwierdzić, że kogoś kochasz a kogoś nie - powiedział cicho starszy, pijąc cytrynową herbatkę.
- A.. Ale dlaczego chłopak? Dlaczego Yifan? Zrobiłem coś nie tak, że teraz tak się mścisz? - wyszeptał młodszy. Nie panował nad sobą, łzy wciąż spływały po jego policzkach.
- Nie, mały, to nie twoja wina.. to po prostu się czuje. Nie mogę wytłumaczyć ci uczuć, każdy to czuje na swój sposób.. - powiedział z westchnięciem Park. 
-T-To nie jest normalne, hyung.. nie chcę tego słyszeć.. 
Chanyeol zamrugał oczami. Te słowa zabolały go mocniej, niż cokolwiek innego. Nawet zerwanie z Baekhyunem nie spowodowało takiego cierpienia jak dwa zdania z ust młodszego brata. 
- Przepraszam, hyung. Nie potrafię cię zaakceptować. Brakuje mi starego Channiego, który porozmawiałby ze mną spokojnie, a teraz boję się nawet cię dotknąć. Boję się, że wykorzystasz to wszystko przeciwko mnie.. - powiedziawszy to, po prostu zniknął w swoim pokoju, chcąc ukryć się przed światem. Nie potrafił teraz nic innego powiedzieć, czuł się jak dupek, ale nie potrafił.. Brakowało mu brata, cholernie, ale to nie było to samo. Nie czuł tego. 
Natomiast Chanyeol, który siedział na dole, nie wiedział co ze sobą zrobić. Yifan usiadł obok niego i szepnął mu ciche "jeszcze się ułoży", jednak to nie mogło go przekonać. Czuł ból w klatce piersiowej spowodowany wypowiedzią brata. Ukochanego małego braciszka. 
Pani Park widziała jak jej młodszy syn znów znika w pokoju, więc tym razem to ona postanowiła z nim porozmawiać. Zapukała cicho do drzwi, jednak kiedy nikt nie odpowiedział, weszła do środka. Zastała pusty pokój. Myśląc, że syn jest w łazience zajrzała do tego pomieszczenia, jednak blondyna tam nie było. W panice zaczęła rozglądać się po pokoju syna, gdzie na łóżku znalazła karteczkę. Przeleciawszy wzrokiem po treści, wybiegła z pokoju do salonu, gdzie w załamaniu mówiła szybko i nerwowo całe zdarzenie. 
- S-Sehun.. Sehun zniknął... 
- Mamo, mów spokojnie.. co się stało?
- Sehun uciekł! 

Kochana mamo, Chanyeolu, ktokolwiek to czyta
Nie potrafię sobie poradzić z tym, czego się dowiedziałem
Nie potrafię sobie poradzić z utratą mojego brata, którego kochałem
Nie szukajcie mnie proszę, nie potrzebujecie mnie
Myślę, że nadszedł czas aby się wreszcie pożegnać.
Kocham was, 
                                                                                        Sehun



_________________________________________________________
Myśle, że fanfic przypadnie wam do gustu c: 
Na początku miała być to zupełnie inna historia, zawarta w jednym one shocie, jednak po dłuższym myśleniu stwierdziłam, że lepiej będzie rozdzielić to na dwie części. 
Jest oparta po części na własnym doświadczeniu, na własnych przemyśleniach i historii (no może z tą ucieczką to nie bardzo, choć taki epizodzik w życiu miałam XD), choć tu różnica jest taka, że nie mam starszego rodzeństwa, bo sama jestem tym starszym.. kurcze, mieszam ;_; 
no cóż.. spodziewajcie się niebawem (mam nadzieję) nowej części i nie bądźcie zawiedzeni! <3 
Miłego wieczorka/dnia/tygodnia ^ ^
a fanfic dedykowany ming eonni, która chciała krisyeola :3 mam nadzieję, że pierwsza część jest okej ;_; 

14 lutego 2014

Happy Valentine's Day, Yifan.

Tego dnia znów musiałem siedzieć w pracy. Cały dzień. Nic nie mogłem zrobić. A klienci namnażali się i namnażali, bo przecież dziś są Walentynki.
Nie cierpię tego święta, w którym wszyscy są tacy szczęśliwi i weseli, dają sobie słodycze, prezenty, wyrażają swoją miłość, jakby nie mogli robić tego cały czas. To mnie właśnie najbardziej denerwowało.
Miłość jest okropna. Okropna, obrzydliwa, straszna, bezsensowna, bezcelowa, nudna, ohydna. Nie mogę jej lubić.
Już słyszałem, jaki to ja nie jestem bez serca, lodowaty, zero uczuć itd., jednak co mnie obchodziło zdanie innych, pseudo szczęśliwych ludzi dookoła? Byłem tylko kolejną jednostką życiową, która nienawidziła Walentynek. Mało jest takich ludzi na świecie? No właśnie.
Nie lubię niczego w tym dniu roku. Jedyny taki moment, którego nie mogę znieść. Najchętniej zostawałbym wtedy w domu i nic nie robił, tylko leżał pod ciepłą kołdrą z kubkiem gorącej kawy, oglądając horrory na DVD. Ale niestety, mój szef nie pozwalał mi brać wolnego w ten dzień.
Nienawidzę Walentynek.
Podszedłem do Minseoka i poprosiłem o chwilę przerwy. Spojrzał na mnie błagalnie, bym nie robił tego właśnie teraz. Faktycznie, ruch był spory. Westchnąłem i przejąłem połowę klientów od Koreańczyka.
- Czy mogę prosić kawę latte ze wzorkiem serduszka?
Spojrzałem na klienta i kiwnąłem głową. Był to chłopak, mojego wzrostu, miał ciemne włosy i jeszcze ciemniejsze oczy, pełne brzoskwiniowe usta wywinięte w cudownym uśmiechu. Jego głos był niski, ciepły.
Wyciągnąłem filiżankę i zrobiłem mu to, o co poprosił. Musiałem bardzo się starać, bo zazwyczaj Minseok brał zamówienia z robieniem wzorów na kawie, jednak dziś z uwagi na szczególnie sporą grupę klientów, sam się tym zająłem. Wyszło. Zaniosłem ją do jego stolika, uśmiechając się delikatnie.
- Bardzo proszę.
Uśmiechnął się promiennie, patrząc na serce, po czym wziął filiżankę w dłonie i napił się. Widziałem jak jego jabłko Adama rusza się w górę i w dół, gdy połykał kolejne łyczki gorącego napoju, więc przełknąłem cicho ślinę, osuwając się z powrotem za ladę.
Kiedy wybiła godzina 15, ilość klientów trochę się zmniejszyła, mimo takiej pory. Wszyscy jednak woleli przenieść się do kina, pójść na spacer, lub w inne ustronne miejsce na swoją wymarzoną walentynkową randkę. Westchnąłem klepiąc Minseoka po plecach, bo wreszcie po 6 godzinach pracy mogliśmy odpocząć.
- Yifan, powiedz mi, jak to jest, że nie cierpisz Walentynek? – Spytał Minseok.
- Cóż, po prostu ta cała sztuczność mnie denerwuje – odparłem, podpierając podbródek o dłoń.
- Wiesz, ja tam lubię to święto.
- Bo masz Luhana – przewróciłem oczami.
- Ignoruje mnie od wczoraj! – Ton głosu Koreańczyka wskazywał, że naprawdę był z tego powodu załamany.
- Dzisiaj są Walentynki, Minnie, pewnie chce ci zrobić niespodziankę.
Spojrzał na mnie ale kiwnął głową. Musiał mi przyznać rację. Nie pamiętał pewnie, że dokładnie rok temu była ta sama sytuacja.
- Yifan, czy ten chłopak nie jest tu już od 4 godzin?
Odwróciłem wzrok od przyjaciela, wlepiając swoje oczy w tego samego bruneta, którego obsłużyłem znacznie wcześniej. Co on tu jeszcze robi?
Wstałem ze swojego taboreciku i podszedłem do niego.
- Przepraszam?
Chyba mu przeszkodziłem.
- Nie, spokojnie, naprawdę. Czekam na kogoś.
Kiwnąłem głową. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego tak długo.
Cały dzień zleciał, nie zauważyłem nawet, kiedy wybiła 19 i trzeba było się zbierać. Nie narzekałem na nadgodziny, miałem dzięki temu więcej premii, a w dodatku dziś te cholerne Walentynki, więc jeszcze więcej dodatkowych pieniędzy wpłynie na moje małe konto. Wreszcie będę mógł sobie wyjechać do Chin na kilkanaście dni.
Już miałem iść zamykać, gdy moją uwagę przykuł ten sam chłopak, który siedział w kawiarni od ładnych 8 godzin.
- Chyba cię wystawiła.
Powiedziałem do niego, zaczynając wycierać stoliki. Zostałem już o tej porze całkiem sam.
- Chyba tak.
Westchnął cicho ale uśmiechnął się. Wstał z krzesła, otrzepał uda i uśmiechnął się ponownie do mnie.
- Wybacz, ale zaraz zamykamy.
- Wiem, Yifan. Nie musisz mi przypominać.
Zatkało mnie. Nie miałem plakietki z imieniem, a jak rozmawiałem z Minseokiem, to byliśmy na zapleczu, więc nie miał jak usłyszeć mojego imienia.
- Skąd znasz moje imię? – Spytałem go. Ten tylko zaśmiał się cicho.
- Cóż, jakby to wyjaśnić. Mogę poczekać aż zamkniesz kawiarenkę, zgasisz światło i zostawisz tylko to jedno, które świeci nade mną? I dobrze by było, gdybyś zasłonił rolety w oknach. Na noc i tak nikt tu nie zagląda.
Byłem jeszcze bardziej zbity z tropu. Skąd on wie to wszystko?
- N-No dobra.
Odstawiłem miotłę i szmatkę na zaplecze, zasłoniłem wszystkie żaluzje i rolety oraz zostawiłem tylko jedno światło, to, o które prosił ten chłopak.
- Usiądź wygodnie i mnie posłuchaj, zgoda?
Cóż, właściwie nie miałem wyboru. Usiadłem na jego krześle, patrząc na niego. Stanął tak, bym dobrze go widział, po czym rozpoczął mówić.
Z każdą chwilą coraz bardziej piekły mnie policzki, dłonie mocno zaciskały się na oparciach krzeseł, kolana drgały. Kim on jest, że potrafi to ze mną zrobić?
Widziałem, jak porusza bezgłośnie ustami. Właściwie to mówił, ale ja nie umiałem się na tym skupić. Jedyne co miałem teraz w głowie, to go pocałować.
Od myśli do czynu prosta droga, więc już po chwili wpijałem się w jego usta, wsuwając swoje dłonie na jego talię.
Może to było dziwne posunięcie z mojej strony, bo w końcu obaj jesteśmy mężczyznami, ale co mnie to wszystko obchodziło? Robiłem to, co uważałem za słuszne.
Kolejne minuty trwały wieczność. Przyjemną, najlepszą wieczność. Nie spodziewałem się po sobie czegoś takiego. Czegoś, co będzie tak fascynujące, cudowne. Zapragnąłem więcej, jednak brunet odsunął się ode mnie.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, Yifan.
Miałem ochotę zapytać go, kim jest, co też zrobiłem po chwili.
- Ja… Mogę chociaż wiedzieć kim jesteś?
- Możesz. Dziwi mnie, dlaczego wcześniej o to nie zapytałeś.
Zaśmiał się, a jego głos był dźwięczny.
- Park Chanyeol, jestem od ciebie dwa lata młodszy – uprzedził moje pytanie o wiek.
- Dlaczego mi to powiedziałeś dopiero teraz? To z tym uczuciem? – Spytałem. Byłem naprawdę ciekaw.
- Wiesz, jak to jest, gdy wszystko co planujesz ma być idealne? No właśnie. Dzisiejszy dzień wyznaczałem od co najmniej roku. Chciałem byś polubił Walentynki. A także byś polubił mnie.
Uśmiechnąłem się.
- Polubiłem cię, Chanyeol. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, bym mógł zaprosić cię na randkę?
- Na randki nigdy nie jest za późno, Yifan. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek.
Cóż, zabrałem go na randkę. Pierwszą, drugą, pięćdziesiątą trzecią.
I wiecie? Chyba polubiłem Walentynki.



______________________________________________________________________
dla mojej malutkiej Sakiś, która chciała KrisYeol już dawno temu, ale dopiero dzisiaj zostało ono zrealizowane :c <3

30 lipca 2013

the angels


Kris uniósł brew i uśmiechając się sam do siebie. Właśnie był świadkiem wypadku samochodowego. Raczej nie wierzył zbytnio w to, że ofiara trafi do bram nieba.
"Kris, znowu się w ten sposób uśmiechasz" stwierdził smutno Luhan. Był archaniołem, miał największe zaufanie Boga ze wszystkich aniołów.
Luhan położył dłoń na ramieniu Krisa kręcąc głową.
"Uwierz mi, on tu będzie" Kris popchnął na słowa Luhana i przykucnął by się lepiej przyjżeć.
"A właśnie, nie wiesz co z Chanyeolem? Baekhyun go szuka" zapytał archanioł i również kucnął. Kris spojrzał kątem oka na niego.
"Nie wiem" odpowiedział mu i ponownie patrzył już na ludzi.
"Jesteś pewny? Bo wczoraj cię z nim widziałem" dociekał Luhan.
"Przestaniesz? Nic nie wiem" warknął Kris przewracając oczami. Nawet nie zauważył, że pióra z jego skrzydeł z dnia na dzień zmieniają swoją białą barwę na czarną.
"A właśnie, czemu twoje skrzydła są czarne?" Kris z przerażeniem spojrzał na Luhana.
"J-jak to czarne?" czyli to prawda. 'Zejdziesz na ziemię, twe skrzydła staną się czarne' tak kiedyś wyczytał.
"Zszedłeś tam, prawda?" Kris kiwnął głową. Luhan wstał i odszedł. To był ostatni raz, gdy anioł go widział tego dnia.
Kris zamknął oczy, wziął głęboki wdech i udał się na jedną z chmur. Zawsze tam schodził gdy chciał być sam.
"Kris!" zawołał nagle Chanyeol, gdy stopy Krisa dotknęły obłoku.
"Baekhyun cię szuka sieroto" powiedział Kris spadając obok drugiego anioła.
"Wiem że mnie szuka, dlatego tu jestem" szepnął Chanyeol przesuwając się do Krisa. Ten przytulił go do siebie i delikatnie pocałował czubek głowy.
"Boję się o nas Kris... W każdej chwili mogą cię zesłać na ziemię jako upadłego anioła. Już masz czarne skrzydła... A ja będę tu siedział i uciekał przed Luhanem i Baekhyunem tylko dlatego że będę chciał się z tobą zobaczyć" Chanyeol przyłożył policzek do klatki piersiowej Krisa wysłuchując się w bicie jego serca.
"Chanyeollie, nie pozwolę byś przeze mnie cierpiał. Obiecuję" Kris przyrzekł i pogłaskał Chanyeola po głowie.
 Chanyeol  uniósł głowę i bardzo powoli zaczął przybliżać swoją twarz do jego. 
Serce zabiło im mocniej, na policzkach pojawiły się łagodne rumieńce gdy ich usta zetknęły się ze sobą. 
"S-saranghaeyo" szepnął Chanyeol dotykając opuszkami palców wolnej ręki swoich miękkich warg. 
"Saranghaeyo Channie" powiedział Kris i przytulił anioła do siebie.

22 maja 2013

Buziak na pożegnanie, pocałunek na przywitanie

"Mamo!" zawołał mały chłopiec ciągnąc za sobą drugiego chłopca w okularach. "Zobacz kogo przyprowadziłem! To Park Chanyeol, mój przyjaciel" mówił naprawdę uradowany tym faktem. Drugi patrzył tylko na swoje buty i bawił się swoimi rękoma.
"YiFan kochanie, to wspaniale" powiedziała kobieta kucając na wysokość oczu swojego syna. Pogładziła jeszcze dłonią głowę chłopca i wróciła do poprzedniego zajęcia. YiFan złapał więc dłoń przyjaciela i popędził do swojego pokoju uprzednio prosząc swoją rodzicielkę o przygotowanie dla nich czekolady na gorąco i kilka ciastek.
"Channie... Całowałeś się już kiedyś?" zapytał malec siadając na przeciwko drugiego chłopca. Ten tylko pokręcił głową jednocześnie bawiąc się swymi małymi dłońmi.
"Ja też nie. A chciałbyś?" Park spojrzał na YiFana, który uśmiechnął się wesoło i nachyliwszy się nad przyjacielem skradł mu buziaka. Słodki rumieniec pojawił się na twarzy Chanyeola. W tym momencie weszła mama YiFana podając chłopcom kubki z parującym napojem i talerz ciasteczek czekoladowych.
"D-dziękuję" szepnął Chan i upił troszkę czekolady. 
Przez następne pół godziny YiFan wkładał część ciastka do swoich ust i prosił Chanyeola by ten zjadł jego drugą połowę. Spodobał mu się kształt i ci najważniejsze smak warg Chana. Nie przeszkadzało mu to, że jest facetem. W końcu każdy w jego wieku chce skosztować wszystkiego, prawda?
W pewnym momencie gdy ostatnie ciastko miało być tak podzielone YiFan zrobił trik i kiedy Chanyeol przybliżył się by je ugryźć, chłopiec wypuścił jedzenie z ust i pocałował Parka trochę w inny sposób niż za pierwszym razem. Trwali tak ze złączonymi ustami przez dłuższą chwilę nie wiedząc co dalej robić.
W końcu oderwali się od siebie i zaczerpnęli oddech.
"To było nasze pożegnanie Yeollie. Za tydzień wyjadę do Vancouver" powiedział kilka sekund później YiFan nie kryjąc smutku.
"A-ale jak to wyjeżdżasz? Opuszczasz mnie?" spytał Park wyrazie niezadowolony z wypowiedzi przyjaciela.
"Tata dostał tam robotę... Ale nie martw się Channie! Będę do ciebie pisał i dzwonić. A na ferie albo wakacje będę przyjeżdżać żeby cię odwiedzić!" YiFan poklepał przyjaciela po plecach i po chwili tarzali się po ziemi ze śmiechu.
~10 lat później~
Chanyeol był w drugiej klasie liceum i wszystko w jego życiu zdawało się być poukładane. Mimo iż nadal pamiętał o swoim przyjacielu z dzieciństwa, YiFanie, nie utrzymywał już z nim obiecanego przez chłopaka kontaktu. Przestał odpisywać na listy Parka już 3 lata temu, a odwiedzać go po pierwszych 4. 
"Chanyeol! Zgadnij czego się dziś dowiedziałem!" powiedział jego nowy przyjaciel, Byun Baekhyun. "LuHan powiedział, że do jego klasy przychodzi jakiś nowy dzisiaj! Czaisz motyw? Ciekawe kogo musiało porąbać żeby w ostatniej klasie się przepisywać?"
"Skąd mam wiedzieć?" spytał Yeol wzruszając ramionami i kierując się w stronę swojej klasy. Byun popędził za nim i zdążył wejść do klasy w ostatniej chwili. 
Gdzieś w połowie lekcji Baekhyun wydarł się na całe gardło po szybkim przeczytaniu smsa od LuHana. Nauczyciel spojrzał na niego groźnie ale szybko powrócił do dalszego prowadzenia lekcji.
"Channie..." szepnął Bacon do siedzącego obok kolegi. 
"Coooo?" odparł Chan ziewając.
"Lu napisał, że ten nowy przyjechał aż z Vancouver i że nazywa się jakoś Wu YoWan czy jakos tak..." w tym momencie w głowie Yeola zaświeciła się lampka. Ożywił się od razu.
"A nie Wu YiFan przypadkiem?" Chan starał się by jego głos brzmiał normalnie jednak Bacon wyczuł tą nutkę nadziei w pytaniu przyjaciela.
"O, właśnie tak! Znasz go?"
Byun spojrzał na niego i uśmiechnął się gdy na twarzy Chanyeol pojawił się lekki rumieniec. 
W ciele chłopaka panował istny chaos. Serce mocniej biło a w żołądku pojawiał się lekki skurcz. Do przerwy obiadowej siedział jak na szpilkach chcąc dowiedzieć się czycto naprawdę jest ten sam YiFan którego znał.
3 godziny później siedział na stołówce nerwowo rozglądając się za LuHanem, który obiecał przyprowadzić nowego chłopaka do ich stolika. Gdy po chwilowych poszukiwaniach znalazł wreszcie swoją grupę usiadł od razu na wolnym krześle i nie zwracając uwagi na siedzącego obok chłopaka zaczął zajadać się swoim obiadem.
Ten zauważył to i chrząknął nie znacznie. Chan odwrócił się w jego stronę i zamarł.
"Cześć, nazywam się Wu YiFan ale możesz mówić do mnie Kris" chłopak uśmiechnął się i wyciągnął rękę do Parka, który dosłownie zamarł w tym momencie.
"Park Chanyeol" powiedział ledwo słyszalnie Yeol jednak Kris usłyszał to. 
"Ten Park Chanyeol? Ten sam Channie?" Chan wlepił swój wzrok w twarz YiFana. Przytaknął i nagle poczuł ręce Krisa na swojej twarzy "Mój mały Channie... Pamiętasz nasze pożegnanie?" 
"YiFan, chyba nie masz zamiaru tego tutaj zrobić?!" Chanyeol niemal krzyknął gdy usłyszał pytanie YiFana.
"Oczywiście że tutaj głuptasie" i nie minęła nawet sekunda a ich usta połączyły się w słodkim buziaku. Soczysty rumieniec wkradł się na twarz Yeola. 
Oczywiście cała stołówka obserwowała to zdumiona a ich szczęki prawie całowały wypucowaną podłogę. 
"Mmm, dalej są takie słodkie... " powiedział YiFan gdy oderwał się od warg Yeola.
"YiFan!" krzyknął Chanyeol i zarumienił się jeszcze bardziej. Kris uśmiechnął się szeroko i zaczął uciekać. "YiFan jak cię dorwę...!"
"Też cię kocham!" krzyknął Wu i posłał buziaka w powietrzu do Chanyeola. Wtedy się zatrzymał a serce zabiło mu mocniej. Kris zatrzymał się na zakręcie i obejrzał do tyłu. Park stał ze spuszczoną głową i bawił się swoimi rękami. 
"N-naprawdę też mnie kochasz?" spytał cicho jednak echo rozniosło się po korytarzu i usłyszał to YiFan.
"Oczywiście Channie. Zawsze cię kochałem..." Powiedział kiedy podszedł do Chana. Dłonią uniósł jego podbródek i musnął jego usta swoimi. Park odczekał moment i tym razem to on pocałował YiFana. I nie był to zwykły buziak. To był długi i namiętny pocałunek.
"Channie..." 
"Kocham cię YiFan"



19 maja 2013

Sex-Friend

Kim JongIn, znany również jako Kai, wśród męskiej części swojej paczki nazywany jest sex-kumplem. Gdy tylko któryś z chłopaków ma ochotę, przychodzi wtedy do Kaia i zaspokaja swe potrzeby.  JongIn nie widzi w tym nic złego, więc chętnie zgadza się na każdą propozycję.  Nawet te najdziwniejsze.
- Kai, a co powiesz na to, żebyśmy całą paczką do ciebie wpadli i urządzili sobie noc seksu? – Zaproponował któregoś dnia SeHun, który ostatnimi czasy najczęściej przychodził do przyjaciela.
- Hm, nie widzę problemu, podajcie tylko termin. – Odparł JongIn i powrócił do przeżuwania kanapki.
- Dzisiaj. O 7. Calutka noc. – Odpowiedział ChanYeol wyrywając nagle żarcie z rąk chłopaka.
- Dzisiaj o 7… - Powtórzył Kai zapisując sobie tą informację w telefonie. – Załatwione. – Pozostali uśmiechnęli się do siebie i zaczęli się zbierać.
- To do zobaczenia JongIn! – Krzyknął na pożegnanie LuHan.
- Gwarantuję ci, że nie będziesz umiał siedzieć przez najbliższy czas – szepnął SeHun do ucha Kaia, przesuwając jednocześnie swoją ręką po tyłku chłopaka.
- Jasne, jasne. No to, do 7! – Ostatni raz pomachał do oddalającej się grupy przyjaciół i szybkim ruchem odwrócił się w przeciwną stronę i poszedł do swojego domu. Po około 20 minutach dotarł na miejsce i od razu wpadł do łazienki, uprzednio zamykając oczywiście drzwi wejściowe. Rozebrał się i spojrzał na wielkie lustro na ścianie, w którym właśnie odbijała się cała sylwetka chłopaka. Na obojczyku zauważył ślad malinki z poprzedniej nocy spędzonej z SeHunem. „Dzisiaj będę miał tego więcej” pomyślał, po czym wszedł pod prysznic. Odkręcił wodę i zaczął się relaksować pod wpływem uderzeń strumieni przyjemnie ciepłej cieczy.
Spędził w łazience około 30 minut, zapominając o tym, że nie wziął ze sobą żadnych czystych ciuchów na przebranie, więc gdy tylko uświadomił sobie ich brak wyszedł nago z pomieszczenia i udał się do swojej sypialni choćby po białe bokserki, które wręcz uwielbiał. „Skoro i tak będę się pieprzył przez całą noc, to po co zakładać spodnie? Wystarczy koszula na wierzch i finto” pomyślał i tak też zrobił. Jego wybór padł na za dużą o dwa rozmiary niebieską koszulę bez żadnych dodatkowych wzorów., którą od razu zarzucił na ramiona. Po chwili namysłu rozejrzał się po pokoju, po czym zaczął zbierać niepotrzebne rzeczy z podłogi.  Nie minęły nawet 3 minuty, a w jego telefonie rozległ się dźwięk nowego połączenia.
- Słuchaj, Kai, mogę wpaść do ciebie trochę szybciej? Chcę pogadać z tobą o czymś ważnym a nie chcę tego robić w obecności reszty.
- Jasne, LuHan, nie ma sprawy.
- Dzięki, to ja za 20 minut będę! – W słuchawce rozległ się dźwięk zakończonego połączenia. JongIn spojrzał ostatni raz na swoją sypialnię i poszedł do salonu by i tam trochę ogarnąć przed przybyciem LuHana, a w późniejszym czasie pozostałeś ekipy. I wtedy Kai uświadomił sobie, na co się zgodził.
- O kurwa. – Zaklął pod nosem. – Będę się pieprzył z siedmioma facetami. Kurwa. Jestem pojebany. Ale tak w sumie, to może być całkiem przyjemne… - Chłopak zaczął się z siebie śmiać i powrócił do sprzątania. Po zakończeniu tejże czynności, sprawdził jeszcze zawartość lodówki i zapasów w barku na cały wieczór, po czym wreszcie usiadł na kanapie. Nie cieszysz się jednak długo tą czynnością, gdyż po chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Chłopak wstał i otworzył drzwi odblokowując tym samym przejście dla LuHana. Starszy spojrzał na Kima i oblizał nerwowo wargę.
- To o czymś chciałeś pogadać, hyung? – Spytał Kai, kiedy usiedli na kanapie.
- Kochaj się tylko ze mną JongIn-ah. Teraz – odpowiedział starszy, po czym widząc minę przyjaciela wpił się w jego usta pewnie. Młodszy odwzajemnił pocałunek, a po chwili napierał na Lu całym swoim ciężarem przygwożdżając go tym samym do kanapy.
- Wiesz o tym, że zaraz przyjdzie reszta i nie spodoba im się to, że zaczęliśmy szybciej od nich? – Spytał Kai siadając na Lu okrakiem. Otarł się swoim kroczem o jego. Han kiwnął lekko głową i smutnym wzrokiem spojrzał w sufit. Nagle rozległo się pukanie, które zwiastowało przybycie ChanYeola, a co za tym idzie, również BaekHyuna. JongIn wstał z ciała Lu i poszedł otworzyć drzwi.
- No, no, JongIn, sexy wyglądasz – powiedział entuzjastycznie wyższy z nowoprzybyłych i przejechał ręką po klatce piersiowej chłopaka. BaekHyun kiwnął głową i wszedł głębiej do mieszkania. Gdy wreszcie usiedli, Yeol wyciągnął z torby, którą ze sobą przytargał, butelkę wódki, 7 butelek piwa i kajdanki, które od razu znalazł się w posiadaniu BaekHyuna. Kai wiedząc, że będą potrzebowali szklanek udał się do kuchni po te naczynia i wrócił ponownie do salonu rozkładając  je na stoliku. ChanYeol zabrał się za nalewanie wódki, bo jak stwierdził, bez alkoholu to nie będzie takiej frajdy. Równo o 7 przybyli SeHun, Kyungsoo i Kris przynosząc ze sobą colę do drinków i parę dodatkowych rzeczy. SeHun od razu przywitał się z gospodarzem mieszkania całując go namiętnie w usta. Po tym jakże przyjemnym powitaniu, usiedli wreszcie całą paczką w salonie i zaczęli pić pierwsze drinki przygotowane przez ChanYeola.
Po jakiejś godzinie samego picia, przyszedł czas na to, czego najbardziej oczekiwali. SeHun jako najbardziej pewny siebie w tamtym momencie usadził sobie JongIna na kolanach twarzą do siebie po czym wbił się w jego usta. Chłopak zareagował cichym westchnieniem i już po chwili ich języki toczyły zawziętą walkę o dominację. Tuż obok siedział Kris, który gdy tylko wyczuł, że właściwa impreza się rozkręca wstał z fotela i pochylił się na szyją Kaia całując ją delikatnie. Po chwili dołączył do nich LuHan, który wodził teraz swoimi palcami po klatce piersiowej chłopaka, powoli schodząc niżej.
W tym samym czasie BaekHyun siedział okrakiem na ChanYeolu pochylając się nad nim i stając jabłko Adama. Tuż za Byunem klękał KyungSoo ocierając się co chwila swoim kroczem o tyłek chłopaka.
W całym pomieszczeniu słychać było ciche stęknięcia i westchnienia wydobywające się z ust siedmiu przyjaciół.
W pewnym momencie Kris oderwał się od szyi JongIna i chwytając rękoma ciało KyungSoo oderwał go od BaekHyuna, a po chwili i Byun został oderwany od swojego zajęcia. Gdy ChanYeol został wreszcie uwolniony, Kris usiadł na jego biodrach ocierając się znacząco. Czuł jego stwardniałe przyrodzenie tuż obok uda. Pochylił się do ucha Chana jednocześnie jedną ręką bawiąc się guzikiem jego jeansów. Językiem przejechał po małżowinie usznej leżącego chłopaka, przez co Park jęknął.
W salonie zapanowała cisza. SeHun i Kai przestali się całować, LuHan zabrał swoje dłonie z brzucha JongIna, a KyungSoo przestał lizać dolną wargę BaekHyuna. Kris mimo iż wyczuł wzrok chłopaków na sobie nie przestawał ocierać się o krocze Yeola. Wręcz przeciwnie, przyspieszył tempa.
Nagle Chan ledwo słyszalnie wychrypiał:
- Z-zaraz dojdę… - i już po chwili jęknął głośno dochodząc w swoich spodniach. Ledwo zdążył złapać oddech, kiedy Kris od tak wpił się w jego usta.
Minęła może minuta, może dwie i Kai wylądował na ziemi opierając się na łokciach. Jego nogi były lekko ugięte i ochoczo rozsunięte. KyungSoo widząc to kucnął między nimi układając swoje dłonie na udach JongIna. Pochylił się i przejechał językiem po erekcji młodszego. W odpowiedzi dostał głośne westchnienie. Nie było odwrotu.
Wstał na moment aby się rozebrać. To samo zrobiła reszta grupy. W bieliźnie został już tylko Kai. Oczywiście, nie na długo. KyungSoo wrócił do swojej poprzedniej pozycji i zębami zaczął ściągać bokserki chłopaka. Jego penis był nabrzmiały i samym wyglądem zachęcał do zabaw z nim, co wykorzystał D.O. Końcówką języka nakreślał kółeczka na główce Kaia na co młodszy jęknął cicho.
Stojący za nimi BaekHyun zakładał prezerwatywę na swojego penisa i jednym mocnym ruchem wbił się w wypięty tyłek KyungSoo. Krzyknął. W tym czasie Kai został podniesiony do pionu przez Krisa. Włożył w tyłek chłopaka dwa palce i zaczął go rozciągać. Chwilę później zastąpił je czymś większym.
Gdy KyungSoo przyzwyczaił się do wielkości BaekHyunowego penisa w swoim tyłku, przesunął się do przodu przez co członek Byuna wysunął się trochę. Oparł się rękoma o biodra  Kaia i znowu zaczął ssać jego penisa.
LuHan w tym czasie był zajęty stukami SeHuna. Lizał je, ssał i pocierał palcami jednocześnie poruszając biodrami przez co ocierał się o nogę Hunniego.  Nagle złapał dłoń młodszego i nakierował ją na swoje przyrodzenie karząc mu tym samym pieścić jego członka.
W pewnym momencie Lu zawiesił głowę i jęcząc głośno ale i przerwanie doszedł w dłoń najmłodszego z grupy.
Po chwili dołączyli do niego BaekHyun i KyungSoo wymawiając swoje imiona jak jakąś modlitwę.
Byun gdy tylko uspokoił oddech wysunął się z tyłka D.O. i odszedł do ChanYeola całując go mocno. KyungSoo dalej pieścił penisa Kaia, który czując wibracje głosu starszego chłopaka wytrysnął do jego gardła.
Po nim doszedł Kris spuszczając się obficie do tyłka JongIna.
- Kai, pomóż mi skończyć – szepnął SeHun gdy tylko przyjaciel uwolnił się od pozostałych. Kim klęknął przy nim i masturbując jego penisa swoją ręką przyssał się do jego szyi tworząc malinkę.  – Aghh, Kai! – krzyknął nagle jednocześnie dochodząc. JongIn uśmiechnął się do niego i padł na ziemię.
Wszyscy padli.
- Co byście beze mnie zrobili? – zapytał nagle JongIn.
- Pewnie siedzielibyśmy teraz w swoich domach i robili sobie dobrze samemu – odparł mu Kris i wszyscy się roześmiali. Mimo zmęczenia odczuwali radość.
- JongInie, mogę jutro do ciebie wpaść? No wiesz… Sam na sam. Dokończyć to, co nie było nam dane dzisiaj skończyć – powiedział LuHan na co Kai zgodził się od razu.
- Ej, wiecie co, może za tydzień znowu zrobimy sobie taką noc? – Spytał ChanYeol szczerząc się do wszystkich.
- Jestem za! – krzyknęli pozostali i po chwili rozległ się śmiech. Nagle JongIn wstał z podłogi i skierował się do swojej sypialni.
- Mam jedno miejsce wolne, kto chętny spać ze mną w łóżku? – zapytał będąc już w pokoju. Reszta chłopaków spojrzała po sobie i zaczęła biec w stronę Kaia. Bieg wygrał KyungSoo i nie minęło nawet pół minuty a oboje leżąc już w łóżku odpływali w stronę objęć Morfeusza. Pozostała 5 musiała rozłożyć się w salonie ale nie przeszkadzało im to. Byli zbyt zmęczeni.